[PRL z perspektywy zakrystii - cz.1.] Ta dawna - Ludowa - ciągle żyje w nas

[PRL z perspektywy zakrystii - cz.1.] Ta dawna - Ludowa - ciągle żyje w nas
Fot. Gemini Generated

W połowie lat 90. studiowałem w Rzymie. Patrząc wtedy na Włochów, skądinąd bardzo sympatycznych ludzi, nie mogłem się nadziwić ich sympatii do lewicowych ideologii i powodzeniu, jakie wtedy miała tamtejsza Partito Comunista. Tłumaczyłem sobie jednak, że jest to tylko polityczna zabawa, bo gdyby przyszło im żyć pod takimi rządami, szybko zmieniliby zdanie. Od tamtego czasu minęło kilka dekad. U nas nastały nowe czasy. Nie mogę się jednak nadziwić, z jaką nostalgią sami zaczęliśmy wspominać PRL. Zainspirowani tym „zjawiskiem”, rozpoczynamy na DEON-ie nowy cykl – wspomnieniowy. Nie da się zaprzeczyć, że żyliśmy w PRL-u, podobnie jak nie da się też zaprzeczyć, że PRL wciąż żyje w nas.

 A gdybyśmy mieli wskazać, jaki jest najbardziej wyrazisty symbol czasów PRL-u? Pewnie przyszłoby nam do głowy wiele pomysłów. Ktoś mógłby powiedzieć, że znanym wszystkim, choć bardzo irytującym i dramatycznym symbolem były puste półki w każdym sklepie. Ale to nie do końca prawda - były przecież sklepy „dla wybranych”, gdzie niczego nie brakowało, była też spora grupa tych „wybranych”, którzy nauczyli się radzić sobie w trudnych czasach i wcale nie byli zainteresowani, żeby cokolwiek w Polsce zmieniać.

DEON.PL POLECA



Prawdą jest, że wiele rzeczy z tamtych lat urosło do rangi symbolu. Niewątpliwie był nim Pewex wraz z jego „bonami”, czyli fałszywymi dolarami, które legalnie emitowało nasze państwo. Do rangi symbolu urosły też sportowe buty firmy Adidas – do dziś wielu z nas chodzi w „adidasach”. Wciąż też nie brakuje takich, którzy do dziś tankują na „CePeeNie”, którzy jeżdżą „PeKaeSem” (choć to, przez wprowadzenie mniejszych busów – zamiast autobusów – nazewnictwo nieco się zmieniło). A co do busów właśnie, to starsze pokolenie wciąż nazywa je pieszczotliwie „nyskami” (Nysa zdetronizowała wszystkie jej podobne samochody, nie wyłączając kultowego Żuka). Kolejnym symbolem dziedzictwa tamtych czasów są nowoczesne pieluchy – do dziś przecież nasze dzieci sikają do „pampersów”. Z przekąsem można powiedzieć, że swego rodzaju „niematerialnymi symbolami PRL-u” są tzw. górnicze przywileje (z których jednak już niewiele zostało), czy wyspecjalizowany w protestowaniu (od czasu do czasu) Związek Nauczycielstwa Polskiego, który generalnie oparł się wszelkim przemianom, z tą tylko różnicą, że wcześniej na protestowanie nigdy by sobie nie pozwolił. Ale na tym z pewnością nie koniec.

Jednak symbolem największym, który mimo kontrowersji wciąż trwa i ma się dobrze, jest prawdziwy granitowo-marmurowo-betonowy pomnik tamtych czasów, dar bratniego narodu, monumentalny symbol naszej kochanej stolicy – Pałac Kultury i Nauki. Pomysłodawcą jego budowy był sam Józef Stalin. Prace ukończono w 1955 roku. Przy budowie pracowało ok. 4.000 robotników ze Związku Radzieckiego i tyle samo Polaków. 16 osób zginęło podczas prac budowlanych. Dziś Pałac Kultury jest siedzibą wielu instytucji, ale można go też zwiedzić – ceny biletów rozpoczynają się od 79 złotych (ale już z przewodnikiem w języku angielskim – 145 złotych). Chyba największą jego atrakcją jest panorama Warszawy, tak przynajmniej jest reklamowany – można więc go uznać za najsłynniejszą w Polsce wieżę widokową.

Jego mit zrodził się jeszcze na etapie budowy. O Pałacu śpiewano piosenki i pisano wiersze. Jednym z najbardziej znanych jest ten autorstwa Jana Brzechwy, który jeszcze w trakcie jego budowy pisał:

„To, co bajarz ludowy napisał,
To, co lud w wyobraźni kołysał,
Wkrótce wszyscy ujrzymy na jawie:
Pałac z baśni powstaje w Warszawie!”.

DEON.PL POLECA


 A dalej w tym samym tekście Brzechwa z poety przepoczwarzył się w proroka, pisząc o tej budowli, że:
„Będzie trwała tak, jak wiara w człowieka,
Będzie trwała tak, jak miłość dla dziecka,
Będzie trwała jak PRZYJAŹŃ RADZIECKA”.

Pałac rzeczywiście okazał się trwały, bo pomimo różnych pomysłów – od zasłonięcia go biurowcami po totalne wyburzenie – wciąż trwa i jest jednym z bardziej wyrazistych symboli Warszawy. Tylko z tą „przyjaźnią radziecką” poecie jakoś nie wyszło…

 Czy Kościół ma jakieś swoje symbole z czasów PRL-? Chyba nie, choć z drugiej strony trudno powiedzieć. Być może dlatego, że generalnie – przynajmniej w oficjalnej linii – Kościół stał zawsze w opozycji, a ponieważ był dość mocny, na tę krytykę mógł sobie pozwolić. Jednak niewątpliwie tym, co nam pozostało po PRL-u (oczywiście pomijając mentalność, którą przesiąknęliśmy) jest cała seria brzydkich i niefunkcjonalnych budowli, które powstały w okresie, gdy Polska Ludowa chyliła się już ku upadkowi. Władze zaczęły pozwalać na wznoszenie świątyń, w Kościele jednak brakowało specjalistów – „budowniczymi” więc stawali się przypadkowi księża, którzy z jednej strony szastali pieniędzmi, bo tych akurat nie brakowało, a z drugiej bezgranicznie ufali architektom, którzy nie mieli żadnego doświadczenia w projektowaniu tego typu budowli, za to mieli… fantazję. Doświadczenie zdobywali tylko na tzw. „wielkiej płycie” – teraz w końcu mogli pokazać, co potrafią. I rzeczywiście „pokazali”, a skutki tego widzimy w wielu miejscach do dziś. Jak Pałac Kultury był darem bratniego narodu, tak nasze współczesne kościoły stały się darem schyłkowej epoki socjalizmu. To duży i osobny temat. Podejmę go w jednym z kolejnych odcinków tego cyklu.

Masz pomysł na kolejny temat?
Napisz do autora: redakcja@deon.pl

 

Dyrektor Wydawnictwa WAM i DEON.pl. W latach 2014-2020 przełożony Prowincji Polski Południowej Towarzystwa Jezusowego. Autor kilku przekładów i książek, m.in. "Po kostki w wodzie. Siedem katechez o wierze uczniów Jezusa" (dostępnej także jako audiobook). Po godzinach wolontariusz w krakowskim Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

[PRL z perspektywy zakrystii - cz.1.] Ta dawna - Ludowa - ciągle żyje w nas
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.