Monika i Marcin Gomułkowie: Jezus jest wzorem... kobiecości

Monika i Marcin Gomułkowie: Jezus jest wzorem... kobiecości
(fot. Początek Wieczności / youtube.com)
2 lata temu
Logo źródła: Głos Ojca Pio Monika i Marcin Gomułkowie

Rolą kobiety jest przekazywanie życia w sensie biologicznym, ale też w wymiarze duchowym, tak jak robi to Kościół. Wokół niej wytryskują źródła życia. Mężczyzna tego nie potrafi. On może coś przygotować, naprawić, poskręcać rureczki, by woda płynęła. Tylko kobieta sprawia, że na widok źródełka wpadamy w zachwyt.

Z Moniką i Marcinem Gomułkami, małżeństwem ewangelizatorów, twórcami projektu „Początek Wieczności”, rozmawia Aneta Wawrzak.

Aneta Wawrzak, "Głos Ojca Pio": Jak według Was objawia się kobiece piękno?

Monika Gomułka: Poprzez łagodność, dobro, oczy wypełnione radością. Myślę, że piękno wewnętrzne mocno bije i przyciąga. Kobietę piękną chce się poznać, w niej tętni życie oraz rozlewa się radość Boża. Prawda, mężu?

Marcin Gomułka: Tak, ale dobrze jest też, kiedy kobieta ładnie się ubierze. Mam na myśli opis z Księgi Judyty: ona zanim się ubierze, wykąpie, namaści olejkiem i wyjdzie najpiękniejsza, najpierw pada na kolana i modli się do Pana. To obraz piękna kobiety wydobywanego po spotkaniu z Bogiem. To jest źródło. Czasem zatrzymujemy się na powierzchowności i chcielibyśmy wyglądać inaczej niż wyglądamy, bo nie akceptujemy siebie. Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Kobieta piękna to kobieta wolna, znająca swoją wartość, godność i kochająca siebie.

Jak wydobywać z siebie to piękno?

Marcin: Ostatecznie może wydobyć je tylko Bóg, bo tylko On je zna, On jest jego autorem. Możemy korzystać z pomocy innych osób, ale często oni są źródłem naszych rozczarowań albo przestają nas akceptować. Uwidacznia się to w relacjach, kiedy słyszymy: „W młodości byłaś taka piękna, a teraz?”. Tymczasem piękno jest ponadczasowe.

Moim zdaniem, najpiękniejsze są kobiety, które „chodzą” z Bogiem kilkadziesiąt lat. Takie piękno obezwładnia mężczyznę – spotykasz taką kobietę i chcesz przebywać w jej towarzystwie, chcesz ją bliżej poznać. Myślę, że taka była Maryja, pełna łaski, gratia plena. Oto chodzi w życiu każdego z nas.

Monika: Pomyślałam o pięknie dojrzałej kobiety, o jej każdej zmarszczce, która świadczy o historii życia, o godzinach spędzonych na śmiechu, ale i płaczu, problemach, doświadczeniach. Piękno kobiety odkrywamy, ale i ono odkrywa się przed nami przez całe życie. Żeby je wydobyć, trzeba – jak wspomniał Marcin – współpracować z łaską.

Jaka jest rola współczesnej kobiety w Kościele?

Marcin: Jej rolą jest przekazywanie życia w sensie biologicznym, ale też w wymiarze duchowym, tak jak robi to Kościół. Wokół niej wytryskują źródła życia. Mężczyzna tego nie potrafi, on może coś przygotować, naprawić, poskręcać rureczki, by woda płynęła. Tylko kobieta sprawia, że na widok źródełka wpadamy w zachwyt.

W Piśmie Świętym jest napisane: „Nie jest dobrze, by mężczyzna był sam” (Rdz 2,18). Potrzebujemy drugiej osoby, potrzebujemy siebie nawzajem. Nasze role są inne. Gdyby nie kobiety w Kościele, tak mi się wydaje, nie byłoby piękna liturgii. Wpływ kobiet na mężczyzn ma ogromne znaczenie dla rozwoju życia duchowego. Być może bez kobiet nie chcielibyśmy zagłębiać się w siebie. Kobiety uczą też relacyjności.

Monika: Myślę, że moją rolą jest przede wszystkim kształtowanie świadomości, że taką współczesną kobietą w Kościele rzeczywiście jestem. Co to dla mnie znaczy? To ciągłe dawanie świadectwa działania Boga w moim życiu i podnoszenie na duchu kobiet, które odnajdą się w mojej historii – połamanej i nie tak pięknej, jak czasem może się wydawać, ale jednak mojej i, co najważniejsze, odkupionej przez Jezusa. Dzielę się swoim doświadczeniem żony i matki, choć to w dzisiejszych czasach bardzo trudne. Wmawia się bowiem nam, że najważniejsza jest kariera i sukces. Kiedyś też tak myślałam, a teraz spełniam się w roli mamy i żony. Moja rodzina jest moją karierą i jej największym sukcesem.

Co zmieniło Twoje patrzenie?

Monika: Przez lata żyłam w fałszywym przekonaniu, że ja i tylko ja mam wpływ na moje życie. Oddając krok po kroku kolejne kawałki mojego życia Jezusowi, doświadczam prawdziwej wolności. Bóg odmienił moje serce. Odkąd zaczęłam kroczyć z Nim przez życie, stałam się odważniejsza. Nadal się boję, ale teraz dociera do mojego serca: „Odwagi! Ja Jestem”.

Kto jest dla Was wzorem kobiety do naśladowania?

Monika: Pomyślałam o Maryi, która niejednokrotnie pomaga nam w relacji z Jezusem. Z nią było mi łatwiej budować kobiecość. Kiedyś buntowałam się, że moja rola w Kościele nie jest taka sama jak mojego męża. Nasze głoszenie wygląda zupełnie inaczej. Często jest tak, że stoję z boku z dziećmi, ale kiedy popatrzę na Maryję, lepiej odnajduję się w tej roli. Wiem, że jest to również pewien rodzaj świadectwa. Nie muszę być na pierwszym planie, choć przyznam, że o tę pokorę i cichość serca jest trudno. Maryja jest wzorem, do którego chcę dążyć.

Marcin: Może na pozór trudno to zrozumieć, ale wzorem kobiecości – tak jak męskości – jest Jezus. W Nim należy szukać odpowiedzi, jak być kobietą, bo On jest obrazem Ojca. Tymczasem mamy przekłamany obraz Boga-Ojca (kalkę relacji z naszymi ojcami), który jest surowym sędzią albo stwórcą nietroszczącym się o swój świat i porzucającym nas, kiedy się od Niego oddalamy. Uważamy w sercu, że Bóg nie może być czuły ani troskliwy – nie jest jak mama, która przytula do swojego policzka. Tymczasem Bóg jest miłujący, mówi do nas: „Nie bój się, robaczku Jakubie” (Iz 41,14).

Monika: Jak już wspomniałam wzorem dla nas jest Maryja – kobieta cicha, pokorna, posłuszna słowu Bożemu i natchnieniom Ducha Świętego, ale też mocno stąpająca po ziemi, organizatorka życia (np. w Kanie Galilejskiej). Była kobietą zaangażowaną, konkretną. Jednocześnie nie wychodziła na pierwszy plan. Jest w tym coś niesamowicie pięknego.

„Żony, bądźcie uległe mężom swoim jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak Chrystus Głową Kościoła, ciała, którego jest Zbawicielem, ale jak Kościół podlega Chrystusowi, tak i żony mężom swoim we wszystkim. Mężowie, miłujcie żony swoje, jak i Chrystus umiłował Kościół”. Tak pisze św. Paweł w Liście do Efezjan. Jak to wygląda u Was?

Monika: Z posłuszeństwem wynikającym ze służby drugiemu miałam duży problem, bo przez całe życie słyszałam, że mam być kobietą niezależną i o tę niezależność walczyć. Źle ją rozumiałam. Będąc żoną służącą Bogu, mężowi i dzieciom, doświadczam wolności, o jakiej kiedyś mogłam tylko pomarzyć.

Marcin: Kiedy św. Paweł pisał w Liście do Efezjan, że „mąż jest głową żony”, było jasne, że chodzi o służbę. Głowa bowiem służyła do jedzenia, a więc karmienia ciała, jakim jest małżeństwo. Problemy pojawiają się wtedy, gdy chcę nakarmić żonę jakimś „śmieciowym jedzeniem”. Kiedy swoją władzę wykorzystuję do tego, aby służyć żonie i dzieciom, doświadczam błogosławieństwa.

Monika: Nie dziwię się kobietom, które buntują się, słysząc słowa o uległości. Kiedy nie doświadczasz miłości, nie jesteś w stanie służyć. Kiedy nastrajam serce na wdzięczność za to, czyją córką jestem, kto umarł za moje grzechy, kto mnie prowadzi na drodze do zbawienia, jakie szczęście płynie z bycia ukochaną żoną i mamą, chcę tylko jednego – kochać, a przecież miłość to służba.

Tekst pochodzi z najnowszego numeru "Głosu Ojca Pio" (5/2019). Więcej znajdziesz tutaj.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
25,83 zł
36,90 zł

Są takie momenty, kiedy brakuje nam tchu.
Są takie chwile, kiedy nie mamy już na nic sił.
Są takie dni, kiedy trudno nam dostrzec nadzieję.

Nadziejnik, który trzymasz w swoich rękach, jest właśnie...

Skomentuj artykuł

Monika i Marcin Gomułkowie: Jezus jest wzorem... kobiecości
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.