Przecieki zamiast debat. O sensie zamkniętych drzwi w Kościele
Konsystorze nadzwyczajne mają sprzyjać szczerej, spokojnej dyskusji kardynałów. Tymczasem ich treść regularnie trafia do mediów. Czy to znak nowej kościelnej transparentności, czy raczej dowód na to, że poufność w Kurii Rzymskiej stała się fikcją?
„Kuria z natury jest nieszczelna” – takie stwierdzenie można usłyszeć od wielu księży, nie tylko w Polsce. W stwierdzeniu tym chodzi ni mniej, ni więcej tylko o to, że jeśli ktoś chce, by coś rozeszło się po świecie, to musi to – najlepiej w zaufaniu – opowiedzieć komuś w kurii, czy to biskupiej, czy zakonnej. Na pewno wydostanie się poza jej mury.
Wspominam o tym, bo do mediów przedostają się w tych dniach fragmenty tekstów wystąpień kardynałów, które zostały wygłoszone w ubiegłym tygodniu na konsystorzu. Włoskie media opublikowały np. tekst wykładu wprowadzającego prefekta Dykasterii ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, kard. Arthura Roche’a, na temat reformy liturgicznej oraz tekst prefekta Dykasterii Nauki Wiary, kard. Victora Fernándeza, dotyczący adhortacji „Evangelii gaudium” papieża Franciszka. Opublikowano również wprowadzenie podsekretarza Dykasterii ds. Integralnego Rozwoju Człowieka kard. Fabio Baggio na temat nowej konstytucji Kurii Rzymskiej.
Przed tygodniem pisałem o konsystorzach nieco więcej. Wskazywałem, że mogą one być publiczne – mogą w nich brać udział osoby spoza Kolegium Kardynałów, np. przedstawiciele mediów – oraz nadzwyczajne, w których za zamkniętymi drzwiami spotykają się kardynałowie, by omówić ważne dla Kościoła kwestie. O tych drugich czasem mówi się, że są tajne. Ale – w odróżnieniu od reguł konklawe, gdzie wyraźnie mówi się o konieczności zachowania tajemnicy obrad, a kardynałom wręcz nie wolno mówić o tym co działo się za drzwiami Kaplicy Sykstyńskiej – tu takowych reguł nie ma. Wydaje się zatem, że przecieki nie naruszają żadnej tajemnicy, nie są łamaniem żadnych żelaznych zasad. Można by uznać, że publikacja wystąpień purpuratów jest celowym poinformowaniem opinii publicznej o tym o czym kardynałowie rozmawiali. Po co zatem organizować konsystorze nadzwyczajne? Jeśli chcemy powiedzieć wszystkim o czym rozmawialiśmy zróbmy spotkanie publiczne, wpuśćmy media, by na bieżąco relacjonowały przebieg obrad. Albo tak jak ma to miejsce na Synodach Biskupów róbmy konferencje prasowe.
Być może się mylę, ale wydaje mi się, że idea spotkania papieża z najbliższymi współpracownikami (takim są przecież kardynałowie) za zamkniętymi drzwiami zakłada spokojną i rzeczową dyskusję w atmosferze poufności. To, że kardynałowie różnią się między sobą jest jasne jak słońce. W zasadzie w żadnym gremium nie ma pełnej jedności. Ale to za zamkniętymi drzwiami najlepiej wypracowuje się kompromisy.
Być może przecieki są przeciekami kontrolowanymi – robiąc przeciek bada się reakcję opinii publicznej. Wiele takowych w Watykanie w minionych latach było. Dość wspomnieć Synod Biskupów, na którym dyskutowano diakonat kobiet, czy wyświęcanie na księży żonatych mężczyzn. Reakcje większości katolickiego świata były na „nie” – żadnych reform w tych kwestiach nie było.
Warto zauważyć, że zza Spiżowej Bramy wyciekły dokumenty dotyczące tematów, o których nie dyskutowano. Kardynałowie uznali, że z czterech zaproponowanych kwestii wezmą na warsztat misyjność Kościoła i synodalność. Debatę na temat liturgii i Kurii Rzymskiej odłożyli na później. Wyciek tych dokumentów może oznaczać, że są w Kościele siły, którym zależy na tym, by te tematy podgrzewać, by były one nieustannie obecne w debacie. Takie działanie prowadzi jednak bardziej w kierunku podziałów, a nie do troski o jedność.
W ostatnich latach dużo mówi się o przejrzystości i transparentności Kościoła. Może zatem żadne narady za zamkniętymi drzwiami nie są już do niczego potrzebne? Może zawsze o wszystkim powinniśmy wszyscy debatować publicznie? O wyborze papieża też. Wtedy kuria przestanie być „nieszczelna”. Tylko jakie wtedy będą przecieki…
Skomentuj artykuł