Przechodzimy przez kryzys duchowy

Przechodzimy przez kryzys duchowy
(fot. depositphotos.com)

Ludzkość przechodzi przez kryzys, nie tylko pandemiczny, nie tylko gospodarczy, ale również duchowy. Gdzie znaleźć jakiś punkt zaczepienia, aby samemu nie upaść?

Słowo Boże pierwszej niedzieli Adwentu odcisnęło w historii mojego życia niezatarty ślad. Wówczas jeszcze nie byłem księdzem. Czytałem podczas liturgii pierwsze czytanie, które tak bardzo mną wstrząsnęło, że nie potrafiłem dokończyć czytania. Bo czyż nie są to słowa wstrząsające? „Czemu, o Panie, dozwalasz nam błądzić z dala od Twoich dróg, tak iż serca nasza stają się nieczułe na bojaźń przed Tobą? (…) My wszyscy byliśmy skalani, a wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata. My wszyscy opadliśmy zwiędli jak liście, a nasze winy poniosły nas jak wicher” (Iz 63, 17; 64, 5).

Dalej prorok mówi, że z powodu niewierności ludzi, Bóg zawrzał gniewem i oddał ich w niewolę ich samych – ich grzechów. Niestety: to, co Izajasz mówi o jemu współczesnych, każdy z nas może powiedzieć o sobie. Wciąż zakładamy sobie pęta na szyję i zaciskamy je coraz mocniej. Mimo wysiłków Boga, chcącego wyrwać nas z więzów, którymi sami siebie pętamy, robimy wszystko, by trwać w tym stanie.

Możemy się zastanawiać i niektórzy pewnie tak pomyślą, że Bóg postępuje w taki sposób, ponieważ pragnie zemsty, naszego poniżenia, czy nawet udręczenia. Nic bardziej mylnego. Powód takiego działania Boga jest zupełnie inny: nie może przestać być Ojcem. Pamiętał również o tym Izajasz, który modlił się: „Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił – przed Tobą zatrzęsłyby się góry. Zstąpiłeś: przed Tobą zatrzęsły się góry. Ani ucho nie słyszało, ani oko nie widziało, żeby jakiś bóg poza Tobą czynił tyle dla tego, co w nim pokłada ufność. (…)A jednak, Panie, Ty jesteś naszym Ojcem. My jesteśmy gliną, a Ty naszym Twórcą. Wszyscy jesteśmy dziełem rąk Twoich” (Iz 64, 3.7). Bóg tę prośbę proroka spełnił w taki sposób, jakiego nikt się nie spodziewał. Minęło 739 lat od czasu misji Izajasza, a Bóg „rozdarł niebiosa i zstąpił” – w Chrystusie stał się człowiekiem. On zawsze odpowiada po swojemu, czyli w sposób nieoczekiwany. Pewnie również dlatego rozminęli się z Nim Jemu współcześni. Rozmijamy się i my.

Dlatego każdego roku obchodzimy Adwent, by kolejny raz nie rozminąć się z Bogiem. Mamy kolejną szansę, by przygotować się na Jego przyjście; by uświadomić sobie, że On rzeczywiście jest naszym Ojcem, my gliną, a On naszym Twórcą. Wszyscy żyjemy w czasie kryzysu. Jeszcze w latach 60. psychiatrzy Thomas Holmes i Richard Rahe opracowali stustopniową skalę stresu. Śmierć współmałżonka to na niej 100, utrata pracy 47, Boże Narodzenie 12. Myślę, że w tym roku cała ludzkość, prawie każdy na tej planecie z okazji pandemii „dostał” dodatkowych kilkadziesiąt punktów.

Każdego roku obchodzimy Adwent, by kolejny raz nie rozminąć się z Bogiem.

Ludzkość przechodzi przez kryzys, nie tylko pandemiczny, nie tylko gospodarczy, ale również duchowy. Gdzie znaleźć jakiś punkt zaczepienia, aby samemu nie upaść? Martin Heidegger, zapytany pod koniec życia o możliwość przemiany fatalnej kondycji świata, ku zaskoczeniu wielu odpowiedział: „Teraz już tylko jakiś Bóg może nas zbawić. Pozostaje nam jedynie możliwość jakiegoś rodzaju przygotowania się, poprzez myślenie i poezję, na ukazanie się lub nie ukazanie tego boga (sic!) w czasie upadku świata, gdyż wobec nieobecności tego boga w świecie, my upadamy”.

Pogańsko-chrześcijańska wypowiedź tragicznego Heideggera jest w gruncie rzeczy nieuświadomionym uchwyceniem istoty spraw ostatecznych. Tą istotą jest stan gotowości, stan czuwania. Można czekać na próżnię i pustkę, ale można czekać też na Tego, który stał się Emmanuelem, Bogiem z nami. Na kogo czekasz Ty?

Proboszcz parafii na South Kensington w Londynie

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Dariusz Piórkowski SJ

Wystarczy chcieć!

Można odnieść wrażenie, że modlitwa jest trudną sztuką − ale to nieprawda. Czasami za szybko się poddajemy i zniechęcamy, zapominając, że tak naprawdę nie potrzebujemy wiele, żeby spotkać się z Bogiem. Jak więc...

Skomentuj artykuł

Przechodzimy przez kryzys duchowy
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.