[PRL z perspektywy zakrystii – cz.2.] Sierpniowa abstynencja i kolorowa wódka

[PRL z perspektywy zakrystii – cz.2.] Sierpniowa abstynencja i kolorowa wódka
Fot. Generated by Gemini

Powoli dobiega końca sierpień, który ze starych, dobrych PRL-owskich czasów zapamiętaliśmy jako miesiąc trzeźwości. Nie miał on wprawdzie tej rangi co czas trzeźwości w Wielkim Poście, ale i tak w niektórych środowiskach traktowany był jak prawdziwa świętość. Zachowanie abstynencji w tym miesiącu urosło wręcz do rangi manifestacji przynależności do Kościoła. Co z tego zostało do naszych czasów?

Niewielu z nas zdaje sobie sprawę, że Kościół wcale nie zaniechał tej tradycji. Pośród różnych tzw. gremiów Episkopatu Polski (z których wiele istnieje pewnie tylko na papierze), jest też Zespół ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób uzależnionych. W jego skład, oprócz biskupa-przewodniczącego (o ironio, biskupa z Łomży), wchodzi 11 członków oraz 17 konsultorów, a dodatkowo każda diecezja ma własnego duszpasterza trzeźwości. Grono to, raz do roku, właśnie przed sierpniem, publikuje specjalny list, w którym przedstawia zagrożenia alkoholizmu, tradycyjnie trochę ponarzeka na aktualny stan zagadnienia oraz zachęca do abstynencji. Problem w tym, że list ten zwykle przechodzi bez echa, bo w samym gronie Episkopatu nie ma wielkiego ciśnienia, aby go upowszechniać (choć trzeba podkreślić, że sam biskup-przewodniczący robi, co może, aby jego głos był słyszany). W tym roku przypada 70. rocznica Jasnogórskich Ślubów Narodu i wezwania prymasa Wyszyńskiego do podjęcia wysiłku trzeźwości. Wezwanie to nie wzięło się znikąd. Jak dobrze pamiętamy, w czasach PRL-u było o co walczyć.

DEON.PL POLECA



Wprawdzie niektórzy chętnie problem alkoholizmu utożsamiają z PRL-em, ale to nieprawda. Polacy zawsze pili: piła szlachta, pili magnaci, pili chłopi (i baby), piło też duchowieństwo. I pili od zawsze, bo właściwie nikt nie pamięta, skąd wziął się alkohol. W genialnej (przynajmniej dla mnie) powieści „Konopielka”, wędrowny i uczony dziad tłumaczy, że to sam diabeł podpowiedział człowiekowi, jak wytworzyć samogon. Ale też - odsyłam do książki “Ropa. Krew cywilizacji”, wydanej przez WAM – czytamy, że pierwsza próba ratyfikacji ropy naftowej wzięła się z pomysłu… wytworzenia z niej samogonu. Oczywiście nie wpadł na to sam Łukasiewicz, ale to inni zgłosili się do niego z taką prośbą. Wiadomo, Polak z wszystkiego potrafi wytoczyć bimber. Ale pili nie tylko Polacy – pili też inni. I znów wystarczy przypomnieć fakt, że alkohol był jedną z bardziej skutecznych broni przeciwko tubylcom na wszystkich kontynentach, gdzie docierali Europejczycy.

W czasach PRL-u alkohol – a właściwie symboliczna „flaszka” nabrała specjalnego znaczenia. Pieniądze nie były nic warte, a żeby cokolwiek za nie kupić, trzeba się było nieźle postarać. Za wszystko więc płacono alkoholem. Za wykonaną pracę, za rozmaite usługi, za życzliwość, alkohol też był narzędziem przekupstwa. Flaszką można było płacić za wszystko i regulować wszelkie długi – brali je chętnie wszyscy: od traktorzystów (którzy tradycyjnie przez cały dzień byli pod wpływem), po lekarzy (ci zresztą biorą do dziś, ale tylko te flaszki z wyższych półek). Zapijało się też wtedy każdą robotę, każdy życiowy sukces, ale i każdą porażkę. Zarówno piłkarze, jak i działacze Ludowego Zespołu Sportowego w wiosce, w której mieszkałem, „urąbani” byli po każdym meczu: po wygranym z radości, a po przegranym – z żalu. Flaszki tylko nie wypadało dawać księdzu. Księża zresztą w tym czasie walczyli, aby wódki nie było na chrzcinach i pierwszych komuniach, ale generalnie nikt się tym nie przejmował, a co najwyżej serwowano ją w butelkach po oranżadzie.

Wódka zasadniczo różniła się tylko nazwą, a nie smakiem. Może z wyjątkiem jednego gatunku, który na sklepowych półkach pojawił się w epoce kryzysu w latach osiemdziesiątych – była to wódka Vistula, która zdecydowanie odbiegała od normy – miała ponoć smak nieco inny, a przede wszystkim wyprodukowana była z czegoś, co szkodziło nawet najbardziej zaprawionym pijakom (w porównaniu do rodzimej produkcji kombajnu zbożowego o tej samej nazwie żartowano, że ta wódka „skosi każdego chłopa”. No i kosiła. Ale też ze względu na te skutki uboczne zaczęto jej unikać, kupując tylko w stanie najwyższej desperacji. Aż w końcu zniknęła z półek).

Generalnie jednak różnica w smaku PRL-owskich wódek nie była wyczuwalna, zwłaszcza od trzeciego kieliszka. Ogólnie rzecz biorąc wódkę dzielono na: białą i kolorową. Biała – właściwie przeźroczysta – była dla mężczyzn, a kolorowa była „babska”.

DEON.PL POLECA


Co ciekawe do babskich wódek, ze względu na kolor, zaliczano także różnego rodzaju whisky, brandy itp. Właściwie taką pierwszą PRL-owską lekcją rozpoznawania różnych gatunków alkoholi była słynna scena z „Czterdziestolatka”, w którym „kobieta, która żadnej pracy się nie boi”, wtedy jako rozwożąca mleko, mlekiem tym rysuje na ulicy różne kształty kieliszków, wyjaśniając z jakich pije się określone gatunki alkoholi.

W głębokim PRL-u i w świadomości jego obywateli takie rozróżnienie jednak nie funkcjonowało: tak jak lody były albo śmietankowe, kawowe lub owocowe, tak i wódka była albo biała, albo kolorowa. Pamiętam taką sytuację – już z połowy lat dziewięćdziesiątych – kiedy pomagałem na budowie u mojego kuzyna. Na przerwie, czyli już o 10.00 rano – zaproponował majstrom po kieliszku, a ponieważ chciał się pochwalić, że jest światowym człowiekiem, nalał po kieliszku whisky. Majstrzy kulturalnie przechylili do dna, obtarli wargi upapranym zaprawą rękawem, i nawet się skrzywili, żeby pokazać, że wódka mocna, nie chrzczona. Ale gdy kuzyn zaproponował drugą kolejkę, jeden z murarzy szczerze podziękował: „Wie pan, panie Janku, tych kolorowych to ja nie lubię”. Wiadomo – kolorowa, to „babska”, i chłopu trochę wstyd było taką pić.

Masz pomysł, co do kolejnego tematu? Napisz do autora: redakcja@deon.pl

Dyrektor Wydawnictwa WAM i DEON.pl. W latach 2014-2020 przełożony Prowincji Polski Południowej Towarzystwa Jezusowego. Autor kilku przekładów i książek, m.in. "Po kostki w wodzie. Siedem katechez o wierze uczniów Jezusa" (dostępnej także jako audiobook). Po godzinach wolontariusz w krakowskim Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Łukasz Modelski

Sztuka życia w PRL

Kiedyś to były czasy? Witajcie w PRL – kraju wiecznego niedoboru, gdzie nawet pieniądze są bez znaczenia, jeśli nie masz odpowiedniej legitymacji, talonu lub kartek. Tu wszystko trzeba upolować, wystać, zdobyć...

Skomentuj artykuł

[PRL z perspektywy zakrystii – cz.2.] Sierpniowa abstynencja i kolorowa wódka
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.