Biskupi wybrali milczenie. W tej chwili to najlepsze rozwiązanie

Biskupi wybrali milczenie. W tej chwili to najlepsze rozwiązanie
(fto PAP/Adam Warżawa)

Choć z wielu stron podnoszą się głosy, że Kościół (...) powinien głos zabrać, to dziś, teraz w tej chwili, w tych dniach milczenie to jest - moim zdaniem - jak najbardziej uzasadnione" - pisze Tomasz Krzyżak.

Niemal natychmiast po śmierci Pawła Adamowicza podniosły się głosy, że owego szalonego człowieka, który dźgał nożem prezydenta Gdańska, sprowokowała do tego wysoka temperatura sporu politycznego w Polsce. Natychmiast znalazł się zwrot, wytrych: "mowa nienawiści". I wszyscy - jak jeden mąż - rzucili się do walki z ową nienawistną mową. I o ile jestem w stanie zgodzić się z tym, że język polskiej debaty publicznej jest nieelegancki, ostry i częstokroć wrogi, to jednak daleki byłbym od mówienia o nienawiści. A na pewno nie w każdym przypadku.

Powiedziałbym raczej, że mamy do czynienia z wypowiedziami mocnymi, wypowiedziami, które często nie przystają do sytuacji, ale pozwalają na to, by wypowiadająca je osoba została zauważona tak przed media, jak i elektorat. Tak, są to wypowiedzi radykalne i z pewnością podnoszą one temperaturę debaty. Lecz czy rzeczywiście za każdym słowem kryje się nienawiść?

Po pierwszej zgodzie - tak nas dziennikarzy, jak i polityków oraz całej rzeszy komentatorów, że winniśmy z mową nienawiści walczyć - błyskawicznie okazało się, że nie bardzo wiadomo jak. Że nie bardzo wiadomo co pod ową mowę podciągnąć. Jak określić jej granice. Innymi słowy co za mowę nienawiści uznać, a co nie.

W dyskusjach, które się toczą po tragedii w Gdańsku, jedni uznali, że najlepszą drogą do pojednania, do jakiegoś częściowego zasypania podziałów będzie milczenie. Odczekanie aż emocje opadną. Inni wypowiadają się, ale zaczęli uważać na słowa. Jeszcze inni nie przejmują się tym co się stało i nie zmienili nic w sposobie wypowiadania się. W zasadzie normalne. Ilu Polaków - tyle zdań.

Najgorszą drogę wybrali chyba ci ostatni. Gdzie tylko mogą szukają okazji do uderzenia, do zaistnienia. Hejterów, szczególnie aktywnych w Internecie okiełznać się raczej nie da. Ale można jak się wydaje odebrać im przysłowiowe paliwo do hejtu. Weźmy głośną dyskusję wokół jednego z materiałów w "Wiadomościach" TVP. Spotkał się on z głosami oburzenia, pojawiły się wezwania do dymisji prezesa TVP. Przyznam, że i mi ów materiał się nie podobał. Nie rozumiem redakcji programu, która nie potrafi tego przyznać i powiedzieć przepraszamy, tych którzy poczuli się urażeni. Taki gest nie zatrzymałby wprawdzie hejtu, ale na pewno nie przeszedłby bez echa wśród ludzi myślących rozsądnie. Z drugiej strony nie bardzo rozumiem postępowanie osób, które w ramach walki z mową nienawiści, tworzą i rozpowszechniają listę hańby dziennikarzy TVP. To tak ma wyglądać ta walka? Czy raczej nie jest to właśnie podżeganie do tego, by z tej mowy nie rezygnować?

A do jakiej kategorii zakwalifikować komentarze odnoszące się do spóźnienia trójki ważnych polityków PiS - w tym prezesa Jarosława Kaczyńskiego - na rozpoczęcie posiedzenia Sejmu i minutę ciszy ku pamięci prezydenta Gdańska. Są rzeczywiście takie sytuacje, w których nie wolno się spóźniać. Jednak czy mówienie o tym, że było to spóźnienie celowe, że w ten sposób politycy PiS dali dowód swojej hipokryzji, itp., granie zdjęciami pustych miejsc nie jest znów podgrzewaniem atmosfery. Każdy chyba przyzna, że jest.

Po tym co wydarzyło się w Gdańsku milczenie wybrali biskupi. I choć z wielu stron podnoszą się głosy, że Kościół - instytucja mająca jakiś autorytet w społeczeństwie - powinien głos zabrać, to dziś, teraz w tej chwili, w tych dniach milczenie to jest - moim zdaniem - jak najbardziej uzasadnione. Kościół mógłby zwrócić uwagę na brutalizację języka i apelować o uspokojenie. Mógłby. Ale nie trudno wyobrazić sobie, że każda ze stron dzisiejszego sporu uznałaby, że słowa te skierowane są do tych drugich. Temperatura debaty znów by się nieco podniosła. A przecież teraz nie tego potrzebujemy. Owszem, zgadzam się co do tego, że głos biskupów powinien być, ale na pewno nie teraz. A jeśli komuś ów głos potrzebny jest dziś niech sięgnie do dwóch dokumentów społecznych Konferencji Episkopatu Polski, w których sporo było odniesień do polityki i języka jaki w niej funkcjonuje ("W trosce o człowieka i dobro wspólne", "Chrześcijański kształt patriotyzmu"). Na teraz powinno starczyć.

Na początku swojego pontyfikatu papież Franciszek w jednym z wystąpień powiedział takie zdanie: "Zamiast siać podziały i niezgodę, trzeba ugryźć się w język. Na początku trochę napuchnie, ale to działa, gwarantuję". Sprawdzałem. Rzeczywiście działa.

Tomasz Krzyżak - autor jest dziennikarzem, kierownikiem działu krajowego "Rzeczpospolitej". W wydawnictwie WAM wydał: "Nie mam nic do stracenia - biografia abp. Józefa Michalika" oraz "Wanda Półtawska - biografia z charakterem".

Jest dziennikarzem, kierownikiem działu krajowego "Rzeczpospolitej". Absolwent kursu „Komunikacja instytucjonalna Kościoła: zarządzanie, relacje i strategia cyfrowa” na papieskim Uniwersytecie Santa Croce w Rzymie. W wydawnictwie WAM wydał: "Nie mam nic do stracenia - biografia abp. Józefa Michalika" oraz "Wanda Półtawska - biografia z charakterem"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Tomasz Krzyżak
14,76 zł
36,90 zł

Mało jest w Polsce osób, które wzbudzają tak skrajne opinie. Ona jednak wydaje się tym zupełnie nie przejmować. Taki ma charakter, podobno niełatwy.

Ponad 60 lat temu jako młoda kobieta, była więźniarka obozu w Ravensbrück,...

Skomentuj artykuł

Biskupi wybrali milczenie. W tej chwili to najlepsze rozwiązanie
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.