Jak 'popychadło dla innej czeladzi' zostało świętą, czyli historia św. Zyty

Jak 'popychadło dla innej czeladzi' zostało świętą, czyli historia św. Zyty
Cud św. Zyty - Bernardo Strozzi, Public domain, via Wikimedia Commons

Zitella – dziś po włosku to stara panna. Jednak święta Zyta, choć z wyboru męża nie miała, zdecydowanie nie wpisuje się w stereotyp. Podobno była piękna i na twarzy nachalnego adoratora potrafiła zostawić ślady. Nie była zgorzkniała, nie miała poczucia niespełnienia i choć przez ponad 40 lat była tylko służącą umierała spokojna, a jej pogrzeb był wielką manifestacją mieszkańców Lukki, którzy w ostatniej drodze towarzyszyli wyjątkowej osobie.  Dla Zyty nie to kim była, ale jaka była dla innych miało znaczenie. Kościół wspomina ją 27 kwietnia.

Jakie mogło być życie dziewczynki urodzonej w średniowiecznej Toskanii w ubogiej rodzinie, która nie mogła zapewnić potomstwu nic poza religijnym wychowaniem? Nie będzie tu zaskakującej odpowiedzi. Nie pojawił się zakochany rycerza na białym koniu. Zyta urodzona ok. 1218 roku w Monsgrati, córka wieśniaków, kiedy miała 12 lat poszła na służbę. Przeniosła się do położonego niedaleko miasta Lukka, gdzie przez 42 lata pracowała u zajmującej się tkactwem bogatej rodziny Fatinelli.

Nie tylko początki w nowym miejscu były trudne. Nastolatka najpierw stała się popychadłem dla innej czeladzi. Cicha, skromna i pobożna wiejska dziewczyna z wielką pokorą dźwigała złośliwości ze strony pozostałych służących. Do tego pan domu okazał się człowiekiem surowym. Poniżanie oraz drwiny z jego strony i do tego jeszcze utyskiwanie wymagającej, często niezadowolonej pani domu z pewnością nie były łatwe do zniesienia. Sprostać wymaganiom nie było łatwo.

Jednak po latach Fatinelli dostrzegli jaki mają skarb, czyli sumienną i pracowitą służącą, której mogą zaufać i powierzyć zarządzenie innymi, a nawet opiekę nad dziećmi. Czego Zyta doświadczyła w zamian? Niestety wraz z uznaniem i wyróżnieniem okazanym przez chlebodawców od współpracowników dostała zazdrość i niechęć. Skoro nie była już popychadłem a przełożoną, to teraz z pomówieniami, oczernianiem, szukaniem potknięć musiała sobie poradzić.

Modlitwa do św. Rity w cierpieniu

Szkoła jaką Zyta dostała od domowników wymagała szczególnego hartu ducha i wewnętrznej siły. Kiedy jednak popatrzy się na jej życie, to raczej ona przez lata dawała lekcje tym, którzy jej towarzyszyli. Potrafiła patrzeć na Fatinellich, jak na Świętą Rodzinę. Sprawiających ból słowem czy gestem zjednywała pokorą, dobrocią i pomocą. Nie odpłacała niechęcią, a o darowanie kary tym, którzy zawinili prosiła podobno tak gorliwie, że pan domu musiał uciekać. Miłosierdzie było tym, co nosiła w sercu. Biedni, głodni, bezdomni znajdowali u niej wsparcie.    

Latem i zimą chodziła boso w prostej płóciennej sukience, nieraz sypiała na gołej ziemi i odmawiała sobie najlepszych potraw, by je rozdawać ubogim, bo modlitwa i jałmużna była niejako jej namiętnością*.

Dzieliła się z nimi wszystkim czym mogła. Nawet tym, co należało do pracodawców. Jak mówią legendy okazywało się wtedy, że spiżarnia, z której rozdała zapasy cudownie się zapełniała, a czasami to, co rozdała znajdowało się nawet w nadmiarze. Podobno aniołowie piekli chleb, kiedy ona była zajęta pomaganiem albo modlitwą.

Skąd czerpała siłę? Codziennie, wcześnie rano, kiedy dom jeszcze był pogrążony we śnie Zyta uczestniczyła we Mszy świętej. Nie tylko post i jałmużna były praktykowanymi przez nią umartwieniami. Kiedy zmarła odkryto, że przepasana była grubym sznurem, który z czasem wpił się w jej w ciało. Podobno miała też dar kontemplacji i doświadczała ekstaz.

Pobożność Zyty była dziwnie głęboka i wewnętrzna. Nie należała ta święta służebnica do tych ludzi, którzy chętniejsi są do odmawiania modlitwy niż do darowania urazy, chodzenia do kościoła niż wykonywania powinności stanu, dawania jałmużny niż powstrzymywania się od słów obraźliwych lub trzymania zmysłów na wodzy*.

Kiedy po krótkiej chorobie odeszła 27 kwietnia w 1272 roku jej ciało spoczęło w kościele św. Frygidiana, a nie na cmentarzu. Co już było wskazaniem jak szczególną osobą stała się dla mieszkańców Lukki. Cuda jakie wydarzyły się po śmierci Zyty skrupulatnie spisywano i zanim jeszcze oficjalnie wyniesiono ją na ołtarze w 1696 roku, to już w I poł. XIV wieku Dante Alighieri w „Boskiej komedii” wspominał o santa Zita, co też było kolejnym dowodem obecności jej kultu.

Zyta jest patronką ubogich dziewcząt, lokajów, kelnerów, piekarzy i samotnych kobiet, ale szczególnie mocno w historii zapisała się jako patronka służby domowej. I choć dopiero w 1935 roku taką rolę oficjalnie jej przypisano (wówczas też uznano ją za patronkę Lukki), to w Krakowie od 1899 roku pod opieką duchową jezuitów działało stowarzyszenie św. Zyty, które gromadziło dziewczęta służące w krakowskich domach.

*Cytaty pochodzą z: Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku, Katowice/Mikołów, 1937 r.

 

 

Historyczka, bibliotekarka i nauczycielka. Absolwentka jezuickiego DA XAVERIANUM w Opolu.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Małgorzata Pabis

Dlaczego od tylu stuleci ta pokorna kobieta jest ukochaną świętą? Czemu zyskała całe rzesze czcicieli i poprowadziła tylu wiernych ku Chrystusowi? Co jest w niej takiego, że ludzie nieprzerwanie garną się, by za jej pośrednictwem...

Skomentuj artykuł

Jak 'popychadło dla innej czeladzi' zostało świętą, czyli historia św. Zyty
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.