Sacrum w przestrzeni publicznej – neutralność światopoglądowa nową religią?
Relacje Kościoła z otaczającym światem nigdy nie były łatwe. I nie myślę tu o dramatycznych początkach i prześladowaniach w dawnych wiekach. Owszem, zdarzały się, ale ilość ofiar, jakich świadkiem był wiek XX, ilość męczenników, jakich mamy współcześnie, dawno przerosła tamte prześladowania i ich okrucieństwo. Dlaczego tak trudno nam ułożyć relacje w świecie współczesnym, który do złych wspomnień z przeszłości dokłada nowe, jeszcze większe dramaty?
4 lipca minęło 250 lat od podpisania amerykańskiej Deklaracji Niepodległości, zerwania więzów Kolonii z Koroną Brytyjską. To dla Amerykanów szczególny moment. Papież Leon XIV, Amerykanin z Chicago, został także przy okazji tej rocznicy uhonorowany Medalem Wolności, który został mu wręczony w Watykanie. Zaproszenie do odwiedzenia swojej ziemskiej ojczyzny papież otrzymał już w dniu inauguracji pontyfikatu od Wiceprezydenta J.D. Vance’a i Sekretarza Stanu M. Rubio, ale na razie o tym cisza. Trudno sobie zresztą wyobrazić taką wizytę, dopóki prezydentem jest nieprzewidywalny D. Trump, który o papieżu wypowiadał się w bardzo mało parlamentarny sposób.
W trakcie niedawnej wizyty Leona XIV we Francji mówiło się, że papież miał otrzymać najwyższe francuskie odznaczenie państwowe Wielki Krzyż Legii Honorowej i zwiedzić wraz z prezydentem kraju nowo odremontowaną katedrę Notre Dame. Nie zdarzyło się to. Ponoć papież nie wyraził na to zgody, bo chciał nadać tej wizycie wyraźnie duszpasterski i religijny charakter. Donosiła o tym prasa, a sam Watykan zachował dyplomatyczne milczenie. Relacje Kościoła z państwem we Francji wcale nie są łatwe. Po epoce Oświecenia, prześladowaniach katolików i przejęciu majątku kościelnego (np. katedra paryska jest własnością państwa, choć Kościół katolicki sprawuje w niej kult), ‘laickość’ stała się ‘nową religią’ Francji, choć nie tylko jej, niestety.
W ostatnim czasie pojawiła się informacja, że sąd federalny dla zachodniego dystryktu nr 9 w USA cofnął do sądu niższej instancji sprawę skargi jednego z obywateli Los Angeles na umieszczone w historycznym dystrykcie miasta krzyż i szopkę bożonarodzeniową, co miałoby wg niego zakłócać neutralny charakter przestrzeni publicznej. Obywatel, któremu to nie odpowiadało widział w tym nieuprawnioną ingerencję religii w sferę publiczną, która powinna pozostać obojętna wobec każdej religii.
Podobna rzecz miała miejsce na drugim krańcu Stanów Zjednoczonych, gdzie na budynku publicznym, w którym była siedziba straży pożarnej i policji miasto chciało umieścić figury św. Michała, archanioła, patrona policjantów i św. Floriana, patrona strażaków. Sprawa także została zaskarżona jako zakłócająca rzekomo neutralność miejsc publicznych.
Takich przykładów można by wskazać wiele więcej i to w krajach o zdawałoby się ugruntowanej demokracji i poprawnych relacjach społecznych. Nie mówimy tutaj o państwach, którymi rządzą dyktatorzy czy zideologizowane politycznie lub religijnie dyktatury. Dlaczego nam tak trudno znaleźć łagodny i życiodajny balans?
Papież do dzieci: różaniec to prosta modlitwa, każdy może ją odmawiać https://t.co/5G8OIJWacz
— Vatican News PL (@VaticanNewsPL) October 2, 2026
Pierwszą przeszkodą jest pewne złudzenie, jakiemu wielu hołduje, a mianowicie, że punktem wyjścia do neutralności jest tzw. ateizm, a tymczasem on nie jest brakiem wiary, ale inną jej formą. Ma także swoje ‘dogmaty’, swoje wierzenia. Narzucanie innym właśnie takiej ateistycznej wizji świata i budowanie na niej życia społecznego nie jest neutralnością. Mamy tego przykłady zarówno w Ameryce, jak i Europie Zachodniej. U nas spuścizna postkomunistyczna także jest zbudowana jako ideologiczny ateizm. Nie jest to jednak neutralność, ale raczej sakralizowanie ateizmu.
Drugą przeszkodą do pokonania jest działanie, które ma raczej cechy zwalczania i unieszkodliwiania, chęci pokonania tych innych, a nie szukanie płaszczyzn porozumienia. Wszystkiego nie da się zmienić od razu, ale postawa wojownicza zwykle przynosi więcej szkody niż pożytku. Mamy tego przykładów aż nadto w naszym kraju, a szkoda.
To, co jest też uderzające to agresywna próba anihilacji wszystkiego, co ma związek z religią i kościołami, odrzucanie dorobku duchowego, kulturowego i społecznego, a i to często mimo deklarowanej otwartości i szacunku dla tych wartości.
Wbrew tym, bądź co bądź, negatywnym doświadczeniom, nie powinniśmy ulegać pesymizmowi ani desperacji. Trzeba nam ufać, że jak śpiewał bard: „ludzi dobrej woli jest więcej”, a zatem będziemy w stanie zostawić po sobie więcej śladów dobra niż zła. Choć jesteśmy w trudnym okresie globalnych zawirowań, to dobro, szacunek, dbałość o najsłabszych i potrzebujących, zrozumienie i pojednanie są w naszym zasięgu. Nie dajmy sobie wmówić czegoś innego. Wiara i religia są ważną częścią zrównoważonej i ubogacającej wszystkich przestrzeni publicznej.


Skomentuj artykuł