Dramatyczne wyznanie ks. Olszewskiego w sądzie. Mówi o nękaniu przez służby
„Cierpię na zespół stresu pourazowego w wyniku zatrzymania i niehumanitarnego traktowania” – te słowa ks. Michała Olszewskiego, wypowiedziane we wtorek 10 lutego przed Sądem Okręgowym w Warszawie, rzucają nowe światło na przebieg jednego z najgłośniejszych procesów ostatnich lat. Duchowny, zasiadający na ławie oskarżonych w związku z dotacjami z Funduszu Sprawiedliwości, zdecydował się na drastyczny krok: skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień. Jego kilkunastominutowe oświadczenie nie było jednak milczeniem, lecz poruszającym zapisem lęku, poczucia osaczenia i walki o godność w machinie wymiaru sprawiedliwości.
PTSD i cień służb specjalnych
Podczas trzeciej już rozprawy dotyczącej nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości, oczy wszystkich zwrócone były na byłego szefa Fundacji Profeto. Ks. Olszewski, choć nie przyznał się do winy, zamiast tradycyjnych zeznań wybrał prawo do swobodnej wypowiedzi. Jako główny powód swojej decyzji wskazał dramatyczny stan zdrowia, będący – jak twierdzi – pokłosiem sposobu, w jaki został zatrzymany i przetrzymywany. „Cierpię na zespół stresu pourazowego (…), co zostało stwierdzone przez Rzecznika Praw Obywatelskich” – mówił przed sądem, dodając, że nękanie ze strony ABW nie ustało po opuszczeniu przez niego zakładu karnego.
Duchowny opisał atmosferę osaczenia, która dotyka nie tylko jego, ale również jego najbliższych i współpracowników. Według jego relacji, osoby luźno z nim związane, jak choćby korektorka jego książek, stawały się celem działań służb. „Większość świadków, którzy byli moimi współpracownikami, w odstępach dwumiesięcznych przez cały rok 2025 byli regularnie nękani przez ABW przeszukaniami o szóstej rano” – podkreślił oskarżony. Sytuacja ta ma budzić paraliżujący strach nawet wśród personelu medycznego; ks. Olszewski wspomniał o lekarzu, byłym wojskowym, który obawia się wystawić stosowne zaświadczenie w lęku przed represjami.
Dwie twarze prokuratury
Wstrząsającym elementem oświadczenia była relacja z pierwszych dni po zatrzymaniu w marcu 2024 roku. Duchowny ze szczegółami opisał zachowanie prokuratora Piotra Woźniaka, który miał się nad nim znęcać od momentu przewiezienia z tzw. „dołka”. Ks. Olszewski wspominał zamknięcie w małym pokoju z klatką i pryczą więzienną oraz szydercze słowa prokuratora, który miał zapowiadać, że „wygody” zostaną mu zapewnione dopiero w więzieniu. Ta opowieść o braku empatii i celowym upokarzaniu człowieka kontrastuje jednak z innym doświadczeniem procesowym.
W swojej wypowiedzi ksiądz niespodziewanie podziękował innemu oskarżycielowi, prokuratorowi Pęgalowi, za „pewien profesjonalizm”. Jak relacjonował oskarżony, prokurator ten zawsze kazał rozkuwać mu ręce i nogi podczas czynności, traktował go „jak człowieka” i oferował wodę. Ten dualizm postaw urzędniczych stał się dla ks. Olszewskiego podstawą do gorzkiej refleksji nad stanem państwa prawa: „Nie znając się na prawie, jest dla mnie niezrozumiały ten relatywizm, który dzisiaj panuje. Prawo zależy od poglądów politycznych”.
Izolacja i listy z opóźnieniem
Kolejnym bolesnym wątkiem poruszonym przed sądem była kwestia izolacji od rodziny. Ks. Olszewski przyznał, że pierwszy list od najbliższych otrzymał dopiero po trzech miesiącach od aresztowania, mimo że wysłano go natychmiast po jego zatrzymaniu. Według jego relacji, funkcjonariusze więzienni mieli sugerować, że korespondencja rodzinna była celowo przetrzymywana na polecenie prokuratury, podczas gdy listy od osób obcych docierały do celi znacznie szybciej.
Wszystkie te doświadczenia – od pobytu w areszcie, który trwał blisko siedem miesięcy, aż po obecne poczucie bycia stale obserwowanym – złożyły się na deklarację ogromnego lęku przed brakiem sprawiedliwego potraktowania przez obecny skład sędziowski. Duchowny, który opuścił areszt w październiku 2024 roku po wpłaceniu kaucji, stoi dziś przed zarzutem m.in. prania brudnych pieniędzy w związku z 66-milionową dotacją dla Fundacji Profeto.
Wymiar sprawiedliwości czy próba charakteru?
Sprawa ks. Michała Olszewskiego i dwóch byłych urzędniczek Ministerstwa Sprawiedliwości, Urszuli D. i Karoliny K., wykracza poza ramy zwykłego procesu karnego. To opowieść o zderzeniu jednostki z systemem, w którym granica między procedurą a nieludzkim traktowaniem staje się przedmiotem dramatycznego sporu. Czy w procesie o wielomilionowe dotacje uda się zachować standardy, o które upomina się oskarżony, przywołując opinię Rzecznika Praw Obywatelskich?.
Oświadczenie duchownego z 10 lutego 2026 roku stawia przed opinią publiczną pytania o moralny koszt prowadzonych postępowań. Niezależnie od oceny samych zarzutów dotyczących Funduszu Sprawiedliwości, opis traktowania człowieka w areszcie oraz presji wywieranej na jego otoczenie musi budzić refleksję nad kondycją naszych instytucji. Czy w imię litery prawa można doprowadzić człowieka do stanu, w którym jedyną formą obrony staje się milczenie podyktowane traumą? Odpowiedź na to pytanie może okazać się ważniejsza niż sam wyrok w tej sprawie.
onet/niedziela/opoka/portalsamorzadowy.pl/Stacja7/łs


Skomentuj artykuł