Rodziny katyńskie na miejscu katastrofy Tu-154

Rodziny katyńskie na miejscu katastrofy Tu-154
(fot. PAP/Wojciech Pacewicz)
PAP / psd

Ponad 220 krewnych ofiar zbrodni katyńskiej przybyło na miejsce katastrofy Tu-154M w Smoleńsku, gdzie w ciszy i skupieniu oddało hołd 96 osobom z prezydenckiej delegacji, które zginęły 10 kwietnia 2010 r.

W miejscu, gdzie rozbił się samolot, członkowie rodzin katyńskich z całej Polski indywidualnie składali kwiaty i zapalali znicze. Przy asyście honorowej żołnierzy Wojska Polskiego wieniec z kwiatami pod charakterystyczną rozwidloną brzozą złożyła Izabella Sariusz-Skąpska, córka Andrzeja Sariusz-Skąpskiego, która po jego śmierci w katastrofie smoleńskiej zastąpiła go na stanowisku prezesa Federacji Rodzin Katyńskich. Kwiaty składały także delegacje rodzin katyńskich z całego kraju, m.in. Warszawskiej Rodziny Katyńskiej, Olsztyńskiej i Zamojskiej.

Wszyscy byli wyraźnie wzruszeni, ze smutkiem przyglądali się miejscu tragedii z 10 kwietnia 2010 r. Panowało milczenie i zaduma. Poza miejscem upadku tupolewa rodziny katyńskie odwiedzą także - oddaloną o kilkaset metrów od miejsca katastrofy - złamaną brzozę, o którą uderzył samolot.

W rozmowie z PAP wiele osób podkreślało, że nie chce łączyć tragedii smoleńskiej ze zbrodnią NKWD popełnioną na Polakach 71 lat temu. Rodziny katyńskie przyglądały się także zmienionej tablicy na kamieniu upamiętniającym katastrofę. Część z nich uznała tę zmianę za niepotrzebną, z kolei inni uznawali, że nie ma to znaczenia.

"Jak można twierdzić, a z takimi głosami się spotkałem, że z powodu zmiany tablicy prezydent Komorowski nie powinien przyjechać do Smoleńska? To może jeszcze wojsko postawimy na granicy? To przecież absurd" -
mówił PAP Józef Chełchowski z Jeleniej Góry, syn Tadeusza Chełchowskiego, który jako oficer rezerwy WP i nauczyciel z Brześcia zginął w Katyniu.

Dodał też, że jako przedstawiciel rodzin katyńskich nie utożsamia się ze stowarzyszeniem Katyń 2010, które pierwotnie umieściło napis z odniesieniem do ludobójczego charakteru zbrodni katyńskiej. "To mnie obraża. Nie chodzi mi o ludobójstwo, bo ono było faktem, ale sama nazwa stowarzyszenia. Jaki +Katyń 2010+? Piszcie sobie +Smoleńsk 2010+. Nazywajmy to po imieniu" - mówił Chełchowski.

Innego zdania była m.in. Irena Zdrojkowska, krewna zamordowanego w Katyniu por. Stanisława Kłopotowskiego, która w rozmowie z PAP podkreślała, że trzeba jak najszybciej wyjaśnić przyczyny katastrofy samolotu w Smoleńsku. Mówiła jednak, że trudno jej o optymizm, gdy myśli o przyszłych wynikach śledztwa. "Moją obecność tutaj i w Katyniu traktuję jako obowiązek. Rok temu bardzo przeżyłam wydarzenia, które tutaj się rozegrały i wiedziałam, że kiedyś muszę tu przyjechać. To smutne miejsce, ale cieszę się, że mogłam je zobaczyć" - mówiła.

"Każdy z uczestników pielgrzymki ma w głowie i w sercu tę tragedię sprzed dwunastu miesięcy i nie ukrywam, że trochę się obawiałem, że atmosfera w czasie tej podróży na 71. rocznicę zbrodni katyńskiej będzie z tego powodu ciężka. Ale niczego takiego nie dostrzegam. To jest rzeczywiście pielgrzymka rodzin katyńskich, która odbywa się w ciszy i spokoju" - powiedział PAP sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Krzysztof Kunert.

"W Smoleńsku czy w Katyniu - nie ulega wątpliwości - emocje są silniejsze, ale to jest całkowicie zrozumiałe i naturalne. Najważniejsze jednak, że nie ma czegoś niedobrego, co dzieje się - mówiąc ogólnie - między Smoleńskiem a Katyniem, a co można zauważyć w kraju, czy w Warszawie. Rodziny katyńskie doskonale rozumieją, że nie należy łączyć tych dwóch zdarzeń: mordu NKWD na Polakach w 1940 r. i katastrofy smoleńskiej - obu tragicznych i ważnych dla historii Polski, ale jednak różnych" - podkreślił Kunert. Dodał, że pielgrzymka - poza oddaniem hołdu ofiarom Katynia - ma także pomóc ludziom w poradzeniu sobie z narodową tragedią z 10 kwietnia 2010 r.

Zgodnie z programem pielgrzymki, rodziny katyńskie po kilkugodzinnym pobycie w Smoleńsku, podczas którego odwiedzą m.in. smoleński sobór, udadzą się autokarami do Katynia. Na miejscu - odwiedzając groby swoich najbliższych i zapalając znicze pod tysiącami tabliczek z nazwiskami polskich ofiar Katynia - będą oczekiwać na przyjazd obu prezydentów.

W rozmowie z PAP uczestnicy pielgrzymki - jeszcze podczas podróży pociągiem do Smoleńska - podkreślali, że przyjazd do Katynia wiąże się z ogromnymi emocjami. Jak mówili, emocje z jednej strony powodowane są tym, że będzie to pierwsza rocznicowa pielgrzymka po katastrofie samolotu w Smoleńsku, a z drugiej strony wiążą się z faktem, że na uroczystościach w Katyniu po raz pierwszy pojawi się tak wysoki rangą przedstawiciel Rosji - Dmitrij Miedwiediew.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Rodziny katyńskie na miejscu katastrofy Tu-154
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.