Nastolatek często ginie rodzicom w wirtualnym świecie. Jak nie zgubić go na zawsze? [Siedem Boleści]

Nastolatek często ginie rodzicom w wirtualnym świecie. Jak nie zgubić go na zawsze? [Siedem Boleści]
Fot. Gaelle Marcel / Unsplash

"Świątynią", w której można dziś bardzo łatwo zgubić dziecko, jest dzisiaj świat wirtualny. Możemy nawet nie zauważyć tego momentu, gdy nastolatek znika. Patrząc na kolegów syna mam czasem poczucie, że świat wirtualny, gry, media społecznościowe staje się dla nich miejscem, w którym mogą być sobą, czują się zauważeni i wysłuchani jak Jezus w świątyni - mówi Magdalena Urbańska. 

W naszym piątkowym cyklu inspirowanym nabożeństwem do Siedmiu Boleści Maryi swoimi doświadczeniami z głębi macierzyństwa dzielą się nasze publicystki: Agata Rusek i Magdalena Urbańska. W serii rozmów zabierają nas w podróż z cierpiącą Maryją, dobrze rozumiejącą nasze zranienia, niepokoje i problemy, i dzielą się swoimi wyzwaniami i perspektywą życia. W trzecim odcinku sprawdzamy, co kryje się za trzecią boleścią: zagubieniem nastoletniego Jezusa w świątyni.

W tym odcinku:

Nastolatek często ginie rodzicom... mentalnie
Choć byli święci i wybrani, zgubili najważniejsze dziecko świata
Najbardziej pokrzepiająca nowina jest taka: oni się zorientowali i zaczęli szukać!
Łatwo zgubić dziecko w wirtualnym świecie
To rodzice odnaleźli Jezusa, to oni włożyli wysiłek w poszukiwania
Nie zawłaszczyć człowieka, który jest naszym dzieckiem
Zaproszenie na live 10 marca o godz. 10.00 

DEON.PL POLECA

 

 

Dwunastolatek często ginie rodzicom... mentalnie

Magda Urbańska: Uśmiecham się właśnie, bo obie mamy synów mniej więcej w tym wieku, prawda? Dwunastolatka nie jest wcale tak łatwo zgubić, choć tylko pozornie. Fizycznie wróci, trafi do domu, choćby dzwoniąc do nas, albo zamawiając sobie taksówkę pod same drzwi. Myślę jednak, że dwunastolatka bardzo łatwo zgubić wewnętrznie – psychicznie i duchowo. Co o tym myślisz?

Agata Rusek: Doskonale to ujęłaś. Słyszę to często w głosach zaprzyjaźnionych rodziców, mających starsze dzieci niż moje, że okres dojrzewania to jest taki moment, w którym dziecko wchodzi do pieczary i zaczyna się przepoczwarzać. I w jakimś sensie na tym etapie rzeczywiście tracimy je bezpowrotnie - jako malutkie, słodkie, kochane dziecko - ale “w efekcie” dostajemy szansę na nową, życiodajną więź z “dorosłym dzieckiem”. Rodzice, którzy już doświadczyli specyficznych uroków tego przepoczwarzania się często podkreślają, że na etapie “wejścia do pieczary” rzeczywiście łatwo dziecko zgubić. Bo wcale nie tak łatwo kocha się to “coś”, co prycha, fuczy i nieustannie na nas warczy.

Magda Urbańska: Nie strasz, Agato, proszę...

Choć byli święci i wybrani, zgubili najważniejsze dziecko świata

Agata Rusek: (śmiech) ależ nie mam takiej intencji! Wręcz przeciwnie, lubię słuchać rodziców “po tamtej stronie mocy”, bo ich dzielenie się  zawsze niesie nadzieję. Nadzieję, że to się kiedyś skończy, że spokój wróci pod nasz dach. Nie będzie niespodziewanych erupcji emocji, obwiniania o zło tego świata, pretensji o każdą regułę i zasadę. Ale wiesz - zgubienie Jezusa w świątyni to dla mnie nie jest opowieść o życiu z nastolatkiem, tylko dowód na to, jak blisko nas może być Maryja, matka Boga. Kiedy spoglądam na zamknięte drzwi, za którymi znowu zaszyło się moje dwunastoletnie dziecko i przestaję rozumieć jego wybory czytelnicze (śmiech), gusta modowe i standardy higieny - niesamowicie pokrzepia mnie myśl, że nawet świętym Rodzicom zdarzyło się zgubić Jezusa.

Magda Urbańska: Myślę o tym, co w tym momencie poczuła Maryja. Nie wyobrażam sobie tego! Trzy dni drogi, Jezusa nie ma. Wracają z Józefem, pewnie biegali z miejsca na miejsce, nawołując ukochanego Jedynaka. Nic, cisza, nigdzie Go nie ma. Czuję ten lęk Maryi. Tę niepewność, strach, czarne scenariusze przewijające się w głowie. Nigdy nie miałam takiego doświadczenia, że w sklepie, na koncercie czy w tłumie ludzi zginęło mi dziecko. Fizycznie tego nie przeżyłam - ale wewnętrznie już tak i myślę o tym, że Maryja nie rozumiała tego, co robi Jezus… Nie rozumiała Jego słów. Po raz kolejny zostało Jej zaufanie, modlitwa, czuwanie.

Najbardziej pokrzepiająca nowina jest taka: oni się zorientowali i zaczęli szukać!

Agata Rusek: A ja lubię w tej scenie z Ewangelii posiedzieć z myślą, co takiego się stało, że Józef z Maryją naprawdę przez trzy dni nie zauważyli, że Jezusa z nimi nie ma. Wiem, wiem, bibliści mają tu racjonalne wyjaśnienia. Ale mnie taka refleksja wyczula na momenty ryzyka, kiedy można dziecko zagubić. Kto wie, jak było? Może Rodzice byli zafrasowani trudami wędrówki i myśleli tylko, gdzie ogarnąć postój, gdzie nocleg i co zjeść? Może tak się skupili na sobie, że świata poza sobą nie widzieli? A może poświęcili całą swą uwagę innym ludziom? W każdym z tych scenariuszy mogę się zobaczyć w moim tu i teraz. Bywają takie momenty, w których tak jesteśmy skupieni na sobie i swoim małżeństwie, że świata poza sobą nie widzimy. Czasem codzienność jest bardzo absorbująca i sprawy zawodowe, kolejne projekty i nagromadzenie małych, żmudnych zadań do ogarnięcia zatrzymuje nasz wzrok w bardzo wąskiej perspektywie, a życie dziecka toczy się wtedy w bardzo mrocznym światłocieniu. Bywają też takie kryzysy, dramatyczne wydarzenia, w których skupiamy się na innych ludziach, bo oni w tym momencie bardzo potrzebują pomocy. I kiedy tak sobie posiedzę dłużej w tej scenie, rozważę różne przyczyny i przyłożę je do naszego życia rodzinnego, to najbardziej pokrzepiająca nowina jest taka: oni się zorientowali! Nieważne, dlaczego Go zgubili. Grunt, że zauważyli, wrócili, podjęli odpowiednie kroki, by Jezusa odnaleźć. Cokolwiek nie stało za tym, że im dziecko przepadło, to nie było na zawsze. To były tylko i aż trzy dni.

Łatwo zgubić dziecko w wirtualnym świecie

Magda Urbańska: Tak, rzeczywiście warto to zauważyć: że choć skupiamy się na bólu Maryi, która nie może znaleźć dziecka, to jednak w ten niepokój i troskę wpisana jest konkretna droga prowadząca w efekcie do odnalezienia Jezusa. Jest ruch, działanie, próba zmiany sytuacji.

Agata Rusek: I dość wymowne jest dla mnie to, że odnajdują Go w świątyni. Dla mnie to taki obraz, który mi przypomina, że ta poczwarka, która zalęgła się w naszym domostwie, najszybciej odnajdzie się wtedy, gdy będzie przy Bogu. Odnajdzie sama siebie (swoją tożsamość) i da się odnaleźć nam - swoim rodzicom. Chociaż pewnie na świątynię można w tej scenie spojrzeć inaczej.

DEON.PL POLECA


Magda Urbańska: Dla mnie taką "świątynią", w której można dziś bardzo łatwo zgubić dziecko, bez wątpienia jest świat wirtualny. Możemy nie zauważyć tego momentu, gdy nastolatek znika. Patrząc też na kolegów syna mam czasem poczucie, że świat wirtualny – gry, media społecznościowe – staje się dla nich miejscem, w którym mogą być sobą, w których rozmawiają na swoim poziomie, czują się zauważeni czy wysłuchani. Jak Jezus w świątyni. I pytam wtedy siebie, gdzie szukać mojego dziecka? Jak go szukać, by rzeczywiście je odnaleźć?

To rodzice odnaleźli Jezusa, to oni włożyli wysiłek w poszukiwania

Agata Rusek: No właśnie. Chyba Pan Bóg to tak specjalnie wymyślił, że dziecko, by mogło odkryć własną tożsamość, prędzej czy później musi zniknąć rodzicom z oczu i zacząć przygodę zwaną dorosłością. Bez etapu poszukiwań się nie obejdzie. I znowu ewangeliczna scena przychodzi z pewną wskazówką. Maryja z Józefem wracają, czyli pokonują jakiś odcinek drogi, na której byli razem z Jezusem, odtwarzają sekwencję podjętych kroków, wspominają momenty, które im zapadły w pamięć. Gdybyś mnie zapytała, gdzie teraz najczęściej szukam swojego dziecka, odpowiedziałabym ci, że w domu, wydeptując szlak do jego pokoju, gdzie słucha swojej muzyki, i że zaglądam także do jego świata wirtualnego (i dzięki temu czuję się całkiem obcykana w meandrach Minecrafta). Widzę, że coraz częściej jestem tam intruzem - ale scena ze zgubieniem Jezusa przypomina mi, że to rodzice Go odnaleźli. To oni wykonali pewien wysiłek poszukiwania, a nie On. Ale też myślę, że każdy, komu ukochane dziecko znika z oczu, czuje ten zew, to naglące pragnienie, by dziecię znaleźć i przekonać się, że jest bezpieczne.

Nie zawłaszczyć człowieka, który jest naszym dzieckiem

Magda Urbańska: Tak. Możemy poczuć utratę tylko wtedy, gdy kochamy. Sądzę, że jako matki mamy wiele takich doświadczeń, w których miałyśmy poczucie, że nasze dziecko mówi do nas niezrozumiałym językiem, że gdzieś odpłynęło. To może rodzić panikę, ból. Myślę wtedy o tym, że to znak, że kochamy. Skoro martwię się i troszczę, skoro mi zależy – to znaczy, że kocham. Pytanie, jak rozwijać tę miłość, by nasze dzieci jej doświadczyły. Też wchodzę w świat Minecrafta czy układania kostki Rubika na czas, bo tym pasjonują się moje dzieci. Tam je mogę znaleźć. Chciałoby się powiedzieć, żeby od tej chwili były posłuszne jak Jezus, ale tak naprawdę bardziej chciałabym, by były bliskie. Bo z bliskości rodzi się posłuszeństwo i zaufanie…

Agata Rusek: I w tej scenie też musimy zmierzyć się - jak Maryja i Józef - z tym wyzwaniem, że oto nasze słodkie (dotychczas) dziecko mówi nam twardo, prosto w oczy: chcę zacząć po swojemu, tak jak mi dyktuje serce i jak sam rozeznaję. Ja nie jestem taki, jak ty sądzisz, mamo, tato. Nasza reakcja może być różna, ale jednocześnie dzięki temu mamy szansę sprawdzić, czy aby przypadkiem nie zawłaszczyliśmy sobie w myślach tego małego człowieka, nie poczuliśmy się jego Stwórcami i królami. I choć nie przepadam za erupcjami buntu pod naszym dachem, to jednak za każdym razem mi one przypominają, że moje dziecko nie jest moje. I to jest Boży pomysł na człowieka. Ale to już chyba temat na inną rozmowę.

Zaproszenie na live 10 marca o godz. 10.00 

Drogi Czytelniku, jeśli po przeczytaniu tego tekstu chciałbyś spotkać się z nami i spojrzeć w ten temat trochę głębiej, zapraszamy na kolejny live. Odbędzie się w najbliższy wtorek, 10 marca, od godz. 10:00, na naszych instagramowych profilach: @magda_urbanska_blog i @dobra.wnuczka. Podzielimy się szerzej doświadczeniem zarówno naszym, jak i tych, którzy w jakiś sposób nam zaufali i pokazali również swoją perspektywę. Tak jak na pierwszym spotkaniu nasz live chcemy zakończyć wspólną modlitwą, więc zapraszamy serdecznie już w najbliższy wtorek!

 

Z wykształcenia pedagog i doradca rodzinny. Z wyboru żona, matka dwóch synów. Nie potrafi żyć bez kawy i dobrej książki. Autorka książki "Doskonała. Przewodnik dla nieperfekcyjnych kobiet". Prowadzi bloga oraz Instagram.

Żona, mama, córka, z zawodu animatorka społeczności lokalnych, z zamiłowania doktorka nauk społecznych, w wolnych chwilach pisze bloga "Dobra Wnuczka" i prowadzi konto na Instagramie. Razem z mężem od lat zaangażowana w Ruch Spotkań Małżeńskich i wrocławską Wspólnotę Jednego Ducha. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Ikona z wizerunkiem Matki Bożej z siedmioma mieczami wbitymi w serce, wykonana na desce. Do zawieszenia na ścianie.

Ikona posiada stosowny certyfikat.

Wysokość: 12,5 cm
Szerokość: 9 cm
Grubość deski: 1,5 cm

Skomentuj artykuł

Nastolatek często ginie rodzicom w wirtualnym świecie. Jak nie zgubić go na zawsze? [Siedem Boleści]
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.