Jak długo powinno trwać narzeczeństwo?

Jak długo powinno trwać narzeczeństwo?
(fot. johnhope14 / flickr.com)
5 lat temu
Logo źródła: 2ryby Karol Meissner OSB

Znamy dobrze pojęcie "przenoszonego narzeczeństwa". Ale czy można powiedzieć jak długo powinno trwać narzeczeństwo? Może warto zastanowić się jak długo nie powinno trwać?

Karol Meissner OSB - nade wszystko benedyktyn, lecz o zacięciu lekarskim. Swoje powołanie zakonne realizuje poprzez gorliwą modlitwę oraz pełną pasji pracę. Ta zaś skupia się głównie na dydaktyce zgodnie z wyuczonymi zwodami teologa i lekarza. Podróżując po Polsce o. Meissner głosi liczne rekolekcje, konferencje i wykłady, głównie związane z płciowością, życiem rodzinnym i małżeńskim czy psychologią.

Kup notatnik i wesprzyj Projekt faceBóg & DEON.pl:

Jak długo powinno trwać narzeczeństwo? - zdjęcie w treści artykułu

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Jak długo powinno trwać narzeczeństwo?
Komentarze (36)
K
Katia
26 października 2014, 13:03
Rezerwacja sali 2 lata przed ślubem (takie napięte terminy). Czyli najpierw organizacja wesela a później zaręczyny xD
R
roy
26 października 2014, 00:26
Z tego co mówi ten pan, nie można wyjść z tzw. friend-zone'u, ponieważ nie można mieć seksu z kimś, kogo się wcześniej długo znało? Jak się hajtać to tylko w przypływie pierwszej miłości, w pół roku, bez głębszego przemyślenia? Powodzenia.
P
Paula
24 października 2014, 21:41
Kogo teraz na ślub stać... 2 lata narzeczeństwa to minimum, żeby choć trochę pieniędzy naciułać na wesele.
H
hashedone
25 października 2014, 10:01
Jesli dla kogos slub na 150+ osob to podstawa, to pewnie i masz racje...
T
Tutiki
25 października 2014, 10:18
na 60 osób ciężko uciułac w dwa lata. A jak chce się zaprosić rodzinę i ugościć (w domu nie zmieszczę 60 osób, a to są tylko rodzice, dziadkowie, ciocie z kuzynostwem i ich dziećmi) to salę trzeba rezerwować 2 lata wcześniej. Nie śpieszmy się z osądami.
D
dolczewita
25 października 2014, 13:50
mój ślub z obiadem dla rodziny kosztował 6000 zł ze wszystkim. było pięknie, stylowo i to pamiątka na całe zycie. nie chciałabym niczego zmieniac nawet gdybym miała kupę forsy bo to w ogóle nie chodzi o imprezę! kto tego nie pojął to w ogóle niech sobie ślub koscielny odpusci!
25 października 2014, 16:45
Gratuluję decyzji skromnego przyjęcia weselnego ! :)  Sakrament powinien być głównym punktem tego dnia, a nie ,,impreza po", niestety w całym zamieszaniu w przygotowaniu dużego wesela, łatwo zagubić świadomość centralnego wydarzenia tego dnia.
2
262
26 października 2014, 00:37
Zgadzam się z tym zagubieniem centralnego wydarzenia tego dnia. Jednak trudno mi się zgodzić z kwestią skromności - o ile byłaby taka potrzeba, oczywiście zdecydowałbym się na tak skromne przyjęcie, jednak inną sprawą jest rodzinna tradycja organizowania przyjęcia dla całej - niezwykle licznej - rodziny... Ślub jest dla Państwa Młodych. Wesele robi się z myślą o Rodzinie i Przyjaciołach...
A
ArturN12
9 października 2014, 21:46
Nie ma to jak wypowiedź kolesia co nigdy nie zaznał uczucia bliskości drugiej osoby...
M
malolat
10 października 2014, 01:41
Moze zaznal..... ponoc sporo z nich lubi innych facetow....
M
MK323
24 października 2014, 13:05
Jeżeli uczucie bliskości drugiej osoby sprowadzasz wyłącznie do relacji damsko - męskich to szczerze ci współczuję. Abstrachując już od tego, iż ksiądz zanim został księdzem też był zwyczajnym człowiekiem, zdolnym do zakochania i angażowania się w jakieś związki.
L
lawral
24 października 2014, 13:08
Skąd wiesz, że nie zaznał ?
F
Feliksiak
24 października 2014, 14:02
Zaskoczę Cię, ale geje/pedofile są także wśród górników, młynarzy, nauczycieli, cieśli, rzemieślników, artystów, pisarzy, naukowców, profesorów, producentów prezerwatyw, sklepikarzy, kwiaciarek, dentystów..... Ci bardziej kumaci zrozumieją co mam na myśli. 
M
michal
25 października 2014, 09:23
Widzęże ktoś tu tvp i tvn ogląda... TFU.
C
chem97
25 października 2014, 20:25
Wiesz że wdowiec MOŻE zostać zakonnikiem?
M
Maja
22 lipca 2014, 00:04
Zgadzam się całkowicie. Inaczej patrzę na kogoś gdy jest tylko sympatią, a inna relacja łączy mnie z nim gdy się zaręczymy. O tym czy kogoś dobrze poznam nie świadczy ilość wspólnie spędzonego czasu a jego jakość. Czy poznaję go w trudnych sytuacjach, jak radzi sobie w kryzysach, czy będzie dla mnie wsparciem, czy ja będę mogła być wsparciem dla niego, jakich ma znajomych, jaką rodzinę, co możemy robić razem, jak spędzać czas itd. Tu się bardziej liczy kreatywność w dialogu narzeczeńskim, umiejętność kształtowania POSTAWY miłości, a nie bazowanie na uczuciu. Jak już rozeznaliśmy dalszą drogę do małżeństwa, to po co odkładać wszystko w nieskończoność? Poza tym... czy po roku, półtora nie można się zorientować czy ktoś do nas pasuje, czy się z nim dogadujemy? I czy jesteśmy w stanie się dla tej drugiej osoby starać o nas, o nią, o nasz rozwój wspólny. 
D
Dominique
22 lipca 2014, 02:22
Żeby się dowiedzieć tego wszytkiego o czym piszesz, pór roku nie wystarczy. Kryzysowe sytuacje, może na szczeście, nie wystepują z regularnoscią "co miesiąc", żeby się przekonać jak partner/ partnerka się zachowa. Ludzie, chyba wszyscy w początkowym okresie związku, przez kilka miesięcy starają się dobrze wypaść; dopiero po wielu miesiącach wspólnego życia można przekonać się jakie kto ma przyzwyczajenia, nawyki itp. Porada księdza jest wydumanym teoretyzowaniem bez związku z rzeczywistością.
C
Cogito_ergo_sum
21 lipca 2014, 23:30
Acha, już to widzę: pół roku narzeczeństwa, a potem, po pół roku rozwód. Może w kwestii seksu ksiądz ma rację, nie wiem, nie jestem seksuologiem, ale w kwestii wspólnego życia, co jest najważniejsze, ten koncept jest beznadziejny. Małżonek to partner na całe życie ( według katolickiej definicji), powinno więc się naprawdę dobrze go poznać, zanim powie się "tak"
D
Dominique
21 lipca 2014, 23:19
Pan ksiądz bredzi jak dziecko. Dla osób w wieku 25 - 35+ lat, minimalny czas narzeczeństwa pozwalający podjąć decyzję o ślubie (abstrahując już od tego czy dochodzi do kontaktów seksualnych między narzeczonymi czy nie) - to ok. 24 miesięcy. To naprawdę minimum, przy czym musi to być czas spędzany razem, nie tylko na wspólnych randkach, ale najlepiej na wspólnym mieszkaniu, życiu codziennym. Nawet nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby decyzję o ślubie podjąć wcześniej. Optymalny czas to jakieś 36 - 48 miesięcy. Po 60 miesiących trzeba już podejmować jakąś jednoznaczną decyzję. Przez 6 miesięcy to sobie można wybrać sofę do salonu, albo rower, a nie męża czy żonę. W tak krótkim okresie nie da się zebrać wystarczających informacji do podjęcia decyzji o zawarciu związku.
A
al@
22 lipca 2014, 08:30
Bzdura. Trzeba zacząć od rozróżnienia dwóch terminów: "związek" i "narzeczeństwo". Rozumiem, że "narzeczeństwo" następuje po zaręczynach, tzn. po PODJĘCIU DECYZJI o ślubie. Poważny mężczyzna pytanie "Wyjdziesz za mnie?" zadaje, kiedy sam już podjął decyzję, że tego chce. Poważna kobieta odpowiada "Tak", kiedy podjęła już decyzję, że tego chce. W tym wypadku zgadzam się z księdzem - NARZECZEŃSTWO nie powinno trwać za długo. Nie ma na co czekać. Decyzja została podjęta. Wystarczy już tylko zorganizować ślub i - ewentualnie - wesele. Mnie i mojemu Mężowi zajęło to 5 miesięcy z hakiem. I całe szczęście - dłużej bym już nie wytrzymała. Związek natomiast, który ma doprowadzić do rozeznania i tej decyzji, czy chcę z kimś spędzić całe życie, czy nie, moim zdaniem może trwać długo lub krótko - tutaj nie powinno się nikogo ograniczać, nie wolno wpychać w żadne ramy (24 miesiące, 36-48 miesięcy, 60 miesięcy - śmiech) to po prostu zależy od indywidualnych cech ludzi, których to dotyczy. Znam takich, którzy po roku znajomości się pobrali i są przeszczęśliwym małżeństwem od wielu lat; znam i takich, którzy przez wiele lat byli razem, zanim postanowili się pobrać i są równie szczęśliwi teraz. Co do wspólnego mieszkania - bzdura, bzdura, bzdura. Udawać małżeństwo, nie będąc nim? Żart. Na tej samej zasadzie można iść do kościoła, usiąść w konfesjonale i poudawać księdza. Albo iść do szpitala poudawać lekarza, założyć kitel, wejść na salę i kogoś zoperować. Ciekawe jakie będą tego efekty. W przypadku małżeństwa i udawania go wcześniej - dokładnie tak samo. Może akurat się komuś poszczęści, ale 90% mieszkających ze sobą par, które znam, rozstało się przed ślubem. O ile w ogóle zdecydowało o ślubie, bo w sumie po co się uwiązywać, skoro i tak już mieszkamy razem i żyjemy, jak małżeństwo? Bez ślubu przynajmniej wypisać się jest łatwiej...
A
al@
22 lipca 2014, 08:45
Zgadzam się tylko co do jednego. Nie wystarczy "randkowanie", żeby kogoś poznać - trzeba go poznać w codzienności. Ale wcale nie trzeba (i wręcz nie powinno się!) mieszkać z kimś, żeby to zrobić. Ja z moim Mężem widywałam się praktycznie codziennie w najbardziej prozaicznych sytuacjach. Razem chodziliśmy na Msze św., razem sprzątaliśmy, jedliśmy obiady u jednych lub drugich rodziców, razem się uczyliśmy, razem czytaliśmy, razem oglądaliśmy filmy, razem chodziliśmy na imprezy, razem spotykaliśmy się ze znajomymi, razem robiliśmy zakupy, a jak trzeba było, to razem też malowaliśmy czyjś pokój. W takich sytuacjach można zobaczyć, jaki stosunek ma ukochany do swoich rodziców, do swoich przyjaciół i znajomych, do dzieci, do innych, do mnie, a przede wszystkim - do Pana Boga. A jak zna się już ten stosunek i jest on godny podziwu - decyzja o małżeństwie wcale nie jest trudna. :)
D
Donarturo
22 lipca 2014, 14:48
Moi rodzice byli narzeczeństwem "zaledwie" kilka miesięcy i stworzyli wspaniałą rodzinę. Takie wyliczanie czasu narzeczeństwa uważam za totalną bzdurę. Ślub bierze się, gdy jest się pewnym że to jest osoba z którą chce się spędzić resztę życia.
D
donarturo
22 lipca 2014, 14:50
dodam jeszcze, że mój tata oświadczył się zaledwie 3 miesiące po poznaniu się zmoją przyszłą mamą.
A
as
22 lipca 2014, 16:11
Wszystko jest kwestia indywidualna..........! 
D
Dominique
24 lipca 2014, 22:44
Co do zakazu mieszkania przed ślubem - bzdura, bzdrua, bzdura, bzdura. Większość moich znajomych i członków rodziny , jakieś 70% par - wzięło rozwód po ślubie kościelnym. Śluby kościelne nie gwarantują trwałości związku. Niektórym się przypadkiem poszczęściło po ślubie kościelnym i nadal są razem. Większość małżeństw które znam - nie miała tego szczęścia. Mieszkanie razem nie jest udawaniem małżeństwa. Chyba nie zroumiałeś w ogóle o co chodzi. Mieszkanie razem to jest konkubinat i dobrze sprawdza się w praktyce. Wielu osobom świetnie pasuje. I o to chodzi. Nie nalezy nikogo namawiać do małżeństwa, jeżeli ludzie nie są sami do niego przekonani. Niech sobie poprubują wspólnego życia w konkubinacie.
A
Agaaaa
9 października 2014, 23:28
Zgadzam się, głupotą jest nazywanie "udawaniem" małżeństwa wspólne przed nim zamieszkiwanie. Jeśli dwoje ludzi się kocha i chcę ze sobą mieszkać- jak najbardziej! Wspólnie spędzają czas, cieszą się swoją obecnością- jeśli kogoś kochasz chcesz z nim przebywać możliwie jak najdłużej. Chyba ważne jest to co ma się w sercu- milość do drugiego czlowieka, i jest ona taka sama przed i po ślubie :)
25 października 2014, 12:51
Dokładnie :), dobrze napisane :) Paradoksem dzisiejszych czasów jest to, że ludzie mogą mieszkać ze sobą przed ślubem (społecznie jest to już przyjęte), to rozwodów jest coraz więcej, zamiast coraz mniej. Jeśli mieszkanie przed ślubem jest tak wspaniałą ,,profilaktyką antyrozwodową" to dlaczego liczba rozwodów wzrasta ? Powinna przecież maleć...
S
Szymon
21 lipca 2014, 23:17
Calosc jest bardzo madra, ale wspolczesnie widze troche inny problem, ktorego sam doswiadczam. Gdybym chcial z moja narzeczona pobrac sie po roku (zalozmy nawet poltora roku), to bylibysmy bardzo mlodzi, a decyzja o malzenstwie, to takze decyzja o zamieszkaniu razem. Nie stac nas na to, sprawa jest troche bardziej skomplikowana (narzeczona pomaga mamie w pracy). Teoretycznie nic nie stoi nam na przeszkodzie, by sie pobrac, ale czy maz i zona powinni mieszkac osobno z rodzicami ? Raczej nie. Czesto zarzuca mi sie, ze tesknie za okresem PRL, ale prawda jest taka, ze bylo mimo wszystko latwiej, gdy mialo sie jakies cele, bo po tych kilku latach odkladania na ksiazeczke mieszkaniowa mialem jednak jakas gwarancje, ze pojdzie to krok dalej, a dzisiaj nie mam nic. Za dwa lata moze sie okazac, ze nieruchomosci pojda w gore o 300% i bede musial sie zadluzyc do konca zycia zeby byc na swoim. Mimo tego kocham moja narzeczona i wierze w to, ze pobierzemy sie i stworzymy nowa dzietna rodzine
A
Anka
22 lipca 2014, 02:24
Naprawdę to nie jest dziś problem, żeby sobie we dwójkę wynająć mieszkanie, już bez przesady. Rząd, premier, gospodarka - wszyscy winni, że młodzi ludzie, narzeczeni, czy po ślubie nie mają gdzie mieszkać.
X
xxx
22 lipca 2014, 13:32
Oczywiście,że często jest to PROBLEM!!!!!!
L
lawral
24 października 2014, 13:11
Wyjedź za granicę. Tam się żyje łatwiej.
K
K
21 lipca 2014, 22:35
No to teraz pytanie - jaka jest definicja narzeczeństwa? Kiedy ono się zaczyna?
A
Anka
22 lipca 2014, 02:25
No chyba jak się para zaręczy? Co się zmieniło w tym względzie?
K
K
26 lipca 2014, 14:26
to kiedy oara powinna się zaręczyć?
M
malolat
10 października 2014, 01:46
Gdzies tak po 50- 70 razach.... Jesli po takiej ilosci sexu we wszelkiej odmianie dalej chca byc razem , to sa narzeczonymi....
25 października 2014, 16:48
Rzeczywiście małolat z Ciebie... ;)

Skomentuj artykuł

Jak długo powinno trwać narzeczeństwo?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.