Czy Jezus jest oderwany od rzeczywistości?

Czy Jezus jest oderwany od rzeczywistości?
fot. unsplash.com

Słowa Jezusa mogą czasami wydawać się oderwane od rzeczywistości. Niekiedy chciałoby się powiedzieć: „Piękna wizja, ale nie na dzisiejsze czasy. Może kiedyś było to możliwe”. Ewangelia nie straciła jednak na aktualności, a nasze wymówki świadczą jedynie o tym, że ze słów Chrystusa wybieramy sobie tylko to, co wydaje się nam łatwe i niewymagające. Ewangelia to wyzwanie dla tych, którzy chcą być chrześcijanami pełną parą.

„Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają” (Łk 6,27-28). Słowa Mistrza z Nazaretu dotyczą każdej sytuacji, w której zaznajemy krzywdy od innych. Nie ma w nich żadnego trybu warunkowego, żadnego „chyba że” i żadnego „ale”. Chrystus proponuje swoim uczniom drogę zwyciężania zła dobrem. Na tym polega nowość Jego nauki. Zbawiciel podnosi poprzeczkę, pokazując, czym jest bezwarunkowa miłość do każdego człowieka. Na razie są to słowa, lecz znajdą one dopełnienie w paschalnych wydarzeniach Męki, Śmierci i Zmartwychwstania.

„Oburzające” są również inne słowa, które padają z ust Jezusa w czytanym dziś fragmencie Łukaszowej Ewangelii: „Dawaj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. (…) Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając” (Łk 6,30.35). Bez sensu. Jezus totalnie odleciał w tym swoim nauczaniu. Przecież trzeba walczyć o swoje – o to, co mi się należy! Nie po to pracowałem i traciłem siły, by zdobyć to, co posiadam, żeby potem to tak po prostu stracić, bo pożyczę komuś na wieczne nieoddanie. Jezus takimi prowokującymi słowami niesamowicie próbuje nasze serca, pomagając nam zbadać stopień przywiązania do świata i jego logiki. Dopóki na życie nie spojrzę z perspektywy Królestwa Niebieskiego, dopóty Ewangelia będzie mnie drażnić swoją „bezsensownością” i „nieżyciowością”.

To prawda, że wszyscy jesteśmy potomkami pierwszego Adama, człowieka z krwi i kości, mocno przywiązanego do ziemi. To prawda, że zmagamy się ze skutkami grzechu pierworodnego. Jesteśmy jednak także braćmi Drugiego Adama, bo „jak nosiliśmy obraz ziemskiego człowieka, tak też nosić będziemy obraz Człowieka niebieskiego” (1 Kor 15,49), który pokazuje nam, że można żyć inaczej, że można wznieść się na wyższy poziom moralny.

Jezus, stawiając wymagania, pokazuje, że miłość, której chce nas nauczyć, będzie nas wyróżniać spośród innych i nada sens byciu chrześcijaninem: „Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to należy się wam wdzięczność? Przecież i grzesznicy okazują miłość tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to należy się wam wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią” (Łk 6,32-33).

Jezus stawia przed swoimi uczniami wielkie wyzwania, ale jednocześnie sam swoim życiem i postępowaniem pokazuje to, do czego ich powołuje. Kocha miłością wymagającą, ale zarazem wspomagającą. Nie oczekuje, że człowiek sam, o własnych siłach, dojdzie na wskazany przez Niego szczyt, ale proponuje wspólną drogę, na której można na własnej skórze przekonać się o tym, czym jest prawdziwa miłość: „On odpuszcza wszystkie twoje winy i leczy wszystkie choroby. On twoje życie ratuje od zguby, obdarza cię łaską i zmiłowaniem. (…) Miłosierny jest Pan i łaskawy, nieskory do gniewu i bardzo cierpliwy. (…) Nie postępuje z nami według naszych grzechów ani według win naszych nam nie odpłaca” (Ps 103,3-4.8.10).

„Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi” (Łk 6,29). Wydawać by się mogło, że takie podejście to doznawanej agresji jest okazaniem słabości i bezsilności. Drugi policzek jest gotów nadstawić jedynie człowiek świadomy tego, że to nie może go zabić, bo jest jeszcze coś więcej niż „tu i teraz”. Jezus mówi: „Odpuść! Nie oddawaj pięknym za nadobne, ale okaż miłość!”. Okazując swojemu wrogowi miłosierdzie, przerywam spiralę nienawiści i pozwalam tryumfować prawdziwej miłości. „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (Łk 6,36). Bóg ci wybaczył, to i ty przebacz drugiemu i pokaż mu drogę do Ojca.

„Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone” (Łk 6,37) – jakież te słowa są wymagające! Tak trudno jest zdobyć się na przebaczenie, kiedy doznana krzywda nie pozwala o sobie zapomnieć. Jak patrzeć na drugiego z miłością – bez ocen, osądów i potępienia? Zresztą po, co to robić? Tyle osób wokół jest skłóconych ze sobą. Żyją ze świadomością, że gdzieś tam jest ktoś, kogo nie cierpię (może wręcz nienawidzę), na kogo nie mogę patrzeć, o kim nawet nie chcę myśleć.

Wiem, że to są zazwyczaj bardzo skomplikowane sprawy – poplątane międzyludzkie relacje, zawiłe historie naszpikowane emocjami, nad którymi nikt już nie potrafi zapanować. Nie potrafi bądź po prostu nie chce. Do stanu nieprzebaczenia i do „wiecznej wojny” łatwo się przyzwyczaić. Z początku doznana krzywda boli. Potem ten ból przeradza się w zawiść, a często także w chęć zemsty. I choć nie targamy się na czyjeś życie, to jednak w naszym sercu człowiek ten już nie istnieje, zrywamy kontakt, tratujemy jak powietrze – pozostają tylko negatywne wspomnienia, od których na samą myśl skręca w żołądku.

Mamy niezwykłą łatwość do zapominania tego, co było między nami dobre, przez co nie potrafimy złapać odpowiedniej proporcji w ocenie drugiego człowieka. „Teraz to już wszystko układa nam się w całość” – przekreślamy dobre historie, wypieramy je z pamięci. Przyjaciel staje się wrogiem. Rodzice, siostra lub brat stają się ludźmi całkowicie obcymi.

Taki stan może poprowadzić nas w jeszcze bardziej niebezpieczną stronę. Skrzywdzeni szukamy sojuszników, którzy doświadczyli czegoś podobnego. Nic tak nie łączy jak wspólny wróg. I tak z ludzi skrzywdzonych stajemy się oprawcami niszczącymi czyjeś dobre imię, nastawiającymi jednych przeciw drugim. Do tego zamykamy się w bańce, w której czujemy się dobrze i bezpiecznie, a to sprawia, że nie jesteśmy zdolni do prawidłowej oceny stanu rzeczy. Gotujemy się we własnym sosie. A może raczej zaczynamy trawić samych siebie... I w tym momencie okazuje się, że to nie Jezus i Jego Ewangelia są oderwane od rzeczywistości, ale my sami przez grzech odcinamy się od Miłości, która jest rzeczywistością.

Nie przebaczając ranimy samych siebie. Nie wierzysz? To przyjrzyj się historii swojego nieprzebaczenia. Ile zniszczonych relacji? Ile nerwów? Ile wewnętrznych dialogów? Ile złorzeczenia? A czy nie czujesz dysonansu, wypowiadając słowa Modlitwy Pańskiej: „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”? Czy nie jesteś wewnętrznie rozdarty, gdy przystępujesz do Komunii Świętej, a w głowie telepią się złe myśli przeciw komuś? A może właśnie przez to, że nie potrafisz przebaczyć, straciłeś wiarę i nie zaglądasz do kościoła, bo stał się dla ciebie miejscem, w którym to wszystko wraca i nie daje spokoju? Spróbuj przebaczyć. Zobaczysz, jak to uwalnia. „Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie” (Łk 6,31).

Kapłan archidiecezji gdańskiej. Student teologii dogmatycznej na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Współtwórca kanałów "Inny wymiar" i "KatOlizator".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
ks. Józef Tischner

Głęboka wiara i wielkie pytania ks. Józefa Tischnera

Jak wierzyć w świecie, który żongluje iluzjami? Czy kierować się sumieniem, jeśli inni idą na kompromis? Dlaczego Bóg tak często milczy wobec naszego cierpienia? Ile w Jego...

Skomentuj artykuł

Czy Jezus jest oderwany od rzeczywistości?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.