"Wiele osób jest wciąż przekonanych, że ksiądz zajmuje się wszystkim w liturgii i parafii". Co w Kościele zmienią katechiści?[WYWIAD]

"Wiele osób jest wciąż przekonanych, że ksiądz zajmuje się wszystkim w liturgii i parafii". Co w Kościele zmienią katechiści?[WYWIAD]
Ks. Marcin Sieńkowski. Fot. archiwum prywatne

Jak może wyglądać współpraca katechistów i księży? Jak do swojej posługi w szkole katechistów szykują się świeccy? Czego świeccy mogą nauczyć księży, a w czym ich nie zastąpią? Rozmawiam o tym z ks. Marcinem Sieńkowskim, pierwszym moderatorem Szkoły Katechistów Diecezji Ełckiej i do niedawna rektorem ełckiego seminarium duchownego. 

Marta Łysek: W sierpniu wyszedł dekret KEP o katechistach. Coraz częściej świeccy będą przejmowali część pracy w parafii. Jak Ksiądz myśli, czy nowi księża wychodzący z seminarium będą potrafili współpracować z katechistami?

Ks. Marcin Sieńkowski:
- W mojej opinii powinni się szybko przekonać, że ta współpraca się opłaca. Że katechiści są bardzo pomocni w parafii. Jeśli wikariusz miałby sam przygotowywać na przykład jakąś liczniejszą grupę młodzieży do bierzmowania, to będzie wdzięczny, gdy katechista zechce mu pomóc i że będzie mógł dzielić się pracą po to, żeby nie mieć wszystkiego na swojej głowie. No i druga rzecz – młody wikariusz po święceniach, zanim wykaże jakąś inicjatywę, będzie w pierwszej kolejności współpracował z proboszczem. Więc to też pytanie, na ile proboszcz ceni sobie posługę świeckich.

W diecezji ełckiej, w której był Ksiądz jednocześnie rektorem seminarium i dyrektorem szkoły katechistów, ta szkoła jest już od 2023 roku.

- Tak, dlatego w diecezji ełckiej ten temat jest już szerzej znany. Klerycy są bardziej świadomi posługi katechisty, bo szkoła mieści się w seminarium. Alumni niejednokrotnie brali udział w niektórych punktach formacyjnych i w ich przygotowaniu - zwłaszcza w modlitewno-duchowych. Więc już wiedzą, że konkretne osoby przygotowują się do posługi katechisty i że zaraz będą czynnymi katechistami. Nasi neoprezbiterzy z ostatnich kilku lat mają to doświadczenie, bo obserwowali katechistów podczas formacji, więc zdołali się z nimi oswoić.

A co w ełckim seminarium robią klerycy, żeby się nauczyć współpracy ze świeckimi?

DEON.PL POLECA

- Niewątpliwie są działania, które temu służą, jednak nigdy nie mają one pierwszoplanowego charakteru. Na przykład nasi klerycy chodzą do wspólnot przy parafiach, jednakże głównie po to, aby doświadczyć formacji poza seminarium, takiej, jaką przeżywają osoby świeckie w takim czy innym ruchu. Oczywiście również po to, aby poznać te wspólnoty, bo z czasem przyjdzie im pełnić rolę lidera, prowadzącego czy animatora w tych grupach. Ale ten wymiar nie jest nazwany wprost współpracą ze świeckimi. Jak dotąd nie nazywaliśmy go w ten sposób - a może należałoby? (śmiech). No i trzeba pamiętać, że seminarium posiada cel nadrzędny…

…i nie jest nim współpraca ze świeckimi.

- Nie, bo zasadniczo chodzi o to, żeby kandydat do kapłaństwa, zanim zostanie księdzem, w pierwszej kolejności ukształtował w sobie relację z Bogiem. Oczywiście nie mówię, że nie ma tu miejsca na budowanie relacji ze świeckimi. Zależy mi, aby wybrzmiało przede wszystkim to, że więź z Bogiem jest najważniejsza. Chodzi więc o to, że relacja między powołanym i tym, który powołuje, powinna być najsilniejsza. I młody ksiądz staje wciąż wobec zadania, aby wiele troski włożyć w tę relację. A gdy relacja z Bogiem jest zadbana, zdrowa i permanentna, to sądzę, że nie ma też problemów w tworzeniu i pielęgnowaniu relacji ze świeckimi. Wtedy one również są poprawne i owocują dobrą współpracą. Jednak wcześniej musi być coś, co jest pierwsze i najważniejsze.

W diecezji ełckiej szkoła katechistów i seminarium ze sobą po części współistniały, to znaczy, że przyszli księża i katechiści już się trochę znają?

- Tak, klerykom nie są obce ich twarze, imiona. Znają nawet niektórych uczestników szkoły, bo zdarza się, że pochodzą z tej samej parafii. Potrafiłbym wskazać parafię, w której jest i kleryk, i są katechiści, więc w czasie formacji mieli okazję do spotkań i rozmów. Pierwsza edycja szkoły katechistów jest już za nami, obecnie trwa druga. Mamy już w diecezji dziewięćdziesiąt dziewięć osób pobłogosławionych; to dość liczna grupa, która już pełni swoją posługę w parafiach.

DEON.PL POLECA

Czyli mieli czas się oswoić ze sobą i jeśli później trafią na siebie do współpracy, to już będą zaznajomieni?

- Na pewno będą bardziej ośmieleni. I co istotne: gdy klerycy brali udział w niektórych punktach podczas spotkań formacyjnych katechistów, obserwowałem na początku, że – jak to zwykle bywa – byli tak gotowi do służenia w liturgii, do przygotowania wszystkiego, że należało ich powstrzymywać na zasadzie: zostawmy to, oni też potrafią to zrobić. Przeżyliśmy pewnego rodzaju zderzenie: mamy przyszłych katechistów i teraz co? Wykorzystamy ich obecność czy ich obsłużymy? Więc klerycy musieli ustąpić i zarazem otworzyć się na ich posługę, trochę się wycofać i zrobić miejsce, a przy tym zyskali świadomość, że my, księża, naprawdę nie musimy martwić się i robić wszystkiego.

Zatrzymało mnie na moment słowo „obsłużymy” - jest mocno celne… Ale jak to jest z perspektywy księdza? Katechiści są pewną nowością. Trudno jest przejść z poczucia „muszę obsłużyć ludzi”, w takim dobrym sensie – zadbać, zaopiekować, zrobić wszystko – do opcji „oni mogą to zrobić ze mną”?

- Z mojej perspektywy trudno nie jest (śmiech), bo wiem, jaki jest mój zakres obowiązków i zadań, w których nikt mnie nie zastąpi. Z tytułu kapłaństwa sakramentalnego sprawuję Eucharystię, słucham spowiedzi albo głoszę słowo itp. W przeciwieństwie do tego wielu innych zadań, choćby szalenie ważnych, ja wykonywać nie muszę. Wielką pomocą jest, gdy znajdzie się ktoś, kto chętnie przejmie inicjatywę i będzie współpracował z proboszczem w obszarze sobie właściwym. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że wcale nie jest łatwo o osoby, które chciałyby tak się angażować. Gdy zdarza się, że jestem w parafii z pomocą duszpasterską w niedzielę i w czasie liturgii stawiam pytanie, kto chciałby czytać słowo Boże, gdy nie ma lektorów – odpowiedzi są różnie. Czasem ktoś się zgłosi, a kiedy indziej słyszę: ksiądz zawsze czyta. Wciąż wiele osób jest przekonanych, że ksiądz zajmuje się wszystkim w liturgii i parafii.

Że sprawy religijne to są sprawy księdza i nie należy się wtrącać, chyba, że przyszedł poprosić o pomoc?

- Dokładnie. Z jednej strony jest to bardzo naturalne myślenie, ale z drugiej bardzo wąskie: zwalnia z odpowiedzialności tych, którzy mogliby coś zrobić, ale na przykład dla spokoju i wygody nie angażują się. Pewnie znajdą się też inne powody: trema, strach, wycofanie, co też trzeba zrozumieć – nie każdy musi być liderem. A rolą księdza w parafii jest umiejętność wychwycenia takich osób, które może nieraz trzeba zdopingować i wtedy zaczną posługiwać w taki albo inny sposób. Jedna z naszych katechistek opowiadała zdarzenie: gdy wykonywała pracę w kościele, zmieniając obrus na ołtarzu, podszedł do niej proboszcz i zapytał, czy chciałaby zostać katechistką. Oczywiście to była osoba zaangażowana w kościele w posługę, i on wiedział, że warto właśnie ją zapytać.

No właśnie, a jak się dostać do szkoły katechistów? Proboszcz musi wysłać czy ludzie zgłaszają się sami?   

- Kandydatów do szkoły zgłasza proboszcz. A czy są to ochotnicy, czy zachęcone i namówione osoby – trudno powiedzieć. Sądzę, że na etapie wyłaniania kandydatów oba sposoby mają miejsce. Wspomniany wcześniej przypadek obrusa świadczy o tym, że proboszcz, który zna swoich parafian, potrafi zasugerować posługę katechisty odpowiednim osobom. Prawdopodobnie wie również, kto do tej posługi się nie nadaje i kogo nie zapyta.

No i kogo nie zapyta? Są jakieś oznaki, że z konkretnym świeckim nie będzie się dobrze współpracowało?

- Wydaje mi się, że posługę katechisty niekoniecznie należy proponować osobom, które zbyt się narzucają, którym brak dystansu lub świadomości, że polega ona na współpracy, a nie na pomijaniu proboszcza.

O katechistach pojawiają się opinie, że to taki „zamiennik księdza”, jakby „świecki proboszcz”, który może sobie działać w parafii niezależnie… I często ludzie od razu widzą taką panią, co została katechistką i teraz tu będzie organizować, a jak się proboszczowi nie podoba, to tym gorzej dla proboszcza.

- Raczej nie życzylibyśmy sobie takich katechistów. To nie jest posługa dla osób, które nie dbają o współpracę. W przeciwnym razie problem ma i proboszcz, i parafia.

A jak księża mają już tych świeckich do współpracy, to co może pójść źle?

- Przyznam się Pani redaktor, że nie przepadam za takimi pytaniami, wolałbym mówić o pozytywnych stronach współpracy (śmiech).

Niech będzie (śmiech). To co wychodzi dobrze?

- Na przykład to, że zwłaszcza młodzi księża, zaraz po seminarium, rzeczywiście są gotowi do zaangażowania się w życie parafialne. Czują się zdolni do podjęcia kapłańskich zadań, są dla ludzi, chcą z nimi być. I co ważne, wielu rzeczy uczą się właśnie w parafii, nie tylko w seminarium.

Pamiętam, że gdy stawiałem pierwsze kapłańskie kroki, wielką pomoc otrzymywałem od wiernych. Dziś widzę i rozumiem, że oni również mnie kształtowali i tym samym nadali rys mojemu byciu księdzem. Seminarium formuje, to oczywiste, ale w parafii także odbywa się formacja. Dokonuje się ona za pośrednictwem świeckich, tego kim są, czego oczekują – to sposobność, aby wiele w sobie wypracować. I myślę, że nasi klerycy również potrafią to wykorzystać, że nie idą do parafii jako kompletni i wszystkowiedzący, lecz świadomi tego, że już na samym początku będą się wiele uczyć również od świeckich.

I czego mogą się od świeckich nauczyć?

- Na przykład modlitwy, co brzmi może zaskakująco. Mam na myśli zwłaszcza tych świeckich, którzy o tę modlitwę się troszczą i umieją się modlić także wspólnie. Małżonkowie, rodzice – oni to potrafią. Świeccy potrafią też nauczyć realiów życia, nieodrywania pobożności od rzeczywistości. Tego świetnie uczą również dlatego, że opowiadają o sobie, o swoim życiu, o swoich problemach, a w seminarium – ze względu na to, że więcej się pracuje nad relacją z Bogiem – bywa trudno przenieść tę relację na życie codziennie. A trzeba wiedzieć, że relacje z ludźmi też są ważne. To gównie one kształtują w kleryku czy księdzu wymiar ludzki. Bez wątpienia przez tego typu relacje wzmacnia się też więź z Bogiem. I to działa.

Jacy są ludzie, którzy przychodzą do szkoły katechistów? Ci nasi wypatrzeni przy obrusie?

- Przeróżni. Osoby te są wyjątkowe. Tworzą wspaniałą atmosferę. Rozmowy z nimi są interesujące. Ale przede wszystkim prezentują wysoki poziom życia swoją wiarą. W żadnym wypadku nie są to osoby przypadkowe, lecz ludzie już znacznie uformowani i ukształtowani. Z tego względu spotykanie się z nimi i współpraca w szkole były dla mnie wielką przyjemnością.

Dlaczego?

- Oni już wiedzieli, czego chcą, a nawet, co mogą przekazać. Od nich też się wiele nauczyłem. Spotkania z nimi były prawdziwą wymianą. Z pewnością wiele otrzymywali, ale równie wiele byli w stanie dać z siebie. Chcę też podkreślić, że osoby te mają różne i bogate doświadczenia swojej wiary łącznie z relacją z Bogiem, wypływające również z tego, że przed przystąpieniem do szkoły już troszczyły się o swoją formację. Wielu z nich to liderzy wspólnot parafialnych. A w zamyśle szkoły chodziło m.in. o to, aby właśnie takie osoby zostały katechistami.

Wielu z nich już wcześniej angażowało się w zadania, które potem będą wykonywać jako katechiści – na przykład animowanie grup do bierzmowania. W roli katechistów niektórzy z nich nadal posługują w ten sam sposób, z tą tylko różnicą, że już z błogosławieństwem biskupa. Bycie posłanym jest dla nich bardzo ważne. Na zewnątrz świadczy o tym znak krzyża, który otrzymali.

Czy jest taki zwyczaj w parafii, że katechista chodzi z krzyżem na szyi na co dzień? Trochę jak oazowy animator?

- Tak, jeśli wykonuje swoją posługę. Tego ich uczyliśmy: wraz z błogosławieństwem otrzymują specjalnie dla nich wybrany krzyż. Nie służy on tylko do odebrania, lecz do noszenia podczas spełniania posługi głoszenia i przygotowywania innych do sakramentów.

A co konkretnie katechiści robią w parafiach?

- Odpowiedź na to pytanie powiążę z rytmem pracy szkoły katechistów. Jednym z punktów wieńczących formację jest egzamin. Ale egzamin ten ma swoją specyfikę. Nie chodzi w nim o to, żeby przekonać się, czy katechiści posiedli wiedzę zdobywaną przez dwa lata – niewątpliwie cenną i przydatną. Zamiast tego na egzamin przygotowują projekt duszpasterski – jest on ich wizją i ukierunkowaniem pracy w parafii. Jeśli ktoś czuje się dobrze w pracy z młodzieżą i ma przekonanie, że się do niej nadaje, to pisze projekt, w którym ujmuje swój pomysł na przygotowanie do bierzmowania. Ktoś inny woli pracę z dziećmi i robi projekt przygotowania do pierwszej spowiedzi i Komunii św. Na ogół są to projekty związane z sakramentami. Zdarzają się jednak i takie, które dotyczą na przykład pielgrzymek do miejsc świętych.

Zaproponowany projekt własnej posługi katechisty musi być przemyślany, metodyczny, z wyznaczonymi celami, z założeniami, przegadany z proboszczem i zatwierdzony przez niego. Chodzi więc o zaplanowanie pracy, a nie tylko o spontaniczne pomysły lub działania. Zatem na egzaminie można usłyszeć, jaką posługę i w jaki sposób będą wykonywać uczestnicy szkoły.

Gotowy projekt nie służy tylko do egzaminu. Co ważniejsze, chodzi o to, aby katechiści sięgali do niego i podczas posługiwania w parafii wedle zamierzonych pomysłów systematycznie korzystali z przygotowanych w nim materiałów. Jednym słowem, absolwenci szkoły nie muszą wymyślać niczego nowego. Wystarczy skupić się na realizowaniu i doskonaleniu egzaminacyjnego projektu.

Bardzo praktyczny egzamin.

- Myślę, że takie zwieńczenie szkoły jest bardzo pomocne. Wiem też, że wielu z nich obecnie realizuje to, co zamierzyło. Czasem nawet zespołowo po dwie lub trzy osoby, które działają w tej samej parafii. W ten sposób wspierają się i uczą współpracować.

A jak proboszczowie do tego podchodzą? Cieszą się czy jeżą?

- Większość z nich z pewnością się cieszy. Być może niektórzy jeszcze dojrzewają do rzeczywistości, którą wypełnią katechiści. Pamiętam, gdy na egzaminie jedna osoba dzieliła się swoim doświadczeniem przygotowania projektu i oznajmiła, że proboszcz nie był zainteresowany ani konsultacjami, ani sugestiami. Po prostu oznajmił, że może w nim być napisane cokolwiek. To słabe podejście, prawda?

Ponieważ w mniejszych parafiach sytuacja duszpasterska napotyka nowe wyzwania – bo nastały czasy, gdy jeden proboszcz zajmuje się kilkoma parafiami, jednym z rozwiązań jest posługa katechisty na miejscu. W związku z tym rodzą się pytania, jakie będzie pole pracy katechisty, czy otrzyma on wsparcie w napotykanych problemach, na ile zostanie przyjęty przez wiernych. Niewątpliwie wiele zależy od podejścia i nastawienia, jakie prezentują kapłani.

Spróbujmy sobie jeszcze ponazywać to, jakie obawy mają proboszczowie.

- Wydaje mi się, że obawy mogą się rodzić głównie z dwóch powodów. Pierwszy dotyczy tego, że katechista to zupełnie nowa posługa. Czegoś takiego, tak nazywanego nie znaliśmy dotąd na gruncie naszej diecezji, mimo że znamy i rozumiemy posługę animatora czy lidera wspólnoty, a tym bardziej katechety. Drugi powód wiąże się z przyjęciem i odbiorem katechistów przez resztę wiernych. Nikt nie dziwi się, że dobrą nowinę przepowiada ksiądz. Coraz częściej robią to dziś również osoby świeckie. Jednak w mniejszych parafiach zaakceptowanie katechisty może okazać się znacznie trudniejsze niż w licznej i miejskiej wspólnocie.

Te obawy są raczej uzasadnione. Poradzenie sobie z nimi w znacznym stopniu zależy od przygotowania parafian – na co duży wpływa mają duszpasterze. Należy jednak pamiętać, że są aż dwa lata, bo tyle trwa formacja w szkole katechistów, aby informować i odpowiednio przygotować parafian do przyjęcia i zaakceptowania w odpowiednim czasie posługi katechisty.

A katechista w czasie przygotowania nie jest przecież wyrzucony z parafii...

Oczywiście, że nie. Pośród zasad naszej szkoły znajduje się punkt, który jasno mówi, że przygotowanie katechistów odbywa się w szkole i w parafii. Oprócz tego ma też wymiar indywidualny. Ale bardzo zależało nam na tym, aby przygotowujący się katechista już od początku swojej formacji w szkole dał się poznać w parafii, był obecny i widziany, aby odbywał w niej praktykę, uczestniczył w spotkaniach i katechezach już w niej prowadzonych.

Żeby oswajać ludzi?

Właśnie tak.

A co robić, żeby praca katechisty w parafii szła dobrze?

Hm… Wydaje mi się, że warto wskazać trzy słowa-klucze. Po pierwsze – współpraca; to bez wątpienia punkt wyjścia. Po drugie – cierpliwość. Nie może jej zabraknąć. No i wreszcie wspólnota: mam na myśli to, że Kościół tworzą i duchowni, i świeccy, więc dobrze jest, gdy i jedni, i drudzy biorą odpowiedzialność za Kościół, każdy we własnym zakresie, nie siląc się na bycie kimś innym.

---
ks. dr Marcin Sieńkowski - kapłan diecezji ełckiej, w latach 2021-2026 rektor Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Ełckiej i pierwszy moderator Szkoły Katechistów Diecezji Ełckiej (2023-2026), obecnie kanclerz Ełckiej Kurii Diecezjalnej.  Autor dwóch książek "Wiara a racjonalność" (Adalbertinum, Ełk 2020), "Rozum i wiara o Bogu. Komentarze i studia" ( Adalbertinum, Ełk 2026) oraz kilkudziesięciu artykułów naukowych z obszaru filozofii.

 

 

Marta Łysek - dziennikarka i teolog, pisarka i blogerka. Twórczyni Maluczko - bloga ze Słowem, współautorka "Notesów duchowych", pomagających wejść w żywą relację z Ewangelią. Sporadycznie wykłada dziennikarstwo. Debiutowała w 2014 roku powieścią sensacyjną "Na uwięzi", a wśród jej książek jest też wydany w 2022 roku podlaski kryminał  "Ciało i krew". Na swoim Instagramie pomaga piszącym rozwijać warsztat. Tworzy autorski newsletter na kryzys - "Plasterki". Prywatnie żona i matka. Odpoczywa, chodząc po górach, robiąc zdjęcia i słuchając ciszy.  

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Zbigniew Rećko

Nie chodzi o to, by grać, ale by się naprawdę spotkać

Miewasz trudności w nawiązywaniu kontaktów? Zdarza się, że czujesz napięcie podczas rozmowy, a twoje granice zostają przekroczone? Zbyt łatwo wchodzisz w spory, a potem...

Skomentuj artykuł

"Wiele osób jest wciąż przekonanych, że ksiądz zajmuje się wszystkim w liturgii i parafii". Co w Kościele zmienią katechiści?[WYWIAD]
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.