"Było nerwowo, trzeba było grozić wetem"

"Było nerwowo, trzeba było grozić wetem"
(fot. PAP/Radek Pietruszka)
5 lat temu
PAP / ptsj

Byliśmy osamotnieni w walce o europejski przemysł. Było nerwowo. Do końca trzeba było grozić wetem - powiedział PAP wicepremier Janusz Piechociński. Jak dodał, wynegocjowane porozumienie zawisło na włosku, gdy ok. godz. pierwszej wetem zagroziła Szwecja.

Piechociński podkreślił w piątkowej rozmowie z PAP, że polska delegacja już na pierwszym spotkaniu w Brukseli określiła "cztery warunki brzegowe" i dała do zrozumienia, że "bez spełnienia któregokolwiek z nich, Polska nie zagłosuje".

"To zaskoczyło wszystkich. Było to powodem pewnych przesunięć, ale też irytacji krajów, które w inny sposób traktują politykę energetyczną" - powiedział wicepremier. "Było nerwowo. Do końca trzeba było grozić wetem" - dodał.

Polityk zaznaczył, że w porozumieniu udało się skorygować mechanizmy z pakietu klimatycznego z 2007 roku. Jego zdaniem okazało się jednak, że Europa "ma kłopoty ze zdefiniowaniem, co jest ważne". "W determinacji, walce o przemysł europejski byliśmy stosunkowo osamotnieni" - dodał polityk.

"Europa popełnia istotny błąd. Przed globalnym szczytem jeszcze nic nie uzyskała od reszty świata, a chce być prymusem. Zapomina o tym, że klimat oderwany od produkcji, zatrudnienia, przemysłu, konkurencyjności jest jednowymiarową sprawą" - przekonywał lider PSL.

Według Piechocińskiego, gdy zostały spełnione polskie warunki brzegowe, polska delegacja - widząc, że "zdecydowana większość krajów ma sprzeczne poglądy i interesy" - postawiła kolejny warunek. Premier Ewa Kopacz domagała się przyjęcia klauzuli - jak relacjonował wicepremier - zgodnie z którą Komisja Europejska i Rada Europejska będą monitorować, czy mechanizmy uzgodnione na szczycie działają zgodnie z wynegocjowanym porozumieniem.

"To irytowało. Wręcz pytano nas, dlaczego nie mamy zaufania" - podkreślił wicepremier. Dodał, że sam przypomniał szefowi Rady Europejskiej Hermanowi van Rompuyowi, że w przyjętym już pakiecie z 2007 roku dokonano korekt, zmieniając zasady w trakcie gry.

Gdy treść porozumienia była już uzgodniona - relacjonował Piechociński PAP - około godziny pierwszej w nocy "doszło do dramatycznej szarży" delegacji szwedzkiej. Chciała ona uzyskać ambitne cele, do których była obligowana decyzją parlamentu. Spowodowało to - jak dodał - półgodzinną przerwę, ale około drugiej Szwedzi się wycofali. Jak mówił, w międzyczasie "udobruchano" Irlandię i Portugalię, dzięki czemu powstała ostateczna wersja porozumienia.

Przywódcy państw i rządów uzgodnili w nocy z czwartku na piątek na szczycie Brukseli, że UE ograniczy emisje CO2 o co najmniej 40 proc. do 2030 r. względem roku 1990. Mniej zamożne kraje UE, w tym Polska, będą mniej obciążone kosztami ambitnej polityki klimatycznej. Ostateczne porozumienie przewiduje, że udział energii ze źródeł odnawialnych w całkowitym zużyciu energii elektrycznej w UE wyniesie co najmniej 27 proc. w 2030 r. Cel ten będzie wiążący na poziomie całej Unii, ale nie dla poszczególnych państw członkowskich.

Kompromis przewiduje, że mniej zamożne kraje UE (z PKB poniżej 60 proc. średniej unijnej) - wśród nich Polska - będą mogły przekazywać darmowe pozwolenia na emisję CO2 elektrowniom do 2030 r. O taki zapis walczyła premier Ewa Kopacz. Bez takiej klauzuli byłby trudno powstrzymać podwyżkę cen energii elektrycznej w Polsce. Według źródeł dyplomatycznych Polska energetyka będzie mogła otrzymać pulę darmowych uprawnień o wartości 31 mld złotych.

Najmniej zamożne państwa UE podzielą się też środkami ze specjalnej rezerwy utworzonej z 2 proc. pozwoleń na emisję. Według nieoficjalnych wyliczeń przekazanych przez źródła dyplomatyczne oznacza to, że Polska otrzyma ok. 7,5 mld zł do 2030 r. na modernizację naszej energetyki. Wprawdzie w dokumencie końcowym pozostał zapis, że w zarządzanie tymi funduszami zaangażowany ma być Europejski Bank Inwestycyjny, ale - według dyplomatów - nie będzie przeszkód, żeby za te pieniądze Polska unowocześniała swe elektrownie węglowe.

Z perspektywy Polski ważny jest też podział wiążącego na poziomie UE celu ograniczenia emisji na sektory objęte systemem handlu pozwoleniami (ETS) i takie, które są poza nim. W tym pierwszym przypadku redukcja na poziomie unijnym ma wynieść 43 proc., w drugim 30 proc. (w porównaniu do 2005 r.).

We wnioskach znalazł się zapis przewidujący, że w sektorach poza systemem ETS (w rolnictwie, handlu i transporcie) żaden kraj nie będzie mógł zwiększać emisji, a redukcja wyniesie od 0 do 40 proc. Polska chciała zwiększać w tym sektorze emisje, jednak zapisy ze szczytu tylną furtką dają nam taką możliwość na zasadzie wymiany z innymi krajami.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

"Było nerwowo, trzeba było grozić wetem"
Komentarze (0)

Skomentuj artykuł

"Było nerwowo, trzeba było grozić wetem"
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.