Mistyka szaleństwa i ciężkiej roboty

Mistyka szaleństwa i ciężkiej roboty
(fot. shutterstock.com)
3 lata temu
Logo źródła: Blogi katolwica.blog.deon.pl

Większość osób wierzących raczej nie miewa ekstaz, nie widuje swojego Anioła Stróża i czasem ma wrażenie, że podczas modlitwy gada sama ze sobą. Święty Józef jest doskonałym przykładem na to, że Bogu można być posłusznym nawet wtedy, kiedy cierpi się na niedobór cudów.

Każdy wierzący i wątpiący zapewne chciałby, aby w jego życiu miało miejsce jakieś duchowe "wow", jakieś fajne objawienie, głos z góry, niewytłumaczalne uzdrowienie ze śmiertelnej choroby dzięki modlitwie. Wydaje nam się, że gdyby coś takiego miało miejsce, to już zawsze żylibyśmy "po Bożemu" - w końcu mielibyśmy przecież pewność, że Bóg istnieje i ma w zwyczaju słuchać tego, o co Go prosimy. Nasza epoka wyżej ceni szkiełko i oko niż czucie i wiarę i nie wiem, czy można coś z tym zrobić.

Problem polega jednak na tym, że większość osób wierzących raczej nie miewa ekstaz, nie widuje swojego Anioła Stróża i czasem ma wrażenie, że podczas modlitwy gada sama ze sobą. Niekiedy może to prowadzić do występowania katokompleksów - skoro święci widywali w objawieniach Jezusa, mogli rozmawiać z Matką Bożą, a niekiedy było im dane także podejrzeć, jak żyje się w Niebie, to czemu mnie się to nie przytrafia? Widocznie nie jestem pierwszoligowym katolikiem, nie umiem żyć z Bogiem. Przegrana sprawa.

Antidotum na tego rodzaju myśli może być uzmysłowienie sobie, że w historii Kościoła nie brak świętych, których relacja z Bogiem bardziej przypominała długą wymianę listów niż rozmowę na Skype. I nie dotyczy to jedynie świętych mało znanych, drugoplanowych - w końcu trudno tak określić ziemskiego opiekuna samego Syna Bożego - świętego Józefa.

Długo by mówić (a właściwie pisać) o tym, dlaczego postać tego świętego tak bardzo nas fascynuje. Skupimy się na kilku powodach, dla których Józef z Nazaretu zajmuje pierwsze miejsce w naszym rankingu ulubionych niebian.

Po pierwsze, święty Józef jest doskonałym przykładem na to, że Bogu można być posłusznym nawet wtedy, kiedy cierpi się na niedobór cudów i innych wydarzeń silnie stymulujących religijnie. Józef, prosty cieśla z małej mieściny, dowiaduje się, że będzie ziemskim opiekunem samego Boga. Nie obwieszcza mu tego jednak anioł w jaśniejących szatach, nie słyszy żadnych niebiańskich fanfar - jego "zwiastowaniem" są słowa jego Żony, której może uwierzyć, ale wcale nie musi. Święty decyduje się zaufać Kobiecie, którą kocha, i otoczyć opieką Ją i małego Jezusa. Jego życie jest, można powiedzieć, zupełnie zwyczajne - kiedy Józef umiera, Jezus prawdopodobnie dalej mieszka z Matką i pracuje jako cieśla.

Przyczyny, dla których jego los potoczył się tak, a nie inaczej, Józef poznał dopiero po drugiej stronie, także tam zyskał stuprocentową pewność co do słuszności własnych wyborów. Za życia nic, poza kilkoma snami z aniołem (ale przecież wszyscy wiemy, że marzenia senne można interpretować na wiele sposobów i na ogół nie warto przywiązywać się do ich treści) nic niezwykłego, nadprzyrodzonego w jego życiu się nie wydarzyło. Mimo to Józef jest wierny Szefowi i swoim wyborom.

Józef jest także naszym ulubionym "Bożym szaleńcem". Niewiele osób potrafiłoby kochać tak jak on - ten wspaniały człowiek nie tylko wbrew tak zwanemu zdrowemu rozsądkowi uwierzył swojej ukochanej Miriam w poczęcie z Ducha i obronił Ją przed pomówieniami i karą, ale także stworzył dom Jej i Jej Dziecku, a kiedy było trzeba - z dnia na dzień podjął decyzję o ucieczce do Egiptu (kraju, który Izraelitom nie kojarzył się przecież pozytywnie). Czasami nawet zastanawiamy się, co powiedzielibyśmy Józefowi, gdyby żył w naszych czasach i był naszym znajomym - i ze wstydem musimy przyznać, że być może namawialibyśmy go do niedawania wiary tłumaczeniom Żony, skupieniu się na sobie i życia własnym życiem. Na szczęście Józef był (jest!) człowiekiem, który potrafił kochać o wiele lepiej niż my. Jeśli po jednej stronie kontinuum umieścimy egoizm, to na przeciwległym końcu, jako jego totalne zaprzeczenie, znajduje się święty Józef.

Sądzimy, że z Józefem powinni zacząć zadawać się wszyscy ci, którzy mają problemy z wiarą, którzy czują się przez Boga opuszczeni - ten święty pokazuje, że bez ekstaz również da się być człowiekiem głęboko wierzącym i że czasami Najwyższy ma po prostu taki pomysł na nas. Może on także być patronem tych osób, które z różnych przyczyn czują się pominięte, mało ważne - na przykład w rodzinie, w pracy, w Kościele (w Biblii nie ma zapisanego ani jednego słowa wypowiedzianego przez Józefa!).

Ziemski ojciec Jezusa na pewno doskonale zrozumie także wszystkich tych, którzy mają problemy małżeńskie lub przechodzą kryzys zaufania w związku. Jako że Józef był "głową" Świętej Rodziny, można z nim spokojnie pogadać na temat kolki u dziecka (sprawdzone info!), poczucia zmęczenia pracą, frustracji wywołanej nieustannym bujaniem się na umowie śmieciowej, a także drobnymi, codziennymi problemami. My za wstawiennictwem Józefa modlimy się zarówno w sprawach duchowych, niematerialnych, jak i do bólu przyziemnych. Co więcej, odkąd na świecie pojawiła się nasza córka i wniosła do naszego życia nie tylko radość, ale i nieprzespane noce, Józef jest naszym głównym ekspertem i doradcą do spraw parentingowych.

On sam przecież to wszystko przerabiał.

***

#mójŚwięty ||| Tekst pierwotnie ukazał się na blogu katolwica.blog.deon.pl w ramach wspólnego projektu blogerów z platformy blog.deon.pl. Nasi blogerzy dzielą się doświadczeniem działania i przyjaźni ze świętymi.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Maria Miduch
20,94 zł
29,90 zł

Biblia – historia zakochanego Boga

Dlaczego w drzewie genealogicznym Jezusa znajdziemy imiona Tamar, Rachab czy Batszeby, mimo że tradycyjne rodowody raczej pomijały kobiety? Dlaczego wbrew starożytnym obyczajom to właśnie one miały często decydujący wpływ na...

Skomentuj artykuł

Mistyka szaleństwa i ciężkiej roboty
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.