Nie zagłuszaj bólu, nie przyspieszaj pocieszenia. Przyjmij ciszę zamiast rzucać się w działanie [Siedem Boleści]

Fot. Melanie Picazo / Unsplash

- W naszej codzienności „groby” to nie są tylko wielkie dramaty. To są też te wszystkie momenty, kiedy coś w naszym życiu się kończy i nie bardzo wiemy, jak to unieść, miejsca, gdzie nie ma życia. I wtedy pojawia się w nas taka pokusa, żeby albo od tego uciec, albo bardzo szybko to „zamknąć”, zagadać, przykryć czymś nowym - mówi Agata Rusek w rozmowie z Magdą Urbańską.

W piątkowym cyklu inspirowanym nabożeństwem do Siedmiu Boleści Maryi nasze publicystki dzielą się swoimi wyzwaniami i perspektywą życia i zabierają nas w podróż z cierpiącą Maryją, która dobrze rozumie nasze zranienia i niepokoje. W siódmym odcinku czytamy ostatnią boleść Maryi: złożenie Jezusa do grobu, opisane w Ewangelii św. Łukasza.

DEON.PL POLECA

 

 

W tym odcinku:

Gdy masz ochotę zostać w swoim "grobie" już na zawsze
Zacznij od ciszy
Ucieczka od ciszy nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem
Są rzeczy, które trzeba bardzo świadomie pożegnać
Gdy dni ciemności miną
Czy masz przestrzeń na wypłakanie żalu po stracie?
To, że marzenia umarły, nie znaczy, że masz żyć, jakby ich nie było
Wierzyć pomimo tego, że czasem wszystko wygląda jak porażka

Gdy masz ochotę zostać w swoim "grobie" już na zawsze

Magda Urbańska: Agato, to nie tylko ostatnie nasze rozważanie boleści Maryi. To też ostatnia stacja drogi krzyżowej. Można powiedzieć: koniec, skończyło się. Tak po prostu, jako mama, czuję tutaj te wszystkie sytuacje, gdy mamy ochotę zostać w swoim grobie – nie tym dosłownym, ale wewnętrznym, duchowym i emocjonalnym. Tymczasem droga krzyżowa za chwilę ustąpi miejsca drodze światła, a Maryja spotka Zmartwychwstałego. Jednak zanim się to stanie, Matka patrzy, jak ciało Jej Syna składa się do grobu. Widzi kamień i straż. Koniec i kropka. Widać tylko ciemny grób… Mam takie poczucie, że my – matki – mamy w swoim życiu wiele takich grobów. Ciemności, niemocy, poczucia końca…

Zacznij od ciszy

Agata Rusek: Bardzo porusza mnie to, co mówisz o tych „naszych grobach”. Bo rzeczywiście – w naszej codzienności „groby” to nie są tylko wielkie dramaty. To są też te wszystkie momenty, kiedy coś w naszym życiu się kończy i nie bardzo wiemy, jak to unieść, i te miejsca, w których nie ma życia. Mam wrażenie, że wtedy pojawia się w nas taka pokusa, żeby albo od tego uciec, albo bardzo szybko to „zamknąć”, zagadać, przykryć czymś nowym. Dlatego zaczęłabym od tego, co jest chyba dzisiejszym deficytem wszystkich mam – od … ciszy.

Wielki Piątek, gdy śledzimy wydarzenia drogi krzyżowej, jest w pewnym sensie wypełniony dźwiękami – ludzie hałasują, bicz trzaska, Chrystus jęczy z bólu. A potem nagle wszystko cichnie. Myślę więc dziś dużo o tej ciszy - że ta pod krzyżem, gdy Jezus umiera, jest dramatyczna, wypełniona niedowierzaniem, a ta, gdy Jego ciało zostaje zdjęte z krzyża, złożone do grobu, kamień zasunięty… ona mi się kojarzy z „wygłuszeniem”, z takim stanem, gdy „świat milknie”, gdy zatapiasz się w siebie i nie zwracasz uwagi na odgłosy świata, tylko mierzysz się z pewną ostatecznością.

Ta cisza z jednej strony jest potrzebna, by poukładać się w spokoju, a z drugiej – pozostaje pewnym wyzwaniem. Bo przy grobie stoisz w takim specyficznym miejscu „pomiędzy”. Już nie w tym, co było, ale jeszcze nie w tym, co będzie. To jest cicha przestrzeń, która potrafi być bardzo niewygodna, bo nie daje odpowiedzi, nie daje rozwiązania, ba!, nie daje nawet odpowiednich słów, a dzisiaj jest z lubością zagłuszana (także przez nas same!)

Ucieczka nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem

Magda Urbańska: Wiesz, słucham Twoich słów i przypomina mi się czas, te kilka dni, od momentu śmierci mojej mamy do dnia jej pogrzebu. Kilka bardzo długich, ciężkich dni. Nie potrafię tego nawet nazwać, ale pogrzeb był ważnym etapem mojej żałoby, a ten czas pomiędzy śmiercią, a grobem był inny. Ciężki, trudno nazywalny, bolesny inaczej. Coś jest w tym, co mówisz o ciszy. Ona jest inna w tym momencie. Ona kłuje z każdej możliwej strony… Z drugiej strony cisza jest czymś, czego po prostu często nam w życiu brakuje. Ona boli. Jest w nas coś takiego, że cisza rodzi pewien rodzaj pustki, który jak najszybciej chcemy czymś zasypać, żeby za mocno nie czuć.

Zapominamy przy tym, że jeśli nie czujemy, to tak naprawdę nie ma w nas życia. Ucieczka nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, choć czasem pozwala nam przetrwać, gdy stajemy wobec dramatu. Jednak pewnie sama masz takie doświadczenie, że ucieczka nie rozwiąże naszych problemów. One wrócą, często z większą siłą rażenia. Bo w ciszy - owszem, czujemy to, czego się boimy - ale ona jednocześnie może przynieść rozwiązanie, wskazówkę, siłę, której potrzebujemy. A czasem po prostu nie widzimy najprostszych rozwiązań, bo tak bardzo skupiamy się na swoim bólu…

DEON.PL POLECA


Są rzeczy, które trzeba bardzo świadomie pożegnać

Agata Rusek: Ewangelia pokazuje nam w tej sytuacji bardzo konkretny gest: ciało Jezusa zostaje owinięte w płótna i złożone w grobie. To jest czynność, rytuał, ostatnia posługa. I myślę sobie, że my dziś trochę zapominamy o takich gestach, tzn. o tym, że pewne rzeczy trzeba bardzo świadomie pożegnać. Bo grób – choć tak trudny, bo przecież jest miejscem, gdzie nie ma życia – staje się jednocześnie jakąś formą domknięcia i uwolnienia.

Magda Urbańska: Tak! I właśnie to domknięcie jest niezwykle cenne! Czasem widać tylko ból. Ciemność, sytuacje bez wyjścia. My dziś wiemy, że za trzy dni wydarzy się cud i grób będzie pusty, ale bez tego domknięcia możemy w ogóle nie zbliżać się do tego grobu, nie zauważyć, że jest coś dalej! Naturalne jest jednak to, że dziś, z miejsca bólu, tak trudno to dostrzec. Nie chcemy tu być, a wieść o zmartwychwstaniu wydaje się być śmiesznym frazesem, rzuconym w twarz na odczepnego. Podobnie jak powiedzenie człowiekowi cierpiącemu, że musi nieść swój krzyż, skoro jest wierzący. Dla mnie to pewna forma przemocy - duchowej i emocjonalnej.

Gdy dni ciemności miną

Patrzę na Maryję. Ona stoi przy tym grobie. Trwa - podobnie jak mówiłyśmy w poprzednich odcinkach. Nie wiem, co może czuć Matka stojąca przy grobie dziecka… Wiem jednak, co czuje ktoś, kto stracił plany, nadzieje, marzenia. Wiem, co czuje matka, która nie widzi dobrego wyjścia i spowija ją mrok. Myślę o wszystkich tych sytuacjach, choćby przemocy szkolnej wobec mojego dziecka, które stawiały mnie przed jakimś grobem. Stoję i widzę po czasie, że te trzy dni ciemności minęły, ale… nie chciałabym wracać pod ten grób. To tak bardzo boli i obezwładnia… Gdzie w takich chwilach szukać siły, oparcia, zrozumienia? Jak nie zatrzymać się na tym bólu, nie utknąć w tym grobie?

Nie zagłuszać bólu, nie przyspieszać pocieszenia

Agata Rusek: Zatrzymuję się przy tym, co powiedziałaś o tych trzech dniach. Bo mam wrażenie, że my – już z perspektywy – bardzo łatwo mówimy o zmartwychwstaniu. Wiemy, że grób będzie pusty, że to nie koniec. Ale problem polega na tym, że gdy się stoi przy grobie, to tego kompletnie nie widać. Widać kamień, definitywną barierę, granicę, za którą nie mamy już żadnego wpływu. I może dlatego tak trudno jest przyjąć tę chrześcijańską nadzieję – bo ona nie polega na tym, że od razu coś się zmienia, tylko na tym, że uczymy się stać przy grobie… i nie uciekać. Nie zagłuszać bólu. Nie przyspieszać pocieszenia. Nie zmuszać siebie ani innych do „szybkiego zmartwychwstania”. Tylko trwać.

I myślę, że to jest bardzo trudna lekcja - zwłaszcza dla matek, które są „od działania, reagowania i ratowania”. Czasem tak bywa, że największą formą miłości jest właśnie to, że się zostaje przy tym, co boli, i nie odchodzi. Przy czym, żeby było jasne, myślę, że jest to szczególne wyzwanie, by z jednej strony odkrywać w sobie matczyną odwagę do stania nad grobem, ale jednak by w tym miejscu nie utknąć na wieki. W tym upatruję szczególnej mocy chrześcijańskiej dobrej nowiny, że ona nas uczy, że grób nie jest tylko miejscem końca, tylko raczej miejscem pamięci.

Mieć przestrzeń na wypłakanie żalu po stracie

Magda Urbańska: Tak, potrzebujemy grobu (choćby metaforycznie, niekoniecznie jako fizycznego miejsca), żeby mieć swoją przestrzeń na wypłakanie żalu po stracie (utraconych planach, nadziejach, jakimś rozpadzie wyobrażeń). To jest bardzo potrzebne! Z drugiej strony bez zamknięcia jednego etapu nie wejdziemy pełni wolności w kolejny. Życie składa się z upadków i wstawania. Bez tego nie da się iść do przodu. Nie da się żyć tylko w cierpieniu, bo to walka o przetrwanie i wegetacja, a nie życie. I nie jest możliwe, by życie przebiegło nam bez trosk, strat i bólu… A groby? One są potrzebne, choćby po to, żeby za jakiś czas móc do nich wrócić z nadzieją, że ból po jakiejś stracie będzie mniej obezwładniający.

Agata Rusek: Przecież wracamy do grobów. Zapalamy świece. Przynosimy kwiaty. Opowiadamy historie. I w ten sposób mówimy: to, co było, miało sens, było ważne, w jakimś stopniu mnie ukształtowało, nadal jest częścią mnie. I może podobnie jest z tymi wszystkimi macierzyńskimi „grobami” w naszym życiu: z marzeniami, które się nie spełniły („Krzyś wybrał muzykologię, ech, jednak nie zostanie lekarzem”), z etapami, które się skończyły („Józia już się w ogóle do mnie nie przytula”), z historiami, które potoczyły się inaczej, niż chciałyśmy („A wychowałam go na katolika!”). One nie znikają i w jakimś sensie, by niosły życie, potrzebują naszej pamięci i naszego szacunku lub chociaż akceptacji. Spotkania w prawdzie, prawda?

To, że marzenia umarły, nie znaczy, że masz żyć, jakby ich nie było

Magda Urbańska: Tak, to, że coś umarło - plany, nadzieje, wiara, wyobrażenie o zdrowym dziecku - nie oznacza, że mam teraz zapomnieć i żyć jakby moich pragnień nie było. To jest trudna sztuka żyć ze stratą, a jednocześnie pozwolić samemu sobie na odrobinę uważności i empatii. Wracają mi tutaj na myśl rozmowy z mamami, które mają dzieci w spektrum autyzmu. One musiały porzucić swoje marzenia o bezproblemowym macierzyństwie, o tym, że ich życie będzie “zwyczajne”, że dziecko będzie rozwijać się standardowo i zacznie wpisywać się w konwenanse i społeczne oczekiwania. Bo nie będzie.

Jednocześnie nie można zatrzymać się w tym żalu po utraconych planach i nadziejach. Jeśli w nim utkniemy, nie będzie w nas życia, nie będzie możliwości, by zweryfikować swoje wyobrażenia. Trzeba przepłakać żal, przeżyć jakąś żałobę po swoich wyobrażeniach, a potem zacząć układać życie na nowo, inaczej. Czy mam udawać, że nie boli mnie widok zdrowych, samodzielnych dzieci? No nie… Mam prawo odczuwać żal na każdym etapie, ale dobrze jest go tak przeżywać, żeby nie zabierał sił i nie rozwalał na łopatki - zamykając przy tym na innych, własne dziecko, siebie samych i Boga.

Wierzyć pomimo tego, że czasem wszystko wygląda jak porażka

Agata Rusek: A wiesz, co mnie szczególnie – że tak się wyrażę – ujmuje w tej siódmej boleści? To, że w opisie złożenia Jezusa do grobu u św. Łukasza nie ma wprost powiedziane, że Maryja tam była (zob. Łk 23, 50-56). Mowa jest o niewiastach, które przyszły z Galilei - więc jasne, pewnie Maryja była wśród nich i trudno sobie wyobrazić, żeby ta, która dotrwała do samej Golgoty, nie poszła złożyć ciała Syna do grobu. Ale jednak w tym fragmencie nie zostaje wymieniona i bardzo lubię myśleć, że to nie jest przypadek. Że to taka wskazówka dla nas, matek. Już tłumaczę dlaczego.

O Maryi mówi się, że kiedy wszystko zostało złożone do grobu, wiara na świecie przetrwała właśnie dzięki Niej, ponieważ to Ona jedna nie przestała wierzyć, że Jezus, Jej Syn, jest obiecanym Mesjaszem. I w tym kontekście jest to dla mnie niesamowicie inspirujący w rodzicielstwie obraz, takie zaproszenie, żeby w swoim macierzyństwie wierzyć „pomimo”. Pomimo tego, co widać. Pomimo tego, co nie wychodzi. Pomimo tego, że czasem wszystko wygląda jak porażka. Wierzyć w dziecko, w szanse, które może przynieść życie, w swoje matczyne intuicje.

Wyobrażam sobie, że Maryja przy tym grobie stanęła, spojrzała na kamień i pomyślała … “po moim trupie, wracam do izdebki, Bóg Ojciec powiedział, że Jezus jest Zbawicielem, więc na pewno jest jakieś inne wyjście z tej sytuacji”. Potem, nie tłumacząc się nikomu i korzystając z przywileju żałoby, wraca do siebie, siada w ciszy (w tej życiodajnej ciszy, której dziś mamy taki deficyt!) i mówi Panu Bogu: “Halo, puk, puk. Czegoś tu nie rozumiem, przyjmuję, że mogę nie rozumieć, ale weź mi wyjaśnij i pokaż, co robić dalej, bo przecież w tej historii o Życie, a nie o śmierć chodzi”.

Magda Urbańska: Agato, niech to będzie puentą. Tego odcinka i całości rozważań. Pięknie to powiedziałaś: czegoś tu nie rozumiem, przyjmuję, że mogę nie rozumieć, ale w tej historii o Życie, a nie o śmierć chodzi. Mądre są te słowa i niezwykle mnie poruszają… Pozwólmy Maryi towarzyszyć nam w naszej codzienności, w naszym życiu, by to, co dziś jest boleścią, ostatecznie zaprowadziło nas ku Życiu.

Zobacz poprzednie odcinki cyklu:

  1. "Czasem lekarze byli dla mnie Symeonami". Trudna diagnoza i świat, który się wali
  2. Mąż cię budzi i mówi: szybko, zbieraj się, musimy uciekać. Chcą zabić nasze dziecko
  3. Nastolatek często ginie rodzicom w wirtualnym świecie. Jak nie zgubić go na zawsze?
  4. Najtrudniejsze są chwile, gdy twoje dziecko cierpi, a ty nie możesz zrobić nic
  5. Śmierć planów i oczekiwań to część rodzicielstwa. I trzeba te straty opłakać
  6. Nie mogłam być przy niej, gdy umierała. Zostało mi jedno wspomnienie

Z wykształcenia pedagog i doradca rodzinny. Z wyboru żona, matka dwóch synów. Nie potrafi żyć bez kawy i dobrej książki. Autorka książki "Doskonała. Przewodnik dla nieperfekcyjnych kobiet". Prowadzi bloga oraz Instagram.

Żona, mama, córka, z zawodu animatorka społeczności lokalnych, z zamiłowania doktorka nauk społecznych, w wolnych chwilach pisze bloga "Dobra Wnuczka" i prowadzi konto na Instagramie. Razem z mężem od lat zaangażowana w Ruch Spotkań Małżeńskich i wrocławską Wspólnotę Jednego Ducha. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Nie zagłuszaj bólu, nie przyspieszaj pocieszenia. Przyjmij ciszę zamiast rzucać się w działanie [Siedem Boleści]
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.