Dramat wyboru. Jak rozeznać powołanie?

Dramat wyboru. Jak rozeznać powołanie?
7 lat temu

Ksiądz? Zakonnik? Życie w samotności? Rodzina? Dylemat polega na tym, że musi mi się udać wybrać taką opcję, żeby moje życie było szczęśliwe.

STOP

Czy naprawdę chcemy się łudzić? W rzeczywistości cokolwiek wybierzesz, to i tak rozbijesz się o ścianę. Będziesz żałować wyboru, płakać nad swoim losem, tęsknić za przeszłością, cierpieć monotonię i mierzyć się z wyzwaniami, które cię przerastają. Będziesz mieć dość.

Dlaczego tak? Bo powołaniem chrześcijańskim jest miłość. Kimkolwiek będziesz, cokolwiek wybierzesz - masz kochać. A kochać znaczy umrzeć dla siebie.

Będziesz umierać z cierpliwości dla swojej żony, w opanowaniu wobec swoich dzieci, z łagodności wobec setnego penitenta, z dobroci dla "dziwnego" współbrata. Twój wybór znaczy, że kończysz z sobą i zaczynasz żyć dla innych.

Chrześcijanin nie wybiera szczęśliwej przyszłości z marzeń. Chrześcijanin wybiera realną miłość, która ma smak piasku i soli, potu i krwi. A w tym wszystkim jest Jezus.

Jesteśmy powołani do śmierci i zmartwychwstania.

Przestań się bać. Odrzuć senne marzenia. Zgaś papierosa i skacz.

Wojciech Werhun SJ - jezuita, pracuje w duszpasterstwie powołaniowym. Współtwórca projektu Banita

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Dramat wyboru. Jak rozeznać powołanie?
Komentarze (17)
J
Janek
13 maja 2014, 22:30
Ja bym jeszcze jedno dodał do artykułu: buduj na swoich sukcesach: http://www.operator-paramedyk.pl/2014/02/12/decyzja/ .
S
szukajacy
11 października 2013, 22:28
Coś w tym faktycznie jest. Tekst sensowny, ale zawsze zadaję sobie pytanie co z talentami, pasjami, które przecież każdy otrzymał i ma je rozwijać. Co jeśli nasze prawdziwe pasje wynikające z talentów, które otrzymaliśmy kłócą się z byciem dobrym mężem i ojcem chrześcianinem? Mamy z nich prawie w całości (lub w całości) rezygnować? Przecież Bóg wyraźnie kładł nacisk na rozwój talentów.
I
i
13 maja 2014, 21:41
Jan Paweł II też miał talenty, pasje, np. teatr :)
M
Marzena_Aleksandra
1 maja 2015, 20:38
A do tego poezję, narty i pływanie w basenie; z tego, co wiemy, te które wymieniłam, były dla niego wytchnieniem także wtedy, gdy był papieżem... Chociaż zapewne już im się nie "poświęcał".  Jak widać na przykładzie JPII, Bóg wcale nie jest chorobliwie zazdrosny o nasze pasje  i nawet będąc wielkim papieżem można wyjechać na wakacje na narty, poczytać Szymborską albo się przepłynąć w basenie. ;-) 
G
Grzegorz
14 maja 2013, 22:58
No to hop!
S
superson
14 maja 2013, 22:45
Pot i krew tego właśnie potrzebuje i tego sie boje.Może marzymy o heroicznej miłości i poświecaniu samego siebie a nie potrafimy w szarym dniu zapomnieć o sobie o naszej dumie i egoizmiie.Czekam na znak i potwierdzenie zamiast ruszyć za tym co mam w sercu i kierować sie drugim przed sobą. Dla mnie to sedno tego co sie wokól mnie i we nie dzieje.
T
tak
14 maja 2013, 21:22
Mocne to.  Dla tych, którzy tego nie rozumieją (czyli zdecydowanej mniejszości) dodam, że felieton ten jest napisany jak biały wiersz; kilka mocnych kresek, które mają zarysować ważny problem. Resztę ma nam dopowiedzieć nasza wrażliwość. np: czyż miłość oznacza tylko radość i szczęście? To infantylne. Jezus wszak sam powiedział, że nie ma większej miłości niż ta, gdy ktoś życie oddaje za swoich przyjaciół. I ON oddał. Nie wykluczone , że jest w tym i szczęście, ale na pewno też i łzy i pot i sól i piasewk i cierpienie.
T
Tresor
14 maja 2013, 21:10
Jasssne. W szczególności to takie jest proste i zerojedynkowe, jak mąż krzywdzi, a małe dzieci cierpią. A co, niech one też sobie posmakują - z nieswojego wyboru - tego piasku, soli i krwi...
M
mrówka
14 maja 2013, 20:18
"Czytam i mi się krew gotuje : "Chrześcijanin nie wybiera szczęśliwej przyszłości z marzeń. Chrześcijanin wybiera realną miłość, która ma smak piasku i soli, potu i krwi." Tak to prawda powołani jesteśmy do miłości, ale to właśnie przez miłość odnajdujemy szczęście. Dla mnie kretynizmem jest rozdzielanie tych twóch wartości." Bartek, nie wiem jaka jest Twoja miłość, ale moja - to na przemian chwile szczęścia i właśnie cierpienie, piasek w zębach i łzy. Wydaje mi się, że nie tu nie chodzi o rozdzielanie dwóch wartości - albo miłość albo szczęście. Chodzi o to, że miłość - taka, do jakiej jako istoty niedoskonałe, tu, na ziemi jesteśmy zdolni - ma w sobie i tą jasną i ciemną stronę - ogromne cierpienie i wielkie szczęście - takie dwa w jednym ;) Przykład Jezusa jest chyba najlepszy. Jeśli kogoś kochasz - umierasz dla niego. Niekoniecznie na krzyżu, ale jest na to tysiąc innych sposobów. Dlaczego? Przez nasz ludzki egoizm. Innej miłości nie ma. A mówienie tutaj o optymizmie jest nieporozumieniem. Ojciec Werhun psuje nasz cukierkowy obraz przyszłości pod hasłem "najważniejsze to lubić, to co się robi i będzie super!!! będziemy szczęśliwi!!!" - to nieprawda. Czasem będziemy szczęśliwi, a czasem wkurzeni i smutni. Nie ma innego życia.
J
Julia
14 maja 2013, 17:42
Przecież mowa tutaj o "waleniu głową w mur", jak to w życiu - nawet realizując swoje idealne powołanie i wymarzoną drogę, zdarzają się momenty zwątpienia. A autor przestrzega przed takim patrzeniem na powołanie - jako na idealny wybór, odsuwający od nas trudy i zmagania, bo wszędzie nas to spotka, od tego nie uciekniemy. Bardzo pozytywny tekst :-)
PG
Piotr G.
14 maja 2013, 14:56
Bo jestem homoseksualny, a będąc katolikiem nie mam wyboru. Bo żony miał nie będę, księdzem nie zostanę, ale sam to i owszem.  Chyba możesz być księdzem. Nie sama skłonność jest grzechem, ale czyn. Chyba się nie mylę, że wśród księży są i homoseksualiści.
A
Amelia
14 maja 2014, 19:58
Drogi Piotrze, homoseksualizm to nie jest "wyrok. :) Mówię to ja, osoba, która przez kilka lat - być może uznasz, że to mało, ale więcej życia przede mną niż za mną, jeszcze - uważała się za lesbijkę. I była święcie przekonana, że jej się to nie zmieni. Na szczęście zachowałam choć tę odrobinę trzeźwości umysłu i rozumu i byłam w stanie zrozumieć, dlaczego tak jest, skąd się wzięły moje homoseksualne skłonności - a odpowiedź, zarówno w przypadku kobiet, jak i mężczyzn, jest jedna i ta sama: z relacji z ojcem. Poszukaj w sobie, pracuj nad samoświadomością, a w końcu zobaczysz to, zrozumiesz... i mam nadzieję, że przebaczysz. To będzie pierwszy krok. Nie gódź się na skreślenie siebie, przełam zamknięte koło! Życzę powodzenia i pozdrawiam. :)
B
Bartek
14 maja 2013, 14:27
Czytam i mi się krew gotuje : "Chrześcijanin nie wybiera szczęśliwej przyszłości z marzeń. Chrześcijanin wybiera realną miłość, która ma smak piasku i soli, potu i krwi." Tak to prawda powołani jesteśmy do miłości, ale to właśnie przez miłość odnajdujemy szczęście. Dla mnie kretynizmem jest rozdzielanie tych twóch wartości. "A kochać znaczy umrzeć dla siebie." - nie umrzeć dla siebie, ale umrzeć dla swojego egocentryzmu, zacząć dostrzegać innych ludzi i Boga, zachwycać się tym co Cię otacza i dbać o to. To dla mnie znaczy kochać. Tyklo jeśli stawiasz życiu wymagania niepotrafiąc zaufać Bogu, że on Cię kocha i wszystko będzie dobrze, kiedy popadasz w lenistwo i nie chcesz wziąść odpowiedzialności za swoje życie pozostaje Ci użalanie się i jęczenie. Jeśli chcesz zostać kapłanem z braku lepszego pomysłu na życie, żeby się gdzieś schować znaleźć jakiś stabilny przyczułek na razie odpóść sobie. PS. Bardzo lubie Banitów, ale cóż ... bez przesad.
TF
taki facet
14 maja 2013, 14:23
W końcu jakaś w miarę satysfakcjonująca odpowiedź na temat wyboru powołania. Choć do nagłówka podszedłem nieufnie. Dziękuję. Dlaczego Nieufnie? Bo jestem homoseksualny, a będąc katolikiem nie mam wyboru. Bo żony miał nie będę, księdzem nie zostanę, ale sam to i owszem. I nie wybierałem tego, nie mam tej możliwości. Gdyby jeszcze o. Wojciech pokusił się o próbę wytłumaczenia mi, dlaczego Bóg pozwolił, żebym nie mial wolności w wyborze powołania byłoby super.
A
Asia
14 maja 2013, 13:50
O, dziękuję. Właśnie tego dziś potrzebowałam! :)
E
ewmis
14 maja 2013, 13:12
Nie zgadzam się....  Każda z drug ma swoje wady i zalety i nigdzie nie ominą nas problemy. Okej. Ale czemu mam żałować ?? Czemu mam płakać nad swoim losem ?? Uderzać głową o mur ?? Brzmi to pesymistycznie... A to jest nie prawda. Mogę być osobą wierzącą, ale i spełnioną zawodowo i szczęśliwą z życia. Jeśli nie ma radości w życiu to jedyne co mi pozostaje to śmierć... Po za tym jak mogę nieść miłość innym skoro jestem niezadowolony, zgnuśniały i żyje przeszłością  ?? Cóż za optymizm "Przestań się bać, ludzie i tak cię zgnoją i wszędzie będzie ci źle, ale co tam dasz sobie radę... "
S
Seba
14 maja 2013, 09:14
Konkret. "Albowiem jeżeli ziarno upadłszy w ziemię nie obumrze zostanie samo jedno". "Ja sam i mój dom służyć chcemy Panu".

Skomentuj artykuł

Dramat wyboru. Jak rozeznać powołanie?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.