Gdy czuć już odór śmierci…
W historii wskrzeszenia Łazarza wcale nie chodzi o Łazarza. To on choruje, on umiera i to on ostatecznie wychodzi z grobu owinięty w płótna – to wszystko prawda. Jednak kiedy przyjrzymy się uważnie słowom Jezusa i dynamice tego wydarzenia, zrozumiemy, że Łazarz jest tutaj tłem, znakiem, niemym świadkiem czegoś o wiele większego. Cała ta scena jest wielką manifestacją mocy Jezusa, Jego absolutnej kontroli nad rzeczywistością i Jego ostatecznej przewagi nad śmiercią. Jezus nie przychodzi do Betanii, żeby po prostu naprawić czyjeś życie, żeby cofnąć zegar o kilka dni. On przychodzi, żeby objawić swoją chwałę: „Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą” (J 11,4). To nie jest opowieść o medycznym ewenemencie, ale o Królestwie Bożym, które w osobie Jezusa wdarło się w naszą beznadzieję.
To objawienie chwały nie zaczyna się jednak w Nowym Testamencie. W pierwszym czytaniu prorok Ezechiela przekazuje niemożliwą do ogarnięcia ludzkim rozumem obietnicę: „Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój (…)” (Ez 37,12). Bóg nie mówi, że pomoże nam uniknąć grobu. On mówi, że do niego wejdzie, otworzy go od środka i nas stamtąd wyciągnie. Jezus stoi przed grotą, w której złożono ciało Łazarza, jako Ten, który ma klucze do wszystkich ludzkich grobów. Ezechiel dodaje: „Udzielę wam mego ducha, byście ożyli, i powiodę was do kraju waszego, i poznacie, że Ja, Pan, to powiedziałem i wykonam” (Ez 37,14). To obietnica przywrócenia godności, sensu i relacji z Bogiem. To jest „poznanie Pana” przez doświadczenie Jego ratującej mocy.
Być może patrzymy niekiedy na Boga jak na kogoś, kto ma rozwiązywać nasze bieżące problemy i „naprawiać” naszą codzienność. A Jezus pokazuje nam inną perspektywę. Celowo zwleka, zostaje dwa dni dłużej tam, gdzie był, mimo że wiedział o cierpieniu swoich bliskich. Chciał, żeby sytuacja stała się po ludzku niemożliwa do rozwiązania. Chciał, żeby nikt nie miał wątpliwości, że kiedy On wkracza do akcji, nie robi tego jako skuteczny uzdrowiciel, ale jako Pan życia i śmierci. Czy zauważam to w moim życiu? Czy widzę działanie Boga tam, gdzie wszystko wydaje się już „po terminie”? Narzekamy, że Bóg się spóźnia, że nie reaguje na nasze prośby wtedy, gdy my tego chcemy. Ale w tej historii widzimy, że zwłoka Boga nie jest brakiem miłości, ale przygotowaniem gruntu pod objawienie Jego największej mocy. W czym dzisiaj dostrzegam Jego obecność? Może właśnie w tym, co we mnie „obumarło”, Bóg chce pokazać, że On ma ostatnie słowo. On nie tylko chce zaleczyć moje rany; On chce pokazać, że potrafi wyprowadzić życie z całkowitego rozkładu.
Niezwykle poruszająca jest rozmowa Jezusa z Martą. To w niej padają słowa, które są sercem naszej wiary: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?” (J 11,25-26). Jezus nie mówi o jakiejś odległej przyszłości, o teorii zmartwychwstania na końcu czasów. On mówi: „Ja jestem”. Teraz. W Nim jest zbawienie, w Nim jest życie, które nie zna końca. Wiara, o którą pyta Jezus, nie jest tylko intelektualną zgodą na dogmaty. To jest całkowite powierzenie się Jemu w momencie, gdy czujemy odór śmierci, gdy stoimy przed zamkniętym grobem naszych nadziei. To jest ta chwila, w której Jezus pyta: „Czy ufasz Mojej mocy bardziej niż faktom, które Cię otaczają?”. Bo fakty mówiły, że Łazarz nie żyje od czterech dni i już cuchnie. Ale Prawda, która stała przed Martą, mówiła coś zupełnie innego.
Sięgnijmy do Listu do Rzymian: „A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha” (Rz 8,11). To jest niesamowite! Ta sama moc, która wyprowadziła Łazarza z grobu i która później rozbiła mury grobu Chrystusa, mieszka w nas przez chrzest. Paweł Apostoł przypomina nam: „Ci, którzy według ciała żyją, Bogu podobać się nie mogą. Wy jednak nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka” (Rz 8,8-9). Życie „według ciała” to życie w lęku przed końcem, w niewoli tego, co przemijalne. Życie „według Ducha” to życie człowieka, który wie, że jego fundamentem jest Ktoś nieśmiertelny.
Jednak, co ważne, widzimy też w tej scenie Jezusa, który nie jest posągiem z marmuru: „Jezus zapłakał” (J 11,35). Widzimy Go „wzruszonego” i „rozrzewnionego”. Może myślimy sobie czasami, że emocje są oznaką słabej wiary, że prawdziwy chrześcijanin powinien zawsze mieć na twarzy „pobożny uśmiech” niezależnie od doświadczanego cierpienia czy przeżywanej tragedii. Nic bardziej mylnego. Jezus, który wie, że za chwilę wskrzesi Łazarza, płacze razem z Marią i Martą. Jego emocje nie są zaprzeczeniem wiary w zmartwychwstanie, ale świadczą o Jego głębokim człowieczeństwie, o wielkiej tęsknocie za życiem i o absolutnej niezgodzie na śmierć. Jezus płacze nad zniszczeniem, jakiego dokonał grzech w Bożym stworzeniu. A jakie ja mam teraz w sobie emocje, co przeżywam? Gdzie jest źródło tych uczuć? Możemy nasze emocje przeżywać razem z Bogiem. Nasze uczucia niosą ważną informację o tym, co mamy w sercu. Jeśli cierpię z powodu śmierci kogoś bliskiego, to znaczy, że kocham. Jeśli tęsknię, to znaczy, że życie ma dla mnie wartość. Czy pozwalam Bogu zapłakać razem ze mną nad moim „Łazarzem”? Moje łzy mogą stać się miejscem, w którym spotkam Pana.
Warto też przyjrzeć się temu, jak wydarza się cud wskrzeszenia Łazarza, bo to wiele mówi o tym, jak Bóg działa w Kościele. Zanim Jezus zawoła przyjaciela, wydaje polecenie: „Usuńcie kamień!” (J 11,39). Przecież mógłby sprawić, że kamień wyparuje, ale On chce współpracy człowieka. Chce, żebyśmy zrobili to, co w naszej mocy, nawet jeśli wydaje się to bezsensowne czy trudne. A potem następuje ten moment: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!” (J 11,43). I wychodzi, ale ma nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz owiniętą chustą. Jezus mówi do otaczających go ludzi: „Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić” (J 11,44). Tutaj dochodzimy do kluczowej różnicy między wskrzeszeniem Łazarza a zmartwychwstaniem Jezusa. Łazarz wraca do dawnego życia. On znowu będzie musiał kiedyś umrzeć. I Łazarz potrzebuje innych, żeby usunęli z grobu kamień i żeby odwinęli go z płócien. On jest żywy, ale wciąż skrępowany atrybutami śmierci. Jezus natomiast ze swojego grobu wyjdzie sam. Tam nikt nie musi odsuwać kamienia, żeby On mógł wyjść – kamień zostaje odsunięty, żebyśmy my mogli zajrzeć do środka. Jezus zostawia płótna w grobie, nie wychodzi w nich. On pokonuje śmierć raz na zawsze.
Łazarz jest jedynie zapowiedzią, cieniem tego, co wydarzy się w poranek wielkanocny. To uświadamia nam, że naszym celem nie jest lepsze życie tutaj, na ziemi, ale życie w chwale Bożego Królestwa. My często chcemy, żeby nasze stare życie wróciło do normy. A Jezus chce nam dać życie zupełnie nowe, którego śmierć nie może już dotknąć. Mamy wyjść ze wszystkiego, co w naszym życiu jest śmiercią. Śmierć to nie tylko moment, gdy przestaje bić serce. Śmierć to każdy stan, który nas paraliżuje, który zatrzymuje nas w rozwoju, który sprawia, że przestajemy patrzeć w przyszłość z nadzieją. Co jest dzisiaj moim grobem? Może to jest nałóg, który mnie krępuje jak te płótna Łazarza? Może to jest nienawiść, która nie pozwala mi oddychać? Może to jest poczucie winy, które przywaliło mnie ciężkim kamieniem? Jezus stoi dzisiaj przed moim grobem i woła mnie po imieniu. Królestwo Boże przyszło na ziemię właśnie po to, by rozbijać te grobowe mury. Są też ludzie, którzy rozwiązują Łazarza. To jest rola wspólnoty, rola Kościoła, rola sakramentu pokuty. Czasem sami nie potrafimy wyplątać się z naszych „płócien”, potrzebujemy drugiego człowieka, potrzebujemy księdza, potrzebujemy słowa Bożego, które nas uwolni. Bo można wyjść z grobu, a wciąż być spętanym starymi lękami. Jezus chce mojej pełnej wolności.
Skomentuj artykuł