(fot. shutterstock.com)
5 lat temu
Logo źródła: Niedziela Aleksandra Nitkiewicz / slo

Kto z nas w dzieciństwie nie marzył o idealnych rodzicach, którzy zawsze wysłuchają, zrozumieją, przygarną i dobrym słowem dodadzą skrzydeł? Ilu z nas ciągle pozostaje z tym niespełnionym marzeniem i pragnie doświadczyć bezwarunkowej miłości od swoich rodziców, mając 20, 30, a może jeszcze więcej lat?

Jak pomnażać i rozwijać dobro wyniesione z rodzinnego domu, a jak leczyć rany zadane przez najbliższych, by nie paraliżowały nas w życiu? Na te i inne pytania próbowali odpowiedzieć uczestnicy sesji modlitewnej "Synu, Tobie mówię wstań", by uzyskać to, co najcenniejsze - przebaczenie.

Córka

Alicja ma trzydzieści parę lat i jest samotna. Uśmiechnięta, zainteresowana życiem, a jednak tak bardzo szukająca potwierdzenia swojej wartości w oczach innych. Ciągle niedowierza swojej urodzie, inteligencji. Choć jest tzw. kobietą z klasą, to jednak ma o sobie jak najgorsze mniemanie. W dzieciństwie tęskniła za zainteresowaniem ojca, za jego czułością, za słowami dumy lub chociaż aprobaty. Z całej siły próbowała zainteresować sobą, poprzez kolejne osiągnięcia - bezskutecznie.

Ojciec

Adam jest prawie czterdziestoletnim mężczyzną i bardzo chciałby być dla swojego synka dobrym ojcem. Sam pochodzi z domu, gdzie ojciec pił. Wie, jak wiele wycierpiał przez brak zainteresowania. Starał się zaistnieć agresywnym zachowaniem w szkole, kolejnymi uzależnieniami - nic to nie dało. Dziś boryka się z niewiarą we własne siły, pracoholizmem i surowością wobec wszelkiej niedoskonałości. Chciałby cieszyć się życiem, nie ma jednak czasu, gdyż ciągle wydaje mu się, że musi zasłużyć na miłość.

Syn

Andrzej skończył czterdziestkę, jest mężem i ojcem. W dzieciństwie doświadczył nadopiekuńczej i zaborczej miłości matki. Dziś cały czas zadaje sobie pytanie o sens życia. Czuje się bezradny wobec konieczności przewodzenia rodzinie. Chętnie usuwa się w cień, nie potrafi podołać podstawowym obowiązkom. Sam sobie wydaje się ciężarem. Nie potrafi podejmować najprostszych decyzji. Cierpi na przejmujące poczucie porażki.

Matka

Marlena jest młodą matką, ale nie jest w stanie w pełni realizować swojego powołania. Całe życie robiła to, co chciała matka, a teraz, gdy musi żyć samodzielnie, czuje się zagubiona. Miotają nią sprzeczne uczucia - od euforii po skrajne przygnębienie. Boi się, co pomyślą inni, więc tak naprawdę nie wie, co jej sprawia radość i czego chce sama dla siebie. Dopiero teraz uczy się rezygnować z jednych propozycji a przyjmować inne. Odkrywać i doceniać swoje talenty i przyjmować pochwały.

Ostateczna konfrontacja

Życie może mieć sens i urok, mimo zranień wyniesionych z dzieciństwa, mimo braku miłości, zrozumienia, czułości, akceptacji. Czasami trudno w to uwierzyć, ale lekarstwem może stać się obecność drugiego człowieka, który - będąc duchowym i emocjonalnym towarzyszem, jednocześnie staje się takim zastępcą ojca czy matki. Taka relacja bliskości pełnej bezpieczeństwa pozwala dojrzeć i odzyskać swoją tożsamość jako syn lub córka takich a nie innych rodziców. Pozwala dostrzec swoją wartość jako człowieka i w pełni przyjąć prawdę o sobie, by dopiero potem w pełni być dla innych.

Dom Ojca

Uczestnicy sesji: "Synu, Tobie mówię wstań" zostali uratowani do Życia. Niektórzy w trakcie tych trzech dni doświadczyli uzdrawiającej mocy przebaczenia krzywd, które wiele lat nie pozwalały na prawdziwą wdzięczność i miłość wobec rodziców. Inni, uznając świętych obcowanie, pierwszy raz szczerze wyznali na modlitwie, że przebaczają zmarłemu ojcu czy matce. Byli i tacy, którzy odkryli wreszcie, że u podłoża ich problemów w znalezieniu męża czy staniu się ojcem lub matką stoi to, że nigdy nie byli prawdziwymi córkami czy synami. A najcenniejsze dla wszystkich jest to, że z niczym nie muszą się spieszyć, bo jest Ojciec w niebie, który zawsze jest obecny, obdarza czułością i każdego dnia czeka. Jest Jego Słowo, które budzi i ocala. Są ludzie, przez których do siebie przygarnia.

Organizatorem sesji była Wspólnota Bożego Ojcostwa, której charyzmatem jest troska o to, by Bóg Ojciec był znany, czczony i kochany. Służy ona Kościołowi przez podjęcie daru macierzyństwa i ojcostwa, by ci, którzy żyją z raną braku miłości rodziców, mogli zacząć prawdziwie żyć. Konferencje głosił ks. Remigiusz Lota, ojciec duchowny częstochowskiego seminarium, a także autor książki "Serce Ojca". Tęskniących za miłością macierzyńską i ojcowską zapraszamy na stronę: www.ojcze.pl.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Uratowani dla życia
Komentarze (6)
Dorota Kusyk
Dorota Kusyk
24 lutego 2013, 13:57
@anobo proszę o kontakt ( jesli tu jeszcze zaglądasz :) )
A
anobo
29 stycznia 2013, 07:51
 glori ,  znam taką historię , mnie Pan dotknął w Kunicach Żarskich na rekolekcjach podczas rozważania Słowa o Synu Marnotrawnym. Łapałem wszystko na dwa fronty , czyli relacja ja - mój Tata i ja - Bóg Ojciec. Nie wiedziałem czego się łapac. Bóg powiedział do mnie KOCHAM CIĘ WŁAŚNIE TAKIEGO , ZAWSZE CIĘ KOCHAŁEM , NAWET GDY BYŁEŚ NA DNIE I DZISIAJ TUTAJ , ZAWSZE TAK SAMO. POCZUŁEM JAK MIŁOŚC PRZECHODZI CAŁE MOJE CIAŁO , JAK SIĘ WE MNIE WLEWA , JAK ORZEŹWIAJĄCY BALSAM, POWOLI SPŁYWAJĄCY NA MOJE RANY. OTWORZYŁY MI SIĘ OCZY I UJRZAŁEM MOJEGO TATĘ NIE JAKO KATA KTÓREGO OCZEKIWAŃ NIE BYŁEM W STANIE SPEŁNIC ALE JAKO TEGO KTÓRY WIELOKROTNIE POMAGAŁ MI CHOC PLUŁEM MU W TWARZ , TAK JAK I PANU NAJWYŻSZEMU. MIAŁEM PEWNEGO RODZAJU ROZDWOJENIE JAŹNI I CHŁONĄŁEM TO WSZYSTKO NA DWIE STRONY. Kocham Boga mego Pana i kocham mojego tatę , od tamtej pory zaczynam kochac też siebie. Bez Boga nie potrafiłem kochac
Dorota Kusyk
Dorota Kusyk
27 stycznia 2013, 15:36
>>potwierdzenia swojej wartości << w ile ja tarapatów wpadłam na drodze swojego złamanego życia zanim poznałam Miłość .... 17 stycznia 2012 roku msza z modlitwą o uzdrowienie idę na nią jako człowiek-kobieta bez tożsamości bez Lini papilarnych.Jestem do niczego jako matka,żona,człowiek,nic umiem nic sobą nie reprezentuje.Dzieciństwo wymazało moje człowieczeństwo nie pozostawiając nawet śladu  jakiejkolwiek wartości stanu użytku mojego człowieczeństwa a ciężka depresja dopełniła całości strat.Podczas Mszy "dowiaduje " się że jest Ktoś kto mnie kocha dokładnie taką jaką jestem ,i że wcale absolutnie nie jestem do niczego !Miłość do Jezusa uzdrowiła wszystko...... A raczej Jego miłość do mnie.....Miłość odmieniła wszystko skleiła połamane skrzydła ,wyrysowała linie papilarne uśmiechnęła się szeroko i wpakowała w kieszenie duuuuuuużo pozytywnego człowieczeństwa.Na zgliszczach swojego dzieciństwa zasadziłam tulipany ,zółte,czerwone i białe dziś to pole nie boli a pachnie w cudowny sposób.Nic nikomu nie muszę udowadniać On wie kim jestem i co sobą reprezentuje.
E
ewa
29 grudnia 2014, 02:23
dziewczyno, człowieku........przeczytaj samą siebie, posłuchaj jak pięknie piszesz (opowiadasz)....jesteś i będziesz, i jesteś ....rozumiesz?
K
kris
26 stycznia 2013, 20:46
Niewiele ktoś kiedy będzie następne takie spotkanie?
AC
Anna Cepeniuk
26 stycznia 2013, 20:17
Dobre........ a nawet powiem wiecej - świetne......... Dzięki Bogu za to, że takie inicjatywy "rodzą" się w Kościele....

Skomentuj artykuł

Uratowani dla życia
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.