Dzień Księdza czy Dzień Eucharystii?
Wiem, że tak postawione pytanie w Wielki Czwartek jest błędne już na starcie. Dziś nie ma albo-albo. Jezus w Wieczerniku daje nam dwa sakramenty. Eucharystię i kapłaństwo. Pierwsze bez drugiego się nie wydarzy. Książa są nam potrzebni, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Czy jednak składanie długich życzeń na Mszy Wieczerzy Pańskiej nie przysłoniło nam czegoś ważnego?
Nie ma co udawać. Tematy związane z księżmi zawsze są „na czasie”. Gdy pojawia się jakiekolwiek nadużycie (lub pada cień podejrzenia) wszystkie internetowe hieny od razu zaczną krzyczeć. Będzie się klikać, będzie można wydać osąd. Można by powiedzieć, że gdyby nie było grzechu, nie leciałby kamień. Tylko czy aby na pewno i czy zawsze? Czy tak samo dobrze kliknie się tekst o kapłanach, którzy codziennie od rana do nocy ciężko pracują dla swoich parafian? Albo o tych, którzy siedzą godzinami w konfesjonałach? Nie...
Nie oszukujmy się. Gdy w tej samej przestrzeni pojawi się nie tylko tekst o dobrych, wierzących i mądrych kapłanach, ale też o pięknie Eucharystii, zainteresowania wśród odbiorców nie będzie. Klikalności więc też nie. Mimo to, zapraszam. Dziś słów kilka o Eucharystii, która jest w Polsce dostępna każdego dnia. Przynajmniej dopóki nie zabraknie nam kapłanów…
Z doświadczenia wiem, że każda, nawet „najzwyklejsza” Msza ma szansę przemienić codzienność, jeśli tylko będziemy przeżywać ją świadomie. Niestety wydarzenie, które jest szczytem chrześcijańskiego życia, często staje się dla nas przykrym obowiązkiem niedzielnym. To coś między poranną kawą a schabowym na obiad. Bo tak było zawsze. Może warto zadać sobie dziś kilka szczerych pytań: czym jest dla mnie Eucharystia? Czy przyjmuję Komunię świętą świadomie? Czy dbam o to, by być zawsze w stanie łaski uświęcającej? I czy brakuje mi sakramentów, gdy z jakiegoś powodu nie mogę ich przyjąć?
Wracam myślami do roku 2020 i pandemii. Jednym z najtrudniejszych wspomnień tamtego czasu jest dla mnie to, że prawie półtora miesiąca nie mogłam korzystać z sakramentów. Płakałam oglądając transmisję Mszy, bo tak bardzo chciałam być w kościele, a nie miałam takiej możliwości. To doświadczenie siedzi we mnie do dziś. Dziś nie boli, ale stawia do pionu, gdy Komunia święta staje się czymś zbyt oczywistym, czymś, co mi się należy… Gdy zapominam o tym, że Bóg jest i czeka, żeby dać mi swoją siłę, by mnie nakarmić.
Jeśli nie będziemy spożywali Jego Ciała i Krwi, nie będziemy mieli w sobie życia - mówi Jezus w Ewangelii Janowej (J 6, 53). Warto zadać sobie pytanie, na ile to zdanie traktujemy serio, na ile w nie wierzymy i na ile bierzemy sobie do serca? Czy dostrzegamy w sobie brak życia, gdy rezygnujemy z przyjmowania Komunii? I tu pojawia się pytanie z gwiazdką… Kim jest dla mnie Bóg? Kimś realnym, żywym i prawdziwym - czy postacią z baśni? Jeśli tym drugim, nic dziwnego, że Komunia nie jest niczym ważnym ani przemieniającym rzeczywistość.
Eucharystia nie musi nam niczego namacalnego zapewniać, nie trzeba jej czuć. To nie magiczna różdżka i nie robi sztuczek. Nie zapewnia nam iluzji chwilowego szczęścia, lecz bardzo powoli przemienia nas samych. Nie jest nagrodą za osiągnięcia i sukcesy duchowe. Czasem jej działanie w nas i naszym życiu widać po latach… Odżywczy koktajl wypity na długiej trasie maratonu umożliwia dalszy bieg, choć przecież nie zabiera od razu całego zmęczenia i bólu. To Bóg decyduje, jak i kiedy chce zadziałać w naszym życiu. Trzeba Mu tylko na to pozwolić. I prosić go o kolejnych, dobrych i świętych kapłanów. Wszak bez nich Eucharystii nie będzie.


Skomentuj artykuł