Piekło kobiet istnieje. Przebierają się za muzułmanki, by uniknąć gwałtu
Katolickie migrantki zakładają hidżab, by uchodzić za muzułmanki i w ten sposób zmniejszyć ryzyko gwałtu. Inne kobiety przed wyjazdem przyjmują pigułki antykoncepcyjne lub celowo wywołują okres za pomocą leków. Nowy raport duńskich badaczy ujawnia przerażające, codzienne strategie przetrwania kobiet na szlaku do Europy. Przemoc seksualna stała się tam systematycznym, wręcz obowiązkowym punktem tragicznej podróży.
Kobiety ruszają w podróż przez Morze Śródziemne z nadzieją. Część wierzy, że najgorsze ominie właśnie je, a dramatyczne opowieści rodaczek to tylko przesada; inne uciekają nie mając pojęcia o czyhającym je koszmarze. Rzeczywistość jest jednak bezlitosna. Raport „The hidden crisis” (Ukryty kryzys), przygotowany przez Duński Instytut Studiów Międzynarodowych (DIIS) na zlecenie tamtejszego Czerwonego Krzyża, pokazuje, że przemoc seksualna na szlaku migracyjnym stała się zjawiskiem wręcz codziennym i niestety znormalizowanym. Badaczki przeanalizowały niemal trzysta dokumentów z lat 2015–2025 oraz przepytały personel pracujący bezpośrednio z ofiarami.
Dane liczbowe nie pozostawiają złudzeń co do skali zjawiska. Szacunki wskazują, że od 50 do nawet 90 procent kobiet na szlaku wiodącym przez środkową część Morza Śródziemnego doświadcza przemocy seksualnej. Koszmar nie zaczyna się i nie kończy w Libii; kobiety cierpią także w Nigrze, Sudanie, Mali, Algierii czy Tunezji. Choć skala poraża, rządy i organizacje międzynarodowe nie traktują tego problemu priorytetowo. Autorki raportu wprost wytykają decydentom bezczynność: sprawa nie stanowi priorytetu politycznego, działania humanitarne kuleją, a gwałciciele bezkarnie unikają sprawiedliwości.
Różaniec schowany pod hidżabem
Żeby przeżyć i zminimalizować ryzyko, migrantki chwytają się wszelkich możliwych sposobów. Do najbardziej poruszających metod należy ukrywanie własnej tożsamości religijnej. Chrześcijańskie kobiety w drodze zakładają hidżab i udają muzułmanki, ponieważ te drugie rzadziej stają się celem ataków napastników. Inne uciekinierki próbują maskować swoją kobiecość – noszą męskie ubrania, podróżują wyłącznie w większych grupach lub udają, że są w ciąży, licząc na resztki ludzkich odruchów u przestępców.
Strach przed niechcianą ciążą – będący jedną z największych obaw migrantek – sprawia że decydują się na swoistą antykoncepcję prewencyjną. Jak wyjaśnia pracownik organizacji pomocowej, którego słowa przytacza raport, kobiety przed wyruszeniem w drogę przyjmują hormonalne zastrzyki antykoncepcyjne, zażywają pigułki lub piją specjalne napary, które – jak wierzą – uchronią je przed zajściem w ciążę. Część z nich posuwa się jeszcze dalej i celowo zażywa leki wywołujące krwawienie z dróg rodnych. Napastnicy, widząc krew, często rezygnują z gwałtu, sądząc, że kobieta przechodzi menstruację.
Kto poluje na bezbronnych?
Raport ujawnia prawdę o tym, kto czerpie zyski z cudzego nieszczęścia. Największe zagrożenie stanowią przemytnicy ludzi, którzy odpowiadają za 45 procent wszystkich nadużyć. Gorzka ironia polega jednak na tym, że wysoko na liście gwałcicieli plasują się ci, którzy z racji munduru powinni nieść ocalenie. Służby bezpieczeństwa i straż graniczna odpowiadają za 19 procent ataków, grupy przestępcze za 11 procent, a współtowarzysze podróży za kolejne 10 procent. Raport wspomina również niestety o przypadkach nadużyć ze strony pracowników organizacji humanitarnych.
Wielorakie formy przemocy obejmują gwałty zbiorowe, tortury seksualne, zmuszanie do patrzenia na akty przemocy oraz wymuszanie stosunków seksualnych podczas porwań dla okupu. Horror nie znika w cudowny sposób po dotarciu do Europy, o czym świadczą badania z ośrodków we Francji. W podparyskim punkcie dla migrantów z Libii prowadzonym przez Lekarzy Świata aż 53,3 procent kobiet zadeklarowało doświadczenie przemocy seksualnej. Z kolei badanie z 2023 roku, zrealizowane na południu Francji wśród kobiet ubiegających się o azyl, wykazało wskaźnik sięgający 75,2 procent ofiar.
Mur milczenia i strachu
Przetrwanie fizycznego ataku to zaledwie początek długiej drogi przez mękę. Ofiary muszą zmierzyć się z głęboką traumą psychiczną oraz absurdalnie niesprawiedliwym społecznym napiętnowaniem. Dodatkowo barierę nie do przebicia tworzy system prawny i brak wsparcia instytucjonalnego. Kobiety rzadko zgłaszają przestępstwa policji, ponieważ panicznie boją się aresztowania i deportacji. Paraliżuje je również strach przed zemstą ze strony napastników – nawet pójście do szpitala w celu opatrzenia ran grozi nieraz brutalnym odwetem.
Artykuł opublikowany przez redakcję włoskiego dziennika Avvenire dobitnie pokazuje, że dramat migrantek rozgrywa się w cieniu wielkiej polityki. Za suchymi liczbami kryją się twarze kobiet, które w pogoni za bezpiecznym życiem doświadczają cierpienia, upokorzenia i tracą zdrowie. Bez zdecydowanych działań ze strony europejskich liderów i realnego wsparcia na szlakach tranzytowych, ta ukryta tragedia nadal będzie codziennością u wrót naszego kontynentu. Wrażliwość społeczna i religijna domaga się głośnego sprzeciwu wobec tej systemowej obojętności.
Avvenire/łs


Skomentuj artykuł