Papież Franciszek i katolicki symetryzm

Papież Franciszek i katolicki symetryzm
fot. Grzegorz Gałązka / galazka.deon.pl

Witajcie w czasach post-politycznych. Człowiek-bizon na Kapitolu, odchodzący prezydent wywołujący zamieszki przy pomocy Twittera i globalne korporacje odbierające prezydentowi USA możliwość kontaktu z ludźmi. To, co zobaczyliśmy w ostatnich dniach, to tylko niewinna przygrywka do tego, co nas czeka w najbliższych latach.

Jeśli ktoś chce zobaczyć, jak będzie wyglądała polityka w najbliższych latach, to powinien bardzo uważanie obejrzeć całą sekwencję wydarzeń związanych z Donaldem Trumpem i tym, co wydarzyło się ostatnio na Kapitolu. Człowiek-bizon, zamieszki wywołane za pomocą Twittera i mediów społecznościowych, miliarder uchodzący za głos zwykłych, wykluczanych niekiedy z debaty, Amerykanów - to jedna ze stron. Ale jest i druga. To globalne korporacje, niekontrolowane przez nikogo, których zarządy nie pochodzą z wyboru, i które często dorobiły się gigantycznych pieniędzy na - nazwijmy rzecz delikatnie - nie do końca moralnych zachowaniach, cenzurujące debatę, wykluczające z niej populistycznego, okłamującego niekiedy swoich wyborców, i promującego rozmaite teorie spiskowe, ale jednak prezydenta Stanów Zjednoczonych, wybranego w demokratycznych wyborach i kontrolowanego (bo w kolejnych wyborach pozbawionego władzy). A między tym zdezorientowani ludzie, od których wymaga się, by natychmiast opowiedzieli się po jednej ze stron, by zdecydowali, czy są "faszystami" czy "lewakami", by natychmiast określili, po której chcą być stronie, bo przecież toczy się "wojna", "spór", wobec którego nie wolno i nie należy być obojętnym, w której można tylko albo "***** Trumpa", albo "***** Bidena".

W Polsce wcale nie jest inaczej. Tu plemiona polityczne także stanęły już naprzeciw siebie, i także trzeba się opowiedzieć po stronie jednego z nich. Jeśli tego nie robisz, jesteś symetrystą, siedzisz na barykadzie, nie potrafisz wziąć udziału w walce, która jest przecież walką dobra ze złem, dobrych ze złymi, światłości i mroku.

Nie oszukujmy się: nie będzie lepiej, a przynajmniej nie szybko. Gigantyczny kryzys gospodarczy, związany z pandemią, utrata zaufania do struktur państwa, ale także - szerzej - poczucia bezpieczeństwa związana z nieprzewidywalnością sytuacji, sprawiają, że może być tylko gorzej. Jeśli rok 2020 można traktować jako koniec wieku XX (a przynajmniej jako koniec pewnego status quo), tak jak końcem XIX był rok 1914, to trzeba mieć świadomość, że nadzieje na szybki koniec kryzysu i powrót do normalności są płonne. Jeśli dodać do tego głębokie zmiany, jakie w nasze życie wprowadziły media społecznościowe, nowe metody komunikacji i wreszcie powolna śmierć tradycyjnych mediów (jeśli chodzi o papier, to przyspieszyła je - i to ogromnie - pandemia), to okazać się może, że nie ma już powrotu do tego, co było. Powstanie nowego status quo, ukształtowanie się nowych form polityczności, komunikacji może zająć - i zazwyczaj zajmuje - lata. Nie będą to lata proste, bo tak się składa, że kształtowanie nowych modeli nigdy nie dokonuje się bezboleśnie.

DEON.PL POLECA

Jak w takiej sytuacji powinien zachować się katolik? Jaka jest chrześcijańska postawa wobec tych zjawisk? Po której stronie powinniśmy się opowiedzieć? Odpowiedzi można szukać w tekstach papieża Franciszka z końca ubiegłego roku. I encyklika "Fratelli tutti", i napisana wraz z Austinem Ivereighem książka "Powróćmy do marzeń" są taką właśnie próbą udzielenia nam takiej odpowiedzi. Ojciec święty - często tylko pewne sprawy sygnalizując - pokazuje, w jakim kierunku powinna iść chrześcijańska odpowiedź na głęboki kryzys, który niszczy fundamenty nie tylko demokracji liberalnej, ale wspólnot politycznych w ogóle. Człowiek jest zwierzęciem (istotą) politycznym, jest więc śmiertelnie niebezpiecznym procesem umieranie polityczności wokół nas. A taki właśnie proces obserwujemy. Odwrócenie tego procesu, odrzucenie go, wymaga decyzji o pójściu pod prąd dominujących - zarówno na prawicy, jak i na lewicy - postaw i poglądów.

Pierwszym krokiem na tej drodze odbudowania polityczności, ale także katolickiego myślenia o polityce, jest odrzucenie - jak to pięknie ujmuje Franciszek w książce "Powróćmy do marzeń" - "epistemologii postprawdy, która wymaga byśmy wybierali strony, a nie słuchali dowodów". Katolicka droga polityczna oznacza zatem, że powinniśmy odrzucić nieustanne wezwania do opowiadania się po jednej lub drugiej stronie, wciąż powracający szantaż emocjonalny, by wybrać i przestać siedzieć okrakiem na barykadzie i zacząć wsłuchiwać się w argumenty. To ich prawdziwość, słuszność, odpowiedniość ma być argumentem, a nie to, kto je wypowiada.

Takie podejście wymaga jednak - i to jest drugi krok na drodze politycznej - realnego słuchania drugiej osoby, drugiej strony. "Usiąść i słuchać drugiego człowieka (…) to wzór postawy otwartości  tego, kto przezwycięża swój narcyzm i akceptuje drugiego" - zaznacza Franciszek w encyklice "Fratelli tutti". Szukanie prawdy poprzez słuchanie wymaga jednak czasu, zgody na to, by ten czas na szukanie prawdy, wspólnego rozwiązania tracić. Prawdy nie znajduje się na YouTube, w sieciach społecznościowych, w "ujawnionych spiskach" czy u "wizjonerów", jej nie da się szybko zdobyć i "posiadać". "Przytłaczający nawał informacji, który nas zalewa, nie oznacza większej mądrości. Nie wytwarza się jej przez niecierpliwe poszukiwania w Internecie, ani nie jest też sumą informacji, których wiarygodność nie jest zapewniona. W ten sposób nie dojrzewa się w spotkaniu z prawdą. Rozmowy w końcu obracają się tylko wokół najnowszych danych, są jedynie horyzontalne i ogólnikowe" - zaznacza papież. Jak zatem osiągać ową mądrość? "Możemy wspólnie szukać prawdy w dialogu, w cichej rozmowie lub w gorącej dyskusji. Jest to żmudny proces, składający się także z ciszy i cierpienia, zdolny do cierpliwego zebrania obszernego doświadczenia osób i narodów" - dopowiada Franciszek.

Rozmowa, debata, dialog wymagają - i to kolejna rzecz, którą musimy próbować odzyskać - odrzucenia lęku. Spotkanie z drugim, inaczej myślącym, odczuwającym, nie jest dla mnie zagrożeniem. Chrześcijanin nie musi obawiać się wychodzenia ze swojej twierdzy, i nie może się zgodzić na to, by nasza debata polityczna z lęku przed innością była nieustannym pojedynkiem, by utwierdzać swoją tożsamość jedynie poprzez opozycję do tożsamości innych. To także jest zagrożenie dla polityki, dla społeczeństwa i wreszcie dla naszej przyszłości. "W miarę jak publiczna arena jest coraz bardziej zdominowana przez oblężonych, lękliwych, kontrolujących, szybko obrażających się, usprawiedliwiających się - społeczeństwo może się stać coraz bardziej podzielone. (…) Jak postępujemy w kontekście podziału plemiennego, kiedy nasza polityka, nasze społeczeństwo, nasze media wydają się czasami być jednym, długim krzykliwym pojedynkiem, w którym przeciwnicy starają się wyeliminować siebie nawzajem w grze o władzę? Narastająca przemoc werbalna odzwierciedla utratę korzeni, kruchość osobowości, w której bezpieczeństwo polega na dyskredytowaniu innych poprzez narrację pozwalającą nam czuć się prawymi i dającą nam powody do uciszania innych" - wskazuje papież w "Powróćmy do marzeń". Przekroczenie, odrzucenie tego podziału jest istotnym krokiem na drodze do odbudowy polityczności.

W te rady, szczególnie w sytuacji, gdy konflikt społeczny i polityczny narasta, gdy media społecznościowe tylko go pogłębiają, warto naprawdę uważnie się wsłuchać. One nie dadzą zwycięstwa żadnej ze stron, nie sprawią, że zwycięży w nich także Kościół, ale pozwolą być świadkami Prawdy, jedności, miłości, a właśnie do tego wzywa nas Chrystus. Zwycięstwo w doczesnej walce nie jest wartością. Wartością jest trwanie przy prawdzie. Nie ma co ukrywać, że jest ono szczególnie trudne, gdy siedzi się na barykadzie i obrywa od obu stron. Innej drogi jednak niż katolicki symetryzm zwyczajnie nie ma.

Doktor filozofii, pisarz, publicysta RMF FM i felietonista Plusa Minusa i Deonu, autor podkastu "Tak myślę". Prywatnie mąż i ojciec.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Maciej Zięba OP

Moim celem jest ukazanie aktualności przesłania Jana Pawła II, by dopomóc w rozumieniu chrześcijańskiego powołania, Kościoła i świata. Ale aby to uczynić, trzeba też zrozumieć jego pontyfikat. I o tym jest ta książka. Nie unikam...

Skomentuj artykuł

Papież Franciszek i katolicki symetryzm
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.