Kobieta mówi, że po upublicznieniu sprawy stała się celem masowego hejtu i politycznych ataków.
"Wylała się na mnie fala mowy nienawiści, bez sprawdzenia faktów i bez czekania na wyjaśnienia" – przyznała w rozmowie z dziennikarzem. Dodaje, że jej nazwisko zaczęło krążyć w internecie, a
sprawa została wykorzystana przez polityków do budowania własnego przekazu.
Zawieszenie w pracy i szok po medialnej burzy
Nauczycielka potwierdza, że 5 stycznia została zawieszona w obowiązkach. Jak mówi, jej stan psychiczny jest bardzo trudny. Podkreśla, że część medialnych relacji opiera się – jej zdaniem – na relacjach osób, z którymi nigdy nie miała kontaktu zawodowego, a wątek jednego z uczniów i jego rodziny jest w jej ocenie nadmiernie eksponowany.
"To był gadżet od stroju, nie krzyż do modlitwy"
Najważniejsza część wyjaśnień dotyczy samego zdarzenia z 15 grudnia 2025 r.
Nauczycielka twierdzi, że wyrzuciła plastikowy element halloweenowego lub cosplayowego stroju, którym wcześniej bawiły się dzieci i który został powieszony nad klatką chomika w sali języka angielskiego.
"Szanuję przedmioty czci religijnej i nigdy nie wyrzuciłabym krzyża reprezentującego wiarę" – zaznaczyła.
Dodaje, że w jej ocenie miejsce nad klatką zwierzęcia byłoby nieodpowiednie dla prawdziwego symbolu religijnego, jednak – jak podkreśla – nikt nigdy się do tego przedmiotu nie modlił, a był to wyłącznie element przebrania.
Oskarżenia o wulgarne komentarze: "To bzdury"
W sieci pojawiły się twierdzenia, że nauczycielka miała wypowiadać obraźliwe komentarze wobec krzyża.
Odpowiada na to krótko:
"Nigdy w życiu nie użyłam wulgaryzmu wobec uczniów. Jestem nauczycielką z powołania".
Zaprzecza także sugestiom, jakoby usuwała wcześniej krzyże z sal lub prowadziła antyreligijne komentarze.
Trzy tygodnie ciszy i upublicznienie danych
Kobieta mówi, że przez kilka tygodni po zdarzeniu nie miała świadomości, że sprawa nabierze takiego rozgłosu. Dopiero później jej dane zaczęły krążyć wśród lokalnych polityków i w mediach społecznościowych. Zapowiada rozważenie kroków prawnych w związku z naruszeniem dóbr osobistych.
"To był uczniowski prank, nie przestępstwo"
Całą sytuację określa jako niefortunny żart uczniowski.
"Nie ma tu mowy o przestępstwie. Przekaz medialny nie odpowiada rzeczywistości" – podsumowała, zapowiadając odwołanie od decyzji o zawieszeniu.
Stanowisko pełnomocnika
Adwokat reprezentujący nauczycielkę wskazuje, że kluczowe będzie ustalenie, czy plastikowy gadżet może być w ogóle uznany za "przedmiot czci religijnej" w rozumieniu prawa karnego. Według niego konieczna będzie opinia biegłego, a wynik postępowania nie jest przesądzony.


Skomentuj artykuł