Jak umarł ks. Franciszek Blachnicki? Tak wyglądał ostatni dzień jego życia

Jak umarł ks. Franciszek Blachnicki? Tak wyglądał ostatni dzień jego życia
Ks. Franciszek Blachnicki. Źródło: YouTube.com / Bartłomiej Parys SVD

Ostatni dzień życia ks. Franciszka Blachnickiego, założyciela Ruchu Światło-Życie, rozpoczął się jak zwykle. Rano uczestniczył we wspólnych modlitwach, odprawił mszę świętą, później zjadł śniadanie i poszedł do  wydawnictwa. Zaraz po obiedzie poszedł odpocząć i zdrzemnąć się do swojego pokoju, jak to miał w zwyczaju. O trzeciej odebrał telefon, a potem zaczął kasłać. Zaalarmowana tym bardzo mocnym i  zaskakującym atakiem kaszlu sekretarka zadzwoniła po lekarza - tak opisuje śmierć założyciela oazy Tomasz Terlikowski w książce "Franciszek Blachnicki. Ksiądz, który zmienił Polskę"

Publikujemy fragment książki.

*    *   *   * 

Czy nikt nie podejrzewał, że Gontarczykowie są agentami? Czy nie było takich obaw? Większość świadków twierdzi, że aż do początku 1987 roku nikt nie miał o tym pojęcia, a  jeśli nawet jakieś informacje o dziwnych czy zaskakujących zachowaniach dwójki agentów docierały do ks. Blachnickiego, to on nie wierzył w nie, obdarzając małżonków pełnym zaufaniem.

DEON.PL POLECA

Blachnicki na początku nie wierzył, że jego współpracownicy są agentami SB

Sytuacja zmieniła się pod koniec 1986 roku. Bezpieka otrzymała wtedy informację, że w środowisku „Solidarności Walczącej” wiadomo już o agenturalnej działalności Gontarczyków, i natychmiast ostrzegła swoich agentów. Do ks. Blachnickiego informacje te dotarły – za sprawą Andrzeja Wirgi – w styczniu. (…) Niewiele wskazuje jednak na to, by cokolwiek wówczas zrobił. Dlaczego? Bo(…) „nie mieściło mu się w głowie, że ludzie uczestniczący we Mszy świętej, przystępujący do  Komunii świętej, serdeczni i pomocni, mogą być szpiegami. Był nawet oburzony, że takich ludzi ktoś może podejrzewać”. Informacja, jaką otrzymał, drążyła jednak skałę.

Ksiądz Franciszek zaczął się zastanawiać nad przeszłością i powoli dochodził do wniosku, że od momentu przybycia Gontarczyków wiele rzeczy zaczęło się w wydawnictwie psuć. Wcześniej wszystko działało, a nagle działać przestało. Ostatecznie – jak to ujmuje bp Wodarczyk  – „moralną pewność” winy Gontarczyków ks. Blachnicki uzyskał 26 lutego 1987 roku. To wtedy miał otrzymać zapewnienie, że w krótkim czasie otrzyma dokumenty potwierdzające ich współpracę.

Tego dnia wieczorem spotkał się z Gizelą Skop i Zuzanną Podlewską, bliskimi współpracownicami z Instytutu, i powiedział im, że informacje na temat „Gontarczyków są prawdziwe i że oni «rozłożyli» wydawnictwo”, opisywała ten wieczór w postanowieniu o umorzeniu sprawy morderstwa ks. Blachnickiego prokurator Ewa Koj. Tego wieczoru kobiety niczego więcej się nie dowiedziały. „Były tą wiadomością zaskoczone i nie wiedziały, co mają o tym myśleć. Gizela czuła, że Ojciec ma jeszcze jakąś tajemnicę i walczy ze sobą, żeby nic więcej już nie powiedzieć”.

Jak umarł ks. Franciszek Blachnicki?

Ostatni dzień życia ks. Blachnickiego rozpoczął się jak zwykle. Rano uczestniczył we wspólnych modlitwach, odprawił mszę świętą, później zjadł śniadanie i poszedł do  wydawnictwa. Tam miał powody do radości, bo maszyna, której długo nie udawało się naprawić, wreszcie  – dzięki pracy jego brata Ernesta  – zaczęła działać normalnie. Zaraz po dwunastej, na krótko przed planowanym obiadem, ks. Franciszek wezwał na rozmowę Gontarczyków. „Dziewczyny opowiadały mi później, że nikt nie wiedział, czego dotyczyła rozmowa. Słychać było jednak, że przebiegała bardzo burzliwie, inaczej niż dotychczasowe rozmowy Ojca z nimi, które zawsze odbywały się spokojnie”, opowiada Seweryn.

Po burzliwej rozmowie ks. Blachnicki wrócił do domu diakonii i choć miał być bardzo wzburzony, nie podzielił się informacjami na ten temat ze swoimi współpracownicami. Zaraz po obiedzie poszedł odpocząć i zdrzemnąć się do swojego pokoju, jak to miał w zwyczaju. O trzeciej odebrał telefon, a potem zaczął kasłać.

Zaalarmowana tym bardzo mocnym i  zaskakującym atakiem kaszlu sekretarka zadzwoniła po Zuzannę Podlewską i Gizelę Skop oraz wezwała lekarza Rainera Fritscha. Ten osłuchał księdza i natychmiast wezwał pogotowie. Kaszel nie ustępował. Kapłan był jednak – jak wspominają jego współpracowniczki – bardzo spokojny. Wpatrywał się w wiszący na ścianie obraz Matki Bożej, „jakby widział ją żywą”. Chwilę potem miał wyszeptać: „Ojcze, w Twoje ręce składam ducha mego”, po czym stracił świadomość. Z  jego ust wydobywała się wówczas biało‑szara ślina. O 16.10 lekarz [27 lutego 1987 r. - przyp. red] stwierdził zgon. Współpracowniczki natychmiast odmówiły Magnificat, tak jak uczył je ojciec Franciszek.

Było jasne, że SB mogła to zrobić

Jaka była przyczyna zgonu? Lekarz, który towarzyszył ks. Blachnickiemu w tych ostatnich minutach, uznał, że był to zator płucny. Jego zdaniem wszystkie objawy, włącznie ze śliną, na to wskazywały. Tę opinię lekarz potwierdził w czasie przesłuchania przez prokurator Koj w 2006 roku. „Rainer Fritsch nadal uważa, że otrucie jest nader nieprawdopodobne”, notowała prokurator. Lekarz twierdził, że ksiądz od dawna był poważnie chory i że wszystkie objawy wskazywały na  taką właśnie diagnozę.

Jednak już wtedy, szczególnie po dekonspiracji i ucieczce Gontarczyków, pojawiły się przypuszczenia, że kapłan mógł zostać zamordowany. (…) Według pracowników ośrodka i współpracownic ks.  Blachnickiego to właśnie Gontarczykowie byli ostatnimi ludźmi, którzy rozmawiali dłużej z księdzem, jednak oni sami twierdzą, że tego dnia nie było ich w ogóle w Carlsbergu. (…) To, że SB miała konieczny know‑how, by przeprowadzić taką akcję, jest oczywiste, bo robiono to wcześniej.

Tomasz P. Terlikowski Tomasz P. Terlikowski "Franciszek Blachnicki. Ksiądz, który zmienił Polskę" Wydawnictwo WAM

"Ta śmierć napełniła smutkiem wiele ludzkich serc"

Wieść o śmierci ks. Blachnickiego rozeszła się lotem błyskawicy. Jeszcze tego samego dnia wieczorem podało ją Radio Watykańskie. Jan Paweł II 28 lutego 1987 roku (...) wysłał telegram kondolencyjny: „Bóg powołał do siebie księdza profesora Franciszka Blachnickiego i śmierć ta napełniła smutkiem wiele ludzkich serc i środowisk. Odszedł gorliwy apostoł nawrócenia i  wewnętrznej odnowy człowieka, wielki duszpasterz młodzieży. Z jego inspiracji zrodził się specyficzny kształt życia oazowego na  polskiej ziemi. Swoje liczne talenty, umysł i serce, jak i szczególny charyzmat, jakim obdarzył go Bóg, oddał sprawie budowy Królestwa Bożego. Budował je modlitwą, apostolstwem, cierpieniem – i budował je z taką determinacją, że słusznie myślimy o nim jako o gwałtowniku tego Królestwa. Dziękujemy Bogu za wszelkie dobro, jakie stało się udziałem ludzi przez niego. Modlimy się gorąco o pełnię światła i  życia dla jego duszy. Kontynuatorom jego dzieła, współpracownikom, rodzinie, przyjaciołom i uczestnikom pogrzebu z serca błogosławię”.

Blachnicki w dzienniku: "Nacierpiałem się jak nigdy dotąd"

Uroczystości pogrzebowe (...) odbyły się w Carlsbergu 2 marca 1987 roku o  godzinie 11.00. Szybki termin pogrzebu sprawił, że nikt z  Polski nie mógł przyjechać. Formalności paszportowe trwałyby zbyt długo, a  władze komunistyczne nie chciały, by śmierć ich przeciwnika była jakoś szczególnie upamiętniona. Wielu Polaków, Niemców, Szwedów, Norwegów, nie tylko katolików, przyjechało jednak do Carlsbergu, aby pożegnać się z przyjacielem i mistrzem. Organizatorzy pogrzebu – choć w Niemczech nie ma takiego zwyczaju – otrzymali zgodę na wystawienie ciała zmarłego w „Marianum”. Wielu modliło się przy ciele zmarłego.

(…) W swoim dzienniku duchowym [ks. Blachnicki] zapisał kilka miesięcy przed śmiercią: «Nacierpiałem się wiele przy tym, jak nigdy dotąd w życiu. Świadomie składam ofiarę. Pan dał mi łaskę cierpliwości. Miałem taką umowę z  Niepokalaną: przyjmij moje życie w ofierze, aby tu powstało Twoje sanktuarium, miejsce, gdzie ludzie będą znajdowali wolność u Ciebie». Zaś kilka miesięcy wcześniej zanotował: Szczególny dar nawiedzenia, to przeżycie mojego «ukrzyżowania» w dziele Carlsbergu. Nogi przybite, nie mogę odejść, ręce przybite, jestem bezsilny, nic nie mogę zrobić – prócz złożenia ofiary jak On na Krzyżu. […]

Tekst jest fragmentem książki Tomasza Terlikowskiego "Franciszek Blachnicki. Ksiądz, który zmienił Polskę", wydanej przez Wydawnictwo WAM. 

Przyp. Red.: "Śmierć ks. Franciszka Blachnickiego w dniu 27 lutego 1987 r. nastąpiła na skutek zabójstwa poprzez podanie ofierze śmiertelnych substancji toksycznych. Wykazały to czynności procesowe, przeprowadzone w Polsce oraz na terenie Niemiec, Austrii i Węgier przez Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach" - ogłosił 14 marca 2023 r. IPN. Zapoznaj się z komunikatem dotyczącym śledztwa w sprawie śmierci ks. Blachnickiego.

Doktor filozofii, pisarz, publicysta RMF FM i felietonista Plusa Minusa i Deonu, autor podkastu "Tak myślę". Prywatnie mąż i ojciec.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Tomasz P. Terlikowski

Wychował pokolenia. Zmienił Polskę. Zmienił Kościół

Nawrócił się w celi śmierci więzienia gestapo niedługo po opuszczeniu obozu w Auschwitz. W obozie koncentracyjnym przebywał wtedy, gdy o. Maksymilian Kolbe składał za współwięźnia ofiarę ze swojego życia....

Skomentuj artykuł

Jak umarł ks. Franciszek Blachnicki? Tak wyglądał ostatni dzień jego życia
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.