Czego katolicy mogą nauczyć się z filmu "Milczenie" Scorsese?

Czego katolicy mogą nauczyć się z filmu "Milczenie" Scorsese?
(fot. materiały promocyjne filmu "Milczenie")
3 lata temu

Zarówno pod adresem powieści, jak i filmu wytaczano zarzut, że nie daje rozwiązania, wzniosłej perspektywy, klarownego jednoznacznego "katechizmowego" rozstrzygnięcia. A takie bardzo lubimy. Chyba w Polsce mamy teraz do owych gotowych rozwiązań szczególne upodobanie.

Dziś, 6 lutego, przypada liturgiczne wspomnienie męczennikόw japońskich. Paweł Miki SJ i towarzysze (6 misjonarzy franciszkańskich, 3 japońskich jezuitόw oraz 17 świeckich konwertytόw, w tym trzech chłopcόw) zostali ukrzyżowani i spaleni w 1597 roku na wzgόrzu w Nagasaki. Po latach niezwykłego sukcesu misyjnego, a może właśnie nie bez związku z nim - szacuje się, że do 1581 r. w Japonii było już około 200 kościołów i 150 tys. wiernych - dyktator Hideyoshi w 1587 roku wydał pierwszy edykt przeciw misjonarzom, nakazując im opuścić Japonię. Kilka lat później doszło do wspomnianego męczeństwa. Prześladowania przypieczętował początek szogunatu Tokugawów obawiających się przeszkόd w konsolidacji władzy, a przede wszystkim kolonizacji (widząc przykład Filipin opanowanych przez Hiszpanię). Zagrożenia upatrywano także w katolickiej podwójnej lojalności wobec wiary i suzerena, kłόcącej się z zasadami etyki samurajskiej. Co więcej, gdy za rządów Ieyasu, pierwszego władcy z dynastii Tokugawόw, przybyli do Japonii protestanci i okazało się, że katolicyzm nie jest jedyną europejską religią, zaobserwowane przez Japończykόw rywalizacja i wrogość między chrześcijanami przyczyniły się do zmniejszenia zaufania do nich.
W 1622 r. podczas jednej z publicznych kaźni umęczono nie tylko kilkudziesięcioro miejscowych konwertytów, lecz także dziewięciu europejskich misjonarzy. Do 1630 r. śmierć poniosło ok. 3-4 tys. japońskich konwertytów, a prawie wszyscy misjonarze wyjechali. Jednak mimo represji misjonarze wciąż nielegalnie przedostawali się do Japonii i działali w podziemiu wraz z tymi wiernymi, którzy nie wyrzekli się swojej wiary. Powoli następowała izolacja kraju. W 1635 i 1639 wydano kolejne drakońskie edykty. Japończykom nie wolno było opuszczać wysp. Nawet Japończyk wracający do Japonii miał być od razu stracony. Za wydanie księdza oferowano bardzo sowitą nagrodę w srebrze. 
Ostatecznym pretekstem do zamknięcia kraju przed europejskimi wpływami okazało się powstanie w Shimabarze na przełomie 1637 i 1638 r. Na niewielkim półwyspie w pobliżu Nagasaki zebrała się grupa lokalnych chłopów, w większości chrześcijan, oraz roninόw, "niezależnych" samurajów. Po kilku miesiącach oporu w opuszczonym zamku Hara buntownicy , ktόrych liczbę szacuje się na 20-37 tys., ulegli pod naporem wielkiej przewagi wojsk pacyfikacyjnych. Po zdobyciu twierdzy prawie wszystkich rebeliantόw ścięto. Panuje przekonanie, że powodem buntu były przede wszystkim wysokie podatki, jednak władze wykorzystały fakt, że rebelianci posługiwali się katolickimi symbolami. Wydarzenie to stanowiło dla szogunatu dowód na to, że chrześcijanom nie można ufać, a fakt, że Portugalczycy zaopatrywali buntownikόw w broń, stał się koronnym argumentem przeciw Europejczykom. 
Rok 1640 wyznacza ważną cezurę w historii Japonii, przynosząc kres "chrześcijańskiemu stuleciu". Japonia odcięła się od świata, a tamtejsi chrześcijanie zostali zmuszeni do zejścia do podziemia. Dla pełnego obrazu dodam, że okres całkowitej izolacji Japonii trwał ok. 220 lat. Gdy jej przywόdcy - pod wpływem historycznej misji komodora amerykańskiej marynarki wojennej Matthew Perry’ego, ktόry przeforsował otwarcie Japonii na handel ze Stanami Zjednoczonymi - zdali sobie sprawę z cywilizacyjnego opόźnienia, pod rządami cesarza Meiji, w epoce tzw. restauracji rozpoczętej w 1868 r., Japonia podjęła głębokie, wręcz rewolucyjne reformy. Ale wychodzenie "ukrytych chrześcijan" (kakure kirishitan) z podziemia następowało powoli. Dopiero w 1889 r. nowa konstytucja zagwarantowała wolność religijną. 
Właśnie na lata 40. XVII w. przypada akcja Milczenia, filmu, ktόry za kilka dni ma trafić na ekrany polskich kin. Wyreżyserował go Martin Scorsese, na podstawie głośnej książki japońskiego katolickiego pisarza Shusaku Endo pod tym samym tytułem. Nie jest to zresztą pierwsza ekranizacja tego dzieła. Wcześniejsza powstała w 1971 r., jeszcze za życia Endo (1923-1996), niedługo po opublikowaniu nagradzanej powieści w 1966 r.Temat fascynował Scorsese od bardzo dawna. Po latach, wreszcie doczekał się realizacji projektu.
Dwaj młodzi portugalscy jezuici na wieść o tym, że w Japonii zaginął szef misji Christovão Ferreira (postać historyczna, 1580-1652), ich ojciec duchowy, postanawiają przekraść się tam z Makau. Nie wierzą, że Ferreira, ktόrego darzą najwyższym szacunkiem, dokonał apostazji, czyli zaparł się wiary. Trafiają do ubogiej wioski, w ktόrej - w warunkach pełnej konspiracji - powitani są entuzjastycznie przez spragnionych sakramentόw japońskich chrześcijan. 
Nie chcąc zdradzać przebiegu akcji, powiem tylko, że w powieści i w filmie pojawia się ważny dylemat. Misjonarze patrzą na katusze wieśniakόw i słyszą zwodnicze propozycje przedstawicieli władzy, stawiających sobie za cel całkowite wytępienie chrześcijaństwa. Mόwi się im, że to przez nich cierpią owi ludzie. Mogą ich uratować, depcząc wizerunek Chrystusa czy Maryi (fumi-e), co oznacza odstąpienie od wiary. 
Przed takim wyborem staje jeden z wspomnianych bohaterόw - Sebastião Rodrigues (jego historycznym prototypem był włoski jezuita misjonarz Giuseppe Chiara). Jaką decyzję podejmie i co zrobi ze swoim życiem? Japońska przemyślność w kwestii tortur nie ustępuje przysłowiowym chińskim i cała ich gama pokazana jest w filmie. Widzimy i czujemy, jak straszliwej prόbie poddani są ci fizycznie i psychicznie maltretowani ludzie. Czy - siedząc w wygodnych fotelach - mamy prawo ich osądzać? Na pewno możemy - i powinniśmy - Bogu nieustannie dziękować, że takie sytuacje nie są naszym udziałem. A lata temu zdarzały się też na polskiej ziemi. Już sama wdzięczność za to, że mamy jakże łatwy dostęp do praktyk wiary, byłaby dobrym owocem tego filmu.
Film, a wcześniej książka Endo, wzbudza kontrowersje. Można się zgodzić, że Milczenie, ktόrego tematem NIE jest męczeństwo 26 katolikόw w Nagasaki, choć przedstawia piękno wiary i męczeństwo anonimowych "katakumbowych" Japończykόw z przybrzeżnych wiosek, w centrum uwagi stawia też problem ludzkiej słabości. Nie jest to więc okazja do tryumfalizmu ani przywołanie kojącego obrazu ekscytujących cudowności przezwyciężających zło jak za skinieniem czarodziejskiej rόżdżki. Milczenie boli, bo stawia nas w obliczu zagadnienia znanego jako "milczenie Boga wobec ludzkiego cierpienia".
Katolicyzm Endo, pisarza porόwnywanego do Grahama Greene’a z jego napięciem między grzechem i łaską, nie był nigdy "cukierkowy". Całe życie pisarz, sięgając do swojego osobistego doświadczenia, zmagał się z pytaniem, czy chrześcijaństwo da się pogodzić z japońskością. Rozważania takie przeniknęły do filmu. Uderzającym symbolem jest wszechobecne błoto, rozmiękła ziemia, ktόra nie sprzyja wschodzeniu ziarna. Dziś specjaliści uznają Japonię za kraj szczegόlnie oporny dla dzieł misyjnych. Hermetyczność duchową japońskiego społeczeństwa można - na podstawie statystyk - porόwnać do sytuacji odrzucenia chrześcijaństwa w świecie islamskim. Ale przecież nie zawsze tak było. Ziarno słowa Bożego, wysiewane przez pierwszych misjonarzy, rosło pięknie. Wytłukł je jednak okrutny ksenofobiczny system. Szacuje się, że może nawet 200 tys. Japończykόw przez dziesiątki lat oddało życie za wiarę w Chrystusa.
Zarόwno pod adresem powieści, jak i filmu wytaczano zarzut, że nie daje rozwiązania, wzniosłej perspektywy, klarownego jednoznacznego "katechizmowego" rozstrzygnięcia. A takie bardzo lubimy. Chyba w Polsce mamy teraz do owych gotowych rozwiązań szczegόlne upodobanie. Każda wątpliwość wydaje się wprowadzać nienawistny relatywizm. Milczenie jest więc propozycją dla ludzi z ugruntowaną, dojrzałą wiarą.
Ale trzeba pamiętać, że sztuka rządzi się innymi prawami niż teologia. Herezje to dziedzina teologii, nie sztuki. Sztuka ma inne powołanie. Sztuka angażuje emocje, ma skłaniać do myślenia. Co nie znaczy, że wszystko jej wolno. Z naszej chrześcijańskiej perspektywy zła sztuka to ta, ktόra prόbuje niszczyć wiarę w miłosierdzie Boże, zabija Nadzieję. A wydaje mi się, że choć formalnie nieco spόźnione Milczenie do Roku Miłosierdzia by pasowało.
W mojej amerykańskiej parafii na codziennej mszy modli się z wielką rewerencją Japonka z Japonii, ktόrej mąż jest wysokim urzędnikiem w ambasadzie ich kraju. W niedziele do kościoła przychodzą oboje. Niech to będzie podsumowaniem tej refleksji w dniu wspomnienia męczennikόw japońskich. Są kraje, jak Japonia, gdzie kanonizowani święci to wyłącznie męczennicy.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Czego katolicy mogą nauczyć się z filmu "Milczenie" Scorsese?
Komentarze (9)
DS
~Daniel Siara
13 kwietnia 2020, 21:25
film mdły ,niespójny a w kwestii wiary fałszywy-pokazuje jak można wierzyć w Boga nie dając świadectwa wiary swym życiem,ale czy to wciąż jest wiara....?!
EW
~Eliza Wielec
28 marca 2020, 00:47
Gdyby Jezus i Apostołowie nauczali w ten sposób w jaki jest stworzony ten film, to pewnie chrześcijaństwo byłoby jednym wielkim chaosem. Film też nijako podważa cuda, jakich dokonuje Bóg oraz jego ingerencje w nasze życie.
EW
~Eliza Wielec
28 marca 2020, 00:46
"Nie ma sensu za Mnie cierpieć, wyrzeknij się Mnie, grzesz i rób złe rzeczy, ale w duchu, w ukryciu mnie czcij." Film skłania nas do hipokryzji. Sugeruje, że walka o wiarę nie ma sensu. Słowa Jezusa w chwili konania "Boże Mój, Boże Mój, czemuś mnie opuścił" są interpretowane jakby sam Syn Boży zaparł się Boga, a w rzeczywistości Jezus wypowiedział je, aby wypełniło się Pismo i uczeni w Piśmie uwierzyli. Wiele osób twierdzi, że film jest negatywnie odbierany ze względu na niejasne przesłanie, jednak wg mnie pod kamuflażem filmu religijnego, poruszającego różne kwestie wiary przemyca wiele niebezpiecznych doktryn i postaw. Jeśli chcemy kogoś czegoś nauczyć to nie podajemy niejasnych przykładów, które każdy może zinterpretować inaczej, co poskutkuje większym złem, niż brak tej nauki.
EW
~Eliza Wielec
28 marca 2020, 00:32
Film pokazuje sytuację, w której najbardziej wierzącą i pokładającą ufność w Panu są biedacy, a solidnie wyedukowani księża i warstwa inteligencji Japonii albo nie wierzy w ogóle i nie daje się do wiary przekonać, albo często wątpi, jest w nich dużo sprzeczności, sami do końca nie wiedzą w co wierzą, nie widzą sensu i na samym końcu tracą wiarę. Tak jakby przekaz był taki, że tylko naiwni wierzą w Boga, bo łatwo im coś wmówić, a inteligentni dochodzą do wniosku, że to nie ma sensu. Następnym aspektem filmu jest pokazanie, że Bóg potrafi tylko patrzeć na ludzkie cierpienie, że modlitwa jest bezskuteczna. Przypomina to deizm, wg którego Bóg stworzył świat, ale nie ma na niego wpływu. Pokazuje też, że sam Bóg każe się siebie wyrzec, a ponadto nakłania do bluźnierstwa i jest to jedyna rzecz w jaką Bóg ingeruje, jedyna sprawa, w której przerywa swoje milczenie. Sam Stwórca skłania do przyjęcia postawy konformistycznej, jakby mówił "Nie ma sensu za mnie cierpieć, wyrzeknij się Mnie, grzesz..
O
oulanka1
14 marca 2017, 12:20
Cały czas mnie zastanawia fakt większej wiary wieśniaków niż księzy w pokazanym filmie. Nie potrafili nawet wytłumaczyc im prostego faktu że to nie Bóg zsyła na nich to ciepiernie, że Bóg na nich czeka po drugiej stronie pełen miłości i wzelkiego dobra...To że Oni są tacy beradni wobec tego zła moze w samym widzu zasiac wątpliwosci o dobroci Boga. Gdyby mieli więcej odwagi to samego naczelnika mogliby zmienic słowem Bozym - w końcu Danielowi (i innym)się to kilka razy udało...Myślę że film więcej może zrobić złego niż dobrego...
Fala Kwiat
Fala Kwiat
13 marca 2017, 09:59
Całe szczęście że mamy Pismo św. Gdyby święci Piotr i Paweł oraz inni apostołowie tak się zachowali jak misjonarze z filmu,  to jaka i czy wogle byłaby nasza wiara. Czy to film chrześcijański? mam wątpliwości, znany reżyser, nietuzinkowy temat, fakt.  Przesłanie o owocach marne, wręcz zniechęcające do poświęcenia. Żaden wzrór i przykład, konformizm. U Japończyków panuje konfucjonizm, buddyzm, to ich religia. Potrafią się dostosować do warunków w innym kraju, czyż nie wynika to z konfucjonizmu?
M
Maciej
13 marca 2017, 08:19
Zgadzam się z recenzją. Film nie jest cukierkowaty i sytuację bohaterskich jezuitów ( wszak sam pomysł by udać się do Japonii był równoznaczny ze zgodą na męczeństwo ) pokazuje bardzo realistycznie. Wydaje mi się, że mniej ważne jest zakończenie - w sensie konkretnie przyjętej przez pisarza fabuły, ponieważ mamy dowody na świętość licznych męczenników tego okresu, a domyślać można się oczywiście, że nie wszyscy mieli tyle siły i odwagi... Myślę, że ważniejszy w tym filmie jest realizm ceny wierności...Chyba na codzień często zapominamy, że "nie opieraliśmy się jeszcze, aż do śmierci ".  Bez względu na partykularne zakończenie opowieści o losach tych konkretnych misjonarzy - świadectwo życia męczenników za wiarę jest bardzo pięknie ukazane w filmie.  Rozpamiętywanie tego świadectwa ( zwłaszcza w czasach gdy więcej niż kiedykolwiek w historii chrześcijan ginie za wiarę ) jest szczególnie porządane... Mnie przerażenie ogarnęło na myśl o tym jak za znacznie mniejszą cenę po wielokroć na rozmaite sposoby zapieramy się wiary i moralności... Przypomninie o cenie jaką za wierność wierze płacą męczennicy działa mobilizująco poprzez zawstydzenie...
M
Marzena
12 marca 2017, 18:49
"Milczenie"- czyżby próba oswajania z apostazją na nadchodzące trudne czasy? http://kulturadobra.pl/milczenie/
6 lutego 2017, 09:45
Znacznie ciekawszy jest temat apostazji w ciepełku miękkiego fotela

Skomentuj artykuł

Czego katolicy mogą nauczyć się z filmu "Milczenie" Scorsese?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.