Spanie u chłopaka

Spanie u chłopaka
(fot. shutterstock.com)
2 lata temu

Zgorszenie czy zbudowanie? Narażanie się na pokusy czy chrześcijańskie świadectwo? Jak widzą to młodzi ludzie i jakich rad im można udzielić?

- Czy mogę z moim chłopakiem mieszkać przed ślubem? - pyta mnie już kolejna młoda dziewczyna. - Chodzi oczywiście o mieszkanie bez seksu - zapewnia.

Dlaczego w ogóle zadaje to pytanie? Twierdzi, że "nie ufa własnemu sumieniu". Dlatego pyta. Jak powinna brzmieć moja odpowiedź jako księdza?

- Nie możesz, bo to zgorszenie dla ludzi, którzy nie wiedzą, że ze sobą nie współżyjecie i myślą sobie "Bóg wie co". Lepiej uwiązać sobie kamień u szyi i rzucić się w morze (mieszka nad morzem) niż być zgorszeniem dla maluczkich w wierze.

Mógłbym też odpowiedzieć zupełnie inaczej. - Dzisiaj ludzie już się tym nie gorszą. Będziecie raczej zbudowaniem dla bliskich i kolegów, którym powiecie, że czekacie z seksem do ślubu.

Pierwsza odpowiedź wydaje mi się pójściem na kompromis z plotkarzami i oszczercami. Dobra opinia niekoniecznie jest wartością. Pan Jezus też jej nie miał. Stał się zgorszeniem dla najbardziej pobożnych (por. 1 Kor 1,23). Natomiast druga odpowiedź jest wystawianiem na pokuszenie chłopaka, który ze swoimi "napięciami" będzie musiał sobie jakoś radzić.

- Co odpowiedziałby na to św. Paweł? Czy spotkał się z taką sytuacją w pierwszych gminach chrześcijańskich? W Pierwszym Liście do Koryntian znajdujemy zagadkowy tekst na ten temat: "Lecz jeśli ktoś, bez jakiegokolwiek przymusu, w pełni panując nad swoją wolą, postanowił sobie mocno w sercu zachować nietkniętą swoją dziewicę, dobrze czyni. Tak więc dobrze czyni, kto poślubia swoją dziewicę, a jeszcze lepiej ten, kto jej nie poślubia" (1 Kor 7,37-38).

Wynika z tego, że chrześcijanie mieli swoje dziewice. I nie chodzi tu bynajmniej o córki. Kim były owe panny? Gospodyniami misjonarzy? Współtowarzyszkami w dziele ewangelizacji? Czy nie powodowały zgorszenia wśród wiernych?

Chyba jednak słowo "zgorszenie" rozumiemy dzisiaj inaczej niż rozumiał je Chrystus. We współczesnym języku oznacza ono rodzaj moralnego oburzenia. W pismach Nowego Testamentu "zgorszeniem" (skandalon) nazywane jest działanie człowieka, które doprowadza kogoś do potknięcia, do załamania, do grzechu. To doprowadzenie kogoś do upadku i to zgorszenie może być również pozytywne. Może burzyć gorszące (w znaczeniu "oburzające") stereotypy i uprzedzenia. Iluż maluczkich zgorszyło się Chrystusem! Dla iluż pobożnych Żydów krzyż stał się przyczyną upadku!

Wracając do pytania młodej dziewczyny, powtórzę za świętym Pawłem parafrazując jego tekst skierowany do Koryntian: jeżeli twój chłopak bez jakiegokolwiek przymusu, w pełni panując nad swoją wolą, postanowił sobie mocno w sercu poczekać z seksem do ślubu i ty podobnie, dobrze czynicie. Zanim jednak zamieszkacie ze sobą, zdobądźcie oboje pewność sumienia, że czystość zachowujecie nie z przymusu i że w pełni panujecie nad własną wolą.

Jeśli masz jakąkolwiek wątpliwość, choćby do jednej z tych rad św. Pawła, jeśli brakuje ci pewności sumienia, jeśli sumieniu nie ufasz - odradzam spanie u chłopaka.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Spanie u chłopaka
Komentarze (336)
MP
Marek Piotrowski
20 listopada 2017, 15:43
Co za bzdura. Paweł nie pisał o sytuacji mieszkania razem, tylko o tym że lepiej się ożenić niż płonąć. To się nazywa "bible twisting"
2 czerwca 2016, 10:06
Przed ślubem czy po - wychodzi na to samo, tyle tylko, że w drugim przypadku w najgorszym wypadku trzeba załatwiać sprawę rozwodową. Taka jest rzeczywistość. Ograniczenia nic tu nie pomagają, człowiek ma wolną wolę, Bóg nikomu nic nie zakazuje czy nakazuje. To religia narzuca ten śmieszny dekalog, który służy jedynie rządzącym.
M
Maria
13 lipca 2014, 19:20
Boże,kto napisał ten teks....Z całym szacunkiem do JS,ale ktoś nie rozumie Pisma Świętego.1-Jezuś owszem był tzw.zgorszeniem no.uzdrawiał w sabat,ale był prawy na wskroś.2-Wobez tego,jak rozumieć,że "kto spojrzał na inną kobietę pożądliwie,już w swoim sercu dopuścił się cudzołóstwa".To ksiądz też może sobie czasami przenocować u parafianki,jak zachowają czystość?Przecież to tylko stereotypy.......
B
barbra
22 grudnia 2013, 22:13
a ja jestem udręczona walką o czystość...nieustannym odsuwaniem chłopaka, który nie widzi w tym nic złego...a deklaruje się jako wierzący, mnie włączając do przestrzegaczy prawa...i tęsknię za mężczyzną, któy by z własnej woli czekał z seksem do ślubu... ...Więc z nim zerwij. Po ślubie tęsknota za innym będzie większa.
Bartosz
Bartosz
22 grudnia 2013, 21:59
No to prawda na pewno ciezko ale tez na pewno jest to mozliwe... Tylko wlasnie trzeba widziec sens w takim czekaniu innymi slowy jak dla mnie przedlozyc Milosc do Boga nad milosc do dziewczyny :)
H
Halina
7 grudnia 2013, 23:48
Jeśli chce sięzachowac czystość przedmałzęńską, to nie ma co kusić losu. Jak chłopak ma się powstrzymać, gdy panna wyskoczy w seksownej <a href="http://fajnepizamy.pl">piżamce</a>. Toż by musiał być z kamienia.
M
Marteczka
13 lipca 2014, 17:49
Bo facet to zwierzę tak? :>
Z
zmęczona
16 października 2013, 20:01
a ja jestem udręczona walką o czystość...nieustannym odsuwaniem chłopaka, który nie widzi w tym nic złego...a deklaruje się jako wierzący, mnie włączając do przestrzegaczy prawa...i tęsknię za mężczyzną, któy by z własnej woli czekał z seksem do ślubu...
MK
maria koczorowska
18 listopada 2017, 19:34
Niech Ci  św Józef pomoże . Trwaj . Opłaca się .
BD
Bartosz Dudek
16 października 2013, 19:45
Słyszałem taką opinię, że bardzo trudno jest powstrzymać się od współżycia dwóm kochającym się osobom. Ale ten okres przed ślubem to czas, w którym buduje się wzajemne zaufanie - to, że mężczyzna jest w stanie powstrzymać się od współżycia z przyszłą żoną utwierdza ją, że w przyszłości nie zrobi tego z jakąkolwiek inną.
C
Cagliostri
16 października 2013, 19:08
Doprawdy dziwi mnie, że ktokolwiek jeszcze podchodzi w taki sposób do zamieszkania ze sobą przed ślubem i seksu "przedmałżeńskiego". Tak, jakby życie zaczynało się po ślubie, jakby sama ceremonia ślubna miała coś zmienić w relacji dwojga - zakładam, że kochajacych sę - ludzi. Jak w ogóle można decydować się na ślub, nie zamieszkawszy uprzednio ze swoim partnerem/partnerką i nie śpiąc ze sobą nigdy wcześniej? "Czystość" do snia ślubu to wyidealizowana sytuacja, życzeniowe myślenie, które prowadzi wprost do rozczarowania, gdyż wszechobecny seks, nawet najlepszy (m.in. przez epatowanie nim) jest przereklamowany. Z drugiej strony traktowanie seksu jak czegoś "brudnego", co może kogoś "skalać" jest chore - taka postawa nadaje się do leczenia! Seks = bliskość między dwojgiem kochającychsię ludzi jest PIĘKNY, NATURALNY i DOBRY i nie ma nic wspólnego ze złem. Wkrótce kościół katolicki będzie zmuszony zmienić zdanie na ten temat... Natomiast mieszkanie do dnia ślubu z rodzicami (albo kumplami) jest infantylne, średniowieczne i nie uczy odpowiedzialności. Stąd prosta droga do szybkiego zawodu (prozą życia, niekoniecznie partnerem) i... do rozwodu.
MK
maria koczorowska
18 listopada 2017, 19:33
Nie myślsz o konsekwencjach współżycia bez ślubu . Żadna studentka nie chce zajść w ciążę na studiach. Dlatego będzie zażywać środki antykoncepcyjne  a po kilku latach ich  stosowania tak rozreguluje swój układ hormonalny  , że nie będzie mogła być matką  . Wtedy staniecie się płaczliwymi klientami poradni invitro . O tym myślałeś ? Tak wygląda Twoja miłość ? 
16 października 2013, 16:32
Jezuici są postępowi i idą z duchem czasów: spanie u chłopaka przed slubem - nie grzech, mieszkanie po rozwodzie z niemężem - też nie grzech ... Coś musi w tym być. Również zauważam zbyt modernistyczne podejście jezuitów do psraw wiary. [url]http://wzrostwiary.blogspot.com/[/url]
X
Xeno
14 października 2013, 03:02
 jest jeszcze jezus Chrystus! Razem mieszka się tylko z żoną gnoje! Zrozumiano? Bierzecie odpowiedzialność za innych?: skoro oni tak mieszkaja razem i są z kościoła to ja też mogę itd. To jest anty świadectwo! ... To, że Ty Rimen chcesz wyruchać swojego boga, to nie znacz że reszta też jest tak zboczona jak Ty.
Ł
Łukasz
18 września 2013, 23:58
A ja uważam, ze przesadzacie.. Bóg dał człowiekowi rozum, zeby panował nad ciałem.. Znam ludzi którym sie udało tak zyc, dzis sa szczęśliwym małżeństwem juz. Mieli powody swoje żeby zamieszkać razem nie ważne jakie.. Ale najważniejsze jest to co jest w naszych sercach i co przed Bogiem pokażemy a nie przed ludźmi. Pytanie jest zawsze o motywacje. Jesli jest sie dla kogoś całym światem i na zawsze to za wszelka cenę sie nie chce tego kogoś skrzywdzić.. Inna sprawa ze większość ludzi o tym nie myśli, ze każdy grzech który popełnia sie czy jest on mały czy duży, dotyczacy czystosci czy tez nie, krzywdzi ludzi z którymi jesteśmy w głębszych relacjach.. 
C
cenzura
18 września 2013, 21:05
Czytając niektóre porady jezuitów można się zapomnieć i napisać niecenzuralne słowo.
JC
jaaa cię niemogę
13 lipca 2014, 17:52
To nie czytaj ich. ;)
TJ
to jest grzech
18 września 2013, 20:56
Plaga kociołapostwa! Nic więcej. W czasach biblijnych, nawet nie można było siedzieć koło mężatki, a co dopiero mieszkanie z panną. Nawet ja tak napalony na narzeczoną nie chciałbym z nią mieszkać przed ślubem. Ani ona ze mną. jest jeszcze jezus Chrystus! Razem mieszka się tylko z żoną gnoje! Zrozumiano? Bierzecie odpowiedzialność za innych?: skoro oni tak mieszkaja razem i są z kościoła to ja też mogę itd. To jest anty świadectwo!  ... gratuluję "wysokiej kultury osobistej"!!!! Wiesz, że w internecie istnieje coś takigo jak netykieta? Jeśli nie wiesz, to skorzystaj ze slownika i wtdy się dowiesz, ze obrzucanie kogoś epitetem "gnoje" bardzo źle  SWIADCZY O TOBIE!!!! Podejrzewam, że ne chodzisz do kościoła, bo w przeciwnym razie widziałbyś, że nie wolno bliźniemu ubliżać.
Piotr Sobota
Piotr Sobota
5 lipca 2016, 21:46
A wy takie ą i ę i znajdziecie tysiąc argumentów żeby się wybielić. Facet powiedział prawdę. Myślałem że podeślę koledze jak przeczytałem nagłówek, ale po zgłębieniu treści się wstrzymałem. Nawet taki prawy Deon nie stanowi racji, gdyby ktoś miał opacznie zrozumieć ten artykuł, tylko Pismo. I cokolwiek jest przeciw Pismu - nie pochodzi od Boga. A jest przeciw Pismu negowanie przykazań, słów Jezusa o każdym pożądliwym spojrzeniu (Mt 5, 27-28) i słów o byciu powodem do grzechu dla maluczkich (Mt 18, 6).
SB
stara baśń
18 września 2013, 19:36
Jezuici są postępowi i idą z duchem czasów: spanie u chłopaka przed slubem - nie grzech, mieszkanie po rozwodzie z niemężem - też nie grzech
R
Rimen
18 września 2013, 14:55
Plaga kociołapostwa! Nic więcej. W czasach biblijnych, nawet nie można było siedzieć koło mężatki, a co dopiero mieszkanie z panną. Nawet ja tak napalony na narzeczoną nie chciałbym z nią mieszkać przed ślubem. Ani ona ze mną. jest jeszcze jezus Chrystus! Razem mieszka się tylko z żoną gnoje! Zrozumiano? Bierzecie odpowiedzialność za innych?: skoro oni tak mieszkaja razem i są z kościoła to ja też mogę itd. To jest anty świadectwo! 
T
teribelka
14 września 2013, 09:55
Nawet gdyby para postanowiła mieszkać razem bez seksu, to kwestia tego zgorszenia dla innych jest na tyle ważna, że takie osoby mogą przy spowiedzi nie dostać rozgrzeszenia. To jedno.  Po drugie - to jest normalne narażanie się na pokusę, bo przecież działa bio-chemia (substancje o nazwie feromony) - natura tak to zaprojektowała. No i kwestia chodzenia np w szlafroku, wieszania prania (w tym bielizny)... Oddziaływanie jakieś na pewno jest. Musi być, chyba, że oboje są nienormalni. A chyba nie są. :) :) z drugiej strony myślę tak - może być sytuacja awaryjna: para wraca z wycieczki, jakiegoś rajdu (gdzie nie byli tylko oni, ale grupa), jest godzina np 2 w nocy, oboje "padają z nóg" i nie myślą o seksie, dziewczyna mieszka w jakiejś odległej miejscowości i już nie ma autobusu, w domu chłopaka mieszka rodzina, np mama, ciocia itd, mieszkanie jest duże, np jest pokój gościnny - niby wszystko ok. ... ale jak sobie taką systuację wyobraziłam, to przyszła mi do głowy ... scena, że tak się tłumaczy w konfesjonale okoliczności, gdy mimo wszystko doszło do grzechu. To na awaryjną sytuację trzeba zostawić to swoje postanowienie wytrwania, bo łatwiej wytrwać jednorazowo, gdy czas oddziaływania jest krótki, a gdy się dobrowolnie mieszka razem to oddziaływanie jest długotrwałe bo "kropla drąży skał ę".
5
5165.6565
6 czerwca 2013, 21:08
Martyna, nic się nie przejmuj, bóg lubi swoich grzeszników, dzięki temu czuje się mile połechtany po swoim ego - kiedy może ludzi trochę ponauczać. Jak Cię Twój chlopak wychędoży, ale się wyspowiadacie - Jezus Ci wybaczy (w końcu sam jest faceatem, no nie?). Tej opcji mozna używać wielokrotnie, także miłej zabawy ;-P
5
5165.6565
6 czerwca 2013, 21:02
evelina evelina - chcesz mieć syna - choć do bramy, pogadamy :-P
!
!!!
3 czerwca 2013, 17:21
"Sprawdzenie przed ślubem" to ściema, ale już się przyjęła jako ludowa wymówka życia i współżycia bez ślubu.
A
Agata
3 czerwca 2013, 17:01
Ludzie! o czym jest ta rozmowa?? Jeżeli młodych stać na to, żeby razem zamieszać to  niech mieszkają - poslubie... Po co wczesniej? Po co te wszystkie "testy"?  Bo okaże się brutalny? Znam dziewczynę, którą chłopak bije, wszyscy jej mówią zostaw go - a ona wziąż z nim jest. Dlaczego? Przecież juz go zna! Niestety, całe przygotowanie do małżeństwa jest w nas - nie zmieni tego mieszkanie przed ślubem. Argumenty - bo nas nie stać na wesele, pominę... W sytuacji kryzysowej - jest psycholog, psychitra. Nie wstydźmy sie tego! To są naprawdę sympatycznie ludzie :)
:
:-I
3 czerwca 2013, 15:49
Jasne lepszy potem rozwód......jak okaże się ,że małżonkowie nie pasują do siebie w tej kwestiii albo dochodzi potem do molestowania .... ... Co Tobie do tego despotyczna mamusiu? Maminsynków wychowujesz na swoją zgubę :-/
E
etyk
3 czerwca 2013, 15:41
Ile treba się "sprawdzać", żeby mieć pewność właściwego "sprawdzenia"? - Uczucia ewoluują, zmieniają się - chcecie to "sprawdzić"? Miłość ma wymiar decyzji - postanowienia, że na dobre i na złe... - Jej nie trzeba sprawdzać. O nią należy dbać! "Sprawdzanie" miłości, to dawanie wyrazu jej braku. Nieufność, która jest u podstaw wszelkiego "sprawdzania" jest zaprzeczeniem miłości. "Sprawdzanie" jest publicznym ogłoszeniem odrzucenia (ze strachu przed zranieniem?) miłości. - To publiczne wyznanie, że się nie kochamy, ale sprawdzamy, czy w takim pozbawionym miłosci zwiazku jest nam dobrze. Czy może być dobrze? Na jak długo? A co, jeśli przyjdą problemy, choroba? A co z dziećmi i ich potrzebą bezpieczeństwa?
B
Beata
3 czerwca 2013, 13:25
Jasne lepszy potem rozwód......jak okaże się ,że małżonkowie nie pasują do siebie w tej kwestiii albo dochodzi potem do molestowania ....
3 czerwca 2013, 12:07
Ja to nawet każę swoim dzieciom zamieszkać ze swoimi wybrankami ( mam synów ) przed ślubem. Potem unikną rozczarowania czy zmarnowanego życia. U mnie było po Bożemu.....a potem po ślubie okazało się,ze ja mam male potrzeby a mąż jest wrecz seksoholikiem, oboje cierpimy, i nie tylko oboje bo dzieci tez na ciaglych kłótniach i sfrustrowaniu. Dlatego uważam ,że trzeba dobrze poznać człowieka przed slubem z KAŻDEJ STRONY i błagam posłuchajcie mnie ... U ateistów takie zachowania stają sie normą.
;
;-(
3 czerwca 2013, 11:59
Ja to nawet każę swoim dzieciom zamieszkać ze swoimi wybrankami ( mam synów ) przed ślubem. Potem unikną rozczarowania czy zmarnowanego życia. U mnie było po Bożemu.....a potem po ślubie okazało się,ze ja mam male potrzeby a mąż jest wrecz seksoholikiem, oboje cierpimy, i nie tylko oboje bo dzieci tez na ciaglych kłótniach i sfrustrowaniu. Dlatego uważam ,że trzeba dobrze poznać człowieka przed slubem z KAŻDEJ STRONY i błagam posłuchajcie mnie ... Mam nadzieję, że takiej despotycznej matki mądrzy synowie nie posłuchają.
B
Beata
3 czerwca 2013, 11:46
Ja to nawet każę swoim dzieciom zamieszkać ze swoimi wybrankami ( mam synów ) przed ślubem. Potem unikną rozczarowania czy zmarnowanego życia. U mnie było po Bożemu.....a potem po ślubie okazało się,ze ja mam male potrzeby a mąż jest wrecz seksoholikiem, oboje cierpimy, i nie tylko oboje bo dzieci tez na ciaglych kłótniach i sfrustrowaniu. Dlatego uważam ,że trzeba dobrze poznać człowieka przed slubem z KAŻDEJ STRONY i błagam posłuchajcie mnie
J
JA
3 czerwca 2013, 07:54
Moim zdaniem młodzi powinni ze sobą pomieszkać przed ślubem ( oczywiście wspaniale jeśli nie dadzą się pokusom i wytrwają w czystości do ślubu ), ale mam na myśli masę innych zachowań, które warto przez ten czas skonfrontować, czy będą się po prostu dogadywać, chodzić na kompromisy. Nie czarujmy się, spotykając się nawet codziennie a później gdy każde wraca do swojego gniazda - tak się nie na poznać.  ...Kiedyś ludzie znali się miesiąc, brali ze sobą ślub (przykładem są moi dziadkowie) i wcale nie dlatego że kobieta była w ciąży. Przeżyli ze sobą 40 lat szczęśliwie...nie mieszkali ze sobą, więc Człowieku pomyśl że najważniejsze jest umieć żyć a nie patrzeć na wygody, jeśli chcesz to będziesz żył z drugą osobą a jeśli myślisz o samych beztroskach i zganiasz wszystko na inną osobę to przykro mi ale z nikim nie bedziesz nawet jak przed ślubem pomieszkacie nawet 10 lat! Takie są teraz czasy-wymówka-pomieszkajmy aby sie poznać... ...
E
evelina
3 czerwca 2013, 07:45
Założyciele i współpracownicy portalu Deon niech się zastanowią jakie tematy poruszają i jak na nie odpowiadają. To już nie pierwszy ,,dwuznaczny" artykuł jaki przeczytałam tutaj...O czyje dobro i czystość chodzi? czy idziemy za postępem modowym czy za wiarą? za co walczymy, za lepszym, wiecznym życiem czy za grzechem ?
CS
czym skorupka za młodu...
2 czerwca 2013, 21:32
Najpierw "spanie u chłopaka" przed ślubem, a po ślubie spanie u partnera niesakramentalnego. Taka jest nauka na Demonie
R
Radosna
2 czerwca 2013, 21:23
Zarówno ja, jak i mój mąż czekaliśmy ze współżyciem do ślubu. Przecudownie jest dać Ukochanej osobie całego siebie! Polecam wszystkim młodym - warto czekać... Na prawdę! :) Pozdrawiam, Szczęśliwa młoda mężatka
K
katy
2 czerwca 2013, 21:08
Tak naprawdę, jeśli człowiek chce żyć wolą Bożą to modli się o męża/żonę wg woli Bożej i wtedy nie trzeba się "wypróbowywać", bo co jest od Boga, to jest dobre/najlepsze.
PG
Piotr G.
2 czerwca 2013, 20:51
Moim zdaniem młodzi powinni ze sobą pomieszkać przed ślubem ( oczywiście wspaniale jeśli nie dadzą się pokusom i wytrwają w czystości do ślubu ), ale mam na myśli masę innych zachowań, które warto przez ten czas skonfrontować, czy będą się po prostu dogadywać, chodzić na kompromisy. Nie czarujmy się, spotykając się nawet codziennie a później gdy każde wraca do swojego gniazda - tak się nie na poznać.  ...
PG
Piotr G.
2 czerwca 2013, 20:50
Moim zdaniem młodzi powinni ze sobą pomieszkać przed ślubem ( oczywiście wspaniale jeśli nie dadzą się pokusom i wytrwają w czystości do ślubu ), ale mam na myśli masę innych zachowań, które warto przez ten czas skonfrontować, czy będą się po prostu dogadywać, chodzić na kompromisy. Nie czarujmy się, spotykając się nawet codziennie a później gdy każde wraca do swojego gniazda - tak się na poznać. 
Ś
świadectwo
14 lutego 2013, 18:01
Dedykuję Autorowi świadectwo mądrych ludzi; [url]http://www.youtube.com/watch?v=OysdlD1zzsc[/url] bardzo wartościowe świadectwo malżeństwa, prowadzonego chwilami przez mądrego księdza, który zna problemy młodych. Takich księzy znać to skarb bezcenny.
DM
do Martyny
16 stycznia 2013, 00:20
Jak myśmy się "pobierali", wtedy nie było Internetu i ksiądz Pawlukiewicz tylko w Warszawie głosił słowa Jezusa.
DM
do Martyny
16 stycznia 2013, 00:18
Martyno, źle zaczynasz. Mieszkanie z chłopakiem katoliczce nie przystoi. Jest zgorszeniem w każdej sytuacji. I zobacz na swoją niedojrzałość - bo nie wiesz, że tego uczy Jezus, a nie ksiądz Pawlukiewicz.
M
Martyna
16 stycznia 2013, 00:14
Rozumiem, że dla Pani/Pana tylko ksiądz Pawlukiewicz jest wyznacznikiem mądrej wiary i bardzo chętnie posłucham jego nauk. Proszę jednak pozwolić, że ja i myślę, że niektórzy inni młodzi ludzie również, prowadzeni przez przewodnika duchownego będziemy mieć własne przemyślenia w tych sprawach. Postanowiliśmy z moim narzeczonym się wypowiedzieć w tym temacie, ponieważ jesteśmy w podobnej sytuacji jak opisywana w artykule i dlatego, że pojawiły się w komentarzach głosy z prośbą o wypowiedź osób, których to dotyczy. Chcieliśmy się podzielić naszą sytuacją, bo wiemy, że wiele osób nie wierzy, że życie w czystości pod jednym dachem jest wykonalne. Nie pisaliśmy tutaj, aby uczyć się wiary od internautów, ale żeby dać swoje krótkie świadectwo i ewentualnie odpowiedzieć na pytania. Może nie wiem jeszcze, co to małżeństwo, ale kto, kto nigdy nie był żoną lub mężem może to wiedzieć? Uczę się na wspaniałych przykładach moich rodziców i dziadków, a także rodzeństwa. I nie życzę sobie uszczypliwych komentarzy, że jestem niedojrzała. Pozwólmy ocenić to osobom z mojego otoczenia i księżom, którzy znają moją sytuację od podszewki, a nie - tak jak Pan/Pani - na podstawie kilku komentarzy w Internecie.  Proszę wybaczyć, ale pozwolę sobie tutaj zakończyć tę rozmowę, dotąd dość na poziomie.
DM
do Martyny
15 stycznia 2013, 23:54
Oj, Martyno, niedojrzała jesteś bardzo :) nie wiesz czym jest małżeństwo, a rady - "ustal datę ślubu" - jest na Twoją NIEKORZYŚĆ i to bardzo :) poza tym, skąd masz wiedzieć co dobre, a co złe posłuchaj rad mądrego księdza - link >>> poniżej "chomikuj" >>
DM
do Martyny
15 stycznia 2013, 23:51
Posłuchaj mądrego księdza: [url]http://chomikuj.pl/jacek-t/Ks.Pawlukiewicz+rekolekcje+mp3/Mieszkanie+przed+*c5*9blubem[/url] może Cię olśni :) oby
M
Martyna
15 stycznia 2013, 23:48
A czy to nie zależy od faktu, czy chłopak jest świadomy swojej dojrzałej decyzji, czy jest stawiany pod ścianą przez dziewczynę? Ludzie są różni i myślę, że rozważanie każdego grzechu zależy od konkretnego przypadku. Poza tym, tak jak nie wszyscy są z zasady leniwi, tak i nie wszyscy współżyją i nie wszyscy się masturbują. Dziękuję za plik, chętnie odsłucham, ale raczej już jutro :)
M
Martyna
15 stycznia 2013, 23:41
Po ślubie człowiek dowiaduje się wszystkiego, ale widząc, jak wiele małżeństw się rozpada przez jakieś drobne sprawy (a przynajmniej takie jest wrażenie), to uważam za istotne poznanie swoich różnych cech przez ślubem. Wymieniłam kilka rzeczy, które akurat nas dotyczyły, ale osobiście znam inny przypadek - chłopak zamieszkał z dziewczyną przed ślubem i po kilku miesiącach okazało się, że jest tyranem (nie pozwalał jej wychodzić z domu, bo nie ugotowała mu obiadu, robił jej awantury o byle sprawę, denerwował się, jak chciała się spotkać z koleżankami itd.). Nie wiem, może udałoby jej się jakoś tego dowiedzieć przed ślubem bez mieszkania ze sobą, ale na pewno szybciej "wyszło szydło z worka" dzięki temu, że się zdecydowali na wspólne mieszkanie... Jeśli pytasz o sprawy, których żadna dziewczyna nie chciałaby poznać po ślubie to jest jedna z nich. A co do daty ślubu, jesteśmy w trakcie ustalania ;) Pozdrawiam :)
DM
do Martyny
15 stycznia 2013, 23:37
Ksiądz Pawlukiewicz mówił, że chłopak się może masturbować i nawet o tym nie będziesz wiedzieć. I bierzesz ten grzech na siebie (o zgrozo, no nie?). Słuchaj rad mądrych księży, a nie takich, co nie znają siebie. Polecam [url]http://www.djoles.pl/mp3/pobierz/833357,kspiotr-pawlukiewiczseks-poezja-czy-rzemioslo-i.html[/url]
A
AP
15 stycznia 2013, 22:46
Czyli nie ma takiej rzeczy (nie wymieniłaś), o której dowiedzielibyście się dzięki wspólnemu zamieszkaniu, czego nie możnaby się dowiedzieć po ślubie. O sytuacje finansową nie pytałem. Wyraziłem tylko swoją opinię jaka sytuacją finansowa może być sensownym powodem wspólnego zamieszkania, a nie wymówką. p.s. ustalcie wreszcie datę ślubu! :-)
M
Martyna
15 stycznia 2013, 22:08
Już odpowiadam :) 1. Nie mówię, że jest łatwo, ani, że każda para się zachowa tak samo. Wiem, że jest to trudne dla obu stron, podejrzewam, że dla mężczyny nawet trudniejsze. Uważam natomiast (i to chcę Wam tu przekazać), że jest to wykonalne. Nikogo nie namawiam do takiego kroku, ale mówię z doświdczenia, że u nas takie mieszkanie razem zdaje egzamin. Mieszkamy razem, jak pisałam, od około 2,5 roku - odsyłam do mojego pierwszego komentarza :) Nie wiem, co będzie jutro, za tydzień, czy za rok, bo nie jestem jasnowidzem. Cały czas jednak zaznaczam, że mieszkanie ze sobą przed ślubem nie musi wiązać się ze współżyciem. Jest to jak najbardziej wykonalne. 2. Co do sytuacji finansowej, nie chciałabym tutaj wyjaśniać całej sytuacji, jeśli jest Pan/ Pani zainteresowany/a to proszę o kontakt. Co do cech, które byłoby nam trudno poznać nie mieszkając razem, są to proste sprawy, jak np. przyzwyczajenia, denerwujące drugą osobę, tj. rzucanie brudnego ręcznika na podłogę, zostawianie brudnych naczyń w zlewie, czy podział domowych obowiązków i wiele innych. Nie chcę tutaj więcej już opisywać, bo wchodzimy w nasze prywatne sprawy. Jeśli ktoś chce podyskutować na ten temat, to bardzo proszę zostawić jakiś kontakt. Pozdrawiam
A
AP
15 stycznia 2013, 21:07
Do zamieszkania razem zmusiła nas sytuacja finansowa (długoby tłumaczyć). (...) Poza tym, obydwoje uważamy, że dzięki wspólnemu mieszkaniu bardzo dobrze się poznaliśmy. ... Jedyna sytuacja finansowa jako może zmusić do wspólnego zamieszkania jest wtedy gdy jedna z osób ma drugą na utrzymaniu. Co poznaliście takiego czego nie dałoby się poznać przed nie mieszkając razem, a jest kluczowe?
DM
do Martyny
15 stycznia 2013, 20:41
Jednej parze na dziesięć się uda nie zgrzeszyć, ale to tylko tak zwany wyjątek potwierdzający regułę. Jest zasada: "nie wywołuj wilka z lasu", czyli nie narażaj się na pokusę. I tego należy się trzymać.  A wracając do wpisu poniżej: jak długo mieszkacie ze sobą? Jesteś pewna, że jeśli pomieszkacie jeszcze parę miesięcy, rok, to nadal będziecie tacy pewni, że nie ulegniecie? No i jeszcze jedno, nie każdy chłopak jest taki jak Twój Paweł. Niektórzy mają albo większy temperament, albo słabszą wolę, albo.....itd
M(
Martyna (narzeczona Pawła)
15 stycznia 2013, 20:20
Kurczę, no nie hehe nieźle się uśmialiśmy :) To świadectwo jest prawdziwe :D Zapraszamy na kawę do Łodzi ;) Paweł mówi, że to wcale nie jest łatwe, ale wykonalne. Z resztą, ja też tak uważam. Nie rozumiem, dlaczego jesteście tak zamknięci na własną silną wolę. Jeśli kocha się drugą osobę i wie się, że chce się z nią spędzić życie to związek nie opiera się wówczas na seksie. Jest mnóstwo innych form wspólnego spędzania czasu, bardzo przyjemnych i niecielesnych. Można sobie okazywać uczucia nie tylko przez łóżko. Poza tym dzięki temu (trudnemu, nie mówię, że łatwemu) postanowieniu nauczyliśmy się rozwiązywać konflikty i rozmawiać - naprawdę dużo rozmawiać. Nie rozumiem Was. Najpierw chcecie znać relację młodych ludzi, którzy zdecydowali się na takie życie, a jak się tacy trafiają, to twierdzicie, że kłamią :) Jeśli ktoś chce porozmawiać na ten temat to proszę podać swojego maila albo jakiś kontakt, chętnie się odezwiemy :) Pozdrawiamy serdecznie
?
?
15 stycznia 2013, 12:21
As, właśnie. Wytłumacz, jak ksiądz może być taki niekumaty pisząc jak w artykule?
A
as
15 stycznia 2013, 12:14
Prawde powiedziawsz nie wiem jaki facet wytrzyma mieszkanie z dziewczyną która mu się  podaba.A podobać musi skoro się chce z nią ożenić.Dla zdrowego mężczyzny takie mieszkanie to musi być katorga w myślach bo to jest nieustanna pokusa.No chyba że dziewczyna mu się nie podoba wtedy może łatwo wytrzymać ale wątpie że jakiś facet chce się żenić z kobietą która mu się nie podoba.Dla normalnego faceta takie mieszkanie pod jednym dachem bez sexu to naprawde wyczyn.Jeżeli są tacy dla których to nie problem to szczerze ich podziwiam.Jeżeli mają tak mocny charakter żeby się opanować a nie z przyczyn fizjologicznych bo wtedy to nie sztuka.
DB
dzięki Bogu młodzi są rozsąd
15 stycznia 2013, 11:44
Nie wiem czemu służą takie artykuły? Pokus należy unikać, a nie dopuszczać do sytuacji która może wywołać grzech. Według mnie - wbrew temu co pisze @ ;) - kapłan powinien dawać jasne odpowiedzi, być ojcem duchowym pod każdym względem odpowiedzialnym za swoje słowa. A już tym bardziej, jeśli ma do czynienia z nieukształtowanym jeszcze młodym człowiekiem. ... Chyba, że nie jest prawdziwym mężczyzną (takim świadomym siebie i własnej słabości, wtedy nie napisze takich bzdur jak w "artykule") - jednak młodzi ludzie są rozsądniejsi od Autora, dzięki Bogu!
N&
niepraqwdziwe "świadectwo
15 stycznia 2013, 09:47
W pełni popieram powyższy tekst. Mieszkam z moim narzeczonym od października 2010 roku. W ciągu 2,5 roku zdarzały nam się potknięcia, ale dokładnie 2 razy. Obydwoje trzymamy się mocno naszej wiary i nie współżyjemy ze sobą. Do zamieszkania razem zmusiła nas sytuacja finansowa (długoby tłumaczyć). Gdy zdecydowaliśmy się razem zamieszkać byliśmy razem od 1,5 roku. Obecnie esteśmy zaręczeni i planujemy ślub. Jeśli chodzi o zdanie naszych rodziców - oczwiście nie byli zachwyceni (obydoje pochodzimy z religijnych rodzin), ale ostatecznie podejmując taką dcyzję byliśmy już dorośli i nie uważam za zasadne potępianie naszych rodziców za nasze decyzje. Naprawdę uważam, że jest to wykonalne. Jeśli chodzi o zgorszenie wobec innych ludzi - nasze rodziny i przyjaciele wiedzą, że nie uprawiamy seksu, a pozostali chyba nawet nie wiedzą, że mieszkamy razem :) Ci, którzy wiedzą, nie widzą w tym nic złego i chwalą nas za mdre decyzje. Poza tym, obydwoje uważamy, że dzięki wspólnemu mieszkaniu bardzo dobrze się poznaliśmy. Tak dobrze, jak nigy nie pozalibyśmy się nie mieszkając ze sobą. Znamy swoje zalety i wady i biorąc ślub będziemy z pewnością w pełni świadomi swoich decyzji. Pozdrawiamy serdecznie i gratulujemy wytrwałości chrześcijańskim parom, żyjącym tak jak my :) ... TO "ŚWIADECTWO" JEST NIEPRAWDZIWE. Napisane na prośbę czyjąś :)
N&
niepraqwdziwe "świadectwo
15 stycznia 2013, 09:46
TO "ŚWIADECTWO" JEST NIEPRAWDZIWE. Napisane na prośbę czyjąś :)
MI
Martyna i Paweł
15 stycznia 2013, 09:41
W pełni popieram powyższy tekst. Mieszkam z moim narzeczonym od października 2010 roku. W ciągu 2,5 roku zdarzały nam się potknięcia, ale dokładnie 2 razy. Obydwoje trzymamy się mocno naszej wiary i nie współżyjemy ze sobą. Do zamieszkania razem zmusiła nas sytuacja finansowa (długoby tłumaczyć). Gdy zdecydowaliśmy się razem zamieszkać byliśmy razem od 1,5 roku. Obecnie esteśmy zaręczeni i planujemy ślub. Jeśli chodzi o zdanie naszych rodziców - oczwiście nie byli zachwyceni (obydoje pochodzimy z religijnych rodzin), ale ostatecznie podejmując taką dcyzję byliśmy już dorośli i nie uważam za zasadne potępianie naszych rodziców za nasze decyzje. Naprawdę uważam, że jest to wykonalne. Jeśli chodzi o zgorszenie wobec innych ludzi - nasze rodziny i przyjaciele wiedzą, że nie uprawiamy seksu, a pozostali chyba nawet nie wiedzą, że mieszkamy razem :) Ci, którzy wiedzą, nie widzą w tym nic złego i chwalą nas za mdre decyzje.  Poza tym, obydwoje uważamy, że dzięki wspólnemu mieszkaniu bardzo dobrze się poznaliśmy. Tak dobrze, jak nigy nie pozalibyśmy się nie mieszkając ze sobą. Znamy swoje zalety i wady i biorąc ślub będziemy z pewnością w pełni świadomi swoich decyzji. Pozdrawiamy serdecznie i gratulujemy wytrwałości chrześcijańskim parom, żyjącym tak jak my :)
;
;)
1 stycznia 2013, 19:00
Chodziło mi o to, że dawanie rad w stylu "to i to, ma być koniecznie tak i tak" wcale nie sprzyja autentycznej wolności. Czyste życie przedmałżeńskie to bardzo trudna decyzja - nie czarujmy się i myśle, że powinna się rodzić w wolności i osobistej modlitwie. Każdy przypadek jest inny. Tekst wcale nie zamyka i nie jest w mojej opinii przejawem letniości moralnej.
M
Małgorzata
1 stycznia 2013, 18:37
Oburzenie to nie to samo, co zgorszenie. Autor przekombinował. Gdzie są ci pobożni Żydzi, dla których "krzyż stał się przyczyną upadku"? Poproszę o adres w Piśmie św. A co do spania po jednym dachem dzisiaj - to jest zgorszeniem (nawet jeśli nie oburza) bo ci, którzy chcieliby wymagac od siebie czystości rozglądają się i widzą, że są sami... To ich może doprowadzic do upadku.  Przyjmujemy standardy świata, bo boimy się zostac sami. Nie dotyczy to herosów, oczywiście, ale nie ich miał na mysli Jezus mówiąc o maluczkich. Doświadczyłam, że wierząc we własną silną wolę oraz moralne standardy można się mocno nabrac przebywając nocą pod jednym dachem z mężczyzną, który nie jest moim mężem. Moje racjonalne ja, ani realne działanie mogą zupełnie rozmijac się z tym, co czuje moje ciało, nawet jesli tłumię jego pragnienia. To nie jest prawdziwa wolnośc. No i warto się zastanowic nad tym, skąd biorą się endometriozy, narośle na jajnikach, itp itd korelujące wysoko z nadmiernym poziomem estrogenów. Stawianie jasnych i twardych wymagań własnym dzieciom jest trudne i niewdzięczne. Smuci mnie to, że ojciec jezuita ma tak "letnie" standardy moralne... Myslałam, że to się dzieje tylko na zachodzie. Rozczarowanie.
OD
ojciec duchowy
1 stycznia 2013, 18:27
Nie wiem czemu służą takie artykuły? Pokus należy unikać, a nie dopuszczać do sytuacji która może wywołać grzech. Według mnie - wbrew temu co pisze  @ ;) - kapłan powinien dawać jasne odpowiedzi, być ojcem duchowym pod każdym względem odpowiedzialnym za swoje słowa. A już tym bardziej, jeśli ma do czynienia z nieukształtowanym jeszcze młodym człowiekiem.
D
danusia
1 stycznia 2013, 16:52
... a może by wypowiedzieli sie jacyś młodzi, zakochani, ktorzy kohabitowali z dobrymi intencjami i co z tego wyniknęło. Wiem, wiem znam te nauki: " upadek moze cię wiele nauczyć, lepiej zrozumieć innych, będziesz pokorniejszy itd". Mam jedno pytanie  : czemu ten artkuł ma służyć? Bo rodzinie - tej przyszej - moim zdaniem, niebardzo. Proszę autora, żeby się nie ustosunkowywał, a raczej przypomniał sobie historię, którą kiedyś opowiadał o chłopaku, który zaprosił Jezusa do swojego domu .... to było tak dawno temu ... 
;
;)
1 stycznia 2013, 16:13
A ja właśnie za to lubię Jezuitów. Za to, że nie dają jasnych odpowiedzi, że tym co mówią i piszą zmuszają do refleksji i spotkania się ze swoim sercem. Za to, że pozwalają w wolności wybierać i nie mówią jak trzeba żyć i kochać, żeby było dobrze i po katolicku. Udało mi sie spotkac z takimi ludźmi, a choć autora tekstu nie znam osobiście czuję, że on tez jest własnie takim człowiekiem. Problemetyka tekstu dotyczy mnie dość mocno, ponieważ jestem na etapie narzeczeństwa i znam na swojej skórze blaski i cienie życia przedmałżeńskieg we "współczesnym świecie". Nie mieszkamy razem, kocham Jezusa i wcale tekst mnie nie gorszy. Wręcz przeciwnie - otwiera na nowe spojrzenie - w wolności. Pozdrawiam
M
mm
1 stycznia 2013, 15:15
Z tym mieszkaniem bez współżycia to tak jak z klerykiem który przesiaduje w konfesjonale...... i tu i tu bez sensu
K
kate
1 stycznia 2013, 12:10
Co do dorosłych po rozwodach: tu sprawa jest dość jasna mówimy o konkubinacie, a nie kohabitacji. Jeżeli dochodzi do kohabitacji, to jedynie z przyczyn ekonomicznych. Inaczej się po prostu ludzie pobierają. Jeśli są katolikami, to rzeczywiście mają problem etyczny, a nie kulturowy i wtedy deliberowanie, czy to konkubinat, czy kohabitacja traci sens. Jak patrzę na młodych to widzę coraz większą polaryzację stanowisk: albo jestem katolikiem, więc ślub odkładam prawie do 40, albo wogóle o tym nie myślę, bo szkoda zachodu (ze świecą szukać odpowiedniego kandydata, zwłaszcza, że oczekiwania młodych są coraz większe), albo daję sobie spokój z wiarą i żyję jak mi sie podoba, jak mi wygodniej czy lepiej, godząc się na niepowodzenia, kryzysy. Stanowisk pośrednich mało i to jest rzeczywisty problem współczesnego Kościoła: jak przekonać ludzi, którzy chcą być Bogami (albo choćby tylko aniołami), że grzeszność jest taką samą cechą natury ludzkiej jak piegi na nosie. Z tym się żyje i tylko z tym się uzyskuje zbawienie, nie bez tego. 
DS
do spokojnie oburzonego
1 stycznia 2013, 12:08
Znam do końca te Słowa Jezusa, nie widze niekonsekwencji w związku w związku z nimi do tego co napisałem. ... Niekonsekwencją jest to, że ich nie napisałeś do końca. Nie każdy czyta słowa Jezusa, więc należy pisać całość, a nie tylko to, co pasuje.
K
kate
1 stycznia 2013, 12:08
Większość komentujących myli kohabitację (współzamieszkiwanie) z konkubinatem (współżycie seksualne bez formalnego ślubu). Kohabitacja+konkubinat była zjawiskiem z lat 90. XX wieku i wtedy była problemem, choć chyba tylko w dużych aglomeracjach: o tym dziś piszą jedynie naukowcy, analizując, jaki to miało wpływ choćby na spadek dzietności w naszym kraju. Dziś, jak obserwuję choćby moich studentów, to spotyka się to niezwykle rzadko: albo jest kohabitacja, albo konkubinat, nigdy razem. Studenci obu płci mieszkają we wspólnych komunach, ale seks uprawiają z kim innym. Zmieniło się zwłaszcza podejście dziewcząt: po co facet na "chacie" przecież wiadomo, że pieniędzy na czynsz nie da, trzeba sprzątać po nim, gotować, prać skarpetki. Jeżeli chcę seksu, to go znajdę bez kohabitacji. Jeżeli chcę kohabitować, to z sensownymi ludźmi, co nie będą się zbytnio spoufalać, znają granice, mają wspólne zainteresowania, itp. Małżeństwo odkłada się na czas po studiach, gdy oboje już pracują, mają zdolność kredytową, aby kupić mieszkanie i wtedy ślub. A w okresie narzeczeństwa raczej u rodziców, bo trzeba odkładać pieniądze na wesele i dziecko. Teraz kiedy kryzys się pogłębia, również nie widzę sensu deliberowania o kohabitacji+konkubinacie, bo młodzi jak seks uprawiali tak będą uprawiać nawet bez "chaty", a mieszkać będą u rodziców, bo ani pracy, ani pieniędzy nie będą mieli na seksualne współzamieszkiwanie.
DO
do oburzonych przedmówców
1 stycznia 2013, 11:52
Znam do końca te Słowa Jezusa, nie widze niekonsekwencji w związku w związku z nimi do tego co napisałem. Jestem spokojny :) Pozdrawiam!
DO
do oburzonego przedmówcy
1 stycznia 2013, 11:48
Co Cię tak oburza? Oburzenie to jest jedno, a zgorszenie to jest drugie. Poza tym poczytaj słowa Jezusa do końca, Jezus nie potępił, ale to nie koniec jego słów. Bądź konsekwentny i czytaj słowa Jezusa do końca.
DO
do oburzonych przedmówców
1 stycznia 2013, 11:38
Na czym waszym zdaniem polega chrześcijaństwo? Na unikaniu grzeszenia? Takie podejście może wzbudzać frustrację, lęk przed sobą, niezadowolenie, trwanie w poczuciu winy, dążenie do rytualnej czystości, perfekcjonizmu, "czystości dla prawa religijnego". Czy rzeczywiście o grzech w chrześcijaństwie chodzi? Jeśli czyni mnie gorszym (czyli wzbudza we mnie zgorszenie) zachowanie kogoś obok, to jaka jest moja wiara, jaka moja tożsamość przynależności do Chrystusa? Wielu OBURZONYCH chciało ukamienować Marię Magdalenę, bo przecież ona ich gorszyła, łamała jawnie prawo. Jezus jej nie potępił. Za to powiedział do kogoś innego: "Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości." (Mt 23, 27-28) Biada wam religijni ludzie, bo zachowujecie rytualną pobożność, martwicie się, by nie zjeść parówki w piątek, a zapominacie o chorych i cierpiących, o waszych samotnych sąsiadach, żywicie urazę do bliskich, jesteście gotowi osądzać tych, którzy myślą inaczej wytykając ich jako gorszyciele.
?
?
1 stycznia 2013, 11:03
Jakie "Best of 2012"? Bzdura.
!
!
1 stycznia 2013, 10:57
Sabuizd. Nie o tym jest ten tekst, o czym Ty myślisz, że jest. Zgadzam się z "Uważnie zytającym". Tobie też radzę uważnie czytać. Ksiądz jest zgorszeniem pisząc takie rzeczy.
S
S
1 stycznia 2013, 10:55
Co innego przenocowanie kogos nawet na pare dni i nie dotykanie tej osoby, a co innego zamieszkanie na stale! W pierwszym przypadku druga osoba jest GOSCIEM, a w drugim PARTNEREM. Mieszkanie razem to dzielenie wspolnego życia! I nie chodzi tylko o seks. Zupelnie dwa odrebne tematy. Ksiadz Wojciech Żmudziński SJ niech lepiej doczyta Biblie, bo widze, ze sobie interpretuje i przytacza cytaty, tak jak mu wygodnie, tak jak je rozumie... Poślubia mężczyzna niewiastę i bierze ją do siebie - a ksiadz pozwala na odwrócenie kolejnosci, ktora nie jest przypadkowa. Skąd ksiadz wytrzasnal takie pojecie jak "pewnosc sumienia" ??? To chyba taka 100% pewnosc, ze nie zgrzesza... Swietnie... Utopia... Hipokryzja... A to "zgorszenie", ktore rzekomo zasial Jezus, to nie bylo zgorszenie. ON przyszedl, by wypelnic Pisma, aby je przyjac sercem i uszanowac, m.in. aby podniesc malzenstwo do rangi najwyzszej, nierozerwalnej. Pisze to jako facet, ktory czekal z seksem do slubu, i nie zamieszkal z szacunku dla nas obojga, dla wspolnoty w ktorej jestesmy, dla naszych rodzin. Mamy piekna tradycje... Po co ja deptac?
S
Sabuizd
1 stycznia 2013, 04:59
Część I Kurcze... w chwili pisania tego komentarza śpią u mnie dwie koleżanki, o zgrozo jestem studentem... i w tej chwili leją się potoki tysięcy domysłów i historii. Ale ja niestety albo i stety rozczaruję większość... żadne z nas nie jest pijane, co może wielu zdziwi- jedliśmy, razem oglądaliśmy telewizję byliśmy w rynku na sylwestrze i ponownie wróciliśmy do mojego mieszkania. W ciągu całego, długiego wieczoru wypiliśmy niecałą jedną butelkę, małego szampana, żeby rozwiać wszelkie niedomówienia- ot, na dobre trawienie :) . W klatce mieszkają sami starsi ludzie, więc idąc tropem rozumowania komentujących, to ja już się smażę w piekle gorsząc wszystkich seniorów. Czy wobec tego mam wyprzeć się zwykłej gościnności i uprzejmości? Koleżanki, mieszkają na drugim końcu miasta- mała godzinka jazdy tramwajem, a nocne już nie jeżdżą. Dlatego zaproponowałem im możliwość noclegu. Nie uważacie, że zbyt często na siłę chce się być tudzież nakazywać bycie "przesadnie świętym". Wobec tego, gdzie swoje miejsce mają takie wartości jak przyjaźń i zaufanie...? Nawiązując do głównego tematu, na dobrą sprawę każdym naszym zachowaniem moglibyśmy gorszyć drugich, dlatego czy nie ważniejszym jest uczciwość, czy czystość wobec nas samych i Boga... Myślę, że tu, jak w każdej dziedzinie życia czy religii powinno brać się pod uwagę także zdrowy rozsądek, tak by nie "przegiąć" w żadną stronę.
S
Sabuizd
1 stycznia 2013, 04:58
Część II Myślę, że ma wątpliwości, że zgorszeniem w dokładnym znaczeniu tego słowa, mogłoby być, gdyby z mieszkania dobiegały dwuznaczne jęki, bylibyśmy wulgarni, ale tak nie jest. Dziewczyny śpią na osobnym łóżku(nawet im kołdrę oddałem i nawlokłem świeżą poszewkę :]   ) a ja jestem spokojny, że w drodze o tej godzinie nic niedobrego się im nie przytrafi. Jutro zapewne jakieś śniadanie i się rozejdziemy, każdy w swoim kierunku. Oczywiście jestem wierzący, a jeżeli ten tekst kogoś gorszy, to z całego serca PRZEPRASZAM. Być może moje rozumowanie jest błędne, ale to moje rozumowanie, rozumowanie młodego człowieka. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że z owymi dziewczynami jesteśmy przyjaciółmi-takimi z krwi i kości, takimi, że bardziej się nie da :) i jeden za drugiego odda wszystko, dlatego podsumowując jestem przekonany, że kochając kogoś prawdziwie i szczerze nie dopuścimy nigdy do tego by tej osobie stała się krzywda, a to kim jesteśmy nie powinno być determinowane wyłącznie przez czyjąś opinię i sugestywne przekonanie.  Co w przypadku, gdy ja stwierdzę, że gorszy mnie para trzymających się za ręce, czy przytulających się zakochanych – mają zerwać, ze sobą całkowicie znajomość… ?
UC
Uważnie czytający
31 grudnia 2012, 10:42
To jest żenujące co prezentuje autor artykułu. Dlaczego na stronie http://zapytaj.wiara.pl/pytanie/pokaz/103da2 jest zgoła inne zdanie na temat zgorszenia. Autor napisał, że "Pierwsza odpowiedź wydaje mi się pójściem na kompromis z plotkarzami i oszczercami. Dobra opinia niekoniecznie jest wartością. Pan Jezus też jej nie miał. Stał się zgorszeniem dla najbardziej pobożnych (por. 1 Kor 1,23). ". Co za bzdura!!! Dobra opinia niekoniecznie jest wartością?Tylko że KKK (2477-2479) i KPK (kan. 220)ma zgoła inne zdanie na ten temat. Każdy ma prawo do dobrego imienia. A po drugie Jezus nie szedł nigdy na kompromis z faryzeuszami, ale dążył do prawdy! I w ten sposób dbał o dobro własnego imienia. Po trzecie jak Bóg-Człowiek nie dbał o własne imię!!!??? Paradoks. Dla Hebrajczyków imię oznacza samą osobę. Jak zatem Jezus-Bóg mógł nie dbać o szacunek dla imienia Boga? W ten sposób myśląc, można zapytać: dlaczego ja mam się modlić "święć się imię Twoje", jeżeli sam Bóg nie dba o własne imię. Dlatego takie rozumowanie jest błędne.  Następne: mieszkanie wspólnie przed ślubem jest grzechem zgorszenia, czyli uczynienia kogoś gorszym! Cóż z tego, że "oni" wytrwają w czystości. Ale ktoś inny pomyśli sobie: A oni tak żyją w czystości, to nam się też uda. Niestesty, może się nie udać. I taki sposób życia, wcale nie jest świadectwem dla innych, przez takie zachowanie inni nie stają się lepsi. Ks. Żmudziński napisał: "Mógłbym też odpowiedzieć zupełnie inaczej. - Dzisiaj ludzie już się tym nie gorszą. Będziecie raczej zbudowaniem dla bliskich i kolegów, którym powiecie, że czekacie z seksem do ślubu". Po pierwsze: np. ja się tym gorszę, więc pierwsza przesłanka jest obalona (jestem człowiekiem, więc nie wiem o kim ksiądz mówi mając na myśli ludzie), a po drugie nie jest to zbudowanie dla kolegów, ale usprawiedliwianiem i i promowaniem relatywizmu moralnego. 
A
Anna
31 grudnia 2012, 08:55
Myślę że autor tekstu idzie wprost na drogę ojca Fabiana
30 grudnia 2012, 23:20
Zaraz, zaraz... przecież życie ze sobą na sposób małżeński bez sakramentu, czyli konkubinat, nie jest tożsame wyłącznie ze współżyciem, ale głównie chodzi o wspólne mieszkanie, wspólnotę ekonomiczną, najogólniej rzecz ujmując - wspólnotę życia. Zatem, jeżeli dobrze rozumiem, w artykule jest powiedziane, że jeżeli "czystość zachowujecie nie z przymusu i w pełni panujecie nad własną wolą" możecie swobodnie żyć w konkubinacie. No pięknie. Teologia moralna się kłania.
G
Gosia
30 grudnia 2012, 20:45
Widzę,że forumowicze mądrzejsi od księdza! Jestem zbudowana postawą świeckich w tym wypadku! A co ksiądz na te cytaty Pisma Św.: ? „Gdyby bowiem ujrzał ktoś ciebie, oświeconego wiedzą, jak zasiadasz do uczty bałwochwalczej, czyżby to nie skłoniło również kogoś słabego w sumieniu do spożywania ofiar składanych bożkom? (11) I tak to właśnie wiedza twoja sprowadziłaby zgubę na słabego brata, za którego umarł Chrystus. (12)  W ten sposób grzesząc przeciwko braciom i rażąc ich słabe sumienia, grzeszycie przeciwko samemu Chrystusowi. (13)  Jeśli więc pokarm gorszy brata mego, przenigdy nie będę jadł mięsa, by nie gorszyć brata.” (1 Kor 8, 10-13) „Starajmy się więc o to, co służy (...) wzajemnemu zbudowaniu. (20) (...) Wprawdzie każda rzecz [pokarm] jest czysta, stałaby się jednak zła, jeśliby człowiek spożywając ją, dawał przez to zgorszenie. (21) Dobrą jest rzeczą (...) nie czynić niczego, co twego brata razi, [gorszy albo osłabia].” (Rz 14, 18-21). „Proszę was jeszcze, bracia, strzeżcie się tych, którzy wzniecają spory i zgorszenia przeciw nauce, którą otrzymaliście.” (Rz 16,17) „Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie.” (Mt 18,7). Jeśli zakochani chrześcijanie nie będą JASNYM świadectwem, to nie będą żadnym! Tu nie chodzi o jakąś tam opinię, ale o dawanie czytelnego świadectwa! Nie można brać pod uwagę wyłącznie swoich sumień, ale też innych osób, często słabszych w wierze, bo myślenie tylko o sobie to wiadomo-egoizm!
TN
To nie cytat.
19 grudnia 2012, 09:44
I takie właśnie jest dzisiejsze nauczanie księży. Muszą być nowocześni, żeby się przebić. Nie głoszą już Ewangelii, Listów Apostołów... Boją się ludzi.
to żałosne
19 grudnia 2012, 09:43
I takie właśnie jest dzisiejsze nauczanie księży. Muszą być nowocześni, żeby się przebić. Nie głoszą już Ewangelii, Listów Apostołów... Boją się ludzi.
A
anac
17 grudnia 2012, 14:17
"Dzisiaj ludzie już się tym nie gorszą. Będziecie raczej zbudowaniem dla bliskich i kolegów, którym powiecie, że czekacie z seksem do ślubu." Tylko, że to jest słaby argument. Dużo większym "zbudowaniem dla bliskich i kolegów" byłoby nie mieszkanie razem pomimo, że tak byłoby taniej, wydogniej, itp. Wtedy nie będzie trzeba się nawet obnosić, że "czekacie z seksem do ślubu" - to będzie widać.
U
udana
16 października 2012, 10:52
Moja znajoma, która wychowała 7 dzieci zawsze mi mówiła...w takich sytuacjach NIE NALEŻY WCHODZIĆ Z ZAPALONĄ ŚWIECĄ DO STODOŁY :-) i w tej mądrosci ludowej chyba jest więcej rozsądku niż w tym dziwnym artykule... Pan Jezus w Ewangeli mówi że jeśli oko jest powodem do grzechu - wyłup, jesli ręka-odetnij...to pokazuje jak bardzo mamy walczyć aby nie grzeszyć... A spanie z chłopakiem w jednym mieszkaniu (by bożek-pieniądz był zaspokojony) jest ogromna pokusą i próbą! tu nawet nie chodzi o to zgorszenie wśród innych, ale o narażanie młodych ludzi na pokusy, toczenie walk o czystość w sytuacjach domowych pieleszy... tu trzeba heroizmu aby nie ulec!  ale po co tak sie katować i narazać??? Jakie są powody tego ,,zamieszkania'' Najczęsciej - pieniądz! Jeśli pragna być razem, kochaja sie  to niech się pobiorą...a jeśli chcą czekać ... to niech czekaja ale osobno...
E
Ewa
16 października 2012, 10:25
Ojojoj, karkołomna interpretacja słów św. Pawła! Taka bardzo liberalna i "na czasie". Dla mnie troszkę zwodnicza i pokrętna. Nie kupuję jej.
HD
hulaj dusza piekła nie ma
16 października 2012, 08:53
bo nie ma przykazania: "NIE POŻĄDAJ" No tak NIE POŻĄDAJ ŻONY BLIŹNIEGO SWEGO nie dotyczy ani chłopaka, ani dziewczyny! Hulaj dusza!
V
vega
29 czerwca 2012, 06:48
Jak najbardziej - NIE MA przykazania NIE POŻĄDAJ, a gdzie tu temat ambicji, kiedy nie ma czytania ze zrozumieniem?
B
Beta
29 czerwca 2012, 00:18
Przypomnienie Księdzu Wojciechowi przykazań jest najlepszym tego dowodem. Poza tym ze swojej strony to POLAECAM przypomnienie sobie przykazań W OGÓLE, bo nie ma przykazania: "NIE POŻĄDAJ" i pomedytować nad wlasną wiedzą i świadomością w tym zakresie. "NIE POŻĄDAJ żony bliźniego twego..." faktycznie vega, również polecam przypomnienie sobie przykazań zanim się zechce komuś wjechać na ambicję
V
vega
28 czerwca 2012, 22:36
A skoro ksiądz Autor nie jest psychologiem, to nie powinien pisać o relacjach chłopak - dziewczyna, bo nieźle miesza w głowie. Polecam Księdzu przypomnieć sobie Przykazanie Boże: "NIE POŻĄDAJ". Pomedytować nad nim. Osobiście przekonałam się, że najsolidniej mają "pomieszane w głowie" ci, którzy najlepiej wiedzą, co kto powinien. Przypomnienie Księdzu Wojciechowi przykazań jest najlepszym tego dowodem. Poza tym ze swojej strony to POLAECAM przypomnienie sobie przykazań W OGÓLE, bo nie ma przykazania: "NIE POŻĄDAJ" i pomedytować nad wlasną wiedzą i świadomością w tym zakresie.
T
tak
27 czerwca 2012, 12:28
Do autora, „W Pierwszym Liście do Koryntian znajdujemy zagadkowy tekst na ten temat: "Lecz jeśli ktoś, bez jakiegokolwiek przymusu, w pełni panując nad swoją wolą, postanowił sobie mocno w sercu zachować nietkniętą swoją dziewicę, dobrze czyni. Tak więc dobrze czyni, kto poślubia swoją dziewicę, a jeszcze lepiej ten, kto jej nie poślubia" (1 Kor 7,37-38).” Czy mógłby mi ksiądz jakoś przystępnie wytłumaczyć w jaki sposób ,na zasadzie jakich reguł logicznych doszedł ksiądz do wniosku, że na podstawie tego tekstu można uznać, że św . Paweł dał przyzwolenie na wspólne zamieszkiwanie? Przecież Autor cytatu mógł brać pod uwagę jedynie to , że ta ”swoja dziewica” powinna pozostać dziewicą do ślubu, mieszkać z rodzicami lub innymi krewnymi - napomnienie Świętego mogło dotyczyć zakazu seksu przedmałżeńskiego. Nie widzę w tym urywku niczego wskazującego na to ,że św. Paweł akceptuje pod jakimkolwiek pozorem wspólne zamieszkiwanie. Sposób myślenia i argumentacji księdza uważam za poważne nadużycie także w stosunku do Świętego.
KT
ks. Tomek
27 czerwca 2012, 12:23
T7HRR - o właśnie, bardzo celne rozwinięcie analogii na podział co w małżeństwie a co nie :). Chyba to kiedyś wykorzystam w jakiejś homilii ;).
S
Słaba
27 czerwca 2012, 12:09
@T7HRR Ja piszę cały czas na temat, na który jest artykuł - wspólnego mieszkania, w czystości seksualnej, przed ślubem. Nic nie piszę na temat małżeństwa. I podtrzymuję to co napisałam: To refleksja dotyczącą świata materii, naszego działania w nim, naszego lęku, ryzyka, możliwości konstrukcyjnych i ograniczeń. Można spróbować spojrzeć w podobny sposób na słowa z artykułu: Zanim jednak zamieszkacie ze sobą, zdobądźcie oboje pewność sumienia, że czystość zachowujecie nie z przymusu i że w pełni panujecie nad własną wolą. Jeśli masz jakąkolwiek wątpliwość, choćby do jednej z tych rad św. Pawła, jeśli brakuje ci pewności sumienia, jeśli sumieniu nie ufasz - odradzam spanie u chłopaka.
27 czerwca 2012, 09:01
@ks. Tomek Generalnie mogę się z tym zgodzić. Mam tylko nadzieję, że nie odrzuci Ksiądz nigdy żadnego sieroty, ani bezdomnego, ani ludzi bardzo skrzywdzonych w swoich domach, którzy nie mają dokąd wrócić. I dobrze będzie, jeśli Czytelnicy wezmą sobie te słowa do serca, żeby patrzeć duchowo (nie prawnie) na swoje sytuacje, a bliźnim za drzwi nie zaglądać @ks. Tomek generalnie zgoda :-) @max generalnie zgoda :-) nie warto zaglądac za drzwi ludziom nieznajomym za nich możesz się modlić... Jeśli sa to Twoje dzieci czy twoja rodzina to warto zaglądac i ostrzegać:-) Jeśli sa to Twoi znajomi to może się okazać, że nie chca mieszkac razem ale muszą (z przyczym jak napisałeś)  i może możesz zaproponować jakieś rozwiązanie... np. dziewczynie wspólne mieszkanie z Twoja kuzynką, która studiuje...
27 czerwca 2012, 08:53
Księże Tomku zrozumiałam porównanie i spróbowałam je rozwinąć. Chodzi mi o problem iskrzenia w pobliżu materiałów łatwopalnych. :-) Wiadomo, że może skończyć się to tragicznie. Ale takie iskrzenie jest również zastosowane w silniku spalinowym. Ja też nie jestem specjalistką w tej dziedzinie, ale samochodami i autobusami jeżdżę, z pewną ufnością do tej konstrukcji, mając nadzieję, że wypadek się nie zdarzy... (...) @Słaba stosując tę analogię - jak spalanie odywa się w silniku lub kuchence to znaczy, że jest juz po skaramencie małżeństwa jak swobodnie wypływa beznyzna lub gaz - lub co gorsza taki płyn spala się, to znaczy, że jest przed sakramentem małżeństwa... W drugim przypadku jak nie dojdzie do wypadku - to możemy mówic o szczęśliwym zbiegu okoliczności :-) Równiez w przypadku silnik czy kuchenki może dość do wypadku, ale jak są dobrze zrobione i uzytkowane zgodnie z dekalogiem (dekalog to już z analogii) ;-) ... to prawdopodobieństwo wypadku maleje
S
Słaba
27 czerwca 2012, 08:19
Księże Tomku zrozumiałam porównanie i spróbowałam je rozwinąć. Chodzi mi o problem iskrzenia w pobliżu materiałów łatwopalnych. :-) Wiadomo, że może skończyć się to tragicznie. Ale takie iskrzenie jest również zastosowane w silniku spalinowym. Ja też nie jestem specjalistką w tej dziedzinie, ale samochodami i autobusami jeżdżę, z pewną ufnością do tej konstrukcji, mając nadzieję, że wypadek się nie zdarzy... A gaz pod gankiem z zupą zdarzało mi się zapalać bardzo wiele razy... Natomiast piecyki gazowe podrzewające wodę (elektryczne zresztą też) napawają mnie pewnym lękiem, choć ludzie mający je w domach normalnie ich używają... To refleksja dotyczącą świata materii, naszego działania w nim, naszego lęku, ryzyka, możliwości konstrukcyjnych i ograniczeń. Można spróbować spojrzeć w podobny sposób na słowa z artykułu: Zanim jednak zamieszkacie ze sobą, zdobądźcie oboje pewność sumienia, że czystość zachowujecie nie z przymusu i że w pełni panujecie nad własną wolą. Jeśli masz jakąkolwiek wątpliwość, choćby do jednej z tych rad św. Pawła, jeśli brakuje ci pewności sumienia, jeśli sumieniu nie ufasz - odradzam spanie u chłopaka.
N
nc
27 czerwca 2012, 08:06
A skoro ksiądz Autor nie jest psychologiem, to nie powinien pisać o relacjach chłopak - dziewczyna, bo nieźle miesza w głowie. Polecam Księdzu przypomnieć sobie Przykazanie Boże: "NIE POŻĄDAJ". Pomedytować nad nim.
Wojciech Żmudziński SJ
Wojciech Żmudziński SJ
27 czerwca 2012, 02:06
Ksiądz Dziewiecki nie jest biblistą lecz psychologiem. Z jego konferencji podanej poniżej wynika, że sakrament święceń (nazywa go kapłaństwem) wyklucza sakrament małżeństwa, a tak nie jest i biblijnie i historycznie. Moja interpretacja przytoczonych fragmentów nie jest oczywiście jedyna. Natomiast fakt wspólnego mieszkania prezbiterów z kobietami (gospodyniami) był powszechny nawet do naszych czasów.
A
anacrusis
27 czerwca 2012, 01:28
 Proszę Ojca! Ojca interpretacja przytoczonych fragmentów jest co najmnej karkołomna.  POLECAM WSZYSTKIM POSŁUCHAĆ konferencji ks. Marka Dziewieckiego: http://www.youtube.com/watch?v=BifAR7nt3C4 http://www.youtube.com/watch?v=ItGj1HZcqVM
KT
ks. Tomek
26 czerwca 2012, 20:27
Słaba... rzeczywiście - nie studowałem mechaniki, ale elektrotechnikę przez pewien czas :). Mam nadzieję że zrozumiałaś moje porównanie.
S
Słaba
26 czerwca 2012, 19:29
Na moje oko to jest tak jak w elektryczności: jak + i - są blisko... to do pewnego punktu nie będzie nic... a potem tak zaiskrzy że się układ spali; jak się z zapałką idzie do słomy to nic się nie dzieje, ale jak już się słoma pali to tego ugasić nie można.! Widać, że to nie ks. Tomek jest konstruktorem silnika spalinowego! ;-) A to tylko przyrodnicza materia...
M
max
26 czerwca 2012, 12:12
@ks. Tomek Generalnie mogę się z tym zgodzić. Mam tylko nadzieję, że nie odrzuci Ksiądz nigdy żadnego sieroty, ani bezdomnego, ani ludzi bardzo skrzywdzonych w swoich domach, którzy nie mają dokąd wrócić. I dobrze będzie, jeśli Czytelnicy wezmą sobie te słowa do serca, żeby patrzeć duchowo (nie prawnie) na swoje sytuacje, a bliźnim za drzwi nie zaglądać
F
Friska
26 czerwca 2012, 10:04
Brawo ks. Tomku. Szanujmy zasady, zero kompromisu dla zła!
KT
ks. Tomek
26 czerwca 2012, 09:42
Szczęść Boże!! Pozdrawia ksiądz świeżo po seminarium. Ja tam nie wchodzę w żadne psychologiczne dywagacje czy taka sytuacja: "pewność sumienia, że czystość zachowujecie nie z przymusu i że w pełni panujecie nad własną wolą" jest możliwa w praktyce, czy tylko jest abstraktem teoretycznym. Na moje oko to jest tak jak w elektryczności: jak + i - są blisko... to do pewnego punktu nie będzie nic... a potem tak zaiskrzy że się układ spali; jak się z zapałką idzie do słomy to nic się nie dzieje, ale jak już się słoma pali to tego ugasić nie można. A na spowiednictwie mnie uczyli że jak ktoś żyje w permanentnej bliskiej okazji do grzechu i nie chce tego zmienić, to trzeba odmówić rozgrzeszenia. Więc póki co trzymam się tego, co mnie Kościół nauczył w dziedzinie moralnej. Życzę wszystkim żeby jednak nie patrzyli na takie sytuacje wyłącznie prawnie: "tu jeszcze nie ma grzechu, a tu już jest", ale duchowo: "zrobię wszysko żeby być jak najdalej od grzechu". Może wtedy i mieszkanie razem wyda się kiepskim pomysłem. W końcu "krew nie woda", a chłopak i dziewczyna są z krwi i kości a nie z blachy falistej ani z betonu :). Z Panem Bogiem!!
M
max
24 czerwca 2012, 16:02
Opisana "droga do Boga" jest oczywiście oszustwem. Duszpasterstwo nie służy dostarczaniu doraźnej przyjemności. Ma pomóc w spotkaniu z miłosiernym Bogiem i powrocie na właściwą drogę. Oczywiście, nie wątpię, że Bóg działa, i to bardzo intensywnie, poza duszpasterstwami. Kto jest otwarty na Boga znajdzie Go wszędzie. Kto szuka tylko dobrego samopoczucia, temu nawet najlepsze duszpasterstwo nie pomoże. Duszpasterstwo powinno być szansą i ufam, że dla wielu taką szansą jest. W Szwajcarii to sobie mogą chcieć rozgrzeszać bez warunków i łudzić się, że mają taką moc. I tak każdy za swoje czyny odpowiada przed Bogiem.   
DM
do maxa
24 czerwca 2012, 14:56
Są w dobrych rękach...., takich co głaszczą po główce, przytulają, a w Szwajcarii juz nawet rozgrzeszają bez żadnych warunków, typu: rozstanie, czy życie bez seksu. Całkiem przyjemna "droga do Boga" http://www.pch24.pl/szwajcaria--grupa-kaplanow-kontestuje-nauke-kosciola-,3275,i.html
V
vega
24 czerwca 2012, 14:35
 Wsparcie w duszpasterstwach to jeden z wielu aspektów.  Nie zamykajmy jednak BOGA w duszpasterstwach - choć i tak w rozumieniu większości aktywnych w kościele chrześcijan - tylko tak może być. 
M
max
24 czerwca 2012, 10:21
Ufam, że niesakramentalni są w rękach dobrych duszpasterzy. Poza tym nie oczekuję wiele od drugiego człowieka. Życie ziemskie jest wędrówką ku szczęściu wiecznemu. Nie zazdroszczę tym, któży pobłądzili, bo szczęścia szukali gdzie indziej i po swojemu. Jeśli nie trafią do odpowiednich duszpasterstw, to gdzie odnajdą drogę do Boga?
DM
do maxa
24 czerwca 2012, 06:23
Oczywiście, że zabójcy i złodzieje potrzebują opieki duszpasterskiej i to najlepiej takiej samej jak mają niesakramentalni: żeby mogli NADAL kraść i zabijać
M
max
24 czerwca 2012, 00:20
Zabójcy i złodzieje też potrzebują opieki duszpasterskiej. Wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Ojca.
M
można
23 czerwca 2012, 23:24
Można też założyć Duszpasterstwa Zabójców (NIE ZABIJAJ, A ZABIJAJĄ) Duszpasterstwa Złodziei (NIE KRADNIJ, A KRADNĄ) są już Duszpasterstwa dla Cudzołożników (NIE CUDZOŁÓŻ, A CUDZOŁOŻĄ- pod opieką Kościoła Katolickiego)
M
max
23 czerwca 2012, 23:14
Nikt tu nie namawia do rozwodu, ani do spania u chłopaka. Autor wymaga od czytelników dojrzałości i odpowiedzialności. Swoją drogą, duszpasterstwa potrzebne są WSZYSTKIM. Niesakramentalni też potrzebują Boga i Kościoła.
DK
DO KSIĘDZA KOMENTUJĄCEGO
23 czerwca 2012, 22:57
Ponieważ wiarołomny mąż był stroną, która skrzywdziła, więc w jego przypadku nie wchodzi w rachubę życie z inną kobietą jak brat ze siostrą, by otrzymać rozgrzeszenie i przystępować do komunii świętej. W tej sytuacji, gdy on chciał wrócić do żony a ona wystąpiła o separację ze względu na doznane krzywdy i została ona orzeczona przez kompetentną władzę kościelną, wiarołomny mąż, aby otrzymać rozgrzeszenie, musi zamieszkać osobno i oczywiście spełnić pięć warunków dobrej spowiedzi. KTÓRY KSIĄDZ TO GŁOSI? PIERWSZE SŁYSZĘ. CO NIE OZNACZA, ŻE TAK NIE POWINNO BYĆ. DLACZEGO KAŻDY KSIĄDZ GŁOSI CO INNEGO?!?!?? NIE WYSZCZEGÓLNIA SIĘ TEGO, ŻE SKRZYWDZIŁ. TYLKO TO - ŻE MA ŻYĆ JAK BRAT Z SIOSTRĄ - TYLKO TYLE. KSIĄDZ KOMENTUJĄCY ROBI TUTAJ REWOLUCJĘ - PROSZĘ SIĘ UJAWNIĆ, ZALOGOWAĆ, NAPISAĆ IMIĘ NAZWISKO, PROSZĘ STAĆ SIĘ AUTORYTETEM DLA SWOICH WSPÓŁBRACI, BO ONI BLĄDZĄ!! KSIĘDZA TU POTRZEBA. CZEKAMY. - - - GDZIE JEST NIEROZERWALNOŚĆ MAŁŻEŃSTWA SAKRAMENTALNEGO O KTÓREJ SIĘ NIE MÓWI W SYTUACJACH TRUDNYCH? NIE MÓWI SIĘ O ŁASCE SAKRAMENTU MAŁŻEŃSTWA, KTÓRA JEST DAREM BOŻYM WŁAŚNIE W SYTUACJACH TRUDNYCH, NIE W ŁATWYCH.
W
więcej
23 czerwca 2012, 22:29
Tak, więcej takich artykułów, a potem więcej rozwodów, no i w konsekwencji więcej duszpasterstw dla niesakramentalnych
N
nc
23 czerwca 2012, 22:21
Pytanie: „Wobec tego jak się przedstawia sytuacja wiarołomnego małżonka, który chciał wrócić po 10 latach do żony, ale ona nie chce powrotu ze względu na doznane krzywdy. Czy wiarołomny w takim przypadku jest usprawiedliwiony niemożliwością powrotu i może nadal żyć w konkubinacie "jak brat z siostrą" i przystępować do Eucharystii? Czy też nie wystarczy życie "jak brat z siostrą" i musi zamieszkać osobno, aby dostać rozgrzeszenie?” Odpowiedź: Ponieważ wiarołomny mąż był stroną, która skrzywdziła, więc w jego przypadku nie wchodzi w rachubę życie z inną kobietą jak brat ze siostrą, by otrzymać rozgrzeszenie i przystępować do komunii świętej. W tej sytuacji, gdy on chciał wrócić do żony a ona wystąpiła o separację ze względu na doznane krzywdy i została ona orzeczona przez kompetentną władzę kościelną, wiarołomny mąż, aby otrzymać rozgrzeszenie, musi zamieszkać osobno i oczywiście spełnić pięć warunków dobrej spowiedzi. Ksiądz komentujący już tutaj pewnie nie zagląda. Ale... Proszę Księdza (do komentującego), który ksiądz pyta w duszpasterstwie dla niesakramentalnych, czy to on przypadkiem skrzywdził czy nie?! Nikt go o to nie zapyta, on tam może się spokojnie w tym duszpasterstwie ukrywać, o ile oczywiście ma taki "tupet" (pomysł),  by tam chodzić... Jesli pójdzie, to powie "odszedłem od żony, bo jej nie kochałem" i księża dają im wsparcie - takie słowa wsparcia usłyszeliśmy od księdza, który jest kimś ważnym w naszej diecezji - dokładnie takie slowa: "jak już mąż żony nie kocha, to nie ma mocnych na niego, odchodzi i nic się na to nie poradzi". Nie ma słów - "ratujcie małżeństwo! przyprowadź męża! pomogę!" itp. A potem jest dalszy ciąg - w duszpasterstwie dla niesakramentalnych. Tych przykładów jest tysiące, a księża nie reagują - mówią "na uczucie nie ma rady". Co to za postawa?
M
max
23 czerwca 2012, 22:00
Dziękuję o. Wojciechowi za poważne traktowanie czytelników i proszę o więcej takich artykułów.
V
vega
23 czerwca 2012, 20:28
Prosimy o więcej takich artykułów, jak igrać z ogniem i prowokować pokusy. Trzeba czytać ze zrozumieniem. To chroni przed histerią i irracjonalnym biciem piany na temat wizji "przyzwoitości", której się nie rozumie.
P
pokusa
23 czerwca 2012, 16:35
 Prosimy o więcej takich artykułów, jak igrać z ogniem i prowokować pokusy. Może Autor odpowie na pytanie: po co są zakazy wstępu do pomieszczeń w klasztorach oznaczonych napisem: "klauzura"? Mozna wpuścić tam kobiety (np wynająć puste cele  studentkom) , wszak kto jak kto, ale zakonnicy na pewno w pełni panują nad swoją wolą
E
ewangelizacja
13 czerwca 2012, 20:40
  Chyba przykazania i obowiazujące zasady katolickie są stale jednakowe i księża powinni je znać i przestrzegać. Spowiedź to nie toto-lotek, że raz się "trafi" na spowiedzi na księdza, który nie widzi grzechu, a drugi widzi. I jak tu penitent może mieć rozeznanie co jest dobre, a co złe? Przydałaby się nowa ewangelizacja od podstaw dla księży, bo jak oni ulegają lewicowym tendecjom, to nie ma co oczekiwać, że wierni pozostaną wierni prawdziwej nauce Chrystusa
P
Puchatek
13 czerwca 2012, 12:56
jestem zniesmaczona. mam wrażenie,że ten artykuł pokazuje,że do polskiego kościoła wkracza lewicowość z zachodu. niedawno spowiadałam się również u jezuity i wysunął on podobną teorię. moje sumienie podpowiadało mi,że wspólne wyjazdy tylko z narzeczonym i spanie w jednym pokoju (dzięki Bogu z zachowaniem czystości) były zwyczajnie gorszące dla innych. Jezuita był zupełnie odmiennego zdania, dodał,że przecież czasem jest to kwestia zaoszczędzenia pieniędzy,a co pomyśli ktoś inny, to już jego sprawa. Wymagajmy od siebie, nawet gdyby inni od nas nie wymagali.... Wiesz... trafiłaś akurat tak, a nie inaczej... Polecam płytkę o.Roberta Bujaka, jezuity "Kochać czy się kochać" http://www.malzenska.pl/produkt/pokaz/840/cd__kochac_czy_sie_kochac_na_bezdrozach_milosci__o_robert_bujak_sj.html są jezuici, którzy mysla zupełnie inaczej niz ten, którego spotkałaś...
LZ
lewicowość z zachodu
13 czerwca 2012, 08:22
 ".... do polskiego kościoła wkracza lewicowość z zachodu..." tak i niedługo będzie w Polsce tak jak na zachodzie: puste kościoły, związki bez ślubu, nagminne rozwody, brak poczucia grzechu, brak kapłanów (tych DOBRYCH)
Ż
żenujące
13 czerwca 2012, 08:15
jestem zniesmaczona. Wymagajmy od siebie, nawet gdyby inni od nas nie wymagali.... Zwłaszcza "nowocześni" księża. Żenujące. Nie dziwię się, że jesteś zniesmaczona.
U
urszula
12 czerwca 2012, 22:57
jestem zniesmaczona. mam wrażenie,że ten artykuł pokazuje,że do polskiego kościoła wkracza lewicowość z zachodu. niedawno spowiadałam się również u jezuity i wysunął on podobną teorię. moje sumienie podpowiadało mi,że wspólne wyjazdy tylko z narzeczonym i spanie w jednym pokoju (dzięki Bogu z zachowaniem czystości) były zwyczajnie gorszące dla innych. Jezuita był zupełnie odmiennego zdania, dodał,że przecież czasem jest to kwestia zaoszczędzenia pieniędzy,a co pomyśli ktoś inny, to już jego sprawa.  Wymagajmy od siebie, nawet gdyby inni od nas nie wymagali....
K
Ksiądz
10 czerwca 2012, 22:23
Pytanie: „Wobec tego jak się przedstawia sytuacja wiarołomnego małżonka, który chciał wrócić po 10 latach do żony, ale ona nie chce powrotu ze względu na doznane krzywdy. Czy wiarołomny w takim przypadku jest usprawiedliwiony niemożliwością powrotu i może nadal żyć w konkubinacie "jak brat z siostrą" i przystępować do Eucharystii? Czy też nie wystarczy życie "jak brat z siostrą" i musi zamieszkać osobno, aby dostać rozgrzeszenie?” Odpowiedź: Ponieważ wiarołomny mąż był stroną, która skrzywdziła, więc w jego przypadku nie wchodzi w rachubę życie z inną kobietą jak brat ze siostrą, by otrzymać rozgrzeszenie i przystępować do komunii świętej. W tej sytuacji, gdy on chciał wrócić do żony a ona wystąpiła o separację ze względu na doznane krzywdy i została ona orzeczona przez kompetentną władzę kościelną, wiarołomny mąż, aby otrzymać rozgrzeszenie, musi zamieszkać osobno i oczywiście spełnić pięć warunków dobrej spowiedzi.
?
??
10 czerwca 2012, 22:04
Wobec tego jak się przedstawia sytuacja wiarołomnego małżonka, który chciał wrócić po 10 latach do żony, ale ona nie chce powrotu ze względu na doznane krzywdy. Czy wiarołomny w takim przypadku jest usprawiedliwiony niemożliwością powrotu i może nadal żyć w konkubinacie "jak brat z siostrą" i przystępować do Eucharystii? Czy też nie wystarczy życie "jak brat z siostrą" i musi zamieszkać osobno, aby dostać rozgrzeszenie?
K
Ksiądz
10 czerwca 2012, 20:10
Pytanie: „Czy jeśli po paru latach, np 10 wiarołomny małżonek będzie chciał wrócić do pozostawionego małzonka, ale ten nie chce już odbudowy małżeństwa ze względu na to, że upłynęło wiele lat, że nie ma do niego zaufania albo czuje odrazę ( ale stale żyje sam), to czy w takim przypadku jest to "obiektywna" okoliczność usprawiedliwiająca życie w konkubinacie? czy żeby dostać rozgrzeszenie wystarczy zaniechać współżycia, czy trzeba się rozstać z niesakramentalnym partnerem?” Odpowiedź: Jeśli to pytanie rozpatrywać w kontekście uprzednio opisanego kazusu 1, to wtedy mamy bardzo złożoną sytuację od strony moralnej i psychologicznej. Jeśli kobieta „nie chce już odbudowy małżeństwa ze względu na to, że upłynęło wiele lat, że nie ma do niego zaufania albo czuje odrazę”, ze względu na doznaną od niego krzywdę, jak również ze względu na to, że ma dwoje dzieci z innym mężczyzną, z którym mieszka w jednym domu jak siostra z bratem, to chociaż podjęła drogę szczerego narówcenia, może jednak czuć się psychologicznie niezdolna (z podanych wyżej racji) do podjęcia na nowo wspólnego życia z mężem. W Kodeksie Prawa Kanonicznego przewidziana jest w pewnych wypadkach możliwość tzw. separacji (kan. kan. 1151-1155). Separacja nie rozwiązuje węzła małżeńskiego, ale pozwala mieszkać małżonkom osobno. W takiej sytuacji kobieta ta mogłaby wnieść sprawę o separację do kompetentnej władzy kościelnej. Gdyby władza ta orzekła o separacji, to wówczas, aby otrzymać rozgrzeszenie, wydaje się, że kobieta ta powinna zamieszkać osobno tak w odniesieniu do ojca ich dzieci (bo mąż chce wrócić), jak i do swego męża (bo nie jest w stanie z nim mieszkać – stan separacji).
LS
le sz
10 czerwca 2012, 19:10
"....gdy występują obiektywne okoliczności, które sprawiają, iż życie wspólne jest nieodwracalne, Kościół zachęca tych wiernych, aby zobowiązali się przeżywać swój związek według wymogów prawa Bożego, jako przyjaciele, jak brat i siostra; w ten sposób będą oni mogli ponownie przystępować do stołu eucharystycznego..."  Papież mówi trochę inaczej niż ~Ksiądz: w dokumencie nie ma mowy o zyciu osobno (na przykład po wychowaniu dzieci), ale o nieodwracalności zycia wspólnego z powodu jakichś "obiektywnych okoliczności". Nie mówi inaczej. Mówi natomiast o sytuacji w której występują obiektywne trudności, a nie o sytuacji w której te obiektywne trudności już ustąpiły. Te okoliczności nie są zdefiniowane, a więc mozliwość interpretacji jest bardzo szeroka: dla jednych to będzie właśnie długi okres życia w związku niesakramentalnym, dla innych niemożliwość odbudowania sakramentalnego małżeństwa . Bez przesady. To że dla kogoś obiektywną trudnością może być niechęć narażenia tipsów na uszkodzenie wcale jeszcze nie oznacza że to rzeczywiście jest obiektywna trudność. Tu chodzi o czynienie zła. Obiektywną trudnością jest sytuacja w której zaprzestanie wspólnego życia związane było integralnie z czynieniem zła. W związku z tym ostatnim mam pytanie do Księdza: czy jeśli po paru latach, np 10 wiarołomny małżonek będzie chciał wrócić do pozostawionego małzonka, ale ten nie chce już odbudowy małżeństwa ze względu na to, że upłynęło wiele lat, że nie ma do niego zaufania albo czuje odrazę ( ale stale żyje sam), to czy w takim przypadku jest to "obiektywna" okoliczność usprawiedliwiająca życie w konkubinacie? czy żeby dostać rozgrzeszenie wystarczy zaniechać współżycia, czy trzeba się rozstać z niesakramentalnym partnerem? (dziękuję za wcześniejsze odpowiedzi) To zależy o trudności czego mówisz. Bo jeśli chodzi o powrót do prawowitego małżonka to rzeczywiście jest to obiektywna trudność usprawiedliwiająca nie powrócenie lecz nie jest to żadna okoliczność usprawiedliwiająca nierząd. Ale chcąc dostać rozgrzeszenie nie wystarczy zaprzestać współżycia seksualnego z niesakramentalnym partnerem. Aby dostać rozrzeszenie to ten niesakramentalny partner ma przestać być partnerem. Należy zaprzestać wszelkiego życia jak mąż z żoną, a nie tylko seksu.
BW
brak wiary
10 czerwca 2012, 19:05
"....gdy występują obiektywne okoliczności, które sprawiają, iż życie wspólne jest nieodwracalne Dla Boga nie ma niemożliwej sytuacji. Jak widać dla ludzi tak. Wiary brak.
LS
le sz
10 czerwca 2012, 18:59
 W zakonie składa się najpierw śluby na rok, potem wieczyste. Księża też najpierw diakonalne święcania. Małżonkowie od razu na zawsze, bez czasu próby - najtrudniejsze wyzwanie. Może też jakiś czas próby? (nie mylić z narzeczeństwem) Lepiej sama przestań mylić i zacznij rozróżniać śluby ze święceniami oraz diakonat z prezbiteratem. Nie ma czegoś takiego jak święcenia diakonatu czy prezbiteratu na pewien okres, dla próby. A diakonat to całkiem osobne święcenia, zupełnie niezależne od tego czy ktoś chce zostać księdzem, a nie czas próby przed zostaniem księdzem. Natomiast narzeczeństwo to jest właśnie ten ostateczny okres próby przed małżeństwem. Trzeba nie mieć pojęcia czym jest małżeństwo aby proponować jakiś czas próby w małżeństwie. A może jeszcze dziecko na próbę?
?
??
10 czerwca 2012, 18:41
"....gdy występują obiektywne okoliczności, które sprawiają, iż życie wspólne jest nieodwracalne, Kościół zachęca tych wiernych, aby zobowiązali się przeżywać swój związek według wymogów prawa Bożego, jako przyjaciele, jak brat i siostra; w ten sposób będą oni mogli ponownie przystępować do stołu eucharystycznego..."  Papież mówi trochę inaczej niż ~Ksiądz: w dokumencie nie ma mowy o zyciu osobno (na przykład po wychowaniu dzieci), ale o nieodwracalności zycia wspólnego z powodu jakichś "obiektywnych okoliczności". Te okoliczności nie są zdefiniowane, a więc mozliwość interpretacji jest bardzo szeroka: dla jednych to będzie właśnie długi okres życia w związku niesakramentalnym, dla innych niemożliwość odbudowania sakramentalnego małżeństwa . W związku z tym ostatnim mam pytanie do Księdza: czy jeśli po paru latach, np 10 wiarołomny małżonek będzie chciał wrócić do pozostawionego małzonka, ale ten nie chce już odbudowy małżeństwa ze względu na to, że upłynęło wiele lat, że nie ma do niego zaufania albo czuje odrazę ( ale stale żyje sam), to czy w takim przypadku jest to "obiektywna" okoliczność usprawiedliwiająca życie w konkubinacie? czy żeby dostać rozgrzeszenie wystarczy zaniechać współżycia, czy trzeba się rozstać z niesakramentalnym partnerem? (dziękuję za wcześniejsze odpowiedzi)
W
w.
10 czerwca 2012, 17:25
 W zakonie składa się najpierw śluby na rok, potem wieczyste. Księża też najpierw diakonalne święcania. Małżonkowie od razu na zawsze, bez czasu próby - najtrudniejsze wyzwanie. Może też jakiś czas próby? (nie mylić z narzeczeństwem)
N
nc
10 czerwca 2012, 16:48
Pozostaje jeszcze jedna możliwość, podana w tym kazusie 1: „Jeśliby w między czasie umarł mąż K (który po związaniu się z inną kobietą nie miał woli powrotu do żony), to mogliby bez przeszkód zawrzeć ważny sakramentalny związek małżeński.” No, zawsze można się o to pomodlić, no nie?
K
Ksiądz
10 czerwca 2012, 13:54
~razem czy osobno? pisze: „Zamieszkać osobno nie będą musieli, gdyż pewnien duszpasterz niesakramentalny powiedział, że po wielu wspólnych latach w związku niesakramentalnym nie można oczekiwać że para się rozstanie, bo winni są sobie nawzajem pomoc i opiekę na starość. I w ten sposób ich życie w związku niesakramentalnym jest zawsze usprawiedliwione; jak nie wychowaniem dzieci, to wspólnie przeżytymi latami, starością czy chorobą.” Na argument, „że po wielu wspólnych latach w związku niesakramentalnym nie można oczekiwać że para się rozstanie, bo winni są sobie nawzajem pomoc i opiekę na starość” można i należy przeciwstawić inny argument, że przecież przyjdzie taki moment, kiedy jedno z nich umrze, a wtedy druga osoba będzie musiała żyć osobno. Jeśli osoby te podjęły szczere nawrócenie i wzajemnie prawdziwie troszczą się o swoje dobro, sięgające na wieczność, to odpowiednio przygotują się, by po usamodzielnieniu dzieci, zamieszkać osobno i wspierać się wzajemnie według wymagań przykazania miłości bliźniego. Jeśliby to było możliwe, to mogą np. zamieszkać w rodzinach swoich dzieci. Pozostaje jeszcze jedna możliwość, podana w tym kazusie 1: „Jeśliby w między czasie umarł mąż K (który po związaniu się z inną kobietą nie miał woli powrotu do żony), to mogliby bez przeszkód zawrzeć ważny sakramentalny związek małżeński.”
RJ
rozerwalny jest NIEROZERWALNY
9 czerwca 2012, 22:36
I w ten sposób ich życie w związku niesakramentalnym jest zawsze usprawiedliwione; jak nie wychowaniem dzieci, to wspólnie przeżytymi latami, starością czy chorobą. Dokładnie tak. I w ten sposób związek niesakramentalny jest nierozerwalny. Takich sprzeczności jest w Kościele wiele. To bardzo smutne i przykre i wstydliwy przed innymi KOŚCIOŁAMI !!
RC
razem czy osobno?
9 czerwca 2012, 22:10
"....Ponieważ trudno dzieciom wytłumaczyć, dlaczego rodzice nie powinni mieszkać razem, chcieliby pozostać w tym samym domu, śpiąc w osobnych pokojach i zachowując do siebie relację jak brat i siostra, mając zarazem wolę, że gdy dzieci staną się samodzielne, zamieszkają osobno...." Zamieszkać osobno nie będą musieli, gdyż pewnien duszpasterz niesakramentalny powiedział, że po wielu wspólnych latach w związku niesakramentalnym nie można oczekiwać że para się rozstanie, bo winni są sobie nawzajem pomoc i opiekę na starość. I w ten sposób ich życie w związku niesakramentalnym jest zawsze usprawiedliwione; jak nie wychowaniem dzieci, to wspólnie przeżytymi latami, starością czy chorobą.
KJ
Księdzu już bardzo dziękujemy
9 czerwca 2012, 21:14
Wymyślony kazus 2 Spowiada się mężczyzna (M) około lat 50. Mając lat 28 zawarł ważny sakramentalny związek małżeński. Po dwóch latach urodził się im syn, a potem również co dwa lata córka i syn. Mając lat 43 odszedł od żony do innej kobiety, mającej lat 38, z którą miał romans od dłuższego czasu. Po kilku miesiącach urodził się im syn. Słysząc, że można otrzymać rozgrzeszenie, żyjąc w niesakramentalnym związku bez współżycia seksualnego, postanowił się wyspowiadać. Już na samym poczatku widać, że ten wymyślony kazus jest wymyślony z tej prostej przyczyny, że taki człowiek raczej nie idzie, nie chodzi, nie pójdzie do spowiedzi. Proszę księdza już wystarczy siedzieć księdzu na Deonie, duzo dobrego się zadziało z Księdza wpisow, proszę teraz do swoich realnych owieczek iść, ktore czekaja na swojego wspaniałego Duszpasterza. Pozdrowienia więc, bardzo dziękujemy już Księdzu. Może skorzysta z Księdza mądrych słów Autor.  Owocnego dnia Pańskiego :-))))
LS
le sz
9 czerwca 2012, 19:21
Oto do czego prowadzi przesuwanie granic : http://www.pch24.pl/szwajcaria--grupa-kaplanow-kontestuje-nauke-kosciola-,3275,i.html A czym Ty się różnisz od tamtych kontestujących Naukę Kościoła? Niczym. Robisz dokładnie to samo. Skoro nie akceptujesz tego mówi m.in. Papież, Benedykt XVI w swojej adhoratacji 'Sacramentum Caritatis' to śmiesz określać to jako 'takie pierdu, pierdu'... :-( Najpierw tworzy się duszpasterstwa dla związków niesakramentalnych, potem mówi, że gdy będą żyć w czystości to dostąpią rozgrzeszenia [...] Wg Ciebie oczywiście nie należy tworzyć duszpasterstw dla osób w związkach niesakramentalnych? Należy ich pozostawić samych sobie? Bo Jezus przyszedł do zdrowych i bezgrzesznych, a nie do chorych i grzesznych? I nie należy im mówić, że jak będą żyć w czystości to mogą dostąpić rozgrzeszenia? Bo wg Ciebie nie powinni dostawać rozgrzeszenia nawet jeśli będą żyć w czystości?
MZ
miłe złego początki
9 czerwca 2012, 14:53
Oto do czego prowadzi przesuwanie granic : http://www.pch24.pl/szwajcaria--grupa-kaplanow-kontestuje-nauke-kosciola-,3275,i.html Najpierw tworzy się duszpasterstwa dla związków niesakramentalnych, potem mówi, że gdy będą żyć w czystości to dostąpią rozgrzeszenia, a w końcu są tacy księża - i to 140 !! - którzy bez tej "czystości" rozgrzeszają i udzielają komunii św osobom w ponownych związkach po rozwodzie.
K
Ksiądz
9 czerwca 2012, 14:47
~tak: „Pisząc o porzuceniu przez małżonka i zniszczeniu przez niego wspólnoty życia mam na uwadze sytuację, gdy ktoś z własnej winy zdradza i odchodzi do kochanka. Taka osoba żyjąc w związku niesakramentalnym wiele lat MOŻE przyjmować Komunię sw. jeśli zrezygnuje z seksu - (tak pisze się na portalach dla niesakramentalnych, tak pisze Benedykt XVI w dokumencie, na który powoływał się @Ksiądz) Z tego wynika, że tylko cudzołóstwo jest grzechem, a nie jest nim rozbicie małżeństwa, pozostawienie małżonka i mieszkanie w konkubinacie. Do "nawrócenia" wystarczy zaniechanie współżycia.” Papież Benedykt XVI w dokumencie „Sacramentum Caritatis” n. 29 pisze: „W końcu, w przypadku, gdy nieważność węzła małżeńskiego nie jest stwierdzona i gdy występują obiektywne okoliczności, które sprawiają, iż życie wspólne jest nieodwracalne, Kościół zachęca tych wiernych, aby zobowiązali się przeżywać swój związek według wymogów prawa Bożego, jako przyjaciele, jak brat i siostra; w ten sposób będą oni mogli ponownie przystępować do stołu eucharystycznego, uwzględniając wymogi przewidziane przez sprawdzoną kościelną praktykę.” Z powyższego tekstu nie wynika wniosek sformułowany przez ~tak, „że tylko cudzołóstwo jest grzechem, a nie jest nim rozbicie małżeństwa, pozostawienie małżonka i mieszkanie w konkubinacie. Do "nawrócenia" wystarczy zaniechanie współżycia”. Dla lepszego zrozumienia słów Papieża, przedstawiłem dwa wymyślone przeze mnie kazusy. Kazus 2 pokazuje, że powyższy wniosek ~tak jest nieuprawniony.
T
tak
9 czerwca 2012, 14:25
Pisząc o porzuceniu  przez małżonka i zniszczeniu przez niego wspólnoty życia mam na uwadze sytuację, gdy ktoś z własnej winy zdradza i odchodzi do kochanka. Taka osoba żyjąc w związku niesakramentalnym wiele lat MOŻE przyjmować Komunię sw. jeśli zrezygnuje z seksu - (tak pisze się na portalach dla niesakramentalnych, tak pisze Benedykt XVI w dokumencie, na który powoływał się @Ksiądz) Z tego wynika, że tylko cudzołóstwo jest grzechem, a nie jest nim rozbicie małżeństwa, pozostawienie małżonka i mieszkanie w konkubinacie. Do "nawrócenia" wystarczy zaniechanie współżycia.
O
OPP
9 czerwca 2012, 14:10
do OPP chyba od zawsze Kościół Katolicki redukuje małżeństwo tylko do seksu. Świadczy o tym fakt, że osoby żyjące w związku niesakramentalnym, które zobowiązuja się żyć 'jak brat z siostrą", dostają rozgrzeszenie i mogą przystępować do Eucharystii. Oznacza to, że tylko seks pozamałżeński jest grzechem. Natomiast juz nie jest nim porzucenie małżonka i zniszczenie "wspólnoty całego życia" w sakramentalnym związku KK nie redukuje małżeństwa do jedynego aspektu seksu. Problemem jest to, że w społeczeństwie funkcjonuje wiele tak zw. obiegowych opinii, które nei wiadomo dlaczego uznawane są za wykłądnie nauki KK. Dlatego dobrze jest właśnie sięgać zawsze do źródła. Odnośnie sytuacji ludzi żyjących w tak zw. związkach niesakramentlaych (po rozwodach, bo o to mi chodzi) trzeba brac pod uwagę, że każdy "przyapdek" musimy brać osobno, nie można wszystkich wrzucić do jednego worka. Takie podstawinie "pod linijkę" byłoby sprzeczne z kryterimi ewangelicznymi. Nawet jesli są jakieś nadużycia to zawsze trzeba pamiętać o kryterium miłosierdzia. poza tym, jest różnica między młodymi przed ślubem i tymi którzy może mają juz jakieś lata i przeżyli porażkę. Kryterium się nie zmienia,  to co nazywasz "zniszczeniem wspólnoty życia" ma swoich odpowiedzialnych i nie zawsze ta odpowiedzialność (celowo nie piszę "wina) rozkłada się jednakowo. Jesli nawet są jakieś niewłaściwe interpretacje to nie zmienia to podstawowego kryteium. Wyjątki zawsze pozotaną wyjątkami.  Porzucenie małżonka... widzisz to jest dosyć ogólnikowe stwierdzenie. Jesli ktos "rozwala" małżeństwo bo np. mąż za biedny albo żona źle gotuje, no to jest to rzeczywiście grzech ciężki. Al enawet tkaim ludziom nie można odmawiać prawa do nawrócenia, choć trzeba też mocno i zdecydwanie stawiać sprawy jasno. Temat doysyć  złożony, w końcu życie ludzkie to nie jest sprawa odmierzenia wszystkiego od linijki prawa.
BB
bez Boga źle
9 czerwca 2012, 13:28
Jeśli masz jakąkolwiek wątpliwość, choćby do jednej z tych rad św. Pawła, jeśli brakuje ci pewności sumienia, jeśli sumieniu nie ufasz - odradzam spanie u chłopaka. ZNAJOMA dziewczyna zaszła przed ślubem w ciążę, urodziła dziecko, pobrali się,  a długo jeszcze NIE PRZED A PO po ślubie z tym chłopakiem często słyszała ze strony teściów jak to ich synek się sk.....ił, albo jak suczka nie da to piesek nie weźmie, może gdyby była bogata, ale już w tej rodzinie do końca czuła traumę, nawet nie miała prawa domagać się przeprosin, no bo cierp ciało jakżeś chciało chciała tylko chronić przed nimi swe dziecko BO MĄŻ U TAKICH SWYCH RODZICÓW NIE MA NIC DO POWIEDZENIA a więc nie warto było spać z chłopakiem przed ślubem, NAJTRUDNIEJSZYM BYŁO DLA NIEJ  SOBIE WYBACZYĆ  
GN
gdy nie słucha sie Boga
9 czerwca 2012, 13:26
Jeśli masz jakąkolwiek wątpliwość, choćby do jednej z tych rad św. Pawła, jeśli brakuje ci pewności sumienia, jeśli sumieniu nie ufasz - odradzam spanie u chłopaka. ZNAJOMA dziewczyna zaszła przed ślubem w ciążę, urodziła dziecko, pobrali się,  a długo jeszcze NIE PRZED A PO po ślubie z tym chłopakiem często słyszała ze strony teściów jak to ich synek się sk.....ił, albo jak suczka nie da to piesek nie weźmie, może gdyby była bogata, ale już w tej rodzinie do końca czuła traumę, nawet nie miała prawa domagać się przeprosin, no bo cierp ciało jakżeś chciało chciała tylko chronić przed nimi swe dziecko BO MĄŻ U TAKICH SWYCH RODZICÓW NIE MA NIC DO POWIEDZENIA a więc nie warto było spać z chłopakiem przed ślubem, NAJTRUDNIEJSZYM BYŁO DLA NIEJ  SOBIE WYBACZYĆ  
T
Tomasz
9 czerwca 2012, 12:41
Niekiedy RÓZWÓD JEST BŁOGOSŁAWIEŃSTWEM dla dziecka żyjącego pośród nie darzących siebie sympatią (pisząc delikatnie) rodziców. Koleżanka powiedziała mi niedawno, że marzyła, by jej rodzice się rozwiedli. Nie wiem, dlaczego tego nie zrobili. Może jakiś ideolog przekonywał, że będzie to wielka krzywda dla dziecka. Wszak krzywdą wielką by było, gdyby nie cierpiało na chwałę... Czyją?
T
tak
9 czerwca 2012, 12:38
do OPP chyba od zawsze Kościół Katolicki redukuje małżeństwo tylko do seksu. Świadczy o tym fakt, że osoby żyjące w związku niesakramentalnym, które zobowiązuja się żyć 'jak brat z siostrą", dostają rozgrzeszenie i mogą przystępować do Eucharystii. Oznacza to, że tylko seks pozamałżeński jest grzechem. Natomiast juz nie jest nim porzucenie małżonka i zniszczenie "wspólnoty całego życia" w sakramentalnym związku
O
OPP
9 czerwca 2012, 12:13
Jestem Kapłanem i tochę dziwi mnie tak wyselektowne i mówiąc wprost ograniczone podejście do spraw relacji międzyludzkich i wprost do małżeństwa. Od kiedy to Kościół Katolicki redukuje małżeństwo do kwesti seksu? Przedstawienie półprawdy jest kształowaniem fałszywego pojęcia małżeństwa. KPK kan. 1055&1 " Przymierze małżeńskie, przez które mężczyzna i kobieta tworzą ze sobą wspólnotę całego życia....."  podobnie Vat II Gaudium es spes, 48. Wspólnota życia to nie jest kwestia tylko seksu. A wspólnota dóbr, celów i inne??? Przepraszam za tę uwagę ale tekst skrzywia i zubaża tak pojęciemałżeństwa jak i nic nie wyjaśnia odnośnie problemu miszkania razem przed ślubem.
K
Ksiądz
9 czerwca 2012, 11:24
Pytanie ~?? „Czy gdyby w tym ostatnim przypadku pan M nie miał z żoną wspólnych dzieci, a miał je z konkubiną w związku niesakramentalnym to też - aby uzyskac rozgrzeszenie - byłby zobowiązany wrócić do swej żony?” Odpowiedź: Tak, byłby zobowiązany wrócić do swej żony, przepraszając ją, prosząc o wybaczenie i naprawiając konkretnymi czynami i gestami wyrządzoną jej krzywdę zdrady małżeńskiej. Również byłby zobowiązany troszczyć się o dzieci tak finansowo, jak i wychowawczo, mając z nimi częsty kontakt, unikając zarazem kontaktu z ich matką a swą byłą konkubiną.
?
??
9 czerwca 2012, 11:01
do Księdza: Czy gdyby w tym ostatnim przypadku pan M nie miał z żoną wspólnych dzieci, a miał je z konkubiną w związku niesakramentalnym to też - aby uzyskac rozgrzeszenie - byłby zobowiązany wrócić do swej żony?
K
Ksiądz
9 czerwca 2012, 10:38
C.d. wymyślonego kazusu 2 Spowiednik, widząc jego postawę spokojnie, a zarazem stanowczo tłumaczy mu, że, aby uzyskać rozgrzeszenie powinien: uznać swoje grzechy, ze skruchą za nie żałować, naprawić na ile się da wyrządzone krzywdy przez powrót do swojej małżonki i ich dzieci, zadośćczyniąc przez odpowiednie czyny i gesty, troszczyć się o siedmioletniego syna, który pozostanie ze swoją matką (K), łożąc na niego alimenty i spotykając się z nim jako ojciec, zaprzestać kontaktów z K. Słysząc te słowa spowiednika M unosi się zdumiony, że tego od niego wymaga. Ponownie domaga się rozgrzeszenia. Spowiednik widząc jego postawę nie może mu w żaden sposób udzielić rozgrzeszenia. Nie ma w nim bowiem odpowiedniej dyspozycji, wyrażającej szczere nawrócenie. Jest w nim natomiast zuchwałe wystawianie Pana Boga na próbę, aby przez rozgrzeszenie dane przez spowiednika błogosławił jego grzechy oraz krzywdy wyrządzone żonie i dzieciom. Podobnie byłoby przy spowiedzi K jeśliby nie uznała swego grzechu cudzołóstwa, nie wyraziła szczerej skruchy i żalu za grzechy i wyrządzone pośrednio krzywdy małżonce M i ich dzieciom, nie odesłała M do jego żony i ślubnych dzieci (tłumacząc swemu dziecku, że tatuś ma jeszcze troje dzieci, które potrzebują jego obecności, i zapewniając, że tatuś będzie go często odwiedzał), nie wyraziła postanowienia życia osobno troszcząc się o syna i zadośćczyniąc za popełnione grzechy przez dobre czyny żyjąc uczciwie i pobożnie. Jeśliby po uporządkowaniu swego życia poznała mężczyznę stanu wolnego i gdyby wyrażali taką wolę, to mogą zawrzeć ważny sakramentalny związek małżeński.
K
Ksiądz
9 czerwca 2012, 10:36
Wymyślony kazus 2 Spowiada się mężczyzna (M) około lat 50. Mając lat 28 zawarł ważny sakramentalny związek małżeński. Po dwóch latach urodził się im syn, a potem również co dwa lata córka i syn. Mając lat 43 odszedł od żony do innej kobiety, mającej lat 38, z którą miał romans od dłuższego czasu. Po kilku miesiącach urodził się im syn. Słysząc, że można otrzymać rozgrzeszenie, żyjąc w niesakramentalnym związku bez współżycia seksualnego, postanowił się wyspowiadać. W trakcie spowiedzi wyznaje, że nie uważa, iż popełnił grzech odchodząc od małżonki, bo już jej nie darzy uczuciem miłości. Jeśli chodzi o dzieci, to również z K ma jednego syna. Nie uważa również, że popełnia cudzołóstwo, żyjąc z K bez współżycia seksualnego. Nie wyraża skruchy za popełnione grzechy: rozpadu małżeństwa, krzywdy dorastających dzieci, które pozostały z samą matką, cudzołóstwa. Co więcej, żąda od spowiednika, aby udzielił mu rozgrzeszenia.
K
Ksiądz
9 czerwca 2012, 10:34
C.d. wymyślonego kazusu 1 Jeśli K, prosząc ze skruchą miłosiernego Boga o przebaczenie, akceptuje że po otrzymaniu rozgrzeszenia będzie mogła przystępować do komunii świętej nie w swoim kościele parafialnym, ale tylko w takim, gdzie nikt nie zna jej sytuacji, aby nie wywołać zgorszenia, to spowiednik, widząc jej postawę – skruchę, żal za pepełnione grzechy, postanowienie poprawy, wyrażone w podjętej i zrealizowanej decyzji o przerwaniu konkubinatu i życiu z M jak siostra i brat, aż do usamodzielnienia dzieci i wolę zadośćuczynienia, by nie wywoływać zgorszenia przez przystępowanie do komunii świętej w swoim kościele parafialnym oraz wolę troski o męża przez modlitwę o jego nawrócenie – nie powinien odmawiać jej rozgrzeszenia. Powinien również zachęcić ją do wytrwania w podjętym nawróceniu, ukazując jej Bożą miłość, miłosierdzie i dobroć oraz to, co mogłoby jej pomóc wytrwać na drodze życia w łasce uświęcającej. Podobnie byłoby przy spowiedzi M jeśliby wyrażał podobną postawę jak K: uznając popełniony z K swój grzech cudzołóstwa; ze skruchą żałując za ten i inne grzechy; postanawiając przerwać życie na sposób małżeński, czyli konkubinat, a mieć ze sobą wspólnie jedynie troskę o dzieci, żyjąc jak brat i siostra, z całą odpowiedzialnością troszczyć się o dzieci, a po ich usamodzielnieniu zamieszkać osobno z K i okazywać sobie wzajemnie wsparcie wedle wymagań przykazania miłości bliźniego. Jeśliby w między czasie umarł mąż K (który po związaniu się z inną kobietą nie miał woli powrotu do żony), to mogliby bez przeszkód zawrzeć ważny sakramentalny związek małżeński.
K
Ksiądz
9 czerwca 2012, 10:33
C.d. wymyślonego kazusu 1 Bedąc świadomi, że przez ten czas mieli zamkniętą drogę do sakramentów, odczuli głębokie pragnienie nawrócenia i życia w łasce Bożej. Kobieta podczas spowiedzi wyznaje, że chociaż doświadczyła wiele dobra od M, to jednak teraz widzi, że zgrzeszyli cudzołóstwem, że zgrzeszyła złamaniem przysięgi małżeńskiej, lekceważąc wierność małżonkowi i łasce Bożej. Żałuje bardzo tych grzechów i szczerze pragnie się nawrócić, czyniąc wszystko co jest słuszne, by tylko móc przystępować do komunii świętej. Z uwagi na małe dzieci wie, że obecność ojca jest im potrzebna (obiektywna okoliczność). Razem z M zdecydowali przed spowiedzią przerwać życie na sposób małżeński, czyli konkubinat, a mieć ze sobą wspólnie jedynie troskę o dzieci, żyjąc jak brat i siostra. Ponieważ trudno dzieciom wytłumaczyć, dlaczego rodzice nie powinni mieszkać razem, chcieliby pozostać w tym samym domu, śpiąc w osobnych pokojach i zachowując do siebie relację jak brat i siostra, mając zarazem wolę, że gdy dzieci staną się samodzielne, zamieszkają osobno.
K
Ksiądz
9 czerwca 2012, 10:31
Wymyślony kazus 1 Spowiada się kobieta (K) około lat 30. Mając lat 23 zawarła ważnie sakramentalny związek małżeński. Po dwóch latach mąż, krzywdząc ją, doprowadził do rozpadu małżeństwa wbrew jej woli, wiążąc się z inną kobietą. Chociaż współżyli jako małżonkowie, nie mieli ze sobą dzieci. Znalazła się w trudnej sytuacji życiowej. Po roku poznała czterdziestoletniego mężczyznę (M), kawalera, który w swej szlachetności okazał jej ludzkie wsparcie, pomagając finansowo i słuchając ze zrozumieniem o jej problemach. Nawiązała się między nimi przyjaźń. Ulegając słabości zaczęli ze sobą współżyć i zamieszkali ze sobą. Obecnie mają dwoje małych dzieci.
K
Ksiądz
9 czerwca 2012, 10:30
Papież Benedykt XVI w Adhortacji Apostolskiej „Sacramentum Caritatis” n. 29 pisze: „Należy nade wszystko wychodzić z założenia, iż fundamentalnym punktem spotkania prawa i duszpasterstwa jest miłość prawdy: ta zaś nigdy nie jest abstrakcyjna, ale „konkretyzuje się w ludzkiej i chrześcijańskiej drodze każdego wiernego”. W końcu, w przypadku, gdy nieważność węzła małżeńskiego nie jest stwierdzona i gdy występują obiektywne okoliczności, które sprawiają, iż życie wspólne jest nieodwracalne, Kościół zachęca tych wiernych, aby zobowiązali się przeżywać swój związek według wymogów prawa Bożego, jako przyjaciele, jak brat i siostra; w ten sposób będą oni mogli ponownie przystępować do stołu eucharystycznego, uwzględniając wymogi przewidziane przez sprawdzoną kościelną praktykę.” Aby lepiej rozumieć przytoczone słowa Papieża, myślę, że pożyteczne będzie przedstawienie dwóch wymyślonych przeze mnie kazusów, ukazujących „wymogi przewidziane przez sprawdzoną kościelną praktykę”. Ma się tu na uwadze sprawowanie sakramentu pojednania, gdzie spowiednik, aby wiedzić, czy może udzielić rozgrzeszenia, musi uwzględnić swoistą sytuację każdego przypadku. Czytając te kazusy ufajmy, że dobry Bóg będąc doskonale sprawiedliwy jest również nieskończenie miłosierny dla tych, którzy się nawracają.
K
Ksiądz
9 czerwca 2012, 10:26
Należy stwierdzić, że w odniesieniu do sytuacji wspólnego zamieszkania narzeczonych (również bez współżycia seksualnego) przed ślubem stanowisko Kościoła Katolickiego jest jednoznaczne tak co do zasad, jak i co do ich stosowania (starałem się to ukazać w toczonej tutaj dyskusji). Natomiast w odniesieniu do sytuacji związków niesakramentalnych (o czym traktuje papieski dokument „Sacramentum Caritatis” n. 29) stanowisko Kościoła Katolickiego jest również jednoznaczne co do zasad, zaś w ich stosowaniu „Pasterze, z miłości dla prawdy, są zobowiązani dobrze rozeznawać różne sytuacje, aby w stosowny sposób wspierać duchowo wiernych, których to dotyczy” („Sacramentum Caritatis” n. 29).
N
nc
8 czerwca 2012, 21:47
Wyrywasz z kontekstu i widzisz tylko to co chcesz widzieć, dlatego nie możesz zrozumieć. Przeczytaj choć trochę więcej: W końcu, w przypadku, gdy nieważność węzła małżeńskiego nie jest stwierdzona i gdy występują obiektywne okoliczności, które sprawiają, iż życie wspólne jest nieodwracalne, Kościół zachęca tych wiernych, aby zobowiązali się przeżywać swój związek według wymogów prawa Bożego, jako przyjaciele, jak brat i siostra; w ten sposób będą oni mogli ponownie przystępować do stołu eucharystycznego, uwzględniając wymogi przewidziane przez sprawdzoną kościelną praktykę. Przysięga małżeńska już została złamana. Już nie dochowano wierności, nie zachowano uczciwości małżeńskiej, już opuszczono i porzucono. Już skrzywdzono współmałżonka oraz dzieci. I choćby nie wiadomo co, to już nic nie jest w stanie tego cofnąć i zmienić. Można co najwyżej dążyć do tego aby małżonkowie wrócili do wspólnego życia. Ale czasem jest to niemożliwe ze względu na wyrządzanie krzywdy kolejnym osobom (dzieciom z nowego związku), a czasem niemożliwe ze względu na to że strona porzucona nie wyobraża sobie ponownego życia razem. "Można co najwyżej dążyć do tego aby małżonkowie wrócili do wspólnego życia. Ale czasem jest to niemożliwe ze względu na wyrządzanie krzywdy kolejnym osobom (dzieciom z nowego związku), a czasem niemożliwe ze względu na to że strona porzucona nie wyobraża sobie ponownego życia razem." Mieszasz i to porządnie, ale cóż - jacy księża (mieszający), tacy słuchający (tych mylących się). I koło się toczy ku zgorszeniu i upadkowi. Pan Jezus mówi bardzo wyraźnie, ale trzeba jakoś nagiąć i napisać o drugiej krzywdzie, która jest ważniejsza od pierwszej - takie "pierdu, pierdu", panie XLeszek. A już zupełnie takie "pierdu, pierdu", że strona porzucona nie wyobraża sobie ... TO NIECH SOBIE WYOBRAZI, i Ty też, wyobraź sobie, w czym Twój problem?! W mieszaniu, jak zwykle.
DB
do bani
8 czerwca 2012, 20:51
 
LS
le sz
8 czerwca 2012, 18:29
To, że przysięga małżeńska została już złamana nie oznacza że ona przestaje obowiązywać. Ona istnieje do śmierci małżonków. Czyli nie można przyjmować, że kto raz złamie przysięgę, porzuci i skrzywdzi, to zgrzeszył raz i więcej nie grzeszy. On ten grzech popełnia codziennie, bo małżonkowie codziennie mają prawo i obowiązek żyć razem, wspierać się, kochac i pomagać, zgodnie z przysięgą: "nie opuszczę cie aż do śmierci". Ciągle czytasz to co chcesz bo Ci to pasuje do Twojego twierdzenia. Nie tylko ten jeden grzech istnieje i nie tylko ten jeden grzech jest możliwy do codziennego popełniania. Obowiązkiem chrześcijanina jest nie czynić zła, a nie, przestrzeganie przysięgi nawet za cenę krzywd i zła.
P
przysięga
8 czerwca 2012, 17:10
To, że przysięga małżeńska została już złamana nie oznacza że ona przestaje obowiązywać. Ona istnieje do śmierci małżonków. Czyli nie można przyjmować, że kto raz złamie przysięgę, porzuci i skrzywdzi, to zgrzeszył raz i więcej nie grzeszy. On ten grzech popełnia codziennie, bo małżonkowie codziennie mają prawo i obowiązek żyć razem, wspierać się, kochac i pomagać, zgodnie z przysięgą: "nie opuszczę cie aż do śmierci".
LS
le sz
8 czerwca 2012, 16:52
".... zachęca tych wiernych, aby zobowiązali się przeżywać swój związek według wymogów prawa Bożego, jako przyjaciele, jak brat i siostra; w ten sposób będą oni mogli ponownie przystępować do stołu eucharystycznego..." A co ze złamaną przysięgą małżeńską? Czy to nie jest grzech ciężki, którego nie niweluje życie w konkubinacie "jak brat z siostrą'? Wyrywasz z kontekstu i widzisz tylko to co chcesz widzieć, dlatego nie możesz zrozumieć. Przeczytaj choć trochę więcej: W końcu, w przypadku, gdy nieważność węzła małżeńskiego nie jest stwierdzona i gdy występują obiektywne okoliczności, które sprawiają, iż życie wspólne jest nieodwracalne, Kościół zachęca tych wiernych, aby zobowiązali się przeżywać swój związek według wymogów prawa Bożego, jako przyjaciele, jak brat i siostra; w ten sposób będą oni mogli ponownie przystępować do stołu eucharystycznego, uwzględniając wymogi przewidziane przez sprawdzoną kościelną praktykę. Przysięga małżeńska już została złamana. Już nie dochowano wierności, nie zachowano uczciwości małżeńskiej, już opuszczono i porzucono. Już skrzywdzono współmałżonka oraz dzieci. I choćby nie wiadomo co, to już nic nie jest w stanie tego cofnąć i zmienić. Można co najwyżej dążyć do tego aby małżonkowie wrócili do wspólnego życia. Ale czasem jest to niemożliwe ze względu na wyrządzanie krzywdy kolejnym osobom (dzieciom z nowego związku), a czasem niemożliwe ze względu na to że strona porzucona nie wyobraża sobie ponownego życia razem.
?
??
8 czerwca 2012, 15:00
 ".... zachęca tych wiernych, aby zobowiązali się przeżywać swój związek według wymogów prawa Bożego, jako przyjaciele, jak brat i siostra; w ten sposób będą oni mogli ponownie przystępować do stołu eucharystycznego..." A co ze złamaną przysięgą małżeńską? Czy to nie jest grzech ciężki, którego nie niweluje życie w konkubinacie "jak brat z siostrą'?
K
Ksiądz
8 czerwca 2012, 14:19
C.d. Papież Benedykt XVI, Adhortacja Apostolska „Sacramentum Caritatis” n. 29 „Zważywszy na złożoność kulturalnego kontekstu, w którym Kościół żyje w wielu krajach, Synod polecił też dołożyć maksymalnej troski duszpasterskiej w przygotowanie nowożeńców i w uprzednie zweryfikowanie ich przekonań odnośnie do niepodważalnych zobowiązań wpływających na ważność sakramentu Małżeństwa. Poważne rozeznanie tego zagadnienia może pomóc uniknąć sytuacji, w których poruszenia uczuciowe i płytkie racje skłaniają dwoje młodych do podjęcia odpowiedzialności, której nie potrafią potem uszanować[98]. Zbyt wielkie jest dobro, którego Kościół i całe społeczeństwo oczekują od małżeństwa i od rodziny na nim opartej, aby nie zaangażować się dogłębnie w to specyficzne zadanie duszpasterskie. Małżeństwo i rodzina są instytucjami, które powinny być wspierane i bronione przed każdą możliwą dwuznacznością w pojmowaniu prawdy o nich, ponieważ wszelka szkoda im wyrządzona jest w rzeczywistości raną zadaną ludzkiemu współżyciu jako takiemu.”
K
Ksiądz
8 czerwca 2012, 14:16
C.d. Papież Benedykt XVI, Adhortacja Apostolska „Sacramentum Caritatis” n. 29 „Tam, gdzie rodzą się uprawnione wątpliwości, co do ważności małżeństwa sakramentalnie zawartego, należy podjąć takie kroki, które są konieczne dla zweryfikowania ich zasadności. Należy też z całkowitym poszanowaniem dla prawa kanonicznego[93], zapewnić obecność trybunałów kościelnych na danym terytorium, ich duszpasterski charakter oraz ich poprawną i szybką działalność[94]. Trzeba, aby w każdej diecezji była wystarczająca liczba osób przygotowanych dla sprawnego funkcjonowania trybunałów kościelnych. Przypominam, że „poważnym obowiązkiem jest staranie się o to, aby działania instytucyjne Kościoła w trybunałach stawały się coraz bliższe wiernym”[95]. Jednak trzeba unikać traktowania troski duszpasterskiej, jakby była ona przeciwstawna wymogom prawa. Należy nade wszystko wychodzić z założenia, iż fundamentalnym punktem spotkania prawa i duszpasterstwa jest miłość prawdy: ta zaś nigdy nie jest abstrakcyjna, ale „konkretyzuje się w ludzkiej i chrześcijańskiej drodze każdego wiernego”[96]. W końcu, w przypadku, gdy nieważność węzła małżeńskiego nie jest stwierdzona i gdy występują obiektywne okoliczności, które sprawiają, iż życie wspólne jest nieodwracalne, Kościół zachęca tych wiernych, aby zobowiązali się przeżywać swój związek według wymogów prawa Bożego, jako przyjaciele, jak brat i siostra; w ten sposób będą oni mogli ponownie przystępować do stołu eucharystycznego, uwzględniając wymogi przewidziane przez sprawdzoną kościelną praktykę. Taka droga, aby była możliwa i owocna, winna spotkać się ze wsparciem duszpasterzy oraz odpowiednich inicjatyw kościelnych, unikając w każdym przypadku błogosławienia tychże związków, aby nie powodowało to wśród wiernych zamieszania odnośnie do wartości małżeństwa[97].”
K
Ksiądz
8 czerwca 2012, 14:13
Papież Benedykt XVI, Adhortacja Apostolska „Sacramentum Caritatis” n. 29 „Eucharystia i nierozerwalność małżeństwa 29. Skoro Eucharystia wyraża nieodwracalność miłości Boga w Chrystusie do swego Kościoła, to jest zrozumiałe, dlaczego ta miłość zawiera, w odniesieniu do sakramentu Małżeństwa, tę nierozerwalność, której każda prawdziwa miłość nie może nie pragnąć gorąco[91]. Więcej niż uzasadniona jest zatem uwaga duszpasterska, jaką Synod poświęcił bolesnym sytuacjom, w których niemało wiernych się znalazło, gdy po zawarciu sakramentu Małżeństwa rozwiedli się i zawarli nowy związek. Chodzi o delikatny i złożony problem, o prawdziwą plagę w dzisiejszych społecznych stosunkach, która coraz bardziej niszczy również i katolickie kręgi. Pasterze, z miłości dla prawdy, są zobowiązani dobrze rozeznawać różne sytuacje, aby w stosowny sposób wspierać duchowo wiernych, których to dotyczy[92]. Synod Biskupów potwierdził praktykę Kościoła, opartą na Piśmie Świętym (por. Mk 10, 2-12), niedopuszczania do sakramentów osób rozwiedzionych, które zawarły nowe związki, ponieważ swoim stanem i sytuacją życiową obiektywnie zaprzeczają tej jedności w miłości pomiędzy Chrystusem i Kościołem, która wyraża się i realizuje w Eucharystii. Niemniej jednak osoby rozwiedzione, które zawarły ponowne związki, nadal — pomimo ich sytuacji — przynależą do Kościoła, który ze szczególną troską im towarzyszy w ich pragnieniu kultywowania, na tyle, na ile to jest możliwe, chrześcijańskiego stylu życia poprzez uczestnictwo we Mszy św., choć bez przyjmowania Komunii św., słuchanie słowa Bożego, adorację eucharystyczną, modlitwę, uczestnictwo w życiu wspólnotowym, szczerą rozmowę z kapłanem czy ojcem duchownym, oddawanie się czynnej miłości, dziełom pokuty oraz zaangażowaniu w wychowanie dzieci.”
K
Ksiądz
8 czerwca 2012, 14:09
C.d. (odp. na pytanie Pani Nisy) W odniesieniu do sytuacji przedstawionej przez Papieża Benedykta XVI w Adhortacji Apostolskiej „Sacramentum Caritatis” n. 29 (cytowanego poniżej) należałoby rozumieć komentarz Ojca Wojciecha Żmudzińskiego: „W sprawie ujednolicenia stanowiska chciałbym jedynie zwrócić uwagę na to, że stanowisko Kościoła zawarte w dokumentach i oficjalnych wypowiedziach pasterzy nie bierze pod uwagę każdej szczególnej sytuacji i pozwala księżom rozpatrywać w kontekście pastoralnym (duszpasterskim) a nie prawnym wiele indywidualnych przypadków.” http://www.vatican.va/holy_father/benedict_xvi/apost_exhortations/documents/hf_ben-xvi_exh_20070222_sacramentum-caritatis_pl.html
M
Mmm
8 czerwca 2012, 10:05
 @pytam? Odpowiedzi na te pytanie da Ci twoje sumienie. Są to kwestie bardzo delikatne. Warto rozeznawać co kryje się za daną myślą, gestem, nie tylko w sferze seksualności. Osobiście jestem wdzięczny swoim zahamowaniom, że nie zostałem ojcem w młodym wieku :-)
BR
brak rozeznania Bożego
8 czerwca 2012, 09:36
Jak sądzę stanowisko Kościoła jest stałe i niezmienne - mieszkanie ze sobą przed ślubem chłopaka i dziewczyny jest grzechem, lub poważnym narażaniem się na grzech. Nie powinno się przesuwać ustalonych granic, czyli pozwalać na coś, co jest zarezerwowane od zawsze dla małżeństwa. Bo jak się raz zmieni granice, to dlaczego nie zmienić następnych, niewzruszalnych zasad? Na przykład dopuścić do współżycia narzeczonych? Na przykładzie związków niesakramentalnych widać do czego doprowadziło przyzwolenie na wspólne zamieszkiwanie z innymi partnerami osób, które są juz związane sakramentem małżeństwa - wiele osób uważa już, że ważniejsze jest wychowanie dziecka w związku niesakramentalnym, niż wierność przysiędze małżeńskiej Juz nawet nie chodzi o te związki, bo to w ogóle jest ABSURD, co się dzieje z poglądami  księży. Bardzo się pogubili myśląc, że są mądrzejsi od świeckich pobożnych ludzi oddanych bardziej niż oni Jezusowi, a potem wychodzą takie właśnie bzdury jak ta powyżej, czyli brak rozeznania Bożego.
D
DEKALOG.
8 czerwca 2012, 09:28
Piter pisze - wg mnie kościół taki, czy inny nie ma monopolu na nakazywanie co jest dobre, a co złe - każdy z nas to powinien mieć gdzieś w środku, a to, że wciaż nie ma - świadczy tylko o niedojrzałości i braku mądrego wychowania. A sam temat tzw "czystości" jest po prostu miejscami zabawny, bo bardzo łatwo popaść w absurd. Wystarczy bowiem zadać pytania: gdzie się zaczyna grzech? Czy można spać w jednym łóżku pod warunkiem, że się nie dotyka drugiej osoby? A jeśli dotyka, to w którym miejscu wolno, a w którym nie? Można pocałować w policzek? W usta? Przecież to jest jakaś paranoja! A może jest wykaz kościelny zachowań dopuszczonych lub nie? Spojrzeń, myśli...Czy ludzie nie czują, że to jakiś absurd? To sa dobre pytania, czy ktos zna odpowiedzi ? W Dekalogu są. JAK WIDAĆ JEDNAK nawet Dekolog musi sobie na okrągło przypominać KSIĄDZ np. AUTOR, zwłaszcza Dziewiąte.
LS
le sz
8 czerwca 2012, 08:09
 Hmmm chyba lepiej mieszkac razem przed ślubem niz - jak to za czasów Babuni mojej bywało - fakty - pewien pan zakochany w skromnej cnotliwej kobietce lekko utykajacej. Bierze z nia ślub. Po slubie dostaje szoku i trafia do szpitala, gdy w noc poslubną młoda pani odkreca protezę nogi.Drugi przypadek - mało uświadomiona, cnotliwa dziewczyna wyskakuje oknem z I pietra w noc poslubną, przerazona poczynaniami świezo poslubionego małżonka. To sa fakty. chyba lepiej mieszkac przed slubem niz powtarzac takie historie... To co piszesz nie ma najmniejszego sensu. Niby dlaczego to ślub miałby powodować że odkręcanie nogi wywoła szok ale odkręcanie nogi do cudzołożenia szoku nie wywoła? I niby dlaczego poczynania świeżo poślubionego małżonka miałyby powodować że cnotliwa dziewczyna wyskakuje oknem, ale te same poczynania cudzołożnika już szoku nie wywołają?
;
;-)
8 czerwca 2012, 08:00
Ewa, to co piszesz mogło się zdarzyć tylko w czasach Twojej Babuni. Obecnie pan młody musiałby być ślepy żeby nie zauważyć protezy zamiast nogi, a przyszłe panny młode są uświadamiane juz w podstawówce
E
Ewa
8 czerwca 2012, 07:50
 Hmmm chyba lepiej mieszkac razem przed ślubem niz - jak to za czasów Babuni mojej bywało - fakty - pewien pan zakochany w skromnej cnotliwej kobietce lekko utykajacej. Bierze z nia ślub. Po slubie dostaje szoku i trafia do szpitala, gdy w noc poslubną młoda pani odkreca protezę nogi.Drugi przypadek - mało uświadomiona, cnotliwa dziewczyna wyskakuje oknem z I pietra w noc poslubną, przerazona poczynaniami świezo poslubionego małżonka. To sa fakty. chyba lepiej mieszkac przed slubem niz powtarzac takie historie...
R
rana
8 czerwca 2012, 07:36
Jak sądzę stanowisko Kościoła jest stałe i niezmienne - mieszkanie ze sobą przed ślubem chłopaka i dziewczyny jest grzechem, lub poważnym narażaniem się na grzech. Nie powinno się przesuwać ustalonych granic, czyli pozwalać na coś, co jest zarezerwowane od zawsze dla małżeństwa. Bo jak się raz zmieni granice, to dlaczego nie zmienić następnych, niewzruszalnych zasad? Na przykład dopuścić do współżycia narzeczonych? Na przykładzie związków niesakramentalnych widać do czego doprowadziło przyzwolenie na wspólne zamieszkiwanie z innymi partnerami osób, które są juz związane sakramentem małżeństwa - wiele osób uważa już, że ważniejsze jest wychowanie dziecka w związku niesakramentalnym, niż wierność przysiędze małżeńskiej
P?
pytam ?
8 czerwca 2012, 03:34
Piter pisze - wg mnie kościół taki, czy inny nie ma monopolu na nakazywanie co jest dobre, a co złe - każdy z nas to powinien mieć gdzieś w środku, a to, że wciaż nie ma - świadczy tylko o niedojrzałości i braku mądrego wychowania. A sam temat tzw "czystości" jest po prostu miejscami zabawny, bo bardzo łatwo popaść w absurd. Wystarczy bowiem zadać pytania: gdzie się zaczyna grzech? Czy można spać w jednym łóżku pod warunkiem, że się nie dotyka drugiej osoby? A jeśli dotyka, to w którym miejscu wolno, a w którym nie? Można pocałować w policzek? W usta? Przecież to jest jakaś paranoja! A może jest wykaz kościelny zachowań dopuszczonych lub nie? Spojrzeń, myśli...Czy ludzie nie czują, że to jakiś absurd? To sa dobre pytania, czy ktos zna odpowiedzi ?
M
Marek
7 czerwca 2012, 23:05
Absolutnie nie wolno mieszkać razem to tak jak podkladac ogień pod slome i oczekiwać ze się nie zapali. Nasza natura skazona jest skutkami grzechu pierworodnego i naszymi własnymi grzechami. Ten ksiądz co tak przychylnie albo miezdecydowanie radzi - nie ma racji. Nie wolno i koniec dyskusji. Narażenie się lekkomyslnie na pokusy i grzechy - jest grzechem.
M
młodzi
7 czerwca 2012, 21:55
Serce Józefa, czyste i pełne Miłości, bądź naszym drogowskazem. Amen.
?
?
7 czerwca 2012, 21:46
Dobre pytanie zadał Kinch: jakie powinno być stanowisko odnośnie rozgrzeszania osób żyjących po rozwodzie w białym związku niesakramentalnym ?
K
Ksiądz
7 czerwca 2012, 21:15
Droga Pani Niso, artykuł Ojca Wojciecha jest pewną odpowiedzią na pytanie konkretnej dziewczyny o to, czy może ze swoim chłopakiem mieszkać (bez seksu) przed ślubem? W odniesieniu do tej sytuacji duchowni dają sprzeczne odpowiedzi: tak – bo może to być świadectwo życia w czystości; nie – gdyż jest to grzech śmiertelny. Dlatego z uwagi na dobro Kościoła, czyli Wiernych prowadzonych przez swych Pasterzy, potrzebne by było tutaj oficjalne przypomnienie i potwierdzenie przez Księży Biskupów stanowiska Kościoła Katolickiego w tej kwestii z implikacjami dla spowiedników i wiernych.
B
b
7 czerwca 2012, 20:18
Tzw. "Białe małżeństwo" osób żyjących w związku niesakramentalnym jest ciągle życiem w grzechu i to jeszcze bardziej niż mieszkanie ze sobą chłopaka i dziewczyny bez współżycia przed ślubem. Chłopak i dziewczyna, nawet żyjąc razem, nie mają przynajmniej żadnych zobowiązań względem innych osób, natomiast osoby po rozwodzie, żyjące z innymi partnerami niż małżonkowie są w stanie permanentnego grzechu ( nawet bez wspóżycia)
RW
rodzic wielodzietny
7 czerwca 2012, 19:27
Niestety nie przeczytałem wszystkich komentarzy a tylko ostatnie i być może moje pytanie już było zadane, albo zupełnie odbiega od tematu, a nawet może już na nie odpowiedziano, ale: Jeśli mieszkanie razem bez współżycia traktowane jest jak grzech ciężki, to co z ideą, tzw. białego małżeństwa, do którego chyba niekiedy księża zachęcają pary, które mają w swojej historii rozwód i żyją bez ślubu kościelnego. Może się mylę, ale takie pary mogą nawet przystępować do komunii świętej.  Kinch, Mój Boże... now idzisz co robi pisanie takich tekstów jak ten powyżej... zamęt i zamieszanie i nie wiesz podstawowej rzeczy: BIAŁE MAŁŻEŃSTWO DOTYCZY MAŁŻEŃSTWA SAKRAMENTALNEGO, A NIE JAK SĄDZISZ MYLNIE ZWIĄZKU NIESAKRAMENTALNEGO, KTÓRY ZRESZTĄ W ŚWIETLE NAUKI KK MAŁŻEŃSTWEM NIE JEST. W KK istnieje pojęcie malżeństwa sakramentalnego, jeśli jest związek niesakramentalny to jest to związek niesakramentalny nazywane małżeństwem niesakramentalnym tylko przez nie-katolików (i pewnie wolno im tak się nazywać skoro nie są katolikami), dla katolików istnieje MAŁŻEŃSTWO NIESAKRAMENTALNE i takie może być BIAŁE, tak, a nie te niesakramentalne. Czy rozumiesz już? Co do Ojca jezuity artykułu - moje dzieci są lepiej wychowane niż Ojca poglądy. I dziekuję więc Bogu, że nie musiałyby z Ojca rad korzystać, bo sa mądrzejsze od Ojca. Życzę szybkiego nawrócenia oraz wzięcia sobie do serca slów "księdza" komentującego. Księdzu komentującemu Bóg Zapłać za mądre i prawe słowa. Wstyd mi za Ojca Wojciecha, obiecuję więc modlitwę o światło Ducha Świętego.
N
Nisa
7 czerwca 2012, 19:21
@Ksiądz napisał: (..) "potrzebne by było oficjalne przypomnienie i potwierdzenie przez Księży Biskupów stanowiska Kościoła Katolickiego w tej kwestii z implikacjami dla spowiedników i wiernych." Interesuje mnie bardzo co mógłby Ksiądz odpowiedzieć na komentarz Autora felietonu, cytuję: 2012-06-06 22:36:26  Wojciech Żmudziński SJ (..) Cieszę się, że mój tekst pobudził do dyskusji. W sprawie ujednolicenia stanowiska chciałbym jedynie zwrócić uwagę na to, że stanowisko Kościoła zawarte w dokumentach i oficjalnych wypowiedziach pasterzy nie bierze pod uwagę każdej szczególnej sytuacji i pozwala księżom rozpatrywać w kontekście pastoralnym (duszpasterskim) a nie prawnym wiele indywidualnych przypadków. Stąd osoby podchodzące jurydycznie do wszystkiego, co mówi Kościół, z trudnością rozumieją dlaczego narzeczeni nie powinni mieszkać razem a już osoby w związkach niesakramentalnych, w niektórych przypadkach, mogą.
LS
le sz
7 czerwca 2012, 19:15
Niestety nie przeczytałem wszystkich komentarzy a tylko ostatnie i być może moje pytanie już było zadane, albo zupełnie odbiega od tematu, a nawet może już na nie odpowiedziano, ale: Jeśli mieszkanie razem bez współżycia traktowane jest jak grzech ciężki, to co z ideą, tzw. białego małżeństwa, do którego chyba niekiedy księża zachęcają pary, które mają w swojej historii rozwód i żyją bez ślubu kościelnego. Może się mylę, ale takie pary mogą nawet przystępować do komunii świętej. Trochę namieszałeś, ale po kolei :-) Na początek uściślijmy, bo w tej chwili wyszło na to że skoro bez współżycia to ciężki grzech to ze współżyciem zapewne będzie bez grzechu. Grzechem ciężkim nie jest mieszkanie razem nawet jeśli bez współżycia, lecz wspólne życie razem jak w małżeństwie nie będąc małżeństwem. Kolejna rzecz, to tzw. białe małżeństwa. Jak sama nazwa wskazuje, białe są tam małżeństwa, a nie konkubinaty, więc nie można zachęcać do białego małżeństwa kogoś kto nie stanowi małżeństwa. Można co najwyżej zachęcać do zachowania czystości. I trzecia sprawa, chyba najbardziej kontrowersyjna. Bywają takie sytuacje, że ktoś najpierw albo sam porzucił sakramentalnego małżonka, albo sam został porzucony, a potem związał się z jakąś trzecią osobą zawierając z nią kontrakt cywilny (tzw ślub cywilny, co jest bzdurą bo w USC niczego się nie ślubuje) i nawet mają dzieci. Takie osoby znajdują się wówczas w konflikcie z Nauką Kościoła, co w pewien sposób mobilizuje je do weryfikacji swojej religijności. I bywa wówczas tak, że odrzucają Naukę Kościoła i zrywają więź z Kościołem. Ale bywa wówczas i tak, że jednak przyznają rację Kościołowi i widzą swoje winy, a ich religijność dojrzewa i umacnia się. Takie osoby stają wówczas w sytuacji z której nie widać żadnego wyjścia. Bo chcąc zaprzestać życia w grzechu i wiarołomstwie powinny zaprzestać życia w związku niesakramentalnym i wrócić do swojej rodziny sakramentalnej. Ale... zaprzestanie życia w związku niesakramentalnym oznacza krzywdę dla kolejnych osób! Krzywdę dla dzieci z tego związku! A w dodatku... sakramentalna rodzina nie chce go znać i nie wyobraża sobie aby ponownie zamieszkać razem, gdyż byłoby to dla niej kolejne traumatyczne przeżycie! W tego typu sytuacji, gdy zerwanie związku niesakramentalnego byłoby krzywdzeniem kolejnych osób (dzieci) to wóczas zachęca się takie pary aby w miarę możliwości żyły nie jak małżeństwa, przede wszystkim zachowały czystość seksualną.
7 czerwca 2012, 18:46
Niestety nie przeczytałem wszystkich komentarzy a tylko ostatnie i być może moje pytanie już było zadane, albo zupełnie odbiega od tematu, a nawet może już na nie odpowiedziano, ale: Jeśli mieszkanie razem bez współżycia traktowane jest jak grzech ciężki, to co z ideą, tzw. białego małżeństwa, do którego chyba niekiedy księża zachęcają pary, które mają w swojej historii rozwód i żyją bez ślubu kościelnego. Może się mylę, ale takie pary mogą nawet przystępować do komunii świętej.
K
Ksiądz
7 czerwca 2012, 18:41
Z uwagi na to, że duchowni sprzecznie oceniają pod kątem moralnym sytuację wspólnego zamieszkania (z intencją wstrzemięźliwości seksualnej) osób ochrzczonych (mężczyzny i kobiety) bez sakramentu małżeństwa, wydaje się, że potrzebne by było oficjalne przypomnienie i potwierdzenie przez Księży Biskupów stanowiska Kościoła Katolickiego w tej kwestii z implikacjami dla spowiedników i wiernych.
K
Ksiądz
7 czerwca 2012, 18:40
Fragmenty: „Pierwszą nieprawidłową sytuację stwarza tak zwane „małżeństwo na próbę”, które wielu ludzi chciałoby dzisiaj usprawiedliwić, przypisując mu pewne zalety.... Ze swej strony Kościół, ze względu na ostateczne, pierwotne, wypływające z wiary zasady, nie może dopuścić do takiego rodzaju związków.” (n.80) „...związki bez żadnej uznanej publicznie więzi instytucjonalnej, ani cywilnej, ani religijnej... Każdy z tych elementów stawia Kościół wobec trudnych problemów duszpasterskich, ze względu na konsekwencje tak religijne i moralne (zatracenie religijnego sensu małżeństwa widzianego w świetle Przymierza Boga z Jego ludem; pozbawienie łaski sakramentalnej; poważne zgorszenie), jak i społeczne (zniszczenie samego pojęcia rodziny; osłabienie poczucia wierności, także wobec społeczeństwa; możliwość psychicznych urazów u dzieci; potwierdzenie egoizmu)....” (n.81) „Coraz więcej jest takich przypadków, że katolicy ze względów ideologicznych lub praktycznych wolą zawrzeć tylko ślub cywilny, odrzucając lub przynajmniej odkładając ślub kościelny.... Chociaż osoby te trzeba traktować z wielką miłością i zainteresować je życiem wspólnot kościelnych, to jednak, niestety, pasterze Kościoła nie mogą ich dopuścić do sakramentów.” (n.82)
K
Ksiądz
7 czerwca 2012, 18:37
Również w dokumentach, które zostały zacytowane poprzednio, a które przytaczam ponownie, można widzieć, że krytyka: małżeństw na próbę, związków bez żadnej uznanej publicznie więzi instytucjonalnej oraz ślubu cywilnego bez ślubu kościelnego – nie sprowadza się tylko do krytyki „wspólnego zamieszkiwania ze współżyciem seksualnym”, jak błędnie zinterpretowała zacytowane fragmenty Pani Słaba („Wszystkie cytaty, z którymi ksiądz radzi mi się zapoznać, dotyczą wspólnego zamieszkiwania ze współżyciem seksualnym.”) Jan Paweł II, Adhortacja Apostolska „Familiaris consortio”, nn. 79-153. http://www.vatican.va/holy_father/john_paul_ii/apost_exhortations/documents/hf_jp-ii_exh_19811122_familiaris-consortio_pl.html#m4d
LS
le sz
7 czerwca 2012, 18:35
  @Ksiądz napisał wyraźnie i w wielu wątkach uzasadniał, że: (..) Należy stwierdzić, że życie wspólne bez sakramentu małżeństwa, w którym nie ma współżycia seksualnego, jest grzechem ciężkim. Oczywiście, jeśli w czasie spowiedzi osoba wyzna, że nie wiedziała, że jest to grzech ciężki, to jej odpowiedzialność moralna za to będzie proporcjonalna do tego, na ile jej wiedza była niezawiniona. Uzyskując jednakże w trakcie spowiedzi świadomość, że jest to grzech ciężki, winna wziąć to pod uwagę w kształtowaniu swej relacji do Boga, czyli podjąć szczere nawrócenie. Nisa, nie zmieniaj tematu. Miałaś podać gdzie i jaki duszpasterz twierdził iż: mieszkanie przedślubne w czystości to zawsze grzech ciężki. Naprawdę nie jesteś w stanie zauważyć różnicy pomiędzy mieszkaniem pod jednym dachem, a życiem wspólnym bez sakramentu małżeństwa? Może właśnie w tym Twój problem... @Ksiądz wielokrotnie i wyraźnie w wielu wypowiedziach tłumaczył, że tym ciężkim grzechem jest konkubinat. Że chodzi o wspólne życie jak w małżeństwie pomimo że nie są małżeństwem. I że to, że w tym konkubinacie nie ma cudzołożenia nie jest żadnym rozgrzeszeniem. Zapraszam @XLeszka do cichej refleksji (broń Boże do dyskusji!) nad soba, że czyta bez zrozumienia, wszystkim zarzuca nieprawdy, wie najlepiej, co kto miał na myśli, (ale nie takiej, jak jego), analizuje każde zdanie dla samego zdania, i w końcu nie kapuje całości dyskusji. Oj, Nisa, to co powyżej napisałaś to nie żadne zaproszenie do refleksji lecz zwyczajny atak personalny. Nie potrafisz odpowiedzieć merytorycznymi argumentami to usiłujesz zwalczać moją osobę. Bardzo niedobrze to o Tobie świadczy. Lepiej będzie jak najpierw sama się weźmiesz za cichą refleksję nad sobą, nad swoim nie rozróżnianiem pojęć, nad swoimi reakcjami gdy ktoś Ci pokaże, że nie masz racji.
K
Ksiądz
7 czerwca 2012, 18:30
Mając na uwadze przygotowanie do małżeństwa w okresie narzeczeństwa warto zwrócić uwagę na dokument Papieskiej Rady ds. Rodziny pt. „Przygotowanie do małżeństwa” http://www.duszpasterstworodzin.gniezno.opoka.org.pl/upload/files/inne/PAPIESKA_RADA_DS._Rodziny_Przygotowanie_do_malzenstwa.pdf Można tam przeczytać: „... okres ten nie będzie jedynie jakimś teoretycznym pogłębianiem ale również czasem formacji, gdy narzeczeni – z pomocą łaski i unikając wszelkiej formy grzechu – przygotują się, aby samych siebie – jako małżeństwo – oddać Chrystusowi, który wspiera, oczyszcza i nobilituje narzeczeństwo i życie małżeńskie. W ten sposób czystość przedmałżeńska nabiera pełnego sensu i wyklucza z procesu wzrastania w miłości wcześniejsze zamieszkanie razem, współżycie przedmałżeńskie oraz inne niewłaściwe zachowania, takie jak małżeństwo na próbę.” (n. 37) Proszę zwrócić uwagę, że gdyby jedynym grzechem przeciw czystości przedmałżeńskiej było współżycie przedmałżeńskie (jak zdaje się twierdzić Pani Słaba w swych wypowiedziach), to zbędne by było mówienie również o „wcześniejszym zamieszkaniu razem” oraz „małżeństwie na próbę”. Oznacza to, że czystość przedmałżeńska to nie tylko brak współżycia przedmałżeńskiego, ale również to życie w łasce, to miłość do Boga, która wyklucza wcześniejsze zamieszkanie razem czy małżeństwo na próbę, bo zamieszkanie razem oznacza dla narzeczonych sakramentalne zawarcie związku małżeńskiego, w którym oddają się Chrystusowi i stają się znakiem Jego zjednoczenia z Kościołem.
K
Ksiądz
7 czerwca 2012, 18:28
Mając na uwadze powyższe (w poprzednim wpisie) należy stwierdzić, że osoby ochrzczone podejmując świadomą i dobrowolną decyzję o wspólnym życiu (z intencją wstrzemięźliwości seksualnej) i czyniąc to (tymczasowo czy trwale) bez sakramentu małżeństwa grzeszą nie tylko tym, że narażają bądź mogą narazić innych na zgorszenie (osłabienie w dobrym życiu zgodnym z wyznawaną wiarą) oraz narażają siebie wzajemnie na pokusy – co jest grzechem przeciw miłości bliźniego i siebie samego oraz grzechem lekceważenia Boga, gdyż przykazanie miłości bliźniego jak siebie samego jest Jego przykazaniem, ale również grzeszą tym, że lekceważą wprost miłość Boga do nich i swoją miłość do Boga, co jest grzechem przeciw miłości Pana Boga. W moich wypowiedziach celowo została uwypuklona relacja do Boga, gdyż ona jest kluczowa w rzeczywistości sakramentu i co za tym idzie grzech przeciw miłości Pana Boga, gdy osoby ochrzczone rezygnują (tymczasowo czy trwale) z sakramentu małżeństwa, ale zamieszkują razem, by tworzyć wspólnotę całego życia (również z intencją wstrzemięźliwości seksualnej). W związku z tym należałoby o ten aspekt uzupełnić zdanie Pani Słabej: „Ze wspólnym zamieszkiwaniem dwojga ludzi (bez współżycia seksualnego) mogą wiązać się dwa rzeczywiste problemy, o których mówi artykuł: - napięcia seksualne - oburzenie środowiska.”
K
Ksiądz
7 czerwca 2012, 18:27
Wyjaśnienie: Zostało napisane: ”Osoby ochrzczone podejmując świadomą i dobrowolną decyzję o wspólnym życiu (z intencją wstrzemięźliwości seksualnej) bez sakramentu małżeństwa” – chodzi więc o świadomą i dobrowolną decyzję, która zapadła i jest realizowana, czyli osoby ochrzczone (mężczyzna i kobieta) zaczynają mieszkać wspólnie i czynią to bez zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego. Gdyby te osoby nie były ochrzczone, to zgodnie z tradycją danej kultury rozpoczynałyby życie na sposób małżeński. Takie rozpoczęcie życia na sposób małżeński osoby ochrzczone dokonują zgodnie z wyznawaną wiarą, a więc sakramentalnie. W rozumieniu Kościoła Katolickiego „zgoda małżeńska jest aktem woli, którym mężczyzna i kobieta w nieodwracalnym przymierzu wzajemnie się sobie oddają i przyjmują w celu stworzenia małżeństwa” (Kan 1057 par. 2 KPK). Celem tej zgody jest „wspólnota całego życia, skierowana ze swej natury do dobra małżonków oraz do zrodzenia i wychowania potomstwa” (Kan. 1055 par. 1). Ta wspólnota całego życia wyraża się zatem nie tylko we współżyciu seksualnym, które wiąże się ze zrodzeniem i wychowaniem potomstwa, ale również, i to na pierwszym miejscu, w tym, że jest skierowana do dobra małżonków. Możliwe są w związku z tym tzw. białe małżeństwa, w których małżonkowie zachowują wstrzemięźliwość seksualną. Jeśli zatem osoby ochrzczone zamieszkują razem, by tworzyć wspólnotę całego życia (również z intencją wstrzemięźliwości seksualnej) i czynią to (tymczasowo czy trwale) bez formy sakramentalnej, która jest zaproszeniem Boga do ich wspólnego życia, to tym samym lekceważą wymiar wiary i grzeszą przeciw miłości Boga, wykluczając Go ze swego wspólnego życia, prowadzonego na sposób małżeński. Ponieważ jest to materia poważna, w związku z tym jest to grzech śmiertelny.
K
Ksiądz
7 czerwca 2012, 18:24
Słaba skomentowała następujący fragment mojej wypowiedzi: „Osoby ochrzczone podejmując świadomą i dobrowolną decyzję o wspólnym życiu (z intencją wstrzemięźliwości seksualnej) bez sakramentu małżeństwa wyrażają wolę życia wspólnego bez sakramentu, który jest znakiem obecności Boga w ich wspólnym życiu.” Komentarz Pani Słabej: „Sakrament małżeństwa może być przyjęty w sposób ważny tylko przez osoby, które świadomie i dobrowolnie podjęły decyzję o zawarciu małżeństwa z tym konkretnym człowiekiem. Dopóki nie zapadnie świadoma i dobrowolna decyzja o małżeństwie, zarzuty, że osoby te nie zapraszają w sakramencie małżeństwa Boga do swojego życia, są absurdalne.” Należy zauważyć, że zdanie: „Dopóki nie zapadnie świadoma i dobrowolna decyzja o małżeństwie, zarzuty, że osoby te nie zapraszają w sakramencie małżeństwa Boga do swojego życia, są absurdalne” nie ma związku z cytowanym powyżej fragmentem mojej wypowiedzi.
N
Nisa
7 czerwca 2012, 17:54
 @Ksiądz napisał wyraźnie i w wielu wątkach uzasadniał, że: (..) Należy stwierdzić, że życie wspólne bez sakramentu małżeństwa, w którym nie ma współżycia seksualnego, jest grzechem ciężkim. Oczywiście, jeśli w czasie spowiedzi osoba wyzna, że nie wiedziała, że jest to grzech ciężki, to jej odpowiedzialność moralna za to będzie proporcjonalna do tego, na ile jej wiedza była niezawiniona. Uzyskując jednakże w trakcie spowiedzi świadomość, że jest to grzech ciężki, winna wziąć to pod uwagę w kształtowaniu swej relacji do Boga, czyli podjąć szczere nawrócenie. Zapraszam @XLeszka do cichej refleksji (broń Boże do dyskusji!) nad soba, że czyta bez zrozumienia, wszystkim zarzuca nieprawdy, wie najlepiej, co kto miał na myśli, (ale nie takiej, jak jego), analizuje każde zdanie dla samego zdania, i w końcu nie kapuje całości dyskusji. Nisa
C
Czytelnik
7 czerwca 2012, 16:01
Lesio ma szajbę na punkcie słowa "nieprawda" ;) Każdemu ją wytyka.
LS
le sz
7 czerwca 2012, 15:55
Wydaję mi się, ja tak to przynajmniej zrozumiałam,(po przeczytaniu komentarza ojca W.Żmudzińskiego), że nie ma jednej odpowiedzi czy jest to grzech czy nie (mieszkanie przedślubne w czystości).Każdy kto się decyduję na taki krok, powinien jednoznacznie ocenić to w swoim sumieniu a ksiądz w czasie sakramentu pokuty, rozpytując o okoliczności, motywy, że tak powiem "szczegóły tego mieszkania" jest w stanie uznać, czy jest to grzechem, czy wystawianiem sie na pokusę, czy też nie. Lucy, dokładnie tak! Sam fakt sam w sobie o  niczym jeszcze nie mówi. Może co najwyżej coś sygnalizować jak dzwonek alarmowy. Ale każdy przypadek musi być indywidualnie rozpatrzony. Np poprzez przewodnika duchowego czy spowiednika. Nie ukrywam, że ten temat mnie zainteresował i szukałam jednej właściwej odpowiedzi. Mój syn mieszka razem ze swoją dziewczyną w wynajmowanym mieszkaniu, oboje studiują, jest im lżej finansowo, mają więcej czasu dla siebie, tak zdecydowali, właśnie po rozmowie z kapłanem, który nie odradzał im tego i nie widział w tym co robią niczego złego, dokładnie grzechu. Dlatego zdziwiłam się, że znalazłam na forum i poza nim wypowiedzi, że jest to grzech ciężki. Stąd moja dociekliwość.Wiem już jednak, że na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi.Często żeby nie mieć wątpliwości chcielibyśmy usłyszeć jednoznaczną odpowiedź, białe lub czarne, nie zawsze tak się da, czasami trzeba wziąć odpowiedzialność na swoje barki i rozważyć wątpliwości w swoim sumieniu. Dziękuje o.Wojciechowi za ten tekst. Istota problemu leży w tym co jakoś jest tu niezauważane. Jeżeli mieszkają tak jak sublokatorzy w sąsiednich pokojach to nie ma problemu. Problem jest jeśli żyją tak jak małżeństwo. Bo wówczas, nawet jeśli jest to bez seksu, to jednak i tak jest to jak małżeństwo, którym przecież nie są. A więc żyją jak małżeństwo nie będąc małżeństwem. Czyli w konkubinacie.
LS
le sz
7 czerwca 2012, 15:49
XLeszek, uściślam: - chodzi o rozbieżność poglądów na temat tego samego wydarzenia. Konkretnie o odmienne poglądy w dawaniu rozgrzeszenia i różniącej się ocenie "mieszkania przedślubnego w czystości", gdzie jeden duszpasterz twierdzi, że jest to zawsze grzech CIĘŻKI, a inny, że nie, bo samo mieszkanie narzeczonych, gdy zachowuja czystość nie jest nawet grzechem, a wręcz świadectwem dla innych. (...) Nieprawdą jest jednak to co piszesz, że jeden duszpasterz twierdzi że mieszkanie przedślubne w czystości jest to zawsze grzech ciężki @XLeszek @Nisa pisze o innym księdzu. Chodzi jej o dykusję jaka się wywiązała na tym forum, między @Księdzem a mną. @Ksiądz reprezentował tam pogląd, że mieszkanie przedślubne w czystości jest zawsze grzechem ciężkim i że nie można tym ludziom udzielić rozgrzeszenia, jeśli nie przestaną razem mieszkać, lub nie wezmą ślubu. Przeczytaj sobie i wtedy się odnieś do sprawy! @Ksiądz 2012.06.02 10:46 @Ksiądz 2012.06.04 16:38 Miała uściślić, a nie dość, że nie uściśliła to skoro twierdzisz, że chodziło o zupełnie inną dyskusję zupełnie innych księży, to jeszcze dodatkowo namieszała. Ale przeczytałem (ponownie). I podtrzymuję to co napisałem: nieprawdą jest twierdzenie Nisy, że jeden duszpasterz twierdzi, że mieszkanie przedślubne w czystości to jest zawsze grzech ciężki. Jesli przegapiłem i się mylę to podaj mi konkretnie w którym miejscu padło takie stwierdzenie (ale uwaga na wszelki wypadek: takie stwierdzenie, a nie coś co Ty tak sobie po swojemu zinterpertujesz...) Natomiast co do samej Twojej dyskusji z tamtym @Księdzem, to zmuszony jestem stwierdzić, że również piszesz nieprawdę gdyż tamten @Ksiądz nigdzie ani razu nie wyrażał takiego poglądu. Pisał zupełnie co innego. To jedynie Ty tak przeinaczałaś jego wypowiedzi w których jednoznacznie klarował Ci o co chodzi. Najwyraźniej tak się zafiksowałaś na swoim, że nic do Ciebie nie docierało. Przeczytaj sobie i przemyśl te kluczowe wypowiedzi @Księdza: 2012-06-02 09:56:38 oraz 2012-06-02 09:58:32: - konkubinat to niekoniecznie związek z seksem; - z konkubinatem mamy do czynienia przy wspólnym zamieszkaniu kobiety i mężczyzny na podobieństwo małżeństwa; Do Ciebie najwyraźniej to nie dociera i masz inne zdanie niż Kościół. 2012-06-02 10:46:55 cytuję cały wpis: Chciałbym dodać jeszcze jedną bardzo ważną uwagę. Otóż podczas spowiedzi (sakramentu pojednania), tych którzy żyją w konkubinacie (również bez współżycia seksualnego) zachęcam do zawarcia związku małżeńskiego, a przed jego zawarciem do zamieszkania osobno. Jeśli nie mają takiej woli, to znaczy nie mają woli pojednania się z Bogiem, gdyż życie razem bez sakramentu małżeństwa jest świadomym i dobrowolnym wykluczeniem Boga z ich wspólnego życia, czyli grzechem. Oznacza to, iż nie są przygotowani, by otrzymać rozgrzeszenie. Będą przygotowani, jeśli uznają swój grzech i zamieszkawszy osobno podejmą działania, prowadzące do zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego. Bez tego nie mogą otrzymać rozgszeszenia, a tym samym przystępować do komunii świętej. Jak widać powyżej, @Ksiądz informuje, że nie dostawali rozgrzeszenia dlatego, że życie bez sakramentu małżeństwa i brak woli zawarcia związku małżeńskiego są równoznaczne ze świadomym i dobrowolnym wykluczeniem Boga ze wspólnego życia, czyli grzechem. Mogli zawrzeć małżeństwo, ale nie chcieli tego zrobić. A skoro nie chcieli tego zrobić to najwyraźniej nie było to dla nich żadną wartością. A więc mieli w nosie łaski sakramentalne, a Bog w ich wspólnym życiu nie był im do niczego potrzebny. To tylko Ty przeinaczyłaś to na swoje potrzeby, że wg @Księdza grzechem jest to że mieszkali przed ślubem w czystości.
lucy
lucy
7 czerwca 2012, 15:20
Wydaję mi się, ja tak to przynajmniej zrozumiałam,(po przeczytaniu komentarza ojca W.Żmudzińskiego), że nie ma jednej odpowiedzi czy jest to grzech czy nie (mieszkanie przedślubne w czystości).Każdy kto się decyduję na taki krok, powinien jednoznacznie ocenić to w swoim sumieniu a ksiądz w czasie sakramentu pokuty, rozpytując o okoliczności, motywy, że tak powiem "szczegóły tego mieszkania" jest w stanie uznać, czy jest to grzechem, czy wystawianiem sie na pokusę, czy też nie. Nie ukrywam, że ten temat mnie zainteresował i szukałam jednej właściwej odpowiedzi. Mój syn mieszka razem ze swoją dziewczyną w wynajmowanym mieszkaniu, oboje studiują, jest im lżej finansowo, mają więcej czasu dla siebie, tak zdecydowali, właśnie po rozmowie z kapłanem, który nie odradzał im tego i nie widział w tym co robią niczego złego, dokładnie grzechu. Dlatego zdziwiłam się, że znalazłam na forum i poza nim wypowiedzi, że jest to grzech ciężki. Stąd moja dociekliwość.Wiem już jednak, że na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi.Często żeby nie mieć wątpliwości chcielibyśmy usłyszeć jednoznaczną odpowiedź, białe lub czarne, nie zawsze tak się da, czasami trzeba wziąć odpowiedzialność na swoje barki i rozważyć wątpliwości w swoim sumieniu. Dziękuje o.Wojciechowi za ten tekst.
S
Słaba
7 czerwca 2012, 14:39
XLeszek, uściślam: - chodzi o rozbieżność poglądów na temat tego samego wydarzenia. Konkretnie o odmienne poglądy w dawaniu rozgrzeszenia i różniącej się ocenie "mieszkania przedślubnego w czystości", gdzie jeden duszpasterz twierdzi, że jest to zawsze grzech CIĘŻKI, a inny, że nie, bo samo mieszkanie narzeczonych, gdy zachowuja czystość nie jest nawet grzechem, a wręcz świadectwem dla innych. (...) Nieprawdą jest jednak to co piszesz, że jeden duszpasterz twierdzi że mieszkanie przedślubne w czystości jest to zawsze grzech ciężki @XLeszek @Nisa pisze o innym księdzu. Chodzi jej o dykusję jaka się wywiązała na tym forum, między @Księdzem a mną. @Ksiądz reprezentował tam pogląd, że mieszkanie przedślubne w czystości jest zawsze grzechem ciężkim i że nie można tym ludziom udzielić rozgrzeszenia, jeśli nie przestaną razem mieszkać, lub nie wezmą ślubu. Przeczytaj sobie i wtedy się odnieś do sprawy! @Ksiądz 2012.06.02 10:46 @Ksiądz 2012.06.04 16:38
LS
le sz
7 czerwca 2012, 14:35
Argumenty Leszka: kłamczuchy. I to właśnie Tobie brak jakiejkolwiek dojrzałości, skoro tchórzliwie ukrywasz się pod różnymi nickami. Najwyraźniej jest Ci wstyd firmować to co sama piszesz. Pojawił się Leszek i znowu atakuje ad personam. Czy Deon może zablokować konto niejakiego XLESZKA?????????? Zacytowany przez Ciebie kawałek mojego wpisu to odpowiedź na Twój atak ad personam w stosunku do o.Żmudzińskiego. Wpierw włożyłaś mu w usta stwierdzenie którego nie wygłaszał, a potem przeszłaś do ataku, cytuję Twoje słowa: Tak się zachowuje dojrzały chrześcijanin katolik? Tak nie mówi mądry rodzic, a tym bardziej ksiądz, który nie ma pojęcia o ojcostwie. Żenujące, proszę księdza jezuity. No, widać właśnie brak dojrzałości chrześcijańskiej u Ojca.
S
Staszek
7 czerwca 2012, 14:32
Wniosek wypływający z artykułu wydaje mi się nieroztropny i nieprzemyślany. A jeżeli młodzi się rozmyślą i dadzą się zwieść mirażom życia "na kocią łapę"? 
A
Alium
7 czerwca 2012, 14:19
Argumenty Leszka: kłamczuchy. I to właśnie Tobie brak jakiejkolwiek dojrzałości, skoro tchórzliwie ukrywasz się pod różnymi nickami. Najwyraźniej jest Ci wstyd firmować to co sama piszesz. Pojawił się Leszek i znowu atakuje ad personam. Czy Deon może zablokować konto niejakiego XLESZKA??????????
X
xy
7 czerwca 2012, 13:53
Cóż, dobrze że Ojciec Żmudziński jest tylko ojcem duchownym, bo myślę, że rodzony ojciec przedstawiłby tysiąc argumentów przeciwko zamieszkaniu córki z chłopakiem. Ale może dlatego Ojciec w ten sposób podchodzi do problemu, bo dla księży jest to problem tylko teoretyczny, a nie praktyczny
LS
le sz
7 czerwca 2012, 13:53
do O. Żmudzińskiego gdyby Ojciec miał córkę, (proszę to sobie wyobrazić ) to pozwoliłby jej mieszkać z chłopakiem ? Jak Ojciec by podszedł do problemu: jurydycznie,czy pastoralnie? "Córeczko, rób co chcesz, jesteś dorosła" Tak się zachowuje dojrzały chrześcijanin katolik? Tak nie mówi mądry rodzic, a tym bardziej ksiądz, który nie ma pojęcia o ojcostwie. Żenujące, proszę księdza jezuity. No, widać właśnie brak dojrzałości chrześcijańskiej u Ojca. O. Żmudziński powiedział/napisał: Do "xy": starałbym się podejść z miłością, bo władza rodzicielska nad dorosłą córką (pozwolić - nie pozwolić) w jakimś momencie się kończy. A więc jak najbardziej jak mądry rodzic, a tym bardziej ksiądz. Najwyraźniej ma pojęcie o ojcostwie i wie że władza rodzicielska nad dorosłą córką w jakimś momencie się kończy, i ojciec nie jest władny jej czegokolwiek zakazywać. A więc jak widać, o. Żmudziński wcale nie powiedział: 'Córeczko, rób co chcesz, jesteś dorosła'. Stawiając taki zarzut wystawiasz sobie świadectwo najzwyczajniejszej kłamczuchy. I to właśnie Tobie brak jakiejkolwiek dojrzałości, skoro tchórzliwie ukrywasz się pod różnymi nickami. Najwyraźniej jest Ci wstyd firmować to co sama piszesz.
:
:)
7 czerwca 2012, 13:39
pojawił sie leszek i już wszystkim zarzuca "nieprawdę". Nie dyskutujcie z nim, nie warto.
C
Czytelnik
7 czerwca 2012, 13:37
Sorry XLeszku, ale bzdury piszesz, ględzisz jak stary tetryk w kapciuszkach.
LS
le sz
7 czerwca 2012, 13:29
 XLeszek, uściślam: - chodzi o rozbieżność poglądów na temat tego samego wydarzenia. Konkretnie o odmienne poglądy w dawaniu rozgrzeszenia i różniącej się ocenie "mieszkania przedślubnego w czystości", gdzie jeden duszpasterz twierdzi, że jest to zawsze grzech CIĘŻKI, a inny, że nie, bo samo mieszkanie narzeczonych, gdy zachowuja czystość nie jest nawet grzechem, a wręcz świadectwem dla innych. Nisa, jak na razie to nie było tu mowy ani o żadnym takim samym wyrażeniu ani tym bardziej o rozbieżności poglądów na temat tego samego wydarzenia. Była jedynie próba teoretyzowania na temat hipotetycznych wydarzeń, z odwoływaniem się do różnych dość wyrwanych z kontekstu przykładów - a to nie są żadne wydarzenie.  Wydarzenie to jest coś co wydarzyło się i zaistniało realnie, coś co wydarzyło się i zaistniało w konkretnych i realnych okolicznościach. I aby wyrazić pogląd na temat danego wydarzenia wpierw konieczne jest zapoznanie się z jego realiami. Ale o rozbieżności poglądów na temat tego samego wydarzenia możnaby mówić dopiero wtedy gdy oba poglądy wyrażone zostały na temat tego samego wydarzenia o którym obie strony wyrażające poglądy wiedzą to samo. Nieprawdą jest jednak to co piszesz, że jeden duszpasterz twierdzi że mieszkanie przedślubne w czystości jest to zawsze grzech ciężki. Wręcz napisał coś o zupełnie innej wymowie, że: Grzech jest wówczas kiedy następuje – wg definicji katechizmowej – świadome i dobrowolne przekroczenie przykazań Bożych lub kościelnych w rzeczy wielkiej (grzech ciężki) czy małej (grzech lekki). Czy istnieje możliwość ujednolicenia poglądów, jakiegoś wspólnego odniesienia? Wspólnym odniesieniem są te same obowiązujące zasady. Wyniki stosowania tych samych zasad nie zawsze jednak muszą być identyczne ponieważ okoliczności mogą być różne i praktyczne zastosowanie poszczególnych zasad nie jest takie jednoznaczne jak się wydaje. Tak jak np. w tym przypadku.
LS
le sz
7 czerwca 2012, 13:26
Chodziło mi dokładnie o to co uściśliła Nisa, mianowicie o rozbieżność poglądów na temat tego samego wydarzenia, zacytowałam przykłady dwóch takich samych wydarzeń,(ze względu na ograniczoną liczbę znaków w polu komentarz,nie przytaczałam ich w całości lecz podałam odnośniki do stron, gdzie te sytuację są dokładnie opisane), konkretnie, spanie przed ślubem w jednym pokoju, ściślej w jednym łóżku, przy zachowaniu czystości. @lucy, ponownie wprowadzasz w błąd gdyż piszesz nieprawdę. Zacytowałaś poglądy dotyczące dwóch zupełnie różnych wydarzeń. Sytuacja gdy mieszkająca w akademiku dziewczyna czasami śpi w jednym łóżku ze swoim chłopakiem to nie takie samo wydarzenie jak kobieta po 40-ce mieszkająca już przed ślubem u swojego narzeczonego. Owszem, podałaś odnośniki do odpowiednich stron, ale piszesz nieprawdę twierdząc, że są tam dokładnie opisane te sytuacje. Jedna z sytuacji jest tam opisana następujący, cytuję w całości: Mam chłopaka, nie współżyjemy razem, ale zdarza nam się spać razem w jednym łóżku (mieszkam w akademiku). Czy to grzech? Pozdrowienia – Iza Z w/w opisu wiadomo jedynie że chodzi o dziewczynę mieszkającą w akademiku i czasem sypiajacą w jednym łóżku ze swoim chłopakiem. Nie da się więc twierdzić, że jest to dokładny opis. Drugi opis mówi trochę więcej, choć też wcale nie tak dokładnie jak twierdzisz. Chodzi w nim o kobietę po 40-ce mieszkającą przed ślubem pod jednym dachem z narzeczonym i stwierdzającą że oboje nie są już młodzi i szał hormonów mają już za sobą. Czy mogłabym oczekiwać być może od autora felietonu, być może od innej osoby która jest kompetentna w tym temacie, odpowiedzi na pytanie, które przytaczam za Nisą: "Czy istnieje możliwość ujednolicenia poglądów, jakiegoś wspólnego odniesienia? " A co tu chcesz ujednolicać? Które z poglądów są rzekomo rozbieżne? Zobacz jak wygląda po przyjrzeniu się ta rzekoma rozbieżność poglądów pomiędzy SJ Dariuszem Kowalczykiem a ks. Pawłem Gronowskim na temat rzekomo tego samego wydarzenia. SJ DK stwierdził: "Mieszkanie ze soba pod jednym dachem nie jest grzechem. Moze byc okazja do grzechu - to oczywiste. Ale jesli dwoje ludzi potrafi w takiej sytuacji zyc w czystosci, to nie ma powodu, by domagac sie od nich mieszkania oddzielnie. Pozostaje oczywiscie kwestia, ze ktos moze sobie cos pomyslec i zgorszyc sie. Ale ludzkie myslenie, to jeszcze nie jest decydujacy argument, aby wszystko zmieniac. A poza tym, jesli byscie o czyms takim sie dowiedzieli, to po prostu mozecie tej osobie wyjasnic, ze zyjecie w czystosci. Co moze byc budujacym swiadectwem... " I jak tu mówić o rozbieżności poglądów skoro ks PG nigdzie nie wyrażał przeciwnego poglądu, nie twierdził, że mieszkanie z sobą pod jednym dachem jest grzechem, i nie domagał się aby dwoje ludzi potrafiących w takiej sytuacji żyć w czystości mieszkali oddzielnie. Nie twierdził również, że ludzkie myślenie to jest decydujący argument aby wszystko zmieniać, i nie twierdził że życie w czystości nie może być budującym świadectwem. No to niby w czym miał rozbieżne poglądy? Ks PG stwierdził natomiast: Grzech jest wówczas kiedy następuje – wg definicji katechizmowej – świadome i dobrowolne przekroczenie przykazań Bożych lub kościelnych w rzeczy wielkiej (grzech ciężki) czy małej (grzech lekki). Gdy idzie teraz o Twoje pytanie, to wybacz, ale trochę jestem nim zdziwiony, bo: 1. wystawianie się na pokusę grzechu – już jest grzechem! 2. inni patrząc na Was i tak Wam nie uwierzą, że jesteście „grzeczni” – grzech zgorszenia! 3. trudno mi uwierzyć, że jeśli jesteś w jednym łóżku z kimś kto nie jest Ci obojętny uczuciowo, nie przyjdzie ten moment, że nie będziecie już tylko ze sobą „spać” – (krew nie woda)! 4. to, że inni tak robią, nie jest żadnym argumentem – my jako uczniowie Chrystusa mamy być „solą dla ziemi i światłem dla świata”, a zatem chronić ten świat przed zgorszeniem – a niestety tak u Ciebie nie jest! 5. VI przykazanie obejmuje wszystko co jest wykroczeniem przeciwko czystości, a nie tylko samo współżycie przed czy poza małżeństwem!.." Jak tu więc mówić o rozbieżności poglądów skoro SJ DK wcale nie negował katechizmowej definicji grzechu, nie twierdził również, że wystawianie się na pokusę grzechu nie jest grzechem albo że nie będą przyczyną zgorszenia itp itd. Więc niby w czym miał te rozbieżne poglądy?
N
nob
7 czerwca 2012, 09:58
"Córeczko, rób co chcesz, jesteś dorosła". Dorosłej osobie mogę doradzać, a nie nakazywać. A z doświadczenia: najskuteczniej działa świadectwo życia i modlitwa. Niejeden młody pobłądzi. Oby miał do czego wrócić i mógł znaleźć oparcie w tym, co wyniósł z domu z dzieciństwa.
N
nob
7 czerwca 2012, 09:32
@~miało być do tego kom. Starać się, a działać skutecznie, to dwie różne rzeczy.
MB
miało być do tego kom.
7 czerwca 2012, 08:57
Do "xy": starałbym się podejść z miłością, bo władza rodzicielska nad dorosłą córką (pozwolić - nie pozwolić) w jakimś momencie się kończy. "Córeczko, rób co chcesz, jesteś dorosła" Tak się zachowuje dojrzały chrześcijanin katolik? Tak nie mówi mądry rodzic, a tym bardziej ksiądz, który nie ma pojęcia o ojcostwie. Żenujące, proszę księdza jezuity. No, widać właśnie brak dojrzałości chrześcijańskiej u Ojca. Proszę poczytać mądre komentzarze osoby o nicku "ksiądz" i brać przykład.
SS
szkoda słów
7 czerwca 2012, 08:56
do O. Żmudzińskiego gdyby Ojciec miał córkę, (proszę to sobie wyobrazić ) to pozwoliłby jej mieszkać z chłopakiem ? Jak Ojciec by podszedł do problemu: jurydycznie,czy pastoralnie? "Córeczko, rób co chcesz, jesteś dorosła" Tak się zachowuje dojrzały chrześcijanin katolik? Tak nie mówi mądry rodzic, a tym bardziej ksiądz, który nie ma pojęcia o ojcostwie. Żenujące, proszę księdza jezuity. No, widać właśnie brak dojrzałości chrześcijańskiej u Ojca. Proszę poczytać mądre komentzarze osoby o nicku "ksiądz" i brać przykład.
N
nob
7 czerwca 2012, 08:46
@xy Przepraszam, że się wtrącę. Chodzi o córkę w jakim wieku? Odpowiedzialność rodziców za poczynania młodych to jeszcze inny temat. Zresztą nie wiadomo, ile w tym odpowiedzialności, a ile chęci związania dziecka ze sobą.
Wojciech Żmudziński SJ
Wojciech Żmudziński SJ
7 czerwca 2012, 08:42
Do "xy": starałbym się podejść z miłością, bo władza rodzicielska nad dorosłą córką (pozwolić - nie pozwolić) w jakimś momencie się kończy.
X
xy
7 czerwca 2012, 06:42
do O. Żmudzińskiego gdyby Ojciec miał córkę, (proszę to sobie wyobrazić ) to pozwoliłby jej mieszkać z chłopakiem ? Jak Ojciec by podszedł do problemu: jurydycznie,czy pastoralnie?
OW
osoba wierząca Chrystusowi
6 czerwca 2012, 23:19
Stąd osoby podchodzące jurydycznie do wszystkiego, co mówi Kościół, z trudnością rozumieją dlaczego narzeczeni nie powinni mieszkać razem a już osoby w związkach niesakramentalnych, w niektórych przypadkach, mogą. Pozdrawiam Niestety, ale to Ojciec z trudnością rozumie wiele spraw. Bo niestety zna z teorii, a nie praktyki pewne rzeczy? Jest mało otwarty na światło Ducha świętego? Nie wiem w czym problem księży, ale jest i to kolosalny! Pan Jezus powiedział wyraźnie jak ma być, ale niektórzy księża myślą, że są nawróceni w 100%, a tak nie jest.
N
nob
6 czerwca 2012, 22:39
Prawdopodobnie nie da się ujednolicić poglądów. Nawet niby to samo wydarzenie nigdy nie jest to samo. Są różni ludzie, różna jest ich dojrzałość, różne mają intencje, różne są też okoliczności. Myślę jednak, że wątpiącym trzeba stanowczo odradzać mieszkania u chłopaka.
Wojciech Żmudziński SJ
Wojciech Żmudziński SJ
6 czerwca 2012, 22:36
Do Nisy i Lucy. Nie czytałem wszystkich komentarzy. Cieszę się, że mój tekst pobudził do dyskusji. W sprawie ujednolicenia stanowiska chciałbym jedynie zwrócić uwagę na to, że stanowisko Kościoła zawarte w dokumentach i oficjalnych wypowiedziach pasterzy nie bierze pod uwagę każdej szczególnej sytuacji i pozwala księżom rozpatrywać w kontekście pastoralnym (duszpasterskim) a nie prawnym wiele indywidualnych przypadków. Stąd osoby podchodzące jurydycznie do wszystkiego, co mówi Kościół, z trudnością rozumieją dlaczego narzeczeni nie powinni mieszkać razem a już osoby w związkach niesakramentalnych, w niektórych przypadkach, mogą. Pozdrawiam
lucy
lucy
6 czerwca 2012, 21:53
Chodziło mi dokładnie o to co uściśliła Nisa,  mianowicie o rozbieżność poglądów na temat tego samego wydarzenia, zacytowałam przykłady dwóch takich samych wydarzeń,(ze względu na ograniczoną liczbę znaków w polu komentarz,nie przytaczałam ich w całości lecz podałam odnośniki do stron, gdzie te sytuację są dokładnie opisane), konkretnie, spanie przed ślubem w jednym pokoju, ściślej w jednym łóżku, przy zachowaniu czystości. Czy mogłabym oczekiwać być może od autora felietonu, być może od innej osoby która jest kompetentna w tym temacie, odpowiedzi na pytanie, które przytaczam za Nisą: "Czy istnieje możliwość ujednolicenia poglądów, jakiegoś wspólnego odniesienia? "
N
Nisa
6 czerwca 2012, 20:54
 XLeszek, uściślam: - chodzi o rozbieżność poglądów na temat tego samego wydarzenia. Konkretnie o odmienne poglądy w dawaniu rozgrzeszenia i różniącej się ocenie "mieszkania przedślubnego w czystości", gdzie jeden duszpasterz twierdzi, że jest to zawsze grzech CIĘŻKI, a inny, że nie, bo samo mieszkanie narzeczonych, gdy zachowuja czystość nie jest nawet grzechem, a wręcz świadectwem dla innych. Czy istnieje możliwość ujednolicenia poglądów, jakiegoś wspólnego odniesienia? 
LS
le sz
6 czerwca 2012, 19:11
Lucy, o to się właśnie rozchodzi, że nie ma między księżmi jednolitego stanowiska na ten temat (i w tym temacie;) I nie o brak wiedzy chodzi. Skąd taki brak wspólnego zdania? Problemem byłyby rozbieżności co do samych zasad, a takich rozbieżności generalnie nie ma. Natomiast rozbieżności co do konkretnego zastosowania poszczególnych zasad będą zawsze choćby z tego względu, że okoliczności nie są do końca jednoznaczne. Zauważ, że Lucy wcale nie podała dwóch rozbieżnych opinii na temat tego samego faktu, ale zacytowała wypowiedzi dotyczące radykalnie różnych wydarzeń. To jednak zupełnie co innego: mieszkanie pod jednym dachem z sypianiem w różnych łóżkach a nawet pokojach czy sypianie ze sobą w jednym łóżku! I nie sądzę aby w wypunktowanej przez nią wypowiedzi ks. Pawła Gronowskiego było choć jedno stwierdzenie z którym nie zgodziłby się SJ Dariusz Kowalczyk Proponuję Słabej pójść z tym do kardynała, albo najlepiej do papieża ;) Niech się coś wreszcie określi. A do którego z kardynałów? Przecież nawet wśród kardynałów mogą być rozbieżne zdania! A papież? To co Ci powie prywatnie i tak nie będzie miało rangi nieomylności. Musiałby się wypowiedzieć w formie oficjalnego nauczania i to w łączności z biskupami, a przede wszystkim w sprawach wiary i moralności, w sprawach a więc w sprawie zasad a nie ich konkretnego zastosowania.
LS
le sz
6 czerwca 2012, 19:11
To w końcu jak jest z tym wspólnym mieszkaniem (w czystości), przed ślubem: Znalazłam sprzeczne wypowiedzi księży w tym temacie. Lucy, piszesz nieprawdę. Obie zacytowane przez Ciebie wypowiedzi nie mogą być sprzeczne gdyż dotyczą zupelnie innych przykładów. Czym innym jest mieszkanie pod wspólnym dachem ale sypianie w różnych łóżkach a nawet różnych pokojach, a zupełnie czym innym jest sypianie w jednym łóżku.
N
Nisa
6 czerwca 2012, 17:08
Lucy, o to się właśnie rozchodzi, że nie ma między księżmi jednolitego stanowiska na ten temat (i w tym temacie;) I nie o brak wiedzy chodzi. Skąd taki brak wspólnego zdania?  Proponuję Słabej pójść z tym do kardynała, albo najlepiej do papieża ;) Niech się coś wreszcie określi.   
lucy
lucy
6 czerwca 2012, 16:05
To w końcu jak jest z tym wspólnym mieszkaniem (w czystości), przed ślubem: Znalazłam sprzeczne wypowiedzi księży w tym temacie. Przytaczam poniżej: cyt: "Mieszkanie ze soba pod jednym dachem nie jest grzechem. Moze byc okazja do grzechu - to oczywiste. Ale jesli dwoje ludzi potrafi w takiej sytuacji zyc w czystosci, to nie ma powodu, by domagac sie od nich mieszkania oddzielnie. Pozostaje oczywiscie kwestia, ze ktos moze sobie cos pomyslec i zgorszyc sie. Ale ludzkie myslenie, to jeszcze nie jest decydujacy argument, aby wszystko zmieniac. A poza tym, jesli byscie o czyms takim sie dowiedzieli, to po prostu mozecie tej osobie wyjasnic, ze zyjecie w czystosci. Co moze byc budujacym swiadectwem... " - http://www.rozmawiamy.jezuici.pl/rozmawiamy/forum/109/n/3025/ Dariusz Kowalczyk SJ cyt: "Mam chłopaka, nie współżyjemy razem, ale zdarza nam się spać razem w jednym łóżku (mieszkam w akademiku). Czy to grzech? Grzech jest wówczas kiedy następuje – wg definicji katechizmowej – świadome i dobrowolne przekroczenie przykazań Bożych lub kościelnych w rzeczy wielkiej (grzech ciężki) czy małej (grzech lekki). Gdy idzie teraz o Twoje pytanie, to wybacz, ale trochę jestem nim zdziwiony, bo: 1. wystawianie się na pokusę grzechu – już jest grzechem! 2. inni patrząc na Was i tak Wam nie uwierzą, że jesteście „grzeczni” – grzech zgorszenia! 3. trudno mi uwierzyć, że jeśli jesteś w jednym łóżku z kimś kto nie jest Ci obojętny uczuciowo, nie przyjdzie ten moment, że nie będziecie już tylko ze sobą „spać” – (krew nie woda)! 4. to, że inni tak robią, nie jest żadnym argumentem – my jako uczniowie Chrystusa mamy być „solą dla ziemi i światłem dla świata”, a zatem chronić ten świat przed zgorszeniem – a niestety tak u Ciebie nie jest! 5. VI przykazanie obejmuje wszystko co jest wykroczeniem przeciwko czystości, a nie tylko samo współżycie przed czy poza małżeństwem!.."  http://mateusz.pl/pow/020312.htm ks. Paweł Gronowski
N
Nisa
6 czerwca 2012, 15:34
 Problem w tym, że "samo wspólne mieszkanie" nie jest grzechem lecz już zamieszkanie ze sobą narzeczonych (pary zakochanej) nie jest zupełnie obojętną sprawą. Bo gdyby tak było, nie byłoby penitentów, którym sumienie coś wyrzuca, nawet jak nie współżyją ze sobą i "drałują" z tym dylematem do konfesjonałów.  Zakwalifikowanie takiej formy życia z kimś, kto jeszcze nie jest żoną/mężem jako grzech śmiertelny, wymaga rzeczowych podstaw i wyjaśnień. Raczej jest błędem twierdzić, że taka para, chociaż mieszka jak mąż i żona, to nie mają się z czego spowiadać, bo zachowują czystość przedślubną i na dodatek dawać za przykład. Dla mnie nie ma problemu, że tu jest ZAWSZE jakieś nieuporządkowanie, wymagające poprawy. Argumentów za tym jest wiele. Dla wrażliwszych dochodzi także wyrzut sumienia o ZANIEDBANIU jakiegoś dobra. Grzeszy się nie tylko przekraczając przykazania, ale i zaniedbaniem czegoś, co pomniejsza dobro w różnych wymiarach życia chrześcijańskiego. A tu dobrem jest dobro drugiej osoby - duchowe (nie narażać kogoś na pokusy) oraz zewnetrzne - dbanie o dobre imię ukochanej, dobro społeczne - gdy przeciwstawia się modzie konkubinatów, chce się dotrwać do ślubu wg najdoskonalszych zasad itd. Ktoś mądry powiedział: - że aby zło zatriumfowało, wystarczy, by dobry człowiek niczego nie robił.. Więc "wspólne mieszkanie" w kontekście o jakim wyżej mowa, nie może być obojętne moralnie.   Nisa
LS
le sz
6 czerwca 2012, 14:57
Patrząc na ilość komentarzy pod felietonem zastanawiam się... jak to jest z naszym przeżywaniem wiary skoro jest tyle sporów i odmiennych pogladów na temat wydawałoby się oczywisty? Gdzie tak naprawdę leży źródło problemu - w interpretacji przykazań czy w róznicach naszych sumień? Jak powinnaś się zorientować z przebiegu różnych sporów, najbardziej rozkręcają się one właśnie wtedy gdy temat jest właśnie oczywisty. Przy czym dla jednych jest oczywistym że prawdą jest A natomiast B jest nieprawdą, natomiast dla drugich równie oczywiste jest że to B jest prawdą gdyż A jest nieprawdą... A gdzie tak naprawdę leży źródło problemu? Owszem, przyczyną bywa różna interpretacja przykazań i to związana właśnie z różnicą sumień. Ale równie istotną przyczyną bywa zwyczajny brak wiedzy. A jak ktoś już raz coś powie to potem na ogół broni tego do upadłego.
M
Madzialena
6 czerwca 2012, 11:38
Patrząc na ilość komentarzy pod felietonem zastanawiam się... jak to jest z naszym przeżywaniem wiary skoro jest tyle sporów i odmiennych pogladów na temat wydawałoby się oczywisty? Gdzie tak naprawdę leży źródło problemu - w interpretacji przykazań czy w róznicach naszych sumień?
6 czerwca 2012, 10:42
@Słaba Natomiast jeśłi są to dwie osoby myślące o dalszym wspólnym zyciu i decydują sie na mieszkanie razem - to właśnie nie spełniają warunku tymczasowości. Buduja razem niby wpólnote małżeńską bez slubu.... @T7HRR Dopóki tylko myślą o małżeństwie, ale go jeszcze nie zawarli, to ich mieszkanie jest tymczasowe, podobnie jak w sytuacji, o której piszesz wcześniej... Oczywiście, że podobna. Zasadnicza róznica to ta: dwoje ludzi, którzy wspólnie myslą o wspólnym małżeństwie decyduje się zamieszkać razem. I pierwsza z sytuacji może byc nieroztropnością - albo dobrą znajomościa relacji łaczących dzieci. To druga jest  świadomym wyborem wspólnego zamieszkania z osobą bliska bez ślubu...
S
Słaba
6 czerwca 2012, 10:32
c.d. Przechodząc do problemów praktycznych: Ze wspólnym zamieszkiwaniem dwojga ludzi (bez współżycia seksualnego) mogą wiązać się dwa rzeczywiste problemy, o których mówi artykuł: - napięcia seksualne - oburzenie środowiska. Skala pierwszego jest sprawą indywidualną. Jest ona mniejsza przy relacjach bardziej przyjacielskich. Zależy też zasadniczo od wewnętrznego nastawienia, o którym pisze o.Żmudziński, parafrazując św. Pawła. Myślę, że jest to sprawa do indywidualnego rozeznania. Oburzenie innych jest oparte na ich wyobraźni, jeśli idzie o seks, i na zwyczajach kulturowo-cywilizacyjnych jeśli idzie o mieszkanie razem. Myślę, że należałoby skłaniać młodych za św. Pawłem (wg Rz 14; 1-22), by liczyli się ze słabością swoich braci. Ale uwzględniać też racje przemawiające za mieszkaniem razem, jeśli istnieją i są ważne (pewnie w niewielu przypadkach). Co do dawania przykładu, to nikt nie rodzi się w tym celu, by być przykładem dla innych. Nikt też nie powinien ślepo nikogo naśladować, bo nie każda droga jest odpowiednia dla wszystkich. Nasze światło powinno świecić przed ludźmi, ale to trochę na czym innym polega...
S
Słaba
6 czerwca 2012, 10:28
@Słaba Natomiast jeśłi są to dwie osoby myślące o dalszym wspólnym zyciu i decydują sie na mieszkanie razem - to właśnie nie spełniają warunku tymczasowości. Buduja razem niby wpólnote małżeńską bez slubu.... @T7HRR Dopóki tylko myślą o małżeństwie, ale go jeszcze nie zawarli, to ich mieszkanie jest tymczasowe, podobnie jak w sytuacji, o której piszesz wcześniej...
W
Wiesław
6 czerwca 2012, 10:12
Do "same bzdury" - nie napisałem, że Katechizm zadośćuczyni, ale że podane są w nim formy zadośćuczynienia, a mam nadzieję, że Katechizm Kościoła Katolickiego nie jest dla Ciebie bzdurą, jeśli jesteś oczywiście katoliczką. Pozdrawiam.
6 czerwca 2012, 09:51
@Słaba "Wspólnota stołu", czyly wspólne mieszkanie, nie jest przypisana tylko i wyłącznie do wspólnoty małżeńskiej. W małżeństwie wspólne mieszkanie ma inny rys, niż w innych wspólnotach ludzkich, bo nie jest tymczasowei. I tu masz rację, jeśli razem zamieszkają dwie osoby nie mające się ku sobie to nie będzie grzech ciężki (a np.  decyzja rodziców o wynajmowaniu mieszkania przez studentów, dwoje dzieci jedno skończyło studia drugie studiuje - dziecko przyjaciół z tej samej miejscowości idzie na studia więc rok jakoś sie przemęczą...) Natomiast jeśłi są to dwie osoby myślące o dalszym wspólnym zyciu i decydują sie na mieszkanie razem - to właśnie nie spełniają warunku tymczasowości. Buduja razem niby wpólnote małżeńską bez slubu....
SB
same bzdury
6 czerwca 2012, 08:38
Do:JakNieMożnaWidziećKrzywdy: zadośćuczynienie może nastapić w różny sposób - odsyłam do Katechizmu Kościoła Katolickiego. Tak... katechizm zadośuczyni... kolejna bzdura.
S
Słaba
6 czerwca 2012, 01:04
@Ksiądz - c.d.: @Nisa pisze: Stykamy się ze stanowiskiem niektórych pasterzy mówiącym, że "samo mieszkanie ze sobą nie jest grzechem ciężkim, a księża nie dający rozgrzeszenia, wykraczają poza swoje kompetencje". Takie stanowisko wyrażają konsekwentnie np. jezuici na forum "Rozmawiamy o wierze". Ja również podzielam taki pogląd. Małżeństwo wyraża się przez "wspólnotę łoża i stołu", a tym co je tworzy (dla katolika) jest zgoda na dozgonną, nierozerwalną i monogamiczną wspólnotę życia i łaska sakramentu. "Wspólnota łoża" jest etapem rodzicielskim we wspólnym życiu dwojga. Jak najbardziej podzielam pogląd, że na ten etap jest pora dopiero w małżeństwie. Inne sytuacje owocują wieloma nieuporządkowaniami i krzywdami, o których mówią dokumenty Kościoła. "Wspólnota stołu", czyly wspólne mieszkanie, nie jest przypisana tylko i wyłącznie do wspólnoty małżeńskiej. W małżeństwie wspólne mieszkanie ma inny rys, niż w innych wspólnotach ludzkich, bo nie jest tymczasowei.
W
Wiesław
5 czerwca 2012, 21:29
 Do Kaliny: mówię np o takim przypadku: małżonkowie ze względu na przemoc rodzinną lub alkoholizm rozwodzą się. Po jakimś czasie jedno z nich ma nawy związek niefrormalny i rodzi się dziecko. Mogą wtedy mieszkać razem i przyjmowć komunię pod warunkiem podpisania u proboszcza oświadczenia o życiu w czystości. Oczywiście nie jest to sytuacja do której ma dąrzyć świadomy chrześcijanin, ale nawrócenia przychodzą w różnych momentach życia. Każdy przypadek jest do oddzielnego rozpatrzenia przez spowiednika i proboszcza. Kościół jednak nikogo nie zostawia ze swoją sytacją na marginesie. Ale to już znacznie odbiegło od tematu artykułu.
K
kalina
5 czerwca 2012, 20:13
 Słaba, jak ktoś jest na etapie "chodzenia ze sobą", to niech to będzie chodzenie ze sobą, a nie mieszkanie ze sobą. Wspólne zamieszkanie to coś więcej niż chodzenie ze sobą, bo jest to rozpoczęcie życia na sposób małżeński. Zawsze tak było, że mężczyzna i kobieta zamieszkiwali wspólnie po ślubie. Teraz się wszystko poprzewracało i widać jakie są skutki: rozpady, rozwody, dramaty, nieślubne dzieci - na skalę masową. Jak ktoś nie jest gotowy na "etap sakramentu", to niech żyje stosownie do swojego stanu, a nie tak, jakby był już osobą zamężną czy żonatą, czyli razem.
S
Słaba
5 czerwca 2012, 17:00
@Ksiądz Podejmując refleksję na temat wspólnego zamieszkiwania w czystości: Najpierw w sprawie fundamentalnej. Osoby ochrzczone podejmując świadomą i dobrowolną decyzję o wspólnym życiu (z intencją wstrzemięźliwości seksualnej) bez sakramentu małżeństwa wyrażają wolę życia wspólnego bez sakramentu, który jest znakiem obecności Boga w ich wspólnym życiu. Sakrament małżeństwa może być przyjęty w sposób ważny tylko przez osoby, które świadomie i dobrowolnie podjęły decyzję o zawarciu małżeństwa z tym konkretnym człowiekiem. Dopóki nie zapadnie świadoma i dobrowolna decyzja o małżeństwie, zarzuty, że osoby te nie zapraszają w sakramencie małżeństwa Boga do swojego życia, są absurdalne. Decyzja ta zapada etapami: pierwszy etap powoduje przejście do narzeczeństwa, drugi etap to wypowiedzenie zgody podczas zaślubin. Dopiero wtedy dwoje ludzi staje się małżeństwem. Zgadzam się, że zaślubiny bez sakramentu małżeństwa są brakiem zaproszenia Boga do wspólnego życia w małżeństwie. Osoby, które są na etapie "chodzenia ze sobą" czy narzeczeństwa jeszcze nie doszły do etapu sakramentu. Dlatego napisałam, że (żyjąc w czystości) "zapraszają Boga do swojego życia w sposób właściwy dla swojego stanu (osoby nie zamężnej/żonatej)".
K
kalina
5 czerwca 2012, 16:41
do Wiesława; Nie wiem o jakich rozwiązaniach i praktykach Kościoła mówisz, bo ten  tekst Ojca Salija, jest zupełnie odmienny: "....Czy w przypadku, kiedy małżeństwo sakramentalne jest bezdzietne, współmałżonek (mąż albo żona) mający nieślubne dziecko ma moralne prawo, ze względu na dobro dziecka, pozostać w związku niesakramentalnym z jego współrodzicem? Otóż nie ma takiego prawa. Bo nie godzi się osoby, której ślubowało się dozgonną miłość, porzucać tak jakby była już tylko jakąś niepotrzebną rzeczą...".  
W
Wiesław
5 czerwca 2012, 15:24
 Do Koko: To nie moje wymysły, że tak jest, tylko rozwiązania proponowane przez Kościół katolicki. Skoro Kościól zatwierdza i praktykuje takie rozwiązania to znaczy, ze ma to swoje uzasdnienie(szersza rozmowa). Oczywiście, że to nie oznacza anulowania małżeństwa kościelnego - to następuje wyłącznie przez stwierdzenie nieważności małżeństwa przes Sąd Biskupi, ale to juz zupełnie inny temat. Do:JakNieMożnaWidziećKrzywdy: zadośćuczynienie może nastapić w różny sposób - odsyłam do Katechizmu Kościoła Katolickiego.
K
koko
5 czerwca 2012, 14:56
do Wiesława; Mieszkanie razem osób, z których jedna lub oboje są związani węzłem małżeńskim z inną osobą, jest grzechem, bo to nie dziecku się ślubowało, tylko małżonkowi, że się nie opuści go do śmierci. Oświadczenie o życiu w czystości nie jest równoznaczne z anulowaniem małżeństwa sakramentalnego
P
Piter
5 czerwca 2012, 12:47
@Mmm - Dodam, że jestem w wieku 50+ i wydaje mi się, że mówiąc o uczuciach - wiem, co mówię. Może właśnie perspektywa tych lat i pewnego doświadczenia pozwala mi na tego typu sądy. Chyba źle mnie zrozumiałeś - nie chodziło mi o uczucie związane tylko i wyłącznie z pociągiem do drugiej osoby, bo to w rzeczy samej może się okazać krótkotrwałe. To, do czego zmierzałem w moim końcowym wniosku, to to, że wg mnie kościół taki, czy inny nie ma monopolu na nakazywanie co jest dobre, a co złe - każdy z nas to powinien mieć gdzieś w środku, a to, że wciaż nie ma - świadczy tylko o niedojrzałości i braku mądrego wychowania. A sam temat tzw "czystości" jest po prostu miejscami zabawny, bo bardzo łatwo popaść w absurd. Wystarczy bowiem zadać pytania: gdzie się zaczyna grzech? Czy można spać w jednym łóżku pod warunkiem, że się nie dotyka drugiej osoby? A jeśli dotyka, to w którym miejscu wolno, a w którym nie? Można pocałować w policzek? W usta? Przecież to jest jakaś paranoja! A może jest wykaz kościelny zachowań dopuszczonych lub nie? Spojrzeń, myśli...Czy ludzie nie czują, że to jakiś absurd?
J
jakMożnaNieWidziećKrzywdy?
5 czerwca 2012, 11:57
Kościół dopuszcza mozliwość mieszkania mężczyźnie i kobiecie razem bez śluby (gdy nie mogą miec ślubu bo np jedno jest po rozwodzie) ze wzglądu na wychowanie dziecka. Muszą jednak podpisać odpowiednie oświadczenie u swojego proboszcza o życiu w czystosci. Wtedy mogą przystępowac do Komunii. Do komunii mogą przystępować, a zadośuczynienie krzywdy? Warunek niespełniony - spowiedź i Komunia św. świętokradzkie.
PJ
poradnik językowy
5 czerwca 2012, 11:04
bo pytania w tym temacie stale są zadawane i nie ma jednego zdania. (...) Warto by napisać poważny artykuł na ten temat, nie felieton. Na ten temat - forma BEZGRZESZNA, czyli czysta, poprawna.
W
wiesław
5 czerwca 2012, 10:42
 Kościół dopuszcza mozliwość mieszkania mężczyźnie i kobiecie razem bez śluby (gdy nie mogą miec ślubu bo np jedno jest po rozwodzie) ze wzglądu na wychowanie dziecka. Muszą jednak podpisać odpowiednie oświadczenie u swojego proboszcza o życiu w czystosci. Wtedy mogą przystępowac do Komunii. 
IR
inne różnica :-)
5 czerwca 2012, 10:04
@Rafal S - Czy mogę z moim chłopakiem mieszkać przed ślubem? - pyta mnie już kolejna młoda dziewczyna. - Chodzi oczywiście o mieszkanie bez seksu - zapewnia. - Oczywiście, że tak, pod warunkiem , że bedziecie mieszkać w jednym akademiku w dwu róznych pokojach... ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
DR
drobna róznica
5 czerwca 2012, 07:42
No to teraz można by zapytać co rozumiemy pod pojęciem "wspólnie żyć"? Bo to wyrażenie jest bardzo szerokie. Ja np. mogę powiedzieć, że w akademiku wspólnie żyję z ok 200 osobami, także kobietami. Często robimy sobie śniadania wzajemnie. To też grzech?:D Jak dwoje ludzi mieszka ze sobą, żyją bardziej jak przyjaciele, umacniają wzajemnie swoją wiarę to gdzie tu grzech? Nie doprowadzajmy pewnych rzeczy do absurdu. Nie widzisz jakie głupoty wypisujesz? Harem a sakramentalne małżeństwo to jednak jest różnica.
RS
Rafał S
4 czerwca 2012, 23:48
No to teraz można by zapytać co rozumiemy pod pojęciem "wspólnie żyć"? Bo to wyrażenie jest bardzo szerokie. Ja np. mogę powiedzieć, że w akademiku wspólnie żyję z ok 200 osobami, także kobietami. Często robimy sobie śniadania wzajemnie. To też grzech?:D Jak dwoje ludzi mieszka ze sobą, żyją bardziej jak przyjaciele, umacniają wzajemnie swoją wiarę to gdzie tu grzech? Nie doprowadzajmy pewnych rzeczy do absurdu.
N
Nisa
4 czerwca 2012, 17:54
Jestem bardzo wdzieczna Księdzu za szczegółowe uzasadnienia oraz Autorowi felietonu, iż przysporzył się do podjęcia tej dyskusji, bo pytania w tym temacie stale są zadawane i nie ma jednego zdania. Pewne osoby będą się domagały jakiś potwierdzeń "oficjalnych", że wspólne życie bez ślubu jest grzechem śmiertelnym. Stykamy się ze stanowiskiem niektórych pasterzy mówiącym, że "samo mieszkanie ze sobą nie jest grzechem ciężkim, a księża nie dający rozgrzeszenia, wykraczają poza swoje kompetencje". Na dodatek chwali się takie pary za "świadectwo cenienia czystości".  Że jednak jest to grzech ciężki - wynika z całości nauczania, ale na co można się konkretnie powołać? Nie ma o tym w KKK. Listy pasterskie są zbyt ogólne i jak u Słabej, mogą być po swojemu interpretowane. (Słaba stwierdziła, że wcześniejsze cytaty dotyczą wspólnego zamieszkiwania, ale ze współżyciem seksualnym).  Warto by napisać poważny artykuł na ten temat, nie felieton. Nisa
S
sinusoidalnie
4 czerwca 2012, 17:17
Do Księdza: czyli tak zwane KONKUBINATY osób, które porzuciły swojego sakramentalnego małżonka i zyją z innym partnerem w związku niesakramentalnym, też jest grzechem ciężkim? Te osoby tworzą przecież pełną wspólnotę małżeńską (tylko bez seksu) z osobą, której nie składały przysięgi małzeńskiej przed Bogiem Związki niesakramentalne... KONKUBINAT ZALEGALIZOWANY. Znam parę co co rusz zpowiada się, za chwilę nie spowiada się, potem znów spowiada się i znów nie spowiada się i co rusz chodzi do innej parafii przyjmować Komunię świetą, potem znów nie przyjmuje - te przerwy są na współżycie seksualne, niestety opowiadali o tym, że tak robią.
BS
brak słów na bzdury
4 czerwca 2012, 17:12
Do Księdza: czyli tak zwane "białe małżeństwa" osób, które porzuciły swojego sakramentalnego małżonka i zyją z innym partnerem w związku niesakramentalnym, też jest grzechem ciężkim? Te osoby tworzą przecież pełną wspólnotę małżeńską (tylko bez seksu) z osobą, której nie składały przysięgi małzeńskiej przed Bogiem Co za bzdury! TAK ZWANE "BIAŁE MAŁŻEŃSTWO" DOTYCZY MAŁŻEŃSTWA SAKRAMENTALNEGO, a nie niesakramentalnego związku. Kto Wam wpaja te bzdury - są na stronie niesakramentalnych o tym... czarna rozpacz... co się dzieje.
X
xy
4 czerwca 2012, 17:02
  Do Księdza: czyli tak zwane "białe małżeństwa" osób, które porzuciły swojego sakramentalnego małżonka i zyją z innym partnerem w związku niesakramentalnym, też jest grzechem ciężkim? Te osoby tworzą przecież pełną wspólnotę małżeńską (tylko bez seksu) z osobą, której nie składały przysięgi małzeńskiej przed Bogiem
K
Ksiądz
4 czerwca 2012, 16:38
Uzasadnienie: Dlaczego wspólne życie bez sakramentu małżeństwa, w którym nie ma współżycia seksualnego, jest grzechem ciężkim? Osoby ochrzczone podejmując świadomą i dobrowolną decyzję o wspólnym życiu (z intencją wstrzemięźliwości seksualnej) bez sakramentu małżeństwa wyrażają wolę życia wspólnego bez sakramentu, który jest znakiem obecności Boga w ich wspólnym życiu. Obecność Boga, przez sakrament małżeństwa, we wspólnym życiu osób ochrzczonych (mężczyzny i kobiety) jest czymś ważnym, jest fundamentem i źródłem łaski dla ich wspólnego życia. W związku z tym, zawarcie sakramentalnego związku małżeńskiego jest wyrazem ich miłości do Boga, rezygnacja (tymczasowa czy stała) jest zaś wyrazem wykluczenia Boga z ich wspólnego życia, co jest grzechem. Ponieważ ta dezyzja o relacji z Bogiem jest czymś poważnym, bo skutkuje brakiem obecności Boga w ich wspólnym życiu, dlatego decyzja ta jest grzechem ciężkim. Osoba ochrzczona, która mając tego świadomość dalej utrzymuje, że wspólne życie (z intencją wstrzemięźliwości seksualnej) bez sakramentu małżeństwa (który jest znakiem obecności Boga w ich wspólnym życiu) nie jest grzechem ciężkim, a wręcz przeciwnie, zaproszeniem Boga do ich życia, wyraża postawę swoistej przewrotności. Przewrotność ta polega na tym, że osoba ta chce dopasować Boga do swojej woli, a nie siebie do Woli Boga, wyrażonej w Słowie Bożym, nauczanym i autorytatywnie interpretowanym przez Pasterzy Kościoła pozostających w jedności z Papieżem.
K
Ksiądz
4 czerwca 2012, 16:36
Pani Słaba w swoich wypowiedziach twierdzi, krótko mówiąc, że życie wspólne bez sakramentu małżeństwa, w którym nie ma współżycia seksualnego, nie jest grzechem ciężkim. Podzielając Jej troskę o refleksję nad tym tematem służę analizą, skupioną tylko na jednym aspekcie. Inne aspekty są również ważne, choć tutaj nie będą uwzględnione. Wprowadzenie: Należy stwierdzić, że życie wspólne bez sakramentu małżeństwa, w którym nie ma współżycia seksualnego, jest grzechem ciężkim. Oczywiście, jeśli w czasie spowiedzi osoba wyzna, że nie wiedziała, że jest to grzech ciężki, to jej odpowiedzialność moralna za to będzie proporcjonalna do tego, na ile jej wiedza była niezawiniona. Uzyskując jednakże w trakcie spowiedzi świadomość, że jest to grzech ciężki, winna wziąć to pod uwagę w kształtowaniu swej relacji do Boga, czyli podjąć szczere nawrócenie.
PO
prośba o odniesienie
4 czerwca 2012, 15:58
Słaba: „To, co napisałam - napisałam na poważnie. Popełnia ksiądz poważne nadużycie, odmawiając rozgrzeszenia osobom żyjącym w czystości, a zamieszkującym razem. Nie ma podstaw do stosowania wobec nich sankcji o tak wielkich konsekwencjach duchowych. Do biskupa napiszę, jeśli poda ksiądz swoje dane (imię, nazwisko, ewent. wiek, diecezja). W przeciwnym razie nie mam takiej możliwości. Mogę co najwyżej zwrócić księdzu uwagę, co właśnie robię. Ze sposobu szafowania sakramentami świętymi będzie ksiądz zdawał sprawę nie przede mną.” Proszę Pani, posługuję w Archidiecezji Krakowskiej. Myślę, że najlepiej będzie, jak się Pani osobiście uda do Księdza Biskupa Jana Szkodonia, który od wielu lat zajmuje się problematyką rodziny pod kątem duszpasterskim, bądź wprost do Księdza Arcybiskupa Stanisława Kardynała Dziwisza. Ufam, że to spotkanie będzie dla Pani owocne pod względem duchowym. Proszę Księdza. Ta pani domaga się imienia, nazwiska i ewentualnie wieku :))) Dziwne... ps. Proszę jeszcze odniesć się do tekstu Autora, bo przynajmniej Ksiądz pisze rozumnie.
N
Nisa
4 czerwca 2012, 13:53
Slaba napisala: @Ksiądz, @Nisa (..) Jeżeli zyją w czystości ze względu na Chrystusa, na dobro wzajemne, każdego z nich z osobna i innych ludzi, to jak najbardziej zapraszają Boga do osobistego i wspólnego życia, w sposób odpowiedni do swojego stanu (osób nie zamężnych/żonatych). Dlatego nie ma żadnego powodu, żeby odmawiać im rozgrzesznia. Sa jeszcze inne grzechy poza VI przykazaniem, narażaniem siebie i drugiej osoby na grzech, czy zgorszeniem.  - Liczenie na to, że Bóg ma pomagać nam w wytrwaniu w czystości, gdy sami stwarzamy sobie pokusy, to też jest grzech. Więc wspólne mieszkanie w czystosci nie jest żadnym szczerym zapraszaniem Pana Boga, tylko zuchwalstwem.  Nisa
K
Ksiądz
4 czerwca 2012, 13:20
Słaba: „To, co napisałam - napisałam na poważnie. Popełnia ksiądz poważne nadużycie, odmawiając rozgrzeszenia osobom żyjącym w czystości, a zamieszkującym razem. Nie ma podstaw do stosowania wobec nich sankcji o tak wielkich konsekwencjach duchowych. Do biskupa napiszę, jeśli poda ksiądz swoje dane (imię, nazwisko, ewent. wiek, diecezja). W przeciwnym razie nie mam takiej możliwości. Mogę co najwyżej zwrócić księdzu uwagę, co właśnie robię. Ze sposobu szafowania sakramentami świętymi będzie ksiądz zdawał sprawę nie przede mną.” Proszę Pani, posługuję w Archidiecezji Krakowskiej. Myślę, że najlepiej będzie, jak się Pani osobiście uda do Księdza Biskupa Jana Szkodonia, który od wielu lat zajmuje się problematyką rodziny pod kątem duszpasterskim, bądź wprost do Księdza Arcybiskupa Stanisława Kardynała Dziwisza. Ufam, że to spotkanie będzie dla Pani owocne pod względem duchowym. Paradoksalnie, dziękuję Pani za wyostrzenie tego tematu. Może pomoże to Pani i innym rozumieć kwestię wspólnego zamieszkania bez sakramentu małżeństwa (również bez współżycia seksualnego) zgodnie z nauczaniem Kościoła Katolickiego. Pani Kalinie bardzo dziękuję za przytoczenie słusznej argumentacji: „Mieszkanie ze sobą bez ślubu, nawet bez współżycia, to jest po pierwsze: poważne narażanie się na ulegnięcie grzechowi, a po drugie: możliwość zgorszenia, a po trzecie: jest to życie na sposób małżeński z osobą, która małżonkiem nie jest.” Wobec powyższego nieudzielenie rozgrzeszenia dotyczy nie stosowania sankcji, ale dyspozycji osoby spowiadającej się, która mając świadomość, że coś jest grzechem ciężkim nie ma woli nawrócenia.
J
Jan
4 czerwca 2012, 12:42
 Nie czytałem wszystkich komentarzy, być może juz to co chcę napisać znajduje się w komentarzach. Powołam się na O. X. Knotza, który w audycji nadawanej przez radio Plus komentował ten problem. Mówił o badaniach prowadzonych przez naukowców z zachodu (nie związanych z Kościołem), które mówią o nietrwałości związków mieszkających przed ślubem razem, nawet w czystości.
4 czerwca 2012, 12:18
@Słaba refleksja jest stasunkowo prosta. Jełsi do księdza przychodzi dziewczyna i pyta czy może mieszkac z chłopakiem - to z znaczy że sumienie jej sygnalizuje, że cos jest nie tak.  Jełsi usłyszy: "jeżeli twój chłopak bez jakiegokolwiek przymusu, w pełni panując nad swoją wolą, postanowił sobie mocno w sercu poczekać z seksem do ślubu i ty podobnie, dobrze czynicie. Zanim jednak zamieszkacie ze sobą, zdobądźcie oboje pewność sumienia, że czystość zachowujecie nie z przymusu i że w pełni panujecie nad własną wolą" Ale te nasze ciała zawsze będą domagały się swojego. I o tym też pisze Św. Paweł: „Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego co chcę, ale to czego nienawidzę, to właśnie czynię." i w innym miejscu: "Przeto kto mniema, że stoi, niech patrzy, aby nie upadł" Jesli na serio potraktujemy św Pawła, to jedyne co możemy powiedzieć, po ludzku Ci radzę, jeśli z nim zamieszkasz nie zrobisz po bożemu - a upominając nalezy pamiętać: Jeśli nie upomnisz, jej wina spadnie na Ciebie. Jak więc możesz ja rozgrzeszyć? (Co do zasady - bo bardzo rzadko, może się okazać, że zamieszkanie nie jest wolnym wyborem)
S
Słaba
4 czerwca 2012, 11:31
@T7HRR Wypowiedzi księdza, o którym piszesz nie słuchałam, więc nie umiem się do nich w żaden sposób odnieść... Niech coś robią w tej sprawie ci co ją znają, jeśli uznają to za słuszne. Nie chodzi mi o to, żeby robić "zadymę", tylko o refleksję. Jeszcze rozwinę temat, ale teraz muszę zająć się "realem". :-)
4 czerwca 2012, 10:47
Nie jestem księdzem. Nie odnosiłam się do żadnego konkretnego przypadku i decyzji w jego sprawie. Odniosłam się do konkretnej wypowiedzi @Księdza na tym forum. Wypowiedź tą zacytowałam w całości, żeby czytający mógł widzieć i przemyśleć w swoim sercu. Biskupem nie straszę. Nawet nie mogę zwrócić się do biskupa z prośbą o przyjrzenie się tej sprawie, bo nie wiem o jaką diecezję idzie. Również pisałam o odpowiedzialności szafarza sakramentów przed Bogiem. @Słaba moge podac Ci imie i nazwisko księdza, który na antenie radiostacji podległych conajmniej dwu równym biskupom diecezjalnym w miarę systematycznie wygłasza podobne zdanie. Byc może gdyby się go dopytac w jakies konkrentej sytuacji, może by udzielił rozgrzesznia, ale co do zasady nie udziela... Za swoje decyzje podejmowane w konfesjonale, ksiądz może odpowiadac równiez przed biskupem, np. jeśli powie że udziela rozgrzeszenia mimo braku prawa (delegacji) do udzielania takiego rogrzeszenia.
S
Słaba
4 czerwca 2012, 10:37
@kalina Słaba, nie jesteś księdzem i nie siedzisz w konfesjonale, a więc Twoje wypowiedzi odnośnie możliwości lub niemożliwości udzielenia rozgrzeszenia w konkretnym przypadku są niepoważne. Straszenie biskupem tym bardziej. Spowiednik sam odpowiada przed Bogiem za swoje decyzje, a nie przed biskupem. Nie jestem księdzem. Nie odnosiłam się do żadnego konkretnego przypadku i decyzji w jego sprawie. Odniosłam się do konkretnej wypowiedzi @Księdza na tym forum. Wypowiedź tą zacytowałam w całości, żeby czytający mógł widzieć i przemyśleć w swoim sercu. Biskupem nie straszę. Nawet nie mogę zwrócić się do biskupa z prośbą o przyjrzenie się tej sprawie, bo nie wiem o jaką diecezję idzie. Również pisałam o odpowiedzialności szafarza sakramentów przed Bogiem.
U
Ula
4 czerwca 2012, 09:28
Można też zamieszkać z żonatym, który odszedł od żony. Ty będziesz mu tylko gotować obiady. Idźmy dalej. Może ksiądz będzie mieszkać z kobietą w jednym mieszkaniu, będzie taniej dla niej. Nie wiesz co mówisz! Takiemu co odszedł od żony trzeba jeszcze prać, prasować itp. Sponsorowi pierze żona albo pomoc domowa
PJ
paranoja jakaś wychodzi...
4 czerwca 2012, 09:22
Ojcze Wojciechu, Jestem w trydnej sytuacji materialnej. nie mam chlopaka z mieszkaniem więc nie moge się do niego wprowadzić,... Ale znalazłam sponsora, która zobowiązał sie opłacać kawalerkę i nie wymagać stosunków seksualnych odemnie. Facet jest obleśmy więc ani mi w glowie chodzenie z nim do łóżka. Czy moge skorzystac z tej oferty pomocy? Można też zamieszkać z żonatym, który odszedł od żony. Ty będziesz mu tylko gotować obiady. Idźmy dalej. Może ksiądz będzie mieszkać z kobietą w jednym mieszkaniu, będzie taniej dla niej.
U
Ula
4 czerwca 2012, 09:02
Ojcze Wojciechu, Jestem w trydnej sytuacji materialnej. nie mam chlopaka z mieszkaniem więc nie moge się do niego wprowadzić,... Ale znalazłam sponsora, która zobowiązał sie opłacać kawalerkę i nie wymagać stosunków seksualnych odemnie. Facet jest obleśmy więc ani mi w glowie chodzenie z nim do łóżka. Czy moge skorzystac z tej oferty pomocy?
K
kalina
4 czerwca 2012, 07:33
Słaba, nie jesteś księdzem i nie siedzisz w konfesjonale, a więc Twoje wypowiedzi odnośnie możliwości lub niemożliwości udzielenia rozgrzeszenia w konkretnym przypadku są niepoważne. Straszenie biskupem tym bardziej. Spowiednik sam odpowiada przed Bogiem za swoje decyzje, a nie przed biskupem.  Mieszkanie ze sobą bez ślubu, nawet bez współżycia, to jest po pierwsze: poważne narażanie się na ulegnięcie grzechowi, a po drugie: możliwość zgorszenia, a po trzecie: jest to życie na sposób małżeński z osobą, która małżonkiem nie jest.
UK
Uczyła księdza pacieża...
3 czerwca 2012, 23:53
@Ksiądz, @Nisa Otóż podczas spowiedzi (sakramentu pojednania), tych którzy żyją w konkubinacie (również bez współżycia seksualnego) zachęcam do zawarcia związku małżeńskiego, a przed jego zawarciem do zamieszkania osobno. Jeśli nie mają takiej woli, to znaczy nie mają woli pojednania się z Bogiem, gdyż życie razem bez sakramentu małżeństwa jest świadomym i dobrowolnym wykluczeniem Boga z ich wspólnego życia, czyli grzechem. Oznacza to, iż nie są przygotowani, by otrzymać rozgrzeszenie. Jeżeli zyją w czystości ze względu na Chrystusa, na dobro wzajemne, każdego z nich z osobna i innych ludzi, to jak najbardziej zapraszają Boga do osobistego i wspólnego życia, w sposób odpowiedni do swojego stanu (osób nie zamężnych/żonatych). Dlatego nie ma żadnego powodu, żeby odmawiać im rozgrzesznia.
S
Słaba
3 czerwca 2012, 23:51
@Ksiądz, @Nisa Otóż podczas spowiedzi (sakramentu pojednania), tych którzy żyją w konkubinacie (również bez współżycia seksualnego) zachęcam do zawarcia związku małżeńskiego, a przed jego zawarciem do zamieszkania osobno. Jeśli nie mają takiej woli, to znaczy nie mają woli pojednania się z Bogiem, gdyż życie razem bez sakramentu małżeństwa jest świadomym i dobrowolnym wykluczeniem Boga z ich wspólnego życia, czyli grzechem. Oznacza to, iż nie są przygotowani, by otrzymać rozgrzeszenie. Jeżeli zyją w czystości ze względu na Chrystusa, na dobro wzajemne, każdego z nich z osobna i innych ludzi, to jak najbardziej zapraszają Boga do osobistego i wspólnego życia, w sposób odpowiedni do swojego stanu (osób nie zamężnych/żonatych). Dlatego nie ma żadnego powodu, żeby odmawiać im rozgrzesznia.
TS
tylko spokój
3 czerwca 2012, 23:49
Słaba napisała: „Jeśli stosuje to ksiądz wobec osób, które ze sobą nie współżyją seskualnie, to popełnia ksiądz bardzo poważne nadużycie. Należałoby je chyba zgłosić biskupowi...” Przed pójściem do Księdza Biskupa zachęcam do zapoznania się z niektórymi tekstami, wyrażającymi stanowisko Kościoła Katolickiego, np.: To, co napisałam - napisałam na poważnie. Popełnia ksiądz poważne nadużycie, odmawiając rozgrzeszenia osobom żyjącym w czystości, a zamieszkującym razem. Nie ma podstaw do stosowania wobec nich sankcji o tak wielkich konsekwencjach duchowych. Do biskupa napiszę, jeśli poda ksiądz swoje dane (imię, nazwisko, ewent. wiek, diecezja). W przeciwnym razie nie mam takiej możliwości. Mogę co najwyżej zwrócić księdzu uwagę, co właśnie robię. Ze sposobu szafowania sakramentami świętymi będzie ksiądz zdawał sprawę nie przede mną. Wszystkie cytaty, z którymi ksiądz radzi mi się zapoznać, dotyczą wspólnego zamieszkiwania ze współżyciem seksualnym. Słaba... nie taka jesteś słaba. Opanuj gniew :) Ksiądz komentujący (nie Autor) ma rację....
S
Słaba
3 czerwca 2012, 23:31
Słaba napisała: „Jeśli stosuje to ksiądz wobec osób, które ze sobą nie współżyją seskualnie, to popełnia ksiądz bardzo poważne nadużycie. Należałoby je chyba zgłosić biskupowi...” Przed pójściem do Księdza Biskupa zachęcam do zapoznania się z niektórymi tekstami, wyrażającymi stanowisko Kościoła Katolickiego, np.: To, co napisałam - napisałam na poważnie. Popełnia ksiądz poważne nadużycie, odmawiając rozgrzeszenia osobom żyjącym w czystości, a zamieszkującym razem. Nie ma podstaw do stosowania wobec nich sankcji o tak wielkich konsekwencjach duchowych. Do biskupa napiszę, jeśli poda ksiądz swoje dane (imię, nazwisko, ewent. wiek, diecezja). W przeciwnym razie nie mam takiej możliwości. Mogę co najwyżej zwrócić księdzu uwagę, co właśnie robię. Ze sposobu szafowania sakramentami świętymi będzie ksiądz zdawał sprawę nie przede mną. Wszystkie cytaty, z którymi ksiądz radzi mi się zapoznać, dotyczą wspólnego zamieszkiwania ze współżyciem seksualnym.
G
Gaja
3 czerwca 2012, 20:57
Według mnie zamieszkanie razem, to nie jest dobry pomysł... głównie dla tego, że bardzo ciężko jest czasem zapanować nad sobą. Ja i mój chłopak też "ślubowaliśmy" sobie czystość do ślubu. Udało się nam, ale było strasznie ciężko. Kilka razy, o mały włos tego nie zrobiliśmy. Jeśli kogoś kochasz i Ci się podoba, to zawsze pojawi się pożądanie. Dlatego wg.mnie nie warto ryzykować. I nie jest prawdą ta cała "teoria" o konieczności sprawdzenia się przed ślubem! To bzdura! My nie spaliśmy ze sobą, ani nie mieszkaliśmy razem. Za to od początku rozmawialiśmy o wszystkim i modliliśmy się razem. Teraz to procentuje, każdego dnia!
Ż
żelezny
3 czerwca 2012, 20:31
A najlepiej weżcie slub i wtedy po sprawie. A spadnż na was poważniejsze problemy ... Choałbym mieć teraz na głowie "tylko" dylemat wspolzyc czy nie. A nie doma na utrzymaniu 2 dzieci i kredyt do spłacania :(.
M
Mmm
3 czerwca 2012, 20:15
 @Piter Znam doskonale to "uczucie" na które się powołujesz. Wierz mi, nie trwa długo. Osobiście wolę "czyste" dziewczyny niż te "dopasowane" :) Na szczęście nie jest ich tak mało
K
Ksiądz
3 czerwca 2012, 18:10
Pani Niso, dziękuję za trafne komentarze: te tutaj, jak i na forum: http://www.rozmawiamy.jezuici.pl/rozmawiamy/forum/109/n/6333#Com_6333
N
Nisa
3 czerwca 2012, 17:44
Wojciech Żmudzinski SJ napisał: Gdy chrześcijanin popełnia grzech, wie o tym w swoim sumieniu. Jeśli sumienie człowieka jest niedojrzałe, (..) Dlatego trzeba troszczyć się o właściwy rozwój własnego sumienia poprzez pogłębianie życia duchowego, rozmowę z Bogiem i człowiekiem (jak on nas odbiera, co odczuwa?), duchową lekturę i regularny rachunek sumienia zozumiany jako refleksja nad własnym życiem w świetle Ewangelii. Pytanie księdza o każdy gest i każde słowo, czy to grzech czy też nie, jest duchowym lenistwem, pójście na skróty, powrotem do starego Przymierza, gdzie wszystko było precyzyjnie skodyfikowane. Osoba, która ma zdrowe, dojrzałe sumienie, ukształtowane w trosce o własne życie duchowe, będzie wiedziała czy mieszkanie razem przed ślubem przynosi pożytek czy też duchową szkodę. I nie jest to libertyńskie (relatywistyczne) podejście do moralności lecz w pełni chrześcijańskie. Bo każdy dojrzały chrześcijanin ma zapisane w sercu Prawo Miłości. Nie pozna go nigdy, gdy będzie kierował się jedynie nakazami i zakazami. O. Wojciechu, bardzo dobrze wyłożone lecz nie bardzo się zgadzam z końcówką. Prawo miłości opiera się jednak na nakazach i zakazach. Bez zachowywania przykazań nie może miłość się rozwijać. To niemożliwe. Bo nie może dojrzewać do pełni, której wymiarem jest "Kochaj i czyń, co chcesz!". Zaczyna się od przestrzegania przykazań, nauki KK. A wpierw trzeba ją jakoś poznać.  Dlatego jeszcze wahającej się dziewczynie należy wprost powiedzieć "nie decyduj się mieszkać z chłopakiem przed ślubem", a nie "okręcać" wyższą teoligią moralna, bo ona tego nie pojmie. A pary, co już mieszkają jak "małżeństwo" uswiadamiać, że to złe świadectwo, nawet jak żyją w czystości, bo zachęcają innych do konkubinatu.  Nisa
Z
Zyga
3 czerwca 2012, 16:55
Czy ksiądz zamieszkując na plebanii z gosposią, łamie prawo kanoniczne, czy nie?
K
Ksiądz
3 czerwca 2012, 15:21
Zwracając się do Czytelnika, miałem na myśli jego tekst: "Rzeczywiście, "straszny" grzech ten seks przedmałżeński. A jak księża mają kochanki a biskupi tylko przenoszą ich z parafii na parafię to jest ok? Większość przełożonych przymyka oczy na wybryki swoich podwładnych, więć najpierw wy kapłani dajcie przykład świetośći życia."
K
Ksiądz
3 czerwca 2012, 15:20
Zwracając się do czytelnika, miałem na myśli jego tekst: "Rzeczywiście, "straszny" grzech ten seks przedmałżeński. A jak księża mają kochanki a biskupi tylko przenoszą ich z parafii na parafię to jest ok? Większość przełożonych przymyka oczy na wybryki swoich podwładnych, więć najpierw wy kapłani dajcie przykład świetośći życia."
P
Piter
3 czerwca 2012, 15:19
Odpowiedź księdza, który dopuszcza mieszkanie razem pary przed ślubem, to nic innego jak dostosowanie się do faktu, że młodzi ze sobą mieszkają i sypiają i jest to zjawisko coraz częstsze. Po czym chodzą do spowiedzi, obiecują poprawę i dalej "grzeszą". Nie jestem katolikiem i temat mnie po prostu śmieszy, bo par, które zachowują tzw. czystość przed ślubem jest niezmiernie mało, na szczęście...Potem po ślubie, gdy już "wolno" okazuje się, że z tego seksu jest wielka "klapa", bo partnerzy są zwyczajnie niedopasowani. No ale co na ten temat może wiedzieć ksiądz, który z racji swojego "zawodu" nie może mieć w tym względzie żadnych osobistych doświadczeń? I nie chciałbym, żeby ktoś mnie źle zrozumiał - w żadnym razie nie jestem za tym, żeby uprawiać seks ile się da i z kim się da, bo to nie jest sport i dla mnie przynajmniej w tych sprawach bardzo liczy się uczucie - ale niech w tych tematach przewodnikiem dla nas będzie miłość, szacunek do tej drugiej, kochanej osoby i pojęcia z zakresu etyki. Niestety, póki co, w naszym narodzie etykę zastępuje religia i nie zawsze jej to wychodzi.
K
Ksiądz
3 czerwca 2012, 15:16
Drogi Czytelniku, masz rację, że kapłani winni dawać przykład świętości życia. Ponieważ jednak przyszli kapłani wychowują się w rodzinach, to są tacy, jakie są rodziny. Wydaje się, że potrzebna jest wzajemna troska: księży o świętość młodzieży, narzeczonych i rodzin oraz ich troska o świętość księży. Takie wspólne wspomaganie się jest naszą drogą, jako Kościoła, w pielgrzymce do Pana. Ta wzajemna pomoc pozwala nam wszystkim nieustannie wzrastać w miłości do Boga i bliźniego w świetle prawdy Ewangelii nauczanej przez następców Apostołów pozostających w jedności z Papieżem.
X
xxx
3 czerwca 2012, 14:09
"...Osoba, która ma zdrowe, dojrzałe sumienie, ukształtowane w trosce o własne życie duchowe, będzie wiedziała czy mieszkanie razem przed ślubem przynosi pożytek czy też duchową szkodę. I nie jest to libertyńskie (relatywistyczne) podejście do moralności lecz w pełni chrześcijańskie. Bo każdy dojrzały chrześcijanin ma zapisane w sercu Prawo Miłości. Nie pozna go nigdy, gdy będzie kierował się jedynie nakazami i zakazami...." Ale proszę zwrócić uwagę, że odpowiada Ojciec młodej dziewczynie, która niie jest jeszcze "dojrzałym chrześcijaniniem", nawet jeśli jest już pełnoletnia i bierzmowana. To, co Ojciec pisze, nie jest może "libertyńskim podejściem do moralności", lecz bardzo nieodpowiedzialnym, mając na uwadze, że na pewno Ojciec wie, jak łatwo można ulec w takim przypadku pokusie nieczystości. Młoda dziewczyna (czy chłopak) może tego nie wiedzieć, a Ojciec mówi  by sama się przekonała czy mieszkanie z chłopakiem przynosi jej pożytek duchowy czy nie. 
:
:(
3 czerwca 2012, 13:54
duża ilość dzieci poczynana jest przed ślubem.... I potem ślub kościelny nieważny, bo z przymusu i za chwilę rozwód...
LS
le sz
3 czerwca 2012, 13:49
Gdy chrześcijanin popełnia grzech, wie o tym w swoim sumieniu. Niekoniecznie. Aby tak było to musi mieć właściwie uformowane sumienie, musi być odpowiednio dojrzały duchowo. Chyba że zakłada O. że jak ktoś jest niedojrzały duchowo lub nie ma właściwie uformowanego sumienia to nie jest chrześcijaninem. Jeśli sumienie człowieka jest niedojrzałe, wypaczone, to nie naprawi go ten, kto oskarża niedojrzałą duchowo osobę o grzech śmiertelny lub usprawiedliwia jej postępowanie. Wręcz przeciwnie, przyzwyczai się do tego, że to inni (lub jakieś przepisy) decydują, czy popełnił grzech czy nie. To tak, jakby zewnętrzne przepisy decydowały o tym, czy kogoś obraziłeś, zraniłeś, poniżyłeś. Tutaj zgoda. Powiedziałbym nawet, że ktoś kto oskarża osobę z niedojrzałym czy wypaczonym sumieniem o grzech śmiertelny (lub usprawiedliwia jej postępowanie) to sam ma niedojrzałe lub wypaczone sumienie. Ale czym innym jest oskarżać kogoś o grzech śmiertelny, a zupełnie czym innym jest informowanie go że to co robi jest złem. A informowanie o tym że coś jest złem jest wręcz konieczne, gdyż daje szanse refleksji i dokonania wyboru, umożliwia formowanie sumienia. Więc to nie samo informowanie, że coś jest złem powoduje, że informowany przyzwyczai się do tego że to inni lub jakieś przepisy decydują czy popełnił grzech. Istotne jest w jaki sposób się tego kogoś informuje. Te nieprawidłowe przyzwyczajenia mogą postać wtedy gdy człowieka pozbawia się możliwości świadomego wyboru, a usiłuje się go tresować. Jeśli jednak nie będzie się wydawać zakazów na zasadzie 'nie, bo nie', lecz będzie się informować dlaczego nie, to będzie to pozwalało na formowanie sumienia. Nie istnieje lista słów, które obrażają ani czynów, które ranią. To czy zdajesz sobie sprawę z krzywdy zadanej drugiemu człowiekowi zależy od wrażliwości sumienia. Dlatego trzeba troszczyć się o właściwy rozwój własnego sumienia poprzez pogłębianie życia duchowego, rozmowę z Bogiem i człowiekiem (jak on nas odbiera, co odczuwa?), duchową lekturę i regularny rachunek sumienia zozumiany jako refleksja nad własnym życiem w świetle Ewangelii. Pytanie księdza o każdy gest i każde słowo, czy to grzech czy też nie, jest duchowym lenistwem, pójście na skróty, powrotem do starego Przymierza, gdzie wszystko było precyzyjnie skodyfikowane. Hm... Niekoniecznie jest duchowym lenistwem czy powrotem do starego Przymierza. Bo to kwestia po co się pyta i jakich odpowiedzi się oczekuje. Jeśli ktoś bezmyślnie i bezrefleksyjnie domaga się gotowców to zgoda. Ale może być i tak że to dopytywanie się jest właśnie troską o właściwy rozwój własnego sumienia. Ten ktoś może mieć sumienie skrupulanckie, ale napewno nie jest to duchowe lenistwo czy powrót do starego Przymierza. Osoba, która ma zdrowe, dojrzałe sumienie, ukształtowane w trosce o własne życie duchowe, będzie wiedziała czy mieszkanie razem przed ślubem przynosi pożytek czy też duchową szkodę. I nie jest to libertyńskie (relatywistyczne) podejście do moralności lecz w pełni chrześcijańskie. Oczywiscie rozumiem, że nie jest to relatywizm. I zgadzam się z tym, że osoba mająca prawidłowo uformowane zdrowe, dojrzałe sumienie będzie wiedziała czy mieszkanie razem przed ślubem przynosi pożytek czy duchową szkodę. Ale... również osoby mające wypaczone i chore sumienia będą dowodzić, że ich mieszkanie razem przed ślubem przynosi im pożytek bez duchowych szkód. Czy spotkał O. kiedykolwiek taką parę która twierdziła, że mieszkają razem, gdyż nieprawidłowo rozpoznali co będzie dobre, ponieważ mają nieprawidłowo formowane, wypaczone, niedojrzałe sumienia? W przypadku tych kilku par które ja znam, to każda dowodziła, że ich mieszkanie razem jest wynikiem dojrzale podjętej decyzji. Sądzę że O. może znać znacznie więcej takich par, ale nie sądzę aby były wśród nich i takie, które będą dowodzić, że to co robią to zło wynikające z ich głupoty i złej woli. A więc w/w O. stwierdzenie, choć niewątpliwie słuszne, to do niczego nieprzydatne. Bo każdy dojrzały chrześcijanin ma zapisane w sercu Prawo Miłości. Nie pozna go nigdy, gdy będzie kierował się jedynie nakazami i zakazami. Z w/w stwierdzeniem również się zgadzam. Ale wygląda na to że ciut inne wnioski możemy wyciągać. Bo odnoszę wrażenie że jednak O. stosuje w/w stwierdzenie selektywnie. Dojrzały chrześcijanin i tak będzie wiedział czy mieszkanie razem bez ślubu jest dla niego dobre czy nie, więc nie ma potrzeby mu o tym mówić? Ale czy aborcja i in vitro itp. są złem to już nie będzie wiedział więc trzeba mu o tym powiedzieć? I jak mu się powie że nie należy mieszkać razem bez ślubu to nigdy nie pozna zapisanego w sercu Prawa Miłości? Ale jak mu się zakaże aborcji to pomimo zakazu/nakazu jednak i tak będzie mógł poznać zapisane w sercu Prawo Miłości?
Ż
Żona
3 czerwca 2012, 11:59
Jeśli kocham Boga, jest on na pierwszym miejscu i chcę być Mu wierny. Nie mam dylematu czy mieszkac przed ślubem czy nie. "opuści człowiek ojaca, matkę i złączy się ze swoją żoną i będa jenym ciałem", a nie zamieszka z nią bez ślubu. Ślub w Chrystusie początkiem nowego życia dla małżonków pod jednym dachem. Konkubinat (czyli tworzenie pozornego małżeństwa) powoduje wadę sakrametu ślubu kościelnego. Jacy wy jesteście ŚWIĘCI, no po prostu w butach do nieba ;)......ciekawe tylko, że duża ilość dzieci poczynana jest przed ślubem....więc podarujcie sobie rzucanie cytatami z Biblii.....
Ż
Żona
3 czerwca 2012, 11:59
Jeśli kocham Boga, jest on na pierwszym miejscu i chcę być Mu wierny. Nie mam dylematu czy mieszkac przed ślubem czy nie. "opuści człowiek ojaca, matkę i złączy się ze swoją żoną i będa jenym ciałem", a nie zamieszka z nią bez ślubu. Ślub w Chrystusie początkiem nowego życia dla małżonków pod jednym dachem. Konkubinat (czyli tworzenie pozornego małżeństwa) powoduje wadę sakrametu ślubu kościelnego. Jacy wy jesteście ŚWIĘCI, no po prostu w butach do nieba ;)......ciekawe tylko, że duża ilość dzieci poczynana jest przed ślubem....
C
Czytelnik
3 czerwca 2012, 11:49
Rzeczywiście, "straszny" grzech ten seks przedmałżeński. A jak księża mają kochanki a biskupi tylko przenoszą ich z parafii na parafię to jest ok? Większość przełożonych przymyka oczy na wybryki swoich podwładnych, więć najpierw wy kapłani dajcie przykład świetośći życia.
M
Misiek
3 czerwca 2012, 11:44
Słaba napisała: Przed pójściem do Księdza Biskupa zachęcam do zapoznania się z niektórymi tekstami, wyrażającymi stanowisko Kościoła Katolickiego, np.: A ja polecam, aby swoje rady Ksiądz zastosował wobec współbraci w kapłaństwie, żyjących w konkubinatach i mających dzieci. Ciekawe skąd w KK fundusz alimentacyjny?
W
wiesław
3 czerwca 2012, 11:21
 Jeśli kocham Boga, jest on na pierwszym miejscu i chcę być Mu wierny. Nie mam dylematu czy mieszkac przed ślubem czy nie. "opuści człowiek ojaca, matkę i złączy się ze swoją żoną i będa jenym ciałem", a nie zamieszka z nią bez ślubu. Ślub w Chrystusie początkiem nowego życia dla małżonków pod jednym dachem. Konkubinat (czyli tworzenie pozornego małżeństwa) powoduje wadę sakrametu ślubu kościelnego.
K
Ksiądz
3 czerwca 2012, 11:12
Można też przeczytać List pasterski Episkopatu Polski na Niedzielę Świętej Rodziny - 27 grudnia 2009 r. http://www.diecezja.pl/ksieza/listy-i-dekrety/badzmy-swiadkami-milosci.html Fragmenty: „A cóż powiedzieć do Was, Młodzi, którzy dopiero myślicie o małżeństwie? Sługa Boży Jan Paweł II lubił powtarzać, że jesteście nadzieją Kościoła.... Nie bójcie się wymagać od tych, z którymi wiążecie wspólne plany na przyszłość. Jeśli są godni waszej miłości - zechcą sprostać wymaganiom, jakie im w imię Prawdy postawicie. Współżycie przedmałżeńskie, wspólne zamieszkanie przed ślubem, pornografia i rozwiązłość, nieprzyzwoite rozmowy i filmy - to wszystko niszczy Waszą miłość w samym zarodku. W tym miejscu należy przypomnieć o odpowiedzialności rodziców za właściwe przeżywanie narzeczeństwa przez ich dzieci. Nie da się z wiarą pogodzić przyzwolenia na grzeszne życie narzeczonych.” Jak również Słowo pasterskie Metropolity Krakowskiego na Wielki Post 2010 r. http://www.diecezja.pl/ksieza/listy-i-dekrety/slowo-pasterskie-metropolity-krakowskiego-na-wielki-post-2010-roku.html Fragmenty: „Uleganie pokusie zawsze prowadzi człowieka do oddalenia się od Boga, do coraz większej destrukcji własnego człowieczeństwa i niszczenia relacji z ludźmi. Człowiek zaczyna żyć i postępować według ustanowionych przez siebie przykazań, nie licząc się z dobrem drugiego.... Szczególnie niebezpieczne jest rozbudzanie pożądliwości cielesnej, która prowadzi do grzechów przeciwko czystości, niezachowywania czystości przedmałżeńskiej, wspólnego życia bez sakramentu małżeństwa, lekceważenia etyki życia małżeńskiego, zdrad małżeńskich, rozwodów i konfliktów niszczących życie rodzinne.”
K
Ksiądz
3 czerwca 2012, 11:08
Słaba napisała: „Jeśli stosuje to ksiądz wobec osób, które ze sobą nie współżyją seskualnie, to popełnia ksiądz bardzo poważne nadużycie. Należałoby je chyba zgłosić biskupowi...” Przed pójściem do Księdza Biskupa zachęcam do zapoznania się z niektórymi tekstami, wyrażającymi stanowisko Kościoła Katolickiego, np.: Jan Paweł II, Adhortacja Apostolska „Familiaris consortio”, nn. 79-153. http://www.vatican.va/holy_father/john_paul_ii/apost_exhortations/documents/hf_jp-ii_exh_19811122_familiaris-consortio_pl.html#m4d Fragmenty: „Pierwszą nieprawidłową sytuację stwarza tak zwane „małżeństwo na próbę”, które wielu ludzi chciałoby dzisiaj usprawiedliwić, przypisując mu pewne zalety.... Ze swej strony Kościół, ze względu na ostateczne, pierwotne, wypływające z wiary zasady, nie może dopuścić do takiego rodzaju związków.” (n.80) „...związki bez żadnej uznanej publicznie więzi instytucjonalnej, ani cywilnej, ani religijnej... Każdy z tych elementów stawia Kościół wobec trudnych problemów duszpasterskich, ze względu na konsekwencje tak religijne i moralne (zatracenie religijnego sensu małżeństwa widzianego w świetle Przymierza Boga z Jego ludem; pozbawienie łaski sakramentalnej; poważne zgorszenie), jak i społeczne (zniszczenie samego pojęcia rodziny; osłabienie poczucia wierności, także wobec społeczeństwa; możliwość psychicznych urazów u dzieci; potwierdzenie egoizmu)....” (n.81) „Coraz więcej jest takich przypadków, że katolicy ze względów ideologicznych lub praktycznych wolą zawrzeć tylko ślub cywilny, odrzucając lub przynajmniej odkładając ślub kościelny.... Chociaż osoby te trzeba traktować z wielką miłością i zainteresować je życiem wspólnot kościelnych, to jednak, niestety, pasterze Kościoła nie mogą ich dopuścić do sakramentów.” (n.82)
WD
wstyd dla księdza!
3 czerwca 2012, 10:38
"BZDURA" >>> Nie będę tłumaczyć o co chodzi. Trzeba być prawdziwym mężczyzną, żeby pisać mądre rady.
WS
wstydzę się za Autora
3 czerwca 2012, 10:35
Jesli dziewczyna nie współżyje, to w ogóle po co mówi i pyta?!... Widać ma nieczyste sumienie, bo wie, że kusi chłopaka. Wstyd mi co ksiądz Autor wypisuje... "jeżeli twój chłopak bez jakiegokolwiek przymusu, w pełni panując nad swoją wolą, postanowił sobie mocno w sercu poczekać z seksem do ślubu i ty podobnie, dobrze czynicie. BZDURA. Zanim jednak zamieszkacie ze sobą, zdobądźcie oboje pewność sumienia, że czystość zachowujecie nie z przymusu i że w pełni panujecie nad własną wolą..." BZDURA.
Wojciech Żmudziński SJ
Wojciech Żmudziński SJ
3 czerwca 2012, 08:59
Gdy chrześcijanin popełnia grzech, wie o tym w swoim sumieniu. Jeśli sumienie człowieka jest niedojrzałe, wypaczone, to nie naprawi go ten, kto oskarża niedojrzałą duchowo osobę o grzech śmiertelny lub usprawiedliwia jej postępowanie. Wręcz przeciwnie, przyzwyczai się do tego, że to inni (lub jakieś przepisy) decydują, czy popełnił grzech czy nie. To tak, jakby zewnętrzne przepisy decydowały o tym, czy kogoś obraziłeś, zraniłeś, poniżyłeś. Nie istnieje lista słów, które obrażają ani czynów, które ranią. To czy zdajesz sobie sprawę z krzywdy zadanej drugiemu człowiekowi zależy od wrażliwości sumienia. Dlatego trzeba troszczyć się o właściwy rozwój własnego sumienia poprzez pogłębianie życia duchowego, rozmowę z Bogiem i człowiekiem (jak on nas odbiera, co odczuwa?), duchową lekturę i regularny rachunek sumienia zozumiany jako refleksja nad własnym życiem w świetle Ewangelii. Pytanie księdza o każdy gest i każde słowo, czy to grzech czy też nie, jest duchowym lenistwem, pójście na skróty, powrotem do starego Przymierza, gdzie wszystko było precyzyjnie skodyfikowane. Osoba, która ma zdrowe, dojrzałe sumienie, ukształtowane w trosce o własne życie duchowe, będzie wiedziała czy mieszkanie razem przed ślubem przynosi pożytek czy też duchową szkodę. I nie jest to libertyńskie (relatywistyczne) podejście do moralności lecz w pełni chrześcijańskie. Bo każdy dojrzały chrześcijanin ma zapisane w sercu Prawo Miłości. Nie pozna go nigdy, gdy będzie kierował się jedynie nakazami i zakazami.
M
Monia
3 czerwca 2012, 08:39
Bardzo dobry tekst, zresztą jak wiele Ojca tekstów... Nie rozumiem po co ta cała dyskusja pod tekstem. Jest wyraźnie powiedziane, co należało by czynić, a każdy ma jakieś 'ale'. Może jeśli to 'ale' się pojawia, i to tak uparcie w niektórych przypadkach, to niech ci nie dyskutują, bo chcą po prostu udowodnić sobie, że mają rację, że można (uspokoić sumienie)... Chrześcijanom; katolikom nie trzeba nic udowadniać. Pismo Święte i Kościół mają określone stanowisko. Trudne? Na pewno! Ale nie niemożliwe do wprowadzenia w życie. Jeżeli serio traktuje się Boga, to Jego naukę także.
N
Nisa
3 czerwca 2012, 01:38
@Słaba Z takim podejściem, które ostro oceniłaś, kolidują niektóre wypowiedzi ojców jezuitów na stronie http://www.rozmawiamy.jezuici.pl/, którzy uważają, że "samo wspólne mieszkanie" nie jest grzechem i w podobnej sytuacji chyba by udzielili rozgrzeszenia. Podobnie w tym artykule, Autor jest za tym, byleby "zdobyć pewność sumienia, że czystość para zachowuje nie z przymusu i że w pełni panuje nad własną wolą". Skomentowałam tutaj: http://www.rozmawiamy.jezuici.pl/rozmawiamy/forum/109/n/6333 @Ksiądz dodał jeszcze jeden argument: "nie mają woli pojednania się z Bogiem, gdyż życie razem bez sakramentu małżeństwa jest świadomym i dobrowolnym wykluczeniem Boga". Niektórzy taką parę dają jako przykład do naśladowania wytrwania w pokusach. Czy w ogole ich świadectwo mieszkania ze sobą można nazwać dobrym świadectwem (bo żyją przecież w czystości)? Czy raczej jest to antyświadectwo, ugruntowywujące modę na konkubinat? Nisa
S
Słaba
2 czerwca 2012, 23:49
@Ksiądz Chciałbym dodać jeszcze jedną bardzo ważną uwagę. Otóż podczas spowiedzi (sakramentu pojednania), tych którzy żyją w konkubinacie (również bez współżycia seksualnego) zachęcam do zawarcia związku małżeńskiego, a przed jego zawarciem do zamieszkania osobno. Jeśli nie mają takiej woli, to znaczy nie mają woli pojednania się z Bogiem, gdyż życie razem bez sakramentu małżeństwa jest świadomym i dobrowolnym wykluczeniem Boga z ich wspólnego życia, czyli grzechem. Oznacza to, iż nie są przygotowani, by otrzymać rozgrzeszenie. Będą przygotowani, jeśli uznają swój grzech i zamieszkawszy osobno podejmą działania, prowadzące do zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego. Bez tego nie mogą otrzymać rozgszeszenia, a tym samym przystępować do komunii świętej. Jeśli stosuje to ksiądz wobec osób, które ze sobą nie współżyją seskualnie, topopełnia ksiądz bardzo poważne nadużycie. Należłoby je chyba zgłosić biskupowi...
K
Ksiądz
2 czerwca 2012, 22:35
Pytanie: "Nie widzę w tym żadnej krzywdy, zresztą nie wiem o jaką krzewdę księdzu chodzi. Jeśli dwoje ludzi się kocha, to bliskość jest tylko tego potwierdzeniem. Ale to trzeba przeżyć. Na podstawie wyobrażeń nie można wyciągnąć właściwych wniosków. Jeśli ksiądz tego nie przeżył, to skąd może wiedzieć jak to jest?" Odpowiedź: A czy lekarz, który nigdy nie chorował na raka, może zdiagnozować tę chorobę u pacjenta i pomóc mu, zanim nie będzie już za późno, nawet jeśli pacjent uważa, że wszystko jest w porządku, bo się świetnie czuje?
M
Mmm
2 czerwca 2012, 22:25
 Pewnie spowiada takich ludzi, co to przeżyli ;-)
P
pytanie
2 czerwca 2012, 20:26
Tak, rzeczywistość grzechu jest przerażająca. Jezus Chrystus może nas uwolnić od grzechu i pomóc wzrastać w prawdziwej miłości. Jeśli osoba ochrzczona chce być, współżyć, mieszkać i dzielić swe życie z ukochaną osobą (mężczyzna z kobietą czy kobieta z mężczyzną), to zawiera z nią sakramentalny związek małżeński. W przeciwnym razie współżycie z ukochaną osobą nie jest miłością prawdziwą, ale egoizmem (często obopólnym) i tak naprawdę wzajemnym wyrządzaniem sobie krzywdy. Nie widzę w tym żadnej krzywdy, zresztą nie wiem o jaką krzewdę księdzu chodzi. Jeśli dwoje ludzi się kocha, to bliskość jest tylko tego potwierdzeniem. Ale to trzeba przeżyć. Na podstawie wyobrażeń nie można wyciąć właściwych wniosków. Jeśli ksiądz tego nie przeżył, to skąd może wiedzieć jak to jest? nie "wyciąć" tylko wyciągnąć -sorry za pomyłkę
P
pytanie
2 czerwca 2012, 20:25
Tak, rzeczywistość grzechu jest przerażająca. Jezus Chrystus może nas uwolnić od grzechu i pomóc wzrastać w prawdziwej miłości. Jeśli osoba ochrzczona chce być, współżyć, mieszkać i dzielić swe życie z ukochaną osobą (mężczyzna z kobietą czy kobieta z mężczyzną), to zawiera z nią sakramentalny związek małżeński. W przeciwnym razie współżycie z ukochaną osobą nie jest miłością prawdziwą, ale egoizmem (często obopólnym) i tak naprawdę wzajemnym wyrządzaniem sobie krzywdy. Nie widzę w tym żadnej krzywdy, zresztą nie wiem o jaką krzewdę księdzu chodzi. Jeśli dwoje ludzi się kocha, to bliskość jest tylko tego potwierdzeniem. Ale to trzeba przeżyć. Na podstawie wyobrażeń nie można wyciąć właściwych wniosków. Jeśli ksiądz tego nie przeżył, to skąd może wiedzieć jak to jest?
K
Ksiądz
2 czerwca 2012, 16:21
Tak, rzeczywistość grzechu jest przerażająca. Jezus Chrystus może nas uwolnić od grzechu i pomóc wzrastać w prawdziwej miłości. Jeśli osoba ochrzczona chce być, współżyć, mieszkać i dzielić swe życie z ukochaną osobą (mężczyzna z kobietą czy kobieta z mężczyzną), to zawiera z nią sakramentalny związek małżeński. W przeciwnym razie współżycie z ukochaną osobą nie jest miłością prawdziwą, ale egoizmem (często obopólnym) i tak naprawdę wzajemnym wyrządzaniem sobie krzywdy.
M
Mia
2 czerwca 2012, 13:39
konkubinat, uprawianie nierządu...brzmi to przerażająco !!! Przecież to nie przygodny seks, tylko współżycie z ukochaną osoba!!!
K
Ksiądz
2 czerwca 2012, 12:00
Pani Marto, pytanie postawione w artykule przez dziewczynę brzmi: "Czy mogę z moim chłopakiem mieszkać przed ślubem?" A zatem pytanie dotyczy wspólnego mieszkania przed ślubem. Jeśli jest to dłuższe mieszkanie, aż do ślubu, to mamy do czynienia z konkubinatem. Jeśli pytanie dotyczyłoby nieregularnego nocowania, w razie konieczności, to nie byłby to konkubinat. Ale wtedy tak chłopak, jak i dziewczyna winni wykazać się szlachetnością (świętością) i odpowiedzialnością za siebie nie śpiąc razem. O tym pisała Zuzanna 2. Gdyby nieregularne nocowanie oznaczało nieregularne współżycie seksualne, to mielibyśmy nieregularne uprawianie nierządu.
Wojciech Żmudziński SJ
Wojciech Żmudziński SJ
2 czerwca 2012, 11:42
Marto, co prawda tekst tego nie mówi ale takie dylematy też się pojawiają. Spotkałem się z sytuacją, gdy studentka nie miała pieniędzy na wynajęcie stancji i nocowała z chłopakiem, bo było taniej. Ale weekendy spędzała już w domu rodzinnym. Pewnie to nie jedyny taki przypadek. Też była wierząca i niepokoiło ją sumienie mimo, że seksu nie było.
M
Marta
2 czerwca 2012, 11:31
Pytanie postawione w artykule przez dziewczynę, nie dotyczny wspólnego zamieszkiwania przed ślubem, lecz regularnego nocowania u chłopaka. Mogłaby tak samo zapytać, czy może do mieszkania chłopaka chodzić regularnie na obiady albo u niego uczyć się do egzaminów. Gdzie tu więc konkubinat?
M
Marcin-Gda
2 czerwca 2012, 11:12
yyy... dziwny ten artykuł, zostawia wiele miejsca na "tłumaczenie sobie", że jednak można... owszem, zdarzają się sytuacjem, gdzie mieszkanie razem nie będzie czymś złym, a raczej koniecznością, ale tylko ZDARZAJĄ się (i myślę, że bardzo rzadko). zapomina się jednak w tym "ambarasie" zgorszenia, że jest jeszcze inna strona medalu. mieszkanie razem przed oraz po ślubie BARDZO się różni od siebie. z różnych względów, m.in. psychologicznych. obawiam się, że można sobie popsuć co nieco w relacjach przez mieszkanie razem przed ślubem...
K
Ksiądz
2 czerwca 2012, 10:46
Chciałbym dodać jeszcze jedną bardzo ważną uwagę. Otóż podczas spowiedzi (sakramentu pojednania), tych którzy żyją w konkubinacie (również bez współżycia seksualnego) zachęcam do zawarcia związku małżeńskiego, a przed jego zawarciem do zamieszkania osobno. Jeśli nie mają takiej woli, to znaczy nie mają woli pojednania się z Bogiem, gdyż życie razem bez sakramentu małżeństwa jest świadomym i dobrowolnym wykluczeniem Boga z ich wspólnego życia, czyli grzechem. Oznacza to, iż nie są przygotowani, by otrzymać rozgrzeszenie. Będą przygotowani, jeśli uznają swój grzech i zamieszkawszy osobno podejmą działania, prowadzące do zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego. Bez tego nie mogą otrzymać rozgszeszenia, a tym samym przystępować do komunii świętej.
K
Ksiądz
2 czerwca 2012, 09:58
Mając na uwadze powyższe (w poprzednim komentrzu) należy stwierdzić, że konkubinat będąc wspólnym zamieszkaniem mężczyzny i kobiety nosi istotny rys małżeństwa, które tworzy zgoda stron na wspólnotę całego życia. Nie jest to jednkże małżeństwo, gdyż nie decydują się oni tworzyć nierozerwalnej wspólnoty. Jeśli decydują się tworzyć nierozerwalną wspólnotę, to jest to małżeństwo, zgodnie z tradycją danej kultury. Niemniej jednak osoby ochrzczone ważnie zawierają umowę małżeńską tylko sakramentalnie. Dlatego wspólne zamieszkanie osób ochrzczonych bez formy sakramentalnej nie jest małżeństwem, lecz konkubinatem. W związku z tym notoryczny lub publiczny konkubinat stanowi przeszkodę przyzwoitości publicznej przy zawarciu związku małżeńskiego (por. Kan. 1093), gdyby któraś ze stron chciała zawrzeć związek małżeński z inną osobą.
K
Ksiądz
2 czerwca 2012, 09:56
E napisał: "konkubinat to zwiazek z seksem i nie musi być nawet wspólnego zamieszkiwana". Należałoby to zdanie przeformułować następująco: Nierząd to związek z seksem i nie musi być nawet wspólnego zamieszkiwania. Aby zrozumieć czym jest konkubinat, należy najpierw wyjaśnić, czym jest małżeństwo w rozumieniu Kościoła Katolickiego. W Kodeksie Prawa Kanonicznego możemy przeczytać: "Kan. 1055 - Par. 1. Małżeńskie przymierze, przez które mężczyzna i kobieta tworzą ze sobą wspólnotę całego życia, skierowaną ze swej natury do dobra małżonków oraz do zrodzenia i wychowania potomstwa, zostało między ochrzczonymi podniesione przez Chrystusa Pana do godności sakramentu. Par. 2. Z tej racji między ochrzczonymi nie może istnieć ważna umowa małżeńska, która tym samym nie byłaby sakramentem. Kan. 1056 - Istotnymi przymiotami małżeństwa są jedność i nierozerwalność, które w małżeństwie chrześcijańskim nabierają szczególnej mocy z racji sakramentu. Kan. 1057 - Par. 1. Małżeństwo stwarza zgoda stron między osobami prawnie do tego zdolnymi, wyrażona zgodnie z prawem, której nie może uzupełnić żadna ludzka władza. Par. 2. Zgoda małżeńska jest aktem woli, którym mężczyzna i kobieta w nieodwracalnym przymierzu wzajemnie się sobie oddają i przyjmują w celu storzenia małżeństwa."
2 czerwca 2012, 09:39
Ksiądz i realny kolo - zgadzam się! Dziękuję:)
D
D.
2 czerwca 2012, 09:35
Wszyscy Święci, Ojcowie Kościoła, Ojcowie Pustyni zalecają, aby unikać okazji do grzechu i stwarzania okazji do grzechu. Należy zatem zastanowić się, czy Autor reprezentuje stanowisko Kościoła Katolickiego...
E
e
2 czerwca 2012, 00:47
Przecież w/g prawa kanonicznego mieszkanie w konkubinacie jest przeszkoda do zawarcia związku małżeńskiego czy nie? konkubinat to zwiazek z seksem i nie musi być nawet wspólnego zamieszkiwana
L
leonik
1 czerwca 2012, 23:44
Zgorszenie? Jeżeli ktoś traci wiarę z powodu niewłaściwego zachowania innego człowieka to jest de facto niewierzący. Wspólne zamieszkiwanie jest niewłaściwe z uwagi na pokusę oraz w wyniku tłumienia seksualności możliwości powstania nerwicy seksualnej a więc także grzech, bo się szkodzi samemu sobie. Niemniej rzeczywiście ludzie mogą się okazać zupełnie różni po wspólnym zamieszkiwaniu.
T
Tomek
1 czerwca 2012, 23:33
 To jest temat rzeka. Wydaje mi się że tematem przewodnim w tej dyskusji powinno być słowo NAWRÓCENIE, ciagłe nawracanie się. Nie ma co się oszukiwać, ze jak nie dojdzie do skonsumowania seksualnego to problemu nie ma. Najważniejsze jest badanie serca i nawracanie się. Przed ślubem i po ślubie. Uważam też że jeśli narzeczeni są siebie pewni, to nie ma co zwlekać z ślubem i czepiać sie mieszkania na próbę. Warto wziąść odpowiedzialność za siebie nawzajem i nie bać się zakładać rodziny. Owszem bedzie biednie, nie będzie na ciuchy, perfumy, wycieczki, wyjscia do kina i inne bzdety ale doświadczenie bycia matką/ojcem bezcenne, choć utrudzić się trzeba.
1 czerwca 2012, 23:08
Małżeństwo to nie tylko wspólnota łoża, ale też stołu i mieszkania. Mieszkanie przed ślubem, nawet bez seksu, nawet jeśli wprost nie jest grzechem - jest namiastką wspólnoty małżeńskiej i jako takie jest niewłaściwe. Po drugie - świadome wystawianie siebie na działanie pokusy jest grzechem. Po trzecie - obawa przed zgorszeniem to nie tylko kompromis z plotkarzami. Jeśli chrześcijańscy narzeczeni, dajmy na to - należący do jakichś kościelnych wspólnot - mieszkają razem przed ślubem - to dają zgorszenie i antyświadectwo, którego nawet pas cnoty nie zniweczy. Krótko mówiąc - liberalne podejście do moralności jeszcze nikomu nie wyszło na dobre, Czcigodny Księże.
T
Tagore
1 czerwca 2012, 22:51
Myślę, że mieszkanie ze sobą przed ślubem bez seksu jest oszukiwaniem samego siebie, swojego ciała i psychiki. Nie wierzę, że nie doprowadzi to do chwil tak dużych napięć, że doprowadzą do frustracji lub kłótni (o ile nie skończą się seksem lub jego namiastką). Poza tym - co w tym wypadku zmieni ślub? Doda tylko i wyłącznie seks do prowadzonego wspólnie gospodarstwa (pomijając zupełnie aspekt duchowy). Wydaje mi się, że to trochę za mało...
S
Słaba
1 czerwca 2012, 22:26
o.Żmudziński SJ Bardzo ciekawe spojrzenie na problem. Też się kiedyś zastanawiałam, kim były dziewice, o których mowa w tym fragmencie... @xxx Jest przykazanie "nie cudzołóż". Nie ma przykazania "nie mieszkaj z narzeczoną(ym) w czystości". @Zuzanna2, @Ksiądz Nie wiem czy zauważyliście ostatnie zdanie tego artykułu...
K
Ksiądz
1 czerwca 2012, 22:19
DF No cóż, Pan Jezus na siłę nikogo nie pociągał. Kiedy wielu uczniów mówiło "Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?" (J 6, 60) Jezus nie dostosował się do nich, ale pozwolił im odejść. Apostołów zaś zapytał: "Czy i wy chcecie odejść?" (J 6, 67).
D
df
1 czerwca 2012, 22:04
xxx, Ksiądz To wszystko, co piszecie, jest słuszne, ale nie pociąga, a wręcz odpycha.
X
xxx
1 czerwca 2012, 21:53
Ja nie piszę, że ksiądz namawia do współżycia przed ślubem. Ksiądz nie widzi niczego złego we wspólnym mieszkaniu przed slubem. W ten sposób zaczyna się stopniowe rozluźnianie obyczajów. Najpierw idzie się na małe ustępstwa, a potem na coraz większe, aż w końcu idzie się na całość. Tak to biega. Co to znaczy, że "młodym nie wystarczą zakazy"? Są pewne normy, przykazania, które obowiązują wszystkich. Jest przykazanie "nie kradnij", nie cudzołóż - dotyczą one każdego chrześcijanina. Jak komuś nie wystarcza zakaz np. okradania innych, to chyba  jego sumienie jest niewłaściwie ukształtowane. A sumienia kształtują przede wszystkim duchowni. Dlatego powinni zastanowić się czy ich nauki nie narażają ludzi na uleganie pokusom grzechu .
D
df
1 czerwca 2012, 21:23
xxx Nikt nie namawia do współżycia przed ślubem, wręcz przeciwnie. Ale młodym nie wystarczą zakazy. Nie narzekaj na obecną sytuację, nie wytykaj autorowi nie popełnionych błędów, pokaż, jaką wartość miało dla Ciebie życie w czystości.
K
Ksiądz
1 czerwca 2012, 21:18
DF pisze: "Takie teksty po prostu wkurzają mnie. Odpowiedzialność, osobiete świadectwo, ... - Kto tego słucha? Łatwo jest wytykać innym." To, że kogoś coś wkurza, nie oznacza, że to coś nie jest prawdą. Kto jest otwarty na Ducha Bożego słucha prawdy. Jezus okazując miłosierdzie nawracającym się grzesznikom, bezkompromisowo pyta faryzeuszy: "Jeżeli prawdę mówię, dlaczego Mi nie wierzycie? Kto jest z Boga słów Bożych słucha. Wy dlatego nie słuchacie, że z Boga nie jesteście" (J 8, 46-47). Dlaczego Droga DF odebrałaś moją wypowiedź jako wytykanie? Dlaczego pojawiło się w Tobie uczucie wkurzenia? Może dobrze by było nad tym pomyśleć? Św. Ignacy w książeczce "Ćwiczeń Duchownych" podaje pewne wskazówki, pomocne do rozeznania różnych myśli i poruszeń, jakie w nas się pojawiają. W tym kontekście warto przytoczyć dwie pierwsze reguły: "[314] Reguła 1. Ludziom, którzy z jednego grzechu ciężkiego wpadają w drugi grzech ciężki, nieprzyjaciel zazwyczaj ukazuje pozorne przyjemności, sprawia, że sobie wyobrażają radości i przyjemności zmysłowe, żeby ich bardziej utrwalić i umocnić w ich wadach i grzechach. W tych samych osobach duch dobry działa w przeciwny sposób, kłując i gryząc ich sumienie zgodnie z naturalną zdolnością ich rozumu do poprawnego sądu. [315] Reguła 2. U osób, które usilnie zmierzają do oczyszczenia się ze swoich grzechów i do coraz większej służby Bogu, naszemu Panu, dzieje się odwrotnie niż w pierwszej regule. Wtedy bowiem właściwością złego ducha jest dręczenie i zasmucanie i stawianie przeszkód, niepokojenie fałszywymi argumentami, byleby tylko nie postąpić naprzód. A właściwością ducha dobrego jest dodawanie odwagi i siły, pociech, łez, natchnień i spokoju, łagodzenie i usuwanie przeszkód, żeby postępować w dobrym."
X
xxx
1 czerwca 2012, 20:56
"...Obawiam się, że jednym z niebezpieczeństw takiej sytuacji jest także oswajanie innych ze stanem rzeczy, który nie jest normalny!..." I to jest sedno problemu: zaczyna się od tolerowania postępowania, które nie było normalne nigdy; bo 10 lat temu, a jeszcze bardziej 100 lat temu nie było normą zamieszkanie ludzi ze sobą przed ślubem. Ludzie najpierw się pobierali, a potem razem mieszkali. Teraz obyczaje się rozluźniają, o seksie mówi się wszędzie w tv, internecie, szkole, zdrady i rozwody stają się normą, ludzie żyją w drugich i trzecich związkach. A księża, jak widać po wypowiedzi autora tekstu, zaczynają akceptować fakty dokonane uważając chyba, że dawne zasady to przeżytek.  Mówi się "daj komuś palec, a zabierze ci rękę". Teraz przyzwoli się na wspólne zamieszkanie przed ślubem, za dziesięć lat na współżycie narzeczonych, a za 20 lat, zalegalizuje się powtórne związki po rozwodzie (do tego już Kościół zmierza rozwijając duszpasterstwa dla niesakramentalnych)
RK
realny kolo
1 czerwca 2012, 20:16
Dla mnie taka odpowiedź jest kompromisem księdza, który nie od końca rozumie skąd biorą się takie pytania. Oczywistym jest, że nie zapyta o to dziewczyna, która planuje pozostać czystą do ślubu, bo ona możliwości mieszkania razem przed ślubem w ogóle nie bierze pod uwagę!!! Dla mnie taka odpowiedź jest niezrozumieniem nauki św. Pawła, który pisze, że należy unikać wszystkiego, co ma choćby pozór zła. Sorry, może jestem za radykalny, ale dzisiaj małżeństwo i relacje męsko-damskie leżą i w mediach są sprowadzane do płaszczyzny fizycznej. Trzeba być świętym, żeby mieć tzw. "pewność sumienia", że będę czysty/a do ślubu mieszkając razem (albo być nie od końca sprawnym fizycznie). Daj Boże żeby powyżej przedstawiona rada dana komuś przez Księdza nie była któregoś dnia użyta przez dziwczynę jako usprawiedliwienie w konfesjonale ("miałam pewność sumienia!"), gdy któraś para ulegnie presji świata.
D
df
1 czerwca 2012, 20:05
"Zuzanna 2 ma rację. Chodzi tu o dojrzałość chrześcijańską, która zakłada odpowiedzialność za siebie i za innych. Odpowiedzialność ta wyraża się w osobistym świadectwie życia zgodnie z wiarą i w uwzględnieniu ludzkiej słabości. Osobiste świadectwo jest znakiem miłości, zaś uwzględnienie ludzkiej słabości jest znakiem pokory". Takie teksty po prostu wkurzają mnie. Odpowiedzialność, osobiete świadectwo, ... - Kto tego słucha? Łatwo jest wytykać innym. A ja i tak wolałam mieszkać bez chłopaka, tak po prostu, bo czułam się niezależna i wolna.
K
Ksiądz
1 czerwca 2012, 19:36
Zuzanna 2 ma rację. Chodzi tu o dojrzałość chrześcijańską, która zakłada odpowiedzialność za siebie i za innych. Odpowiedzialność ta wyraża się w osobistym świadectwie życia zgodnie z wiarą i w uwzględnieniu ludzkiej słabości. Osobiste świadectwo jest znakiem miłości, zaś uwzględnienie ludzkiej słabości jest znakiem pokory.
H
Helena
1 czerwca 2012, 19:15
Zuzanna2 mam wrażenie, że nie rozumiesz znaczenia stwierdzeń pewności sumienia, ani zaufania do sumienia. To nie są puste słowa, niosą ze sobą ogromną wagę i myślę, że nie ma wielu ludz,i którzy mogą w sobie samym o tej pewności i zaufaniu powiedzieć. Takie decyzje wymagają dojrzłości i nie Tobie oceniać czy ktoś jest zdolny tak żyć.  A do wiesława, tutaj nie ma mowy o konkubinacie, bo konkubinat zakłada współżycie. Pozdrawiam.
PP
prof. Pimke
1 czerwca 2012, 19:11
 Oh, wy cholerni hipokryci. Od stuleci ludzie poznają sie seksualnie przed ślubem, zachowujac pozory ze wzgledu na presję społeczną. Ci nieliczni, którzy czynią to zgodnie ze wskazaniami Ko0ścoła, zasługują na szacunek. Ale towrzenie z tego normy bezwzglednej jest absurdem - społecznym, historycznym i w pewnien sposób i teologicznym. Wasze oburzenie na praktyki wspołżycia przed ślubem to pochodna norm ustanawianych przez wieki przez minichów, dal których seks zawsze był brudny i zły, a jak już musiał isnieć to tylko jako utylitarny akt rozmnażania. To doprowadziło Kościół do stanu, w którym z całego nauczania Chrystusa została tylko widoczna penalizacjia seksualna - do sekty. Widać to wyraźnie po tych postach - świeccy bardziej ortodoksyjni i skłonni do potępienia niż ksiądź  - etyka, która służy oburzeniu na innych - oto wasza moralnosć! 
1 czerwca 2012, 17:55
Jestem zdumiona! Czy parafrazowanie słów Świetego Pawła nie jest tutaj raczej tylko zabawą - i to dość niebezpieczną? Dawanie takiej rady byłoby usprawiedliwione u osoby, która nieskazitelnie przeszła przez wszelkie pokusy życiowe - czy to jest w ogóle u kogokolwiek możliwe? Aby zdrowo przejść przez sytuację mieszkania ze sobą przed ślubem bez współżycia, dwoje ludzi musiałoby być ręcz świętymi! Owszem, opinia ludzka nie jest wartością, ale dawanie świadectwa -  już tak! Jakie świadectwo daje dwoje młodych ludzi, którzy mieszkają ze sobą? Czy wiedza o tym, że nie współżyją ze sobą może być tak samo powszechna jak to, że ze sobą mieszkają? Jakie świadectwo dają innym stawiając ukochaną osobę w sytuacji ciągłej pokusy dzień po dniu? Obawiam się, że jednym z niebezpieczeństw takiej sytuacji jest także oswajanie innych ze stanem rzeczy, który nie jest normalny! W obecnych czasach, kiedy świadectwo życia chrześcijańskiego jest bardzo potrzebne, taki tekst uważam wręcz za szkodliwy - może być bowiem przyzwoleniem do wkroczenia w sytuację, która z wielkim prawdopodobieństwem moze zakończyć się grzechem - kogo bowiem stać na przyznanie w sumieniu, że w pełni panuje nad własną wolą??? Prawda też jest taka, że wiele osób startując od jak najbardziej wzniosłych i szczytnych ideałów w efekcie upada - bo w całym rachunku zabrakło wzięcia pod uwagę własnej słości w obliczu pokusy! No i na koniec - czyż osoby, które zamieszkają ze sobą przed ślubem i nawet "wytrzymają", nie muszą wziąć na siebie odpowiedzialności za tych, którzy wezmą z nich przykład i... nie wytrzymają? Byłabym bardzo ciekawa opinii Szanownego Autora na postawione przeze mnie pytania!...
1 czerwca 2012, 17:54
Jestem zdumiona! Czy parafrazowanie słów Świetego Pawła nie jest tutaj raczej tylko zabawą - i to dość niebezpieczną? Dawanie takiej rady byłoby usprawiedliwione u osoby, która nieskazitelnie przeszła przez wszelkie pokusy życiowe - czy to jest w ogóle u kogokolwiek możliwe? Aby zdrowo przejść przez sytuację mieszkania ze sobą przed ślubem bez współżycia, dwoje ludzi musiałoby być ręcz świętymi! Owszem, opinia ludzka nie jest wartością, ale dawanie świadectwa -  już tak! Jakie świadectwo daje dwoje młodych ludzi, którzy mieszkają ze sobą? Czy wiedza o tym, że nie współżyją ze sobą może być tak samo powszechna jak to, że ze sobą mieszkają? Jakie świadectwo dają innym stawiając ukochaną osobę w sytuacji ciągłej pokusy dzień po dniu? Obawiam się, że jednym z niebezpieczeństw takiej sytuacji jest także oswajanie innych ze stanem rzeczy, który nie jest normalny! W obecnych czasach, kiedy świadectwo życia chrześcijańskiego jest bardzo potrzebne, taki tekst uważam wręcz za szkodliwy - może być bowiem przyzwoleniem do wkroczenia w sytuację, która z wielkim prawdopodobieństwem moze zakończyć się grzechem - kogo bowiem stać na przyznanie w sumieniu, że w pełni panuje nad własną wolą??? Prawda też jest taka, że wiele osób startując od jak najbardziej wzniosłych i szczytnych ideałów w efekcie upada - bo w całym rachunku zabrakło wzięcia pod uwagę własnej słości w obliczu pokusy! No i na koniec - czyż osoby, które zamieszkają ze sobą przed ślubem i nawet "wytrzymają", nie muszą wziąć na siebie odpowiedzialności za tych, którzy wezmą z nich przykład i... nie wytrzymają? Byłabym bardzo ciekawa opinii Szanownego Autora na postawione przeze mnie pytania!...
S
Słaba
1 czerwca 2012, 17:19
Jeśli dwoje młodych ludzi, którzy mają sie ku sobie zamieszka razem i nie popełni grzechu sprowkowanego tym wspólnym zamieszkiwaniem (niekoniecznie razem), to sądzę że można im śmiało odmówić ślubu. Jakieś takie nie za bardzo śmieszne. :-/
A
Anka
1 czerwca 2012, 16:58
Najgorsze jest to, że chcielibyśmy mieć jasno określone zasady postępowania. Nie po to, żeby się ich trzymać, lecz żeby móc oceniać i osądzać ludzi. :( Dobre! Chyba masz rację - bardzo często tak właśnie jest...
W
wiesław
1 czerwca 2012, 16:48
 Przecież w/g prawa kanonicznego mieszkanie w konkubinacie jest przeszkoda do zawarcia związku małżeńskiego czy nie? 
B
beta
1 czerwca 2012, 15:56
Najgorsze jest to, że chcielibyśmy mieć jasno określone zasady postępowania. Nie po to, żeby się ich trzymać, lecz żeby móc oceniać i osądzać ludzi. :(
M
Madzialena
1 czerwca 2012, 15:44
Pytania o to co jest grzechem, a co nie jest pokazuje na jakim poziomie jest nasze chrześcijaństwo - niestety... A co do mieszkania ze sobą przed ślubem... "Wynaturzeni; po co płacą za dwie stancje?; oszukują sami siebie" itd - słyszymy z narzeczonym od miesięcy. Zamieszkamy ze sobą po ślubie, bo znamy siebie na tyle, że wiemy, że nie zachowalibyśmy czystości kieszkając razem - i konsekwentnie mieszkamy osobno, jadąc do rodziny/na wakacje/do znajomych - śpimy w osobnych pokojach. No bo niby czemu nie skoro nam na tym zależy?
U
ukulelejaś
1 czerwca 2012, 14:58
Spotykanie się z dziewczętami jest stwarzaniem okazji do grzechu. Bezpiecznie jest poznać swoją małżonkę (wybraną przez rodziców) w dniu ślubu, oczywiście unikając nieczystych myśli. W takiej sytuacji będziemy najbardziej zabezpieczeni przed działaniem grzechu
R
refleksja
1 czerwca 2012, 14:47
Do Ołtarza szliśmy więc w czystości. Wystarczyło się wymyć. Panie, szanujcie się.  Dziewiczość jest piękna. Ale o so chodzi?? W czym ona taka piękna? Chyba że masz na myśli dziewiczość natury.
lucy
lucy
1 czerwca 2012, 14:45
Wydaje mi się, że nie ma nic złego w mieszkaniu razem przed ślubem, jeżeli oboje chłopak i dziewczyna decydują sie na zachowanie czystości do ślubu. Żeby współżyć przed ślubem, nie trzeba mieszkać razem, wszak jest tyle innych możliwości, które prowokują do nie zachowania czystości. Dlatego sądzę, że najważniejsza jest świadoma decyzja i wybór, natomiast wspólne mieszkanie niekoniecznie musi jednoznacznie wiązać się ze współżyciem.
DP
dziewica przedślubna :)
1 czerwca 2012, 14:37
Kiedyś przed ślubem nocowałam u narzeczonego, spałam w drugim pokoju zostawiając krzesłem drzwi (na wszelki wypadek :-))) ) przyszedł nad ranem, chciał zaskoczyć mnie.. Nie udało się. To był pierwszy i ostatni raz wspólnej takiej nocy. Do Ołtarza szliśmy więc w czystości. :-) Panie, szanujcie się. Dziewiczość jest piękna.
1 czerwca 2012, 14:19
"Zanim jednak zamieszkacie ze sobą, zdobądźcie oboje pewność sumienia, że czystość zachowujecie nie z przymusu i że w pełni panujecie nad własną wolą". A co na to św. Paweł? Kto stoi niech.... Jeśli dwoje młodych ludzi, którzy mają sie ku sobie zamieszka razem i nie popełni grzechu sprowkowanego tym wspólnym zamieszkiwaniem (niekoniecznie razem), to sądzę że można im śmiało odmówić ślubu. Całkiem na serio: A wspólne zamieszkiwanie - to jest stwarzenie okazji do grzechu.  I to jest zgorszeniem - wzorowi katolicy, chodzą systematycznie do koscioła a wybieraja drogę bezpośredniego narażenia na grzech - to dlaczego my nie mamy wybrac skoro Ci najlepsi wybierają.
1 czerwca 2012, 13:48
Dla iluż pobożnych Żydów krzyż stał się przyczyną upadku! Krzyż nie był przyczyną, jedynie może katalizatorem.

Skomentuj artykuł

Spanie u chłopaka
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.