Ks. Damian Wyżkiewicz: kiedy katecheza fałszuje obraz Boga

Ks. Damian Wyżkiewicz: kiedy katecheza fałszuje obraz Boga
ks. Damian Wyżkiewicz CM (fot. ZNP)
3 miesiące temu
Dawid Gospodarek / ks. Damian Wyżkiewicz CM

"Próżno głównych prawd wiary szukać w Katechizmie Kościoła Katolickiego. (...) Jeżeli przywołuję na lekcji główne prawdy wiary, to w celu pokazania, jak stereotypowe i zafałszowane bywa myślenie o Bogu" - przyznaje ks. Damian Wyżkiewicz CM, katecheta i Nauczyciel Roku 2019.

Dawid Gospodarek: Mówisz o potrzebie dawania uczniom narzędzi do poznawania i opisu świata oraz o stwarzaniu im przestrzeni do dyskusji. Jak ma się do tego stawianie ocen?

ks. Damian Wyżkiewicz CM: Z tymi ocenami to jest dramat... OK, ocena z religii może podnieść średnią, ale jeśli ma temu służyć, to tylko pod warunkiem, że rzeczywiście będzie oddawać poziom wiedzy teologicznej czy filozoficznej ucznia. Tymczasem różne sprawdziany i kartkówki często dotyczą jedynie katechizmowych formułek. Młody człowiek, będę to powtarzał do upadłego, nie potrzebuje nauczenia się katechizmu na pamięć, ale zrozumienia jego treści. Przecież poszczególne paragrafy Katechizmu Kościoła Katolickiego z łatwością znajdzie w internecie. Dlatego gdy ktoś mnie pyta, czy jestem zwolennikiem matury z religii, odpowiadam przecząco.

Nie może być w sensie ścisłym matury z religii – to byłby nonsens. Może być matura z teologii katolickiej, protestanckiej, prawosławnej. Zresztą na czym matura z religii miałaby polegać? Mielibyśmy odpytywać z małego katechizmu, który znajduje się na początku każdego modlitewnika, albo zadać wypracowanie: „Co to znaczy, że Bóg jest Sędzią sprawiedliwym – wypisz argumenty za i przeciw?”. Groteska.

Skoro mowa o Bogu, który jest Sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze, to od pierwszej komunii każde polskie katolickie dziecko zna sześć głównych prawd wiary, w tym właśnie tę. Jaki masz stosunek do tej formuły?

Zacznijmy od wyjaśnienia, że główne prawdy wiary były w momencie powstania rodzajem pomocy katechetycznej. Pierwszym tekstem, który zawiera te formuły, jest krótki katechizm dla młodzieży, wydany w Wilnie w roku 1833. Z czasem formuły te zyskały w Polsce zasięg powszechny, ale w Kościele nie zatwierdził ich żaden sobór ani papież.

Próżno głównych prawd wiary szukać w Katechizmie Kościoła Katolickiego. Przez lata formuły te były przedrukowywane przez kolejne wydawnictwa bez głębszego namysłu nad nimi. Dopiero teraz pojawiają się rzetelne artykuły teologiczne, w których wykazuje się zawarty w nich cząstkowy, żeby nie powiedzieć: zafałszowany obraz Boga.

Sam, jeżeli przywołuję na lekcji główne prawdy wiary, to w celu pokazania, jak stereotypowe i zafałszowane bywa myślenie o Bogu. Jak ludzie potrafią przedstawiać Jego nieadekwatny obraz.

Zamiast prowadzić do Boga, oczyszczać dziecięce wyobrażenia, przedstawia się im postać dość odległą od Tego, który dał się poznać w Jezusie.

Oczywiście, dlatego trzeba mocno podkreślić, że na to, jaki ktoś ma obraz Boga, bardzo duży wpływ wywiera katecheza pierwszokomunijna. Wiele osób kończy na niej swoją edukację religijną.

Jeżeli ktoś będzie miał obraz Pana Boga jako surowego i karcącego, to daleko na tym nie zajedzie. Czasami nawet najwspanialszy duszpasterz akademicki może mieć problem, aby pomóc studentowi ten obraz wykorzenić, bo lęk przed Bogiem został bardzo głęboko zaszczepiony. I dlatego właśnie program przygotowań do pierwszej komunii musi być w dzisiejszych czasach mocno aktualizowany.

Wciąż pojawiają się pytania: jak to, nie będziemy już uczyć o diable, o piekle?

Przecież to zakłamywanie i fałszowanie obrazu Boga. Czym innym jest mówienie o pewnych rzeczywistościach, a czym innym straszenie.

Co do straszenia diabłem, to jakiś czas temu popularny był trend – pewnie jeszcze gdzieś się ostał – pokazywania dzieciom filmu Egzorcyzmy Emily Rose jako swego rodzaju apologetyku. Wychodzono z założenia: „Zobaczcie, tutaj jest szatan, realny, straszny. Uwierzcie w niego, to konsekwentnie będziecie musieli uznać też Boga”.

O, matko... Pokazywanie takich filmów dzieciom w szkole powinno być zabronione, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy mnóstwo jest dzieciaków z różnymi dysfunkcjami. Niech przestrogą przed takimi działaniami będzie przykład mojego ucznia z liceum, który miał zespół Aspergera. W pierwszej klasie zapytał mnie: „Proszę księdza, a będziemy oglądać egzorcyzmy?”. Kiedy odpowiedziałem, że nie będziemy, odetchnął z ulgą: „To dobrze, bo w gimnazjum często mieliśmy takie filmy”. To strasznie negatywnie wpłynęło na jego psychikę.

Jeżeli przywołuję na lekcji główne prawdy wiary, to w celu pokazania, jak stereotypowe i zafałszowane bywa myślenie o Bogu.

Mnie zależy na przedstawieniu uczniom prawdziwego obrazu Boga, a także zachęceniu ich do rozwoju, także intelektualnego. A w tym wielką pomocą okazują się szkolne kółka zainteresowań. Sam również staram się je tworzyć. W szkołach, w których uczyłem, udało mi się prowadzić kółka: filozoficzne, łacińskie, historii sztuki i muzyki.

Ciekawe, że właściwie wszyscy odradzali mi organizowania kółka z łaciną w roli głównej, przekonywali, że język łaciński nikogo nie zainteresuje. Tymczasem mam wielu chętnych. Uczę deklinacji, koniugacji, kultury antycznej, mimo że w moim liceum i technikum nie ma w programie lekcji łaciny. Niemało chętnych mają także kółka z historii sztuki czy muzyki oraz oczywiście filozoficzne.

Przy Twojej pasji do filozofii nie dziwi mnie, że prowadzisz kółka filozoficzne. Nie przypuszczałem jednak, że również z historii sztuki i muzyki.

Korzystam tu z wiedzy, którą zdobyłem w seminarium duchownym, ponieważ na studiach teologicznych miałem wykłady z historii sztuki, a muzykę studiowaliśmy w seminarium przez sześć lat. Po tych zajęciach zostały mi różne materiały, po które chętnie dziś sięgam – są bardzo pomocne.

Kółko filozoficzne okazuje się bardzo przydatne w momencie, kiedy na lekcji religii pojawia się uczeń stawiający mnóstwo pytań właśnie natury filozoficznej. Oczywiście na część z nich szukamy odpowiedzi w ramach lekcji religii. Podczas kółka filozoficznego mamy jednak więcej przestrzeni na pogłębienie pewnych problemów, uporządkowanie wiedzy i jej rozwinięcie.

Szkolne kółka zainteresowań stwarzają młodemu człowiekowi szansę na rozwój, a nam, ludziom Kościoła – czyli w tym wypadku katechetom, zarówno świeckim, jak i duchownym – pozwalają zaprezentować gruntowną wiedzę i pokazać młodym ludziom, że warto mieć pasje.

Gruntowna wiedza to podstawa. Jednak nauczyciel musi jeszcze umieć ją w zrozumiały i atrakcyjny sposób przekazać.

Dlatego dobrze by było, gdyby katecheta chciał wyzwolić w sobie standupera, który przyciąga uwagę i tak przedstawia temat, że słuchacze się nim zainteresują, poczują potrzebę drążenia go oraz przyswojenia go sobie. I – co nie mniej ważne – uwierzą, że są to w stanie zrobić.

Celem katechezy jest przecież kształtowanie młodych ludzi. Nie może być więc tak, że przygotujemy programy lekcji dla poszczególnych klas i będziemy przez parę następnych lat po prostu je powielać. W pracy każdego nauczyciela niezbędna jest kreatywność. Im więcej dam z siebie, im bardziej jestem przekonany, że uczenie jest misją, powołaniem – tym lepiej dla pojedynczego ucznia i całej szkolnej społeczności. To oczywiście wysoko ustawiona poprzeczka, ale dla mnie osobiście jest to źródło nieustającej motywacji, rozwoju i ostatecznie głębokiej satysfakcji.

ks. Damian Wyżkiewicz CM - należy do Zgromadzenia Misji założonego przez św. Wincentego a Paulo. Filozof i teolog, doktorant w Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk. Duszpasterz młodzieży i katecheta – najpierw w Pabianicach, obecnie przy warszawskiej parafii Świętego Krzyża. Kapelan wspólnot ruchu „Wiara i Światło”

Fragment pochodzi z książki "Ostatni dzwonek. Rozmowy o przyszłości lekcji religii" wydanej przez wydawnictwo "Więź".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Ks. Damian Wyżkiewicz: kiedy katecheza fałszuje obraz Boga
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.