Maja Moller: świeccy w Kościele są jak sejsmograf

Maja Moller: świeccy w Kościele są jak sejsmograf
(fot. Daria Tyborska)
3 miesiące temu

Był taki moment, kiedy w kinie pojawił się boom na filmy katastroficzne. Pamiętam jeden taki film z lat dziewięćdziesiątych - o trzęsieniu ziemi w Los Angeles. W takich opowieściach zazwyczaj jest naukowiec, któremu nikt nie wierzy, a potem zapowiedziana przez niego katastrofa.

Świeccy w Kościele są jak sejsmograf. Zdarza się, że wyczuwają wstrząsy, zanim one się wydarzą. Zdarza się, że nazywają to, co ma lada chwila wybuchnąć, sygnalizują, zabierają głos. Zdarza się też, dokładnie jak w filmach katastroficznych, że nikt im nie wierzy.

To, co dzieje się teraz, to więcej niż tąpnięcie. To trzęsienie ziemi, również we mnie. Dlatego jest mnie tutaj mniej, co nie oznacza, że znikam. Po prostu to taki czas, w którym bardzo mocno muszę zająć się ważną dla mnie osobą w Kościele - czyli mną samą. Daję sobie czas, przestrzeń, ciszę. Słucham, obserwuję, pozwalam mówić mojemu ciału i uczuciom. Bo wiem, że będą wstrząsy wtórne.

W ostatnim czasie prześledziłam jakiś miliard dyskusji na Facebooku. To, co zabolało mnie najbardziej, to nie hasła z protestu kobiet. To komentarze padające z różnych stron: że to czas oddzielenia ziarna od plew (czyli prawdziwie wierzących od tych, którzy są mniej godni). Że jeśli ktoś popiera protest, to powinien się zastanowić, czy jest jeszcze katolikiem, bo może nie jest i Kościół to nie jego miejsce. Że jak ktoś ma poglądy lewacko-liberalne, to powinien mieć odwagę to jasno powiedzieć, i odejść.

Bo wiecie, tak się składa, że mi bliżej do liberalizmu niż konserwatyzmu. Mam znajomych LGBT, których lubię i szanuję. Mam znajomych innych wyznań, których lubię i szanuję. Mam też cholerną pewność, że nawet jak siedzę w pierwszej ławce w Kościele, jedyną moją nadzieją są słowa mówiące o tym, że Jezus zbawia (nie moje dobre zachowanie ani pobożna mina). I że to jest właśnie najważniejsze w życiu - to, a nie szufladki, do których próbują włożyć mnie ludzie.

Niegodny, niewygodny, wymykający się schematom. Mój Bóg. Taki właśnie jest.

Piszę to ze smutkiem i znowu - jak sejsmograf. To czas, w którym Kościołowi trzeba mądrych słów, a może nawet nie tyle słów, co obecności, przyjęcia, trwania. Jedyną chwilą, w której Jezus kogokolwiek przepędził, była ta, kiedy stanął w świątyni. Żaden grzesznik, celnik, kombinator, rozwodnik, prostytutka nie usłyszeli od Niego, że mają się zastanowić, czy mogą z Nim usiąść przy jednym stole. Nie usłyszał tego w sumie również żaden faryzeusz, problem w tym, że oni nawet nie rozważali wspólnej rozmowy przy posiłku, bo przecież On rąk nie mył tak, jak powinien. Niegodny, niewygodny, wymykający się schematom. Mój Bóg. Taki właśnie jest.

Prowadzą mnie przez ten czas dwa ważne cytaty. Jeden pojawia się w moim sercu zawsze, gdy spoglądam na twarz Jezusa, na "obraz nie ludzką ręką uczyniony" - mandylion.

"W Nim było życie, a życie było światłością ludzi" (J 1,3)

Te słowa dają mi nadzieję. Są też inne, które pokazują mi kierunek i to, o czym marzę: "Kościół tylko wtedy staje się Kościołem, kiedy istnieje dla tych, którzy pozostają poza nim" (Dietrich Bonhoeffer). I z tymi słowami Was zostawiam.

Wpis ukazał się pierwotnie na Facebooku:

 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Maja Komasińska-Moller
23,03 zł
32,90 zł

Piękno kobiecej emocjonalności

Radość, smutek, euforia, nadzieja, lęk, fascynacja, czułość, gniew, rozpacz, miłość. Świat uczuć jest niezwykły, rozległy i bardzo pogmatwany. Kobiece serce doświadcza go w sposób zupełnie wyjątkowy. Czasami przeżywanie uczuć jest przyjemne i...

Skomentuj artykuł

Maja Moller: świeccy w Kościele są jak sejsmograf
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.