Czy każdy relatywizm jest szkodliwy?

Czy każdy relatywizm jest szkodliwy?
9 lat temu

Poszczególne elementy rzeczywistości: zdarzenia, procesy, osoby, mają wiele "twarzy". Zawsze można je charakteryzować za pomocą różnych opisowych i wyjaśniających kategorii. Jak mówi filozof Nicholas Rescher, rzeczywistość posiada mnogość aspektów i dlatego konieczne się staje dla nas zróżnicowanie perspektyw. Oczywiście, człowiek jest leniwy, inni mówią, że ma tendencję do unikania komplikacji i dąży do prostoty oraz woli ujmować świat jednorodnie, stara się go uniformizować, spłaszczać, niwelować jego złożoność, ujednolicać, sprowadzać do jednego wymiaru, w końcu absolutyzować jedną perspektywę. Tym bardziej jest do tego skłonny, gdy wie, że posiada prawdę. Tymczasem, coś może być słuszne, prawdziwe, ale … nieadekwatne. Dlatego jest odrzucane. Tak może czasami zdarzyć się z tym, co proponują chrześcijanie.

Pluralizm perspektyw, a więc opinii, poglądów, jest zakorzeniony w pluralizmie aspektów rzeczy - niekoniecznie ktoś, wygłaszający stwierdzenie inne niż moje, musi być w błędzie (choć oczywiście może w danej sprawie popełniać błąd). Przykładowo, wiele się mówi o tym, że religia jest przyczyną zła w świecie. Chrześcijanie zaraz się oburzają i sprzeciwiają się tym oskarżeniom. Tymczasem adekwatne spojrzenie potrafi spokojnie i uczciwie popatrzeć na ten zarzut także od strony tych, którzy widzą różne formy zła w religii. Oni po prostu dostrzegają inny aspekt rzeczy, którego ja, chrześcijanin, zafascynowany swoją tradycją, mogę nie widzieć. Być może trzeba przyznać się do tego z pokorą i spróbować wejść w ich buty. To właśnie groźba relatywizmu sprawia, że boimy się przyznać do tego, że świat jest bardzo różnorodny oraz że można go bardzo odmiennie pojmować.

Rozumienie winno dążyć nie tylko do prawdy, ale ambitniej - do adekwatności. Adekwatność ma na celu nie tylko poprawność, słuszność, prawdziwość, ale też całościowość, "wszechstronność", ujęcie wzajemnych relacji pomiędzy punktami widzenia.

Powinno nas raczej zajmować to, jak się sprawy mają, gdy wszystko weźmie się pod uwagę. Tak jest właśnie z negatywnymi i pozytywnymi stronami religii czy instytucji religijnych, które nieraz bardzo zawile się ze sobą splatają. Umiejętność wytrzymania napięć, które tu powstają, bywa nieraz bardzo trudna, ale nie musi prowadzić do relatywizmu. Może być uzdrawiająca, uczyć pokory i trzeźwej oceny sytuacji. Niestety, jest to zadanie tylko dla ciekawych świata, pokornych i cierpliwych. Czy takie osoby wychowujemy w naszych wspólnotach wiary?

Dążenie do syntezy perspektyw, chęć ujęcia całości jest wielkim ludzkim pragnieniem. Jest to niezwykle pociągający ideał. Myślę, że atrakcyjność wiary leży właśnie w dążeniu do adekwatności, całościowości. Wiara z natury jest katolicka, czyli powszechna, chce szeroko objąć rzeczywistość. Obce są jej fanatyzmy czy fundamentalizmy. Ale to wymaga od chrześcijan dodatkowego wysiłku wczucia się w doświadczenie i poglądy innych oraz mozolnego odnoszenia do siebie różnych punktów widzenia (szczególnie istotne wydaje mi się to w etyce seksualnej). Tego brakuje wszelkim ateistycznym, sekularystycznym pozycjom. I zawsze będzie ich niedostatkiem - choćby dlatego, że nie posiadają odniesienia do tego, co transcendentne, a więc nie postrzegają istotnego aspektu rzeczywistości. Z tego powodu trudno jest ateistom i sekularystom (jeśli to w ogóle możliwe) zrozumieć ludzi wierzących. Niektórzy chyba wyczuwają problem nieadekwatności tych dwóch stanowisk i dążą do stworzenia jakiejś namiastki pomijanej religii, mianowicie, ateistycznej duchowości. (Zob. André Comte-Sponville, Duchowość ateistyczna. Wprowadzenie do duchowości bez boga, Warszawa 2011).

Podsumujmy. Gdy ktoś odwołuje się tylko do wiary i religii, to jego twierdzenia mogą być prawdziwe, ale jednocześnie nieadekwatne. Jest tak, gdy te twierdzenia nie pozostają w relacji z innymi aspektami rzeczywistości, na przykład tymi, które odkrywają różne nauki, sztuki, filozofie, czy choćby codzienne życie człowieka. Nierzadko doświadczamy tego podczas niedzielnych kazań - zawierają one prawdę, ale są nieadekwatne, bo nie odnoszą się do życia w różnych jego przejawach. Na przykład, ktoś mówi o wielkiej wartości miłości małżeńskiej, ale nie potrafi zrozumieć, że zrealizowanie tego słusznego postulatu graniczy z cudem w rozpadającym się związku.

Ludzie wierzący nie muszą się bać relatywizmu, rozumianego jako szczera próba popatrzenia na sprawy z różnych punktów widzenia. W przeciwnym wypadku może się okazać, że głosząc Ewangelię, nie będziemy adekwatni wobec rzeczywistości, czyli będziemy mijać się z doświadczeniem słuchaczy i ich sytuacją egzystencjalną. A w związku z tym staniemy się nieprzekonujący. Myślę, że program nowej ewangelizacji winien wziąć to pod uwagę.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Czy każdy relatywizm jest szkodliwy?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.