O modlitwie osobistej dużo nam mówi scena z Ewangelii, w której po śmierci Jezusa uczniowie idą do Emaus. Od czasu do czasu pojawia się tak, że możemy Go usłyszeć, i wiemy, że to On do nas mówi, że możemy Go doświadczyć, wiedząc, że to jest On. Potem znowu znika - pisze ks. prof. Robert Woźniak w książce "Obecność. W świecie, w liturgii, we wspólnocie, we mnie".
Teraz będzie o modlitwie osobistej. Myślę, że ten fragment Ewangelii - o uczniach idących do Emaus - przyda nam się w jej praktykowaniu. Idziemy z Jezusem i oczywiście mówimy, bo zawsze musimy mówić, mówić i mówić. A On idzie obok nas, słucha, wypytuje; my jednak nie wiemy, kto idzie z nami. A jeszcze na dodatek to zdanie z 21. wersetu: „A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela”. A myśmy się spodziewali, że będziemy Go czuli, że będzie tak, a nie inaczej, a tu nic. I nagle nam się objawia. Od czasu do czasu, tak że możemy Go usłyszeć, i wiemy, że to On do nas mówi, że możemy Go doświadczyć, wiedząc, że to jest On. Potem znowu znika, tak że więcej jest Jego pozornej nieobecności niż obecności.
Spodziewaliśmy się, że duchowego doświadczenia będzie dużo...
Oto przypowieść o naszym życiu modlitwy. „A myśmy się spodziewali…” No właśnie. Spodziewaliśmy się, że w życiu wszystko będzie duchowe, że tego duchowego doświadczenia będzie dużo. Kto z nas się tego nie spodziewał? Kto z nas spodziewał się tego, co dostał? Rozczarowanie! Totalne odczarowanie. Tak! Życie duchowe, życie zakonne czy życie małżeńskie polega między innymi i na odczarowaniu, i rozczarowaniu. Patronem tego rozdziału może być w moim odczuciu Jan od Krzyża. Znaleźlibyśmy oczywiście wielu świętych, ale trzeba sobie bardzo wysoko cenić jego radę duchową, której nauczył się być może od Teresy z Ávili, bo pod tym względem byli bardzo do siebie podobni.
Nie szukajcie nadzwyczajności. Nie szukajcie tego, co dziwne. Nie szukajcie doświadczenia. „Pragnijcie jedynie królestwa niebieskiego, wszystko inne będzie wam dane” (Mt 6,33). Nie szukajcie po to, żeby coś się działo. Nie szukajcie pewności. Nie szukajcie w tym wszystkim siebie. Do tej pory wyśledziliśmy już kilka pokus życia duchowego. Mają one na imię urzeczowienie, idealizacja i spirytualizacja. Chcemy czegoś duchowego, a często wychodzi nam po prostu rzeczowe, bo wszystko traktujemy rzeczowo, a najczęściej idealizujemy. Rzeczywistość jest taka, a nie inna; nie zgadzamy się na nią, walczymy z nią, więc ją sobie jakoś idealizujemy. Idealizujemy modlitwę, oczywiście z nasze go punktu widzenia. „Robimy ją” taką, jak nam się podoba. Będziemy kombinować i kombinować… Jak ta mucha, która wpadła do pokoju i krąży, i krąży, i krąży. My też się tak kręcimy, kręcimy i kręcimy, póki sobie wszystkiego tak nie ułożymy, tak nie spreparujemy i nie dostosujemy rzeczywistości do tego, co się dzieje, i do tego, czego doświadczamy albo nie doświadczamy, aż nie wyjdzie na nasze. Urzeczowiamy więc Pana Boga, idealizujemy albo spirytualizujemy naszą relację z Nim; odcieleśniamy, odhistoryczniamy, odkościelniamy, bo takie są też tego konsekwencje.
Ta pokusa jest bardzo częsta w modlitwie osobistej
Do tego dochodzi jeszcze następna pokusa, której jest bardzo podległa dynamika naszej modlitwy osobistej. Chcieli byśmy nieustającego doświadczenia, ciągłego potwierdzenia tego, że sensowne jest, aby odprawić te pół godziny adoracji czy pół godziny medytacji. Chcielibyśmy, żeby ktoś nam to potwierdził. Wielu nie może żyć bez tego potwierdzenia. To tak jak w małżeństwie. Są ludzie zaborczy, którym nie wystarczy jeden kwiatek na dzień i muszą co godzinę dostać wiadomość: „Słoneczko, kocham cię, myślę o tobie”. Kiedy SMS nie przychodzi, pojawia się myśl: „Co jest? Znalazł sobie inną?”. Trzeba się wyrzec tej pokusy. To pierwsza rzecz, którą powinniśmy usłyszeć w życiu duchowym – zasada Jezusowa: „Kto chce znaleźć swoje życie, straci je” (Łk 9,24). Kto chce doświadczać, niczego nie będzie doświadczał. Kto się decyduje, aby nic nie doświadczać, ten doświadczy. To jest Ewangelia. „Nie jest najważniejsze, Panie, żebym Cię doświadczał, bo istnieje coś dużo ważniejszego niż moje doświadczenie Ciebie”. Ireneusz z Lyonu miał w sobie wielką wolność życia duchowego, bo kiedy mówi, że Bóg się objawia, komu chce, kiedy chce, dlaczego chce i jak chce, to jest to nie tylko zdanie o Bogu, ale jest to również zdanie o mnie.
Nie wymuszaj na Bogu, by ci siebie objawiał
Nie będę wymuszać na Bogu objawiania mi siebie. Zaczekam. Bóg mi się objawi, gdy będzie chciał. Taka wolność jest odważną wolnością dzieci Bożych (zob. 2 Kor 3,12). Dziecko nie jest sobą skrępowane i oczywiście powie Bogu, czego oczekuje. Gdybyśmy mieli powiedzieć Bogu, czego od Niego oczekujemy, to na którym miejscu znalazło by się to, żeby Go doświadczać? To problem nowożytnego człowieka, który wszystkiego chce doświadczać. Popatrzcie, wyszedł nowy iPod, który jest o pól milimetra cieńszy niż ten stary. No i uwaga! Ma o osiemnaście procent szybsze otwieranie stron internetowych. Czy to naprawdę takie ważne? Klikam i strony się otwierają. Pamiętam swój pierwszy komputer. Kliknąłem i trzeba było czekać, i czekać, i nic się nie działo. A teraz klikam i działa natychmiast. Nie wyobrażam sobie tego osiemnastoprocentowego przyspieszenia. A jednak można doświadczyć jeszcze więcej i więcej.
Ludzie biorą kredyty, zadłużają się, by jeździć na wycieczki i potem powiedzieć: byłem tu czy tam. I co z tego? Nic, człowiek wydał kilkanaście tysięcy i pięknie się opalił. Zjadł krewetkę, ale nie pamięta, czy mu smako wała, czy nie, a nawet jak mu smakowała, to nie pamięta, bo musiałby to sobie przypomnieć. Doświadczać, doświadczać, doświadczać! Im więcej tego doświadczenia, tym bardziej niczego się nie doświadcza. Jesteśmy kolekcjonerami doznań. Doświadczamy wszystkiego w nieskończoność, ale właśnie dlatego nie kosztujemy niczego. Ile muzeów zwiedziłeś? Dużo. A zobaczyłeś w swoim życiu chociaż jeden obraz w taki sposób, żeby on przemówił do ciebie, żeby cię czegoś nauczył, żeby ci coś dał? Nie, bo człowiek współczesny jest tylko dla doświadczania, ale płytkiego, naskórkowego, chwilowego, przemijającego, bezwartościowego, bezsensownego. Nie doświadczasz po coś i dla czegoś. Doświadczasz, żeby doświadczać. Z całym szacunkiem, ale nie wciągniemy w ten kołowrotek Pana Boga. Gdybyśmy nawet stuprocentowo tego chcieli, to Bóg dla naszego dobra nie daje się wciągnąć w ten wir.
---
Tekst jest fragmentem książki "Obecność. W świecie, w liturgii, we wspólnocie, we mnie" autorstwa ks. Roberta Woźniaka, wydanej przez Wydawnictwo WAM. Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.

Skomentuj artykuł