Ksiądz, który trenuje na siłowni: Porzucającym Kościół powiedziałbym: nie warto odchodzić od Chrystusa
„Świat przeżywa kryzys męskości. Widzę to w kontaktach z młodymi ludźmi, którzy nie wiedzą, że jestem księdzem. Zastanawiam się, skąd bierze się tak duża roszczeniowość, która przecież nie jest cechą męską. Skąd u mężczyzn tyle poniżania innych, skoro męskość powinna oznaczać obronę słabszych?” - pyta ks. Dzmitry Prystupa. Duchowny, którego pasją jest siłownia, w szczerej rozmowie opowiada o tym, czym jest dla niego męskość, jak trening pomaga mu pracować nad sobą oraz dlaczego najważniejsza walka człowieka rozgrywa się nie na siłowni, lecz w jego wnętrzu. Kapłan porusza również temat relacji Polaków z migrantami oraz opowiada o codziennym życiu księdza, który łączy kapłaństwo z pasją do sportu.
Piotr Kosiarski: Świat przeżywa kryzys męskości?
Ks. Dzmitry Prystupa: Moim zdaniem tak. Widzę to w kontaktach z młodymi ludźmi, którzy nie wiedzą, że jestem księdzem. Zastanawiam się, skąd bierze się tak duża roszczeniowość, która przecież nie jest cechą męską. Skąd u mężczyzn tyle poniżania innych, skoro męskość powinna oznaczać obronę słabszych? Zawsze fascynowało mnie w Polsce to, że na sztandarach żołnierzy widniały słowa: „Bóg, honor, Ojczyzna”. Nieśli je mężczyźni. Może honor jeszcze pozostał, ale w imię czego? Jako ksiądz chciałbym widzieć mężczyzn z różańcem w dłoni, klękających przed Bogiem i uznających swoje grzechy. Najpiękniejsze spowiedzi przeżywam właśnie wtedy, gdy mężczyzna, jego żona i dzieci spowiadają się, a potem przystępują do Komunii Świętej. Niestety bardzo niewielu mężczyzn świadomie i duchowo prowadzi swoje rodziny. Oczywiście troszczą się o ich byt materialny, ale gdzie są dziś cechy, które czynią z nas mężczyzn przez wielkie „M”? To samo dotyczy kapłaństwa. Gdy burzy się hierarchia wartości, a ksiądz chce zapewnić parafii dobrobyt, lecz brakuje mu męskości, widać tego skutki.
Jakich mężczyzn potrzebuje dziś świat?
- Kiedy byłem młody, potrzebowałem księdza, który byłby mężczyzną przez wielkie „M”: twardego, konkretnego, wymagającego. Takiego, który nie tylko przyklaskuje i nie zatrzymuje się na emocjach, ale wie, na czym stoi i dokąd mnie prowadzi.
Świat potrzebuje właśnie takich mężczyzn: świadomych tego, na czym stoją, dokąd zmierzają i dokąd prowadzą swoją rodzinę. Mężczyzn opartych na zasadach chrześcijańskich.
Fot. Z archiwum ks. Dzmitra Prystupy
Dlaczego ćwiczysz na siłowni?
- To dla mnie takie samo pytanie jak to, dlaczego jem albo dlaczego biorę prysznic. Dla mnie ćwiczenia - i sport w ogóle - to może nie codzienna, ale rutyna. Ćwiczę od samego dzieciństwa, ćwiczyłem w seminarium i ćwiczę przez całe swoje życie kapłańskie.
Jak parafianie postrzegają księdza, który trenuje na siłowni?
- Bardzo pozytywnie, ale ich reakcja często wiąże się również z zaskoczeniem. Nieczęsto spotyka się księdza na siłowni, który w dodatku udziela się w mediach społecznościowych. W Polsce to rzadkość. Znam może dwóch księży, którzy tak się angażują, ale nie w tak szerokim wymiarze jak ja.
A jak reagują osoby na siłowni, gdy dowiadują się, że trenują z duchownym?
- Na siłowni generalnie spotykamy osoby świeckie, niechodzące do kościoła. Dlatego pojawia się od razu zdziwienie: „Czy to naprawdę jest ksiądz?”. Dopiero później ktoś może się odważyć i powiedzieć: „O, świetnie, że ksiądz ćwiczy”. Czasami podchodzi do mnie ktoś, kto zna mnie z Instagrama i mówi, że prowadzę fajny profil i że to dobrze, że dzielę się duchowymi treściami.
Fot. Z archiwum ks. Dzmitra Prystupy
Ksiądz, który chodzi na siłownię i prowadzi konto na Instagramie, ma za dużo wolnego czasu?
- Mam tyle samo czasu wolnego co wszyscy. Różnica jest taka, że niektórzy go tracą, skrolując Instagrama, a ja przeznaczam go na siłownię.
Nie masz gosposi.
- Nie mam. Wszystko robię sam, łącznie z praniem i gotowaniem.
Dlaczego?
- Na plebanii jest nas dwóch. Ksiądz proboszcz i ja. Każdy sam gotuje i jest to dla nas naturalne. Mamy dwie ręce, dwie nogi, więc jest czymś normalnym, że przygotowujemy sami jedzenie, robimy pranie i je prasujemy. Po prostu.
Łatwiej wtedy o dietę sportowca?
- Oczywiście. Trzymam się konkretnej diety, liczę sobie makro (makroskładniki - przyp. red.). Paradoksalnie to wielki plus, że nie mam gosposi, bo nie muszę nikomu się tłumaczyć i wyjaśniać, co mogę jeść, a czego nie. Robię zakupy jak każdy świecki człowiek i jem, co chcę, albo co uważam za potrzebne dla mojego organizmu.
Fot. Z archiwum ks. Dzmitra Prystupy
Jak siłownia pozwala Ci nad sobą pracować?
- W szkole ćwiczyłem boks. Zawsze mi się wydawało, że moje życie wewnętrzne jest odbiciem mojego życia fizycznego, a szczególnie tego, co dokonuje się na ringu. Jest ktoś, kto mnie wspiera, narożnikowy, ale jest również przeciwnik. W sporcie i w walce uczymy się różnego rodzaju technik, żeby zwyciężyć. Tak samo w życiu duchowym uczymy się konkretnych sposobów, jak nie poddać się pokusie albo jak wracać do Pana Boga po porażce. I te dwie kwestie układają się równolegle. Dziękuję Bogu za taką łaskę, że daje mi możliwość połączenia dwóch rzeczywistości, które pozwalają mi w pełni funkcjonować jako człowiek.
Fot. Z archiwum ks. Dzmitra Prystupy
Pasja w życiu księdza.
- Na pewno nie powinna być najważniejsza. I dotyczy to każdego człowieka, nie tylko duchownego. Ja akurat jestem księdzem i moim priorytetem jest kapłaństwo. Pasja natomiast powinna utrzymywać mnie w dobrej higienie psychicznej.
A gdy pasja staje się ważniejsza od parafii?
- To jest źle. To zaburzenie priorytetów, które nie powinno mieć miejsca. Każdy z nas jest człowiekiem, chrześcijaninem, kapłanem, a pasja powinna być środkiem, który pozwala nam prawidłowo funkcjonować.
Fot. Z archiwum ks. Dzmitra Prystupy
Uważasz, że wiele z tego, co proponuje nam współczesny świat, nie służy człowiekowi. Ale przecież siłownia jest częścią kultury skupionej na wyglądzie i samodoskonaleniu. Gdzie przebiega granica między zdrową troską o siebie a skupieniem na sobie?
- Tam, gdzie rozstraja się porządek priorytetów. Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko - siłownię, jedzenie, odpoczynek, to, co pomaga mi funkcjonować jako człowiek - podporządkowuję temu, by jak najlepiej Mu służyć. Jeśli jest na odwrót, kultura współczesnego świata rzeczywiście może na nas wpływać i wtedy zaczyna się prowadzący do pychy egocentryzm.
Jak powinna wyglądać zdrowa relacja między treningiem a obowiązkami?
- Kiedy wiem, że mam obowiązki, a zaniedbuję je tylko dlatego, że nie zrobiłem treningu, zaburza się hierarchia wartości. Jeśli jednak trening pozostaje dla mnie czymś dodatkowym i wiem, że gdy trzeba kogoś wyspowiadać albo odprawić pogrzeb, rezygnuję z ćwiczeń, by zrobić to, co do mnie należy, wszystko jest w porządku.
Zawsze staram się tak układać czas, żeby moje obowiązki były na pierwszym miejscu. Dopiero w wolnych lukach, kiedy mogę sobie na to pozwolić i wiem, że nie zagrozi to harmonogramowi moich obowiązków, idę na siłownię.
Jak wygląda Twój dzień?
- Wstaję o 5:00. Po porannej toalecie jest modlitwa, a później spacer z psem. O 6:45 zbieram się na poranną Mszę świętą, którą odprawiam na zmianę z księdzem proboszczem. Śniadanie jemy wspólnie, bo zależy nam na budowaniu wspólnoty. Później mam trochę wolnego czasu, który staram się wykorzystać na siłownię albo trening na sali. Zwykle trwa to do 10:30. Od 11:00 zaczynam spotkania z ludźmi, którzy mają czas w ciągu dnia. Następnie jem obiad. Później znów mam spotkania i różne obowiązki: załatwianie spraw związanych z chrztami i ślubami, wizyty u chorych… Tych obowiązków jest sporo i często trwają aż do wieczora. O 18:00 jest kolejna Msza święta. Po niej kolacja, kolejne spotkania i grupy. Na koniec jeszcze spacer z psem i sen.
Ponieważ jestem Białorusinem i znam język białoruski, mogę poświęcać swój czas migrantom z Białorusi i Ukrainy. Czas, który kiedyś zajmowała mi katecheza w szkole, przeznaczam dziś na prowadzenie duszpasterstwa migrantów.
Fot. Z archiwum ks. Dzmitra Prystupy
Jak wyglądają relacje Polaków z Ukraińcami i Białorusinami z Twojej perspektywy?
- W mojej parafii widzę te relacje bardzo pozytywnie. Nie ukrywam, że staram się tworzyć przyjazną atmosferę - na przykład przez wspólne Msze święte i pasterki odprawiane jednocześnie w dwóch językach. Jestem otwartym księdzem, dlatego również Polacy otwierają swoje serca na wspólnotę, którą prowadzę. Chciałbym, żeby tak było w każdym mieście. Nie szukamy tego, co nas dzieli, ale tego, co nas łączy. A łączy nas Chrystus - bez względu na to, w jakiej kulturze zostaliśmy wychowani i jakie kwestie historyczne były ważne dla naszych przodków. Staramy się pokazać, że jesteśmy ponad tym, bo rządzi nami Chrystus. I tak jak Polacy rozwijają się i mają piękne tradycje przekazywane z pokolenia na pokolenie, tak samo my - jako Białorusini czy Ukraińcy - staramy się z nich czerpać, i to pełnymi garściami. Poza tym działa to w dwie strony. Często Polacy pytają nas o pieśni, modlitwę czy sposób życia we wspólnocie. Dlatego również oni czerpią od nas wiele pozytywnych rzeczy. Jest między nami jedność, która umacnia - również mnie jako księdza. Dlatego gdy widzę polityków, którzy chcą nas poróżnić, mówię: „Pojednanie jest możliwe, kiedy żyję z Bogiem”.
Fot. Z archiwum ks. Dzmitra Prystupy
W jednej z rolek powiedziałeś, że największą tragedią współczesnego człowieka nie jest utrata życia, lecz to, że ktoś żyje, nie wiedząc, po co je otrzymał. A zatem po co człowiek otrzymuje życie?
- Żeby całkowicie zjednoczyć się z Bogiem. Mówię o tym z perspektywy własnego doświadczenia. Właściwie już od wczesnej młodości nie wyobrażam sobie życia bez Boga. Kiedyś przyśniło mi się, że zostałem wcielony do wojska, w którym nie było możliwości spowiedzi. Obudziłem się z płaczem. Uświadomiłem sobie wtedy, że mogę zdobyć wszystko, ale jeśli nie zdobędę Jego albo nie pozwolę Mu zdobyć mojego serca, nic w moim życiu nie będzie miało sensu.
Bóg jest bardziej miłosierny czy sprawiedliwy?
- Jest sprawiedliwy w swoim miłosierdziu i miłosierny w swojej sprawiedliwości. Tak, taki właśnie jest!
Możesz to rozwinąć?
- W Bogu na pewno nie ma przyzwolenia na grzech. Ale też na pewno nie za wszystko będzie nas karał jako sędzia. On jest ponad tym i jest to Jego tajemnica, która w pozytywny sposób przeraża. Dlatego tak ważne jest sumienie. Jak powiedział śp. ksiądz Jan Kaczkowski: „Jakie by ono nie było, to masz obowiązek go słuchać”.
Co powiedziałbyś zgorszonym zachowaniem niektórych duchownych, którzy odchodzą z Kościoła?
- Że nie warto odchodzić od Chrystusa.
Ale przecież - jak często sami mówią - nie odchodzą od Chrystusa, tylko odchodzą z Kościoła.
- Sam byłem kiedyś świeckim człowiekiem i spotkałem różnych księży. Również w seminarium. Jako kleryk powiedziałem wprost jednemu duchownemu, że nie chcę być taki jak on. Byłem pewien, że mnie po tym nie wyświęcą. A jednak jestem księdzem.
Jeśli jesteś w dobrej relacji z Bogiem, nic nie powinno odciągnąć cię od Kościoła. A jeśli ktoś zrobi coś złego, powinno cię to raczej zmobilizować do tego, żeby spróbować to naprawić. A jeśli chcesz coś naprawić, musisz zacząć od siebie.
Największymi priorytetami w moim życiu są spowiedź i Komunia Święta. Nie potrafię sobie wyobrazić, że mógłbym żyć bez którejś z nich. Wiem, że bez nich bym się degradował. A przecież doświadczyłem w swoim życiu - już jako kleryk - takiej spowiedzi, że ktoś inny pewnie rzuciłby to wszystko i odszedł daleko od Kościoła. Najważniejsze słowa, które potrzebuję usłyszeć w spowiedzi, to: „Ja odpuszczam tobie grzechy, w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego”. Tyle. Koniec i kropka. Wychodzę szczęśliwy.
Fot. Z archiwum ks. Dzmitra Prystupy
Napisałeś na Instagramie: „Możesz podnosić największe ciężary, możesz znać wszystkie sztuki walki, ale jeśli nie ćwiczysz serca i sumienia, twoja największa walka wciąż jest przed tobą”. Co to znaczy „ćwiczyć serce i sumienie”?
- To znaczy klęknąć przed Bogiem i uznać, że nie ja jestem najważniejszy. Nie ma być tak, jak chcę. Trzeba uklęknąć przed Bogiem, uklęknąć w konfesjonale, przyjść na Mszę świętą i skoncentrować się całym swoim sercem i sumieniem na Tym, który mnie poprowadzi. Mam nadzieję, że każdy z nas zdaje sobie sprawę, że ludzkie serce jest omylne, że każdy z nas popełnia błędy i potrzebuje Przewodnika, który poprowadzi nas tak, by nie zbłądzić. A miejscem, w którym ten Przewodnik - nasz Pan - przebywa, jest sumienie, sanktuarium, w którym spotykam się z moim Bogiem. Dlatego jeśli nie będę kształtował sumienia, to jak usłyszę Boży głos? Jeśli nie będę wyostrzać mojego słuchu na głos Boga, to kogo będę słuchał?
Fot. Z archiwum ks. Dzmitra Prystupy
Na Instagramie pokazujemy zwykle tylko tę część siebie, którą chcemy pokazać. Jak wygląda Twoje życie poza Instagramem? Jaki jest Ksiądz Dzmitry poza tym, co widzimy w mediach społecznościowych?
- Taki sam (śmiech). Chodzenie na siłownię zawsze było czymś, co chciałem raczej ukryć. Przez cztery lata nikt tam nie wiedział, że jestem księdzem. Poza tym jestem zwyczajnym, prostym kapłanem. Nie ma w tym żadnych fajerwerków. Prowadzę normalne życie, posługuję, spotykam się z ludźmi. Mam też rodzinę na Białorusi, która mnie odwiedza. Jestem zwyczajnym księdzem, który troszczy się zarówno o życie fizyczne, jak i duchowe.
Dziękuję, że przeczytałeś/przeczytałaś ten wywiad do końca. Sięgnij po więcej moich artykułów, odwiedź mojego bloga lub kup książkę, którą napisałem.
Piotr Kosiarski - dziennikarz, podróżnik, bloger i obserwator świata. Laureat Pierwszej Nagrody im. Stefana Żeromskiego w 30. edycji Konkursu Nagrody SDP przyznawanej za publikacje o tematyce społecznej. Autor książki "Bóg odrzuconych. Rozmowy o Kościele, wykluczeniu i pokonywaniu barier". Od 10 lat redaktor DEON.pl. Interesuje się historią, psychologią i duchowością. Lubi wędrować po górach i szukać wokół śladów obecności Boga. Prowadzi autorskiego bloga Mapa bezdroży. Można go śledzić na Instagramie.

.webp)
Skomentuj artykuł