Andrew Garfield: chcę cały czas oddawać się Bogu

Andrew Garfield: chcę cały czas oddawać się Bogu
(fot. materiały promocyjne filmu "Milczenie")
Logo źródła: America Magazine Brendan Busse

"To jest coś, o co szczerze się modlę". Andrew Garfield o pięknie życia ukrytego, otrzymanej łasce i służbie miłości.

Publikujemy ostatnią część rozmowy z odtwórcą głównej roli w filmie "Milczenie"

Dla Garfielda jednym z najbardziej poruszających momentów w zetknięciu z "Ćwiczeniami" była kontemplacja tak zwanego "ukrytego życia" Jezusa. "Poczułem, że to jest bardzo ważne." - wspomina aktor - "Kiedy jestem nieustannie kuszony, aby ciągle coś wytwarzać, być zauważonym, być docenionym itd., to przypomina mi piękno ukrytego życia, usunięcia się po to, aby oddać się głębiej mojej sztuce, mojemu życiu albo światu." Biorąc pod uwagę dyskomfort jaki Garfield przeżywał będąc gwiazdą i pułapki jakie się z tym wiążą, jego przywiązanie do ukrytego życia nie było zaskakujące. A jednak medytacje nad dzieciństwem Chrystusa odkrywają także pragnienie wejścia w ukryte części własnego życia - w rany bycia niewystarczającym, w opuszczone miejsca, które wszyscy nosimy w sobie, ale często nie znajdujemy sposobu, aby sobie z nimi poradzić lub do nich dotrzeć.

Pragnę być Bożym akuszerem

Jednak dla Garfielda kontemplacja ukrytego życia czy jego własne zranienia nie były kluczowym ćwiczeniem. Chodziło raczej o świętość Boga, która się przed nim ukazała, a która wystawiała się na zranienia i krzywdy. Podczas medytacji nad Narodzeniem wyobrażał sobie siebie, tak jak nakazywał to Ignacy, jako pielęgniarkę podczas narodzin Chrystusa: "Poczułem się tam jak w domu. Czułem jakby to było dokładnie to miejsce, w którym miałem się znaleźć. Na służbie tej kobiety, która dokonywała cudownego aktu." Zaczynał odkrywać jak pokora może stać się antidotum na upokorzenie. "Boże, chciałbym już zawsze się tak czuć, tak jak wtedy w tej pokornej służbie." - powiedział. "Jeśli mógłbym z opowiadania historii zrobić służbę, jeśli mógłbym w ten sposób służyć i być w tym tak pokornym jak tylko potrafię…" - znowu zagubił się gdzieś we wspomnieniach tamtej chwili. Nie winię go za to. To nie jest błaha sprawa.

Aktorów od najdawniejszych czasów postrzegano jako akuszerów. Aktor, podobnie jak duchowny, stoi przed prawdą i uczestniczy w jej przekazywaniu swoimi słowami i gestami, poprzez odgrywanie świętych historii zbawienia i miłości. Kontemplując narodzenie Chrystusa, Garfield odkrył coś, co inni aktorzy-akuszerzy, ale też mistycy wiedzieli od dawna - że przez nasze uosobienie miłości przez naszą pokorną służbę, stajemy się miłością, za którą tak tęsknimy.

"Byłem przeklęty głębokim smutkiem życia" [CZĘŚĆ 1 ROZMOWY] >>

Doświadczenie "Ćwiczeń" jest święte, ponieważ jest to miejsce i chwila, do której przychodzimy, aby znaleźć prawdę o miłości i gdzie personifikacja miłości objawia się w osobie Chrystusa. Odczuwanie uczestnictwa w wydawaniu na świat miłości, za którą tęsknimy, to mistyczny moment dla każdego z nas. To nie jest łatwe. Jest to ćwiczenie w każdym sensie, ale i dużo więcej niż tylko ćwiczenie. Bez wątpienia jest to największy dar.

Bycie akuszerem wprowadzającym miłość do świata nie pozbawia nas bólu jej rodzenia. To nie możliwość zaznania miłości jest lekarstwem dla tego, co uważamy za niemożliwe, ale uosobienie miłości ostatecznie nas wybawia. To wydawanie na świat miłości nas w końcu uratuje. W każdym możliwym sensie to coś, co nieustannie się dzieje.

Tworzenie filmu było drugorzędne

"«Ćwiczenia» powaliły mnie na kolana." - mówił Garfield - "A jednak siedzę tu przed tobą walcząc ciągle z tym samym g***em. Akt tworzenia filmu stał się dla mnie drugorzędny w stosunku do wykonywania «Ćwiczeń», a z kolei fakt wypuszczenia gotowego filmu był trzeciorzędny w stosunku do tamtych dwóch. Tak samo oceniam głębię każdego z tych doświadczeń. Głębia doświadczenia «Ćwiczeń» była wystarczająca. Tworzenie filmu odczułem bardzo, bardzo głęboko, głębiej niż jakiekolwiek artystyczne doświadczenie w jakim kiedykolwiek wziąłem udział. Chociaż nie było tak głębokie jak «Ćwiczenia», to w dalszym ciągu pod każdym względem było cholernie głębokie. Teraz film wchodzi do kin, a ja wracam do płytkiego świata. I próbuję się z tym pogodzić."

Pozostanie w stanie zakochania nie jest proste, tak jak nie jest łatwo pozostać w stanie łaski rekolekcji czy poruszającego momentu modlitwy. Świat do nas powraca, a my do niego. Ale kiedy zapytałem go czy dalej wierzy, że miał za sobą autentyczne doświadczenie zakochania, uśmiechnął się znowu, spojrzał mi w oczy i zapewnił mnie: "O mój Boże… to, to mi wystarczyło. Nawet gdybym nie zrobił tego filmu, wszystko byłoby w porządku. Ale gdybym miał wybrać jedno doświadczenie, którego nie chciałbym oddać, gdybym musiał wybrać… wybrałbym przychodzenie przez «Ćwiczenia». Przyniosły mi tyle pocieszenia. To było ogromne doświadczenie pokory, które pokazało mi, że możesz poświęcić rok swojego życia na duchową transformację, realnie tęskniąc i przekładając tę tęsknotę na działanie, żeby stworzyć relację z Chrystusem i z Bogiem."

Mówił: "Możesz stracić 40 kg wagi, poświęcać się dla sztuki, modlić się codziennie, żyć w celibacie przez pół roku, podejmować te wszystkie wyrzeczenia dla służby Bożej, dla służby temu wszystkiemu, do czego Bóg cię wzywa i nawet po tym wszystkim, po pokornym oddaniu duszy i ciała… to upokorzenie… nawet po tym wszystkim ktoś rzuci kamień i to odpędzi. To niesamowita łaska, którą można otrzymać, którą można zobaczyć. I to jest ogromne pocieszenie wiedzieć, że nieważne jak ciężko bym pracował, ktoś wciąż będzie mnie lubił. Będzie przynajmniej jedna osoba, która powie, że jestem wartościowy. To wspaniałe!"

"To jest coś, o co szczerze się modlę"

Chociaż Garfield wydawał się być zmęczony, kiedy spotkałem go po raz pierwszy, teraz jest już daleki od tego. Kiedy wylicza łaski, jakie otrzymał, widać, że jest radosny, śmieje się głośno. Nawet kiedy przyznaje, że niektórzy będą uważali go za "bezwartościowego", wydaje się być promienny i wolny.

"W ten sposób zakochałem się w Jezusie" [CZĘŚĆ 2 ROZMOWY] >>

"To jest coś, o co szczerze się modlę." - mówił - "Modlę się, abym był coraz bardziej wolny w całkowitym oddawaniu się… i żeby te inne głosy, wewnętrzne czy zewnętrze, nie miały takiej mocy jak ten płomień, ta zdolność do poświęcania najczystszego, oddanego, otwartego na oścież serca… na służbę Bogu, na służbę większego dobra, na służbę miłości. Czuję, że to Bóg chce mi pokazać. I boli mnie to, gdy widzę, że jestem niezrozumiany albo niezauważany… Nie dążę do tego, aby tęsknić mniej po to, abym mógł dalej w oddaniu się ofiarowywać."

W swojej istocie "Ćwiczenia duchowe" mówią o realnym uosobieniu miłości, nie tylko o tym, że ona jest możliwa. Dylemat tego czy jest możliwa, czy nie nas paraliżuje. Ale uosobienie miłości, tej oddanej, poranionej, pobitej miłości, którą widziałem w sercu Andrew Garfielda; uosobienie miłości, której doświadczył jako akuszerka Maryi; miłości, którą chroni w swoim "życiu ukrytym"; miłości, która żyje w jego tęsknocie po to, aby być dostrzeżoną i w pełni docenioną; zakochanie, o które wciąż walczy w jego relacji z Bogiem i innymi - to uosobienie miłości ostatecznie nas zbawia. Jeśli niemożność miłości pozostawia nas w tęsknocie, to w uosobieniu miłości znajdziemy nasze zaspokojenie. To w uosobieniu miłości znajdziemy naszą wystarczalność.

Stać się uosobieniem miłości

Kiedy wróciłem do Madrytu, znowu zauważyłem, tak jakby to był pierwszy raz, przycisk do papieru, który mój ojciec podarował mi na urodziny rok temu. To prosty blok wykonany z aluminium z wytłoczonymi wielkimi literami napisem: JESTEM WYSTARCZAJĄCO DOBRY. To chyba była ta łaska, którą Bóg obdarzył Andrew Garfielda. Łaska, której wszyscy rodzice chcą dla swoich dzieci: łaska poznania siebie jako nie mniej nie więcej, tylko uosobienie ich miłości. I łaska zrozumienia, że to wystarczy. To jest ostatnia modlitwa, którą Ignacy poleca w swoich "Ćwiczeniach": "Boże, weź wszystko. Daj mi tylko Twoją miłość i łaskę. To mi wystarczy."

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.