Nie chcę krzyczeć: kobiety na ambony

Nie chcę krzyczeć: kobiety na ambony
(fot. Omar Lopez / Unsplash)
5 miesięcy temu

Nie chcę krzyczeć: kobiety na ambony, bo wierzę, że jak chrześcijanka ma ochotę coś powiedzieć, to po prostu to robi. Nawet jeśli jest to kazanie. Za to, kiedy słyszę opinię: Kościół jest żeński, ale nie ma w nim kobiet-liderek, to chciałabym krzyknąć, że to nieprawda. Nawet jeśli pozory mylą.

A mogą mylić. Powierzchowne rzucenie okiem na kościół rzymsko-katolicki skutkuje przekonaniem, że kierują nim niemal sami mężczyźni. Papież Franciszek, który z watykańskiego okna po Aniele Pańskim życzy „smacznego obiadu” i mimo bycia starszym panem, dla laickiej części świata jest jak gwiazda rocka, skandale związane z pedofilią wśród księży, medialnie nagłaśniane afery z parafialnych światków, jak ta, kiedy proboszcz nazwał parafian „skąpcami” i „kpiarzami” po podliczeniu ofiar na nowe drzwi.

Vlogowanie Adama Szustaka, o którego kazaniach snują refleksje pasażerowie w krakowskim tramwaju nr 4, listy autorstwa biskupów czytane zamiast kazań, fakt, że kobieta nie może zostać księdzem albo chrześcijańskie konferencje, na których mówcami są sami panowie. Z zewnątrz katolicki świat może wyglądać jak zdominowana przez mężczyzn twierdza. Jednak, jak zwykle, z bliska widać więcej.

Wspólnotę ludzi adoptowanych przez Boga-Ojca. Rodzinę - kobiety i mężczyzn pociągniętych przez Miłość nie z tego świata. Siostry i braci zakochanych w Jezusie. Ludzi odkupionych dla Królestwa i połączonych bezcenną krwią Baranka. Usprawiedliwionych przez Łaskę grzeszników, w których owocuje Duch Święty. Dzieci Boże, które nigdy nie stracą nadziei, bo wiedzą, że nie umrą na wieki.

Dlaczego ani jednego fragmentu Biblii nie spisała kobieta?

Nie wymagam dla kobiet specjalnego traktowania, wystarczy równe. Takie, które daje pewność, że zarówno w miejscach pracy, jak i w publicznych debatach nasz punkt widzenia będzie tak samo ważny jak męski. Nie uważam też, że potrzebujemy dedykowanego numeru DEONowego magazynu on-line, ale kiedy prawie zrezygnowałam z pisania tego tekstu, zadzwonił telefon.

8 rano, charyzmatyczny głos w słuchawce, wciągająca opowieść o ważnej dla Krakowa i świata idei. Nie śmiem przerywać, zaczynam nawet czuć, że to naprawdę istotne. Pan proponuje spotkanie, ja proponuję mailowe ustalenie terminu i słyszę: „W sprawie takich szczegółów to już nie ja.Odezwie się moja asystentka”. I czar pryska. Kolega z pracy zapytał, czy jakby w tej samej rozmowie kobieta powiedziała, że szczegóły ustali asystent, to też by mnie to zirytowało. Dobre pytanie. Pewnie nie albo mniej.

Mimo to, sytuacja przypomniała mi artykuł, który czytałam dzień wcześniej. O badaniach mówiących, że mężczyźni w przeciwieństwie do kobiet nie mają problemów z proszeniem o podwyżki i udziałem w rozmowach rekrutacyjnych, kiedy nie spełniają wszystkich oczekiwań wymaganych na danym stanowisku. Choć wiadomo, że nie wolno nam utknąć w koleinach stereotypowego myślenia, bo bywa różnie, niezależnie od płci.

Tego samego dnia wieczorem pytałam Boga, dlaczego nie przewidział dla kobiet udziału w pisaniu Biblii. Przecież na pewno Marta dałaby radę i całkiem szybko uwinęłaby się z listem lub księgą. Albo Miriam, mama Pana Jezusa, cicha bohaterka niejednej nieziemskiej sytuacji, uczestniczka spotkań, rozmów, cudów. Widzę więcej kandydatek, może kiedyś mi odpowie, choć właściwie, czy to ważne?

Matka Teresa i furora na konferencji o zarządzaniu                       

Opinie o tym, że w Kościele brakuje liderek, budzą mój sprzeciw, tak samo jak przekonanie, że mężczyźni kochają wyzwania, a kobiety spełniają się w domowym zaciszu. Bo bywa tak i tak, bywa też całkiem odwrotnie, to i to jest w porządku. Wracając do Kościoła, słowo „lider” wymaga definicji, można znaleźć ich mnóstwo. Kiedy łączę je jednak ze słowem „chrześcijaństwo”,wpada mi do głowy rzeczownik „służba”. To ktoś, kto inspiruje, pociąga, ma wizję, czuje misję, ale przede wszystkim s ł u ż y.

Jak Matka Teresa. Kobieta, która poświęciła życie dla trędowatych i ubogich, nie bała się pójść na całość za Jezusem. Dla świata to średnio atrakcyjny pomysł na życie, a jednak stała się dla niego wzorem. Dostała Nagrodę Nobla, znalazła się na okładce magazynu "Time". Zrobiła furorę na konferencji o zarządzaniu. Czym zaskoczyła menadżerów i dyrektorów?

Vadim Makarenko w książce "Zawód: zwycięzca" opisuje konferencję o tytule: "Architektura i inżynieria zmiany". Choć prelegentami byli eksperci od zarządzania, tacy jak Peter Drucker i Jim Collins, największe wrażenie na uczestnikach zrobiło przypadkowo zaaranżowane wystąpienie Matki Teresy. Przyjechała wtedy do USA na 40. rocznicę założenia ONZ i została poproszona o wygłoszenie przesłania.

Spojrzała na ludzi zmęczonych godzinami dyskusji i powiedziała: "Więc chcecie zmienić waszych ludzi. A znacie ich? Jeśli ich nie znacie, to ich nie zrozumiecie, a to oznacza, że nie będzie między Wami zaufania. A jeśli nie ma zaufania, to nie będzie też zmiany. Kochacie waszych ludzi? Kochacie to, co robicie? Bo jeśli nie ma w was miłości, w waszych ludziach nie będzie siły. A jeśli nie będzie w nich siły, to nie będzie pasji. A skoro nie ma siły ani pasji, nikt nie podejmie ryzyka. A jeśli nikt nie zaryzykuje, to nic się nie zmieni” (cytat pochodzi z książki "Zawód: zwycięzca").

Majka na nowohuckiej ambonie

Św. Paweł w liście do  Efezjan pisze: „On ustanowił jednych apostołami, innych prorokami, innych ewangelistami, innych pasterzami i nauczycielami dla przysposobienia świętych do wykonywania posługi, celem budowania Ciała Chrystusowego” (Ef 4, 11-12).

Są tacy, którzy i przy tej okazji chętnie zarzucą autorowi brak żeńskich końcówek, ale ten fragment wyraźnie podpowiada, że Bóg od wieków zaprasza ludzi do konkretnych zadań. Rolą zarówno chrześcijanina jak i chrześcijanki jest odpowiedzieć na Jego zaproszenie i wziąć odpowiedzialność za swój fragment świata i Kościoła – Ciała Jezusa.

Jak Maja Krzemień, która przed startem Wielkiego Postu razem z księdzem Kamilem Gołuszką poprowadziła rekolekcje. Informacja na Facebooku o tym, że zrobią to razem wywoła lawinę entuzjastycznych komentarzy.

Kiedy myślę o kobietach w Kościele, to mam ochotę napisać osobny tekst o siostrach zakonnych. "Wdzięczna jak Jeruzalem, groźna jak zbrojne oddziały" (Pnp 6, 4) - mam wrażenie, że te słowa z Pieśni nad Pieśniami są o nich. O s. Annie Bałchan, która prowadzi Stowarzyszenie PO-moc wspierające kobiety i dzieci w kryzysowych sytuacjach (opowiada o tym w rozmowie). O s. Chmielewskiej, szefowej katolickiej wspólnoty „Chleb Życia”, która broni ubogich i bezdomnych w debacie publicznej i walczy za nich o ich prawa. O siostrach z Broniszewic, które prowadzą Dom dla niepełnosprawnych chłopaków i zastępują im mamy.

Z bliska więcej widać

Nie chcę krzyczeć: kobiety na ambony, bo wierzę, że jak kobieta w Kościele chce zabrać głos, to po prostu to robi. Myślę jednocześnie, że zamiast marudzić i narzekać, warto działać – stać się zmianą, zamiast kłócić się o nią.

Jestem wdzięczna kobietom, chrześcijankom, które publicznie dzielą się swoim życiem z Bogiem. Szczególnie Kasi Olubińskiej, autorce bloga „Bóg w wielkim mieście”, Agacie Wartak, której vlogi uwielbiam, Agacie Strzyżewskiej znanej między innymi z modlitewnej akcji „Przebudzenie 5 rano”, Majce Moller, „Chrześcijańskiej mamie”,  łączącej (nie wiem jak!)  bycie dentystką, mamą, psychologiem, pisarką i tworzenie społeczności kobiet i mam w Internecie. Marcie Bukale z Kościoła Genesis, która głosi wspaniałe kazania, a jednocześnie razem ze swoją wspólnotą wspiera osoby bezdomne w Warszawie. Majce Krzemień, bo przypomina, jak „Żyć po Bożemu”. Mogłabym wymienić o wiele więcej inspirujących i oddanych Bogu kobiet.

Poza tym z bliska naprawdę widać więcej, a to od nas zależy, gdzie skierujemy  swoją strunę światła. Tytułową „amboną” może być korporacyjne biurko, szkolna wywiadówka, biznesowa konferencja, klub wspinaczkowy, zacisze naszego domu. Każdy, kto słowa Jezusa: „idźcie na cały świat i głoście Ewangelię” (Mk 16,15) traktuje w swoim życiu na serio, ma własne miejsce, osobistą „ambonę”. Często taką, której nie widać. Wiedzą o niej tylko ci, którzy dzięki mniej eksponowanym publicznie działaniom, usłyszeli dobrą wiadomość o zbawieniu i Królestwie. I żeby nie było wątpliwości - uwielbiam słuchać konferencji, kazań, inspiracji i patrzeć na służbę mężczyzn w Kościele!

z wykształcenia polonistka i pedagog, z pasji dziennikarka i trenerka. Ma w sercu jedność chrześcijan. Lubi życie w rytmie "magis", czyli dawanie z siebie więcej niż trzeba

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Zuzanna Radzik
25,75 zł
42,90 zł

- Puk puk.
- Kto tam?
- To my, więcej niż połowa Kościoła!

Taki improwizowany dialog krzyczały kobiety w stronę hierarchów udających się na synod w 2018 roku.

Ruch równouprawnienia w Kościele to...

Skomentuj artykuł

Nie chcę krzyczeć: kobiety na ambony
Komentarze (2)
TS
~Taki Sobie
27 kwietnia 2020, 16:45
Fajnie, potrzebne jesteście dziewczyny z tymi tekstami.
KS
Konrad Schneider
27 kwietnia 2020, 12:56
Fajnie, fajnie, ale ja bym sie jeszcze bardziej cieszyl, gdyby bylo wiecej kobiet na ambonach!

Skomentuj artykuł

Nie chcę krzyczeć: kobiety na ambony
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.