Jak radziłem sobie w Rzymie podczas upałów? Kilka sprawdzonych włoskich sposobów
Końcówka czerwca daje nam popalić. Prognozy nie pozostawiają złudzeń – przed nami mordercza fala upałów. Na Dolnym Śląsku termometry mogą wskazać rekordowe 41 stopni Celsjusza. Z tak piekielnymi temperaturami, jakie wkrótce zawitają do Polski, musiałem mierzyć się znacznie częściej podczas swojego trzyletniego pobytu w Rzymie. Oto kilka rad, jak przetrwać w iście tropikalnych warunkach.
Wysokie temperatury grożą przegrzaniem i udarem. Szczególnie narażone są osoby starsze, dzieci i osoby cierpiące na przewlekłe schorzenia. W czasie spiekoty nietrudno też o poparzenia słoneczne i odwodnienie, nawet jeśli jesteśmy okazami zdrowia. Warto więc nie lekceważyć zagrożeń i odpowiednio o siebie zadbać. Jak to zrobić? Proponuję podpatrzeć kilka rozwiązań stosowanych przez Włochów, którzy znacznie częściej muszą mierzyć się z ekstremalnymi temperaturami. Od pokoleń przekazują oni sobie sprawdzone sposoby na przetrwanie najgorętszych dni w roku.
Odpowiednia garderoba
Włosi słyną nie tylko ze znanej na całym świecie mody i odważnych stylizacji na co dzień. Ich ubiór jest także niezwykle praktyczny i dostosowany do warunków, jakie panują w ich kraju. Doskonale wiedzą, że w czasie upałów należy wybierać luźne i lekkie ubrania w jasnych kolorach, które odbijają promienie słoneczne. By zminimalizować ryzyko udaru skóra musi oddychać, a więc większość mieszkańców słonecznej Italii w najgorętsze dni wybiera tkaniny naturalne i przewiewne, takie jak bawełna czy len. Jedwab też jest naturalny i świetnie wygląda, ale lubi lepić się do ciała i w promieniach słońca szybko się niszczy.
Niezwykle ważnym elementem ochrony przed upałem jest odpowiednie nakrycie głowy. W gorące dni naprawdę warto o nim pamiętać. To właśnie głowa i znajdujący się w niej mózg są szczególnie narażone na skutki długotrwałego przebywania na słońcu. Nadmierne nagrzanie organizmu może prowadzić do przegrzania, a w skrajnych przypadkach nawet do udaru. Dobrze dobrane nakrycie głowy nie jest więc modnym dodatkiem, lecz elementem, który może realnie chronić nasze zdrowie.
Przed wyjazdem do Włoch praktycznie nie nosiłem kapeluszy. Wydawały mi się nieco staroświeckie i mało potrzebne. Szybko jednak zmieniłem zdanie. Wystarczyło kilka tygodni rzymskich upałów i obserwacja miejscowych, bym zrozumiał, że w tej kwestii warto brać z nich przykład. Wielu Włochów nie wychodzi latem z domu bez kapelusza, czapki lub innego nakrycia głowy, zwłaszcza jeśli planują dłuższy pobyt na słońcu. Sam zaopatrzyłem się w słomkowy kapelusz typu panama i okazał się to jeden z najlepszych zakupów, jakie zrobiłem podczas pobytu w Rzymie. Dzięki lekkiej konstrukcji i przewiewnemu materiałowi nie powodował dyskomfortu nawet podczas największych upałów. Szerokie rondo skutecznie chroniło nie tylko głowę, ale także twarz, uszy i kark przed bezpośrednim działaniem promieni słonecznych. Różnicę odczuwałem szczególnie podczas długich spacerów po rozgrzanych ulicach Wiecznego Miasta.
Dodatkową zaletą takiego nakrycia głowy jest to, że doskonale komponuje się z letnimi ubraniami wykonanymi z naturalnych materiałów, takich jak len czy bawełna. Włoskie doświadczenie nauczyło mnie, że walka z upałem nie musi oznaczać skomplikowanych rozwiązań. Czasem wystarczy prosty kapelusz, odrobina rozsądku i gotowość do uczenia się od tych, którzy z ekstremalnymi temperaturami mierzą się każdego roku.
Nawodnienie i dieta
Kluczowe jest jednak nie ubranie a odpowiednie nawodnienie. – Zdecydowanym plusem Rzymu szczególnie wówczas, gdy słupek rtęci bije rekordy upałów są wszechobecne w Rzymie „nasoni”, czyli fontanny z kranikiem zwanym popularnie „nosem”, z których można bezpiecznie pić wodą. Są one dosłownie wszędzie. Dzięki ostatniemu Jubileuszowi w mieście pojawiło się też wiele punktów, gdzie można bezpłatnie nabrać wody – mówi Beata Zajączkowska, dziennikarka, która od trzydziestu lat mieszka w Wiecznym Miście.
Niestety w Polsce „noski” nie są aż tak popularne. Co robić, gdy w naszym mieście ich brakuje? Niestety, ale trzeba zatroszczyć się o to, by mieć ze sobą butelkę z wodą. Nie jest to wygodne rozwiązanie, ale w czasie ekstremalnych upałów konieczne. Najlepiej niech to będzie woda z elektrolitami. W czasie upałów mocno się pocimy, co sprawia że tracimy wodę obecną w organizmie a tym samym cenne minerały. Należy więc wzbogacić wodę o elektrolity, ale nie o jakiekolwiek, ale o takie, które zawierają magnez, potas, sód i wapń. Źródłem minerałów, które dostarczymy za pośrednictwem elektrolitów, są także wybrane produkty spożywcze. Orzechy i nasiona roślin strączkowych oraz jogurty, ale przede wszystkim owoce i warzywa. Świetne są banany, kiwi, cytrusy, arbuzy i ogórki. Może nie wydaje się to oczywiste, ale sprawdziłem – dobra dieta to podstawa żeby przetrwać upały. Włosi wiedzą o tym bardzo dobrze.
Chodzenie w cieniu, unikanie słońca
Nikogo nie dziwią ani Włosi, ani turyści przemykający wzdłuż murów rzymskich kamienic w poszukiwaniu choćby wąskiego pasa cienia, który ochroniłby ich przed lejącym się z nieba żarem. Jeśli już musimy wyjść z domu podczas tak ekstremalnych upałów, warto wybrać trasę, która nie prowadzi przez odsłonięte place i szerokie deptaki, lecz wiedzie wąskimi uliczkami, gdzie budynki zapewniają choć odrobinę cienia. Nawet jeśli oznacza to nadłożenie drogi, lepiej unikać długiego przebywania w pełnym słońcu. W Rzymie miałem swoje sprawdzone trasy – dokładnie wiedziałem, którędy iść o określonej porze dnia, aby jak najskuteczniej ograniczyć ekspozycję na promienie słoneczne.
Gdy nie musimy nigdzie iść, ale zostajemy w domu świetnie sprawdza się zasłanianie okien w ciągu dnia i otwieranie ich dopiero nocą. Nasze mieszkania zazwyczaj nie są wyposażone w charakterystyczne dla Włoch specjalne okiennice, ale równie dobrze sprawdzą się zwykłe rolety czy żaluzje. Na początku mojego pobytu w Rzymie zamykanie okien podczas upałów wydawało mi się nierozsądne. Jak większość Polaków byłem przyzwyczajony do tego, że gdy z nieba leje się żar, otwieramy wszystko na oścież i korzystamy z każdego podmuchu wiatru. Taka metoda sprawdza się, gdy jest po prostu ciepło, ale nie wtedy, gdy upał staje się naprawdę dokuczliwy. Przy ekstremalnie wysokich temperaturach otwarte okna mogą jedynie pogorszyć sytuację, wpuszczając do wnętrza jeszcze więcej palącego powietrza. W takich warunkach warto naśladować Włochów, którzy odgradzają się od upału wszelkimi dostępnymi sposobami, starając się za wszelką cenę zatrzymać chłód wewnątrz domu.
Nocne prysznice, mokra pościel i… wkłady chłodzące
Czasem, gdy jest naprawdę gorąco, wysokie temperatury nie odpuszczają również w nocy. To właśnie noce, a nie upalne dni, były dla mnie często najtrudniejszym doświadczeniem podczas pobytu w Wiecznym Mieście. Duchota bywała tak męcząca, że temperatura spadała zaledwie o kilka stopni w porównaniu z tą panującą w ciągu dnia. Nie pomagał ani wentylator, ani otwarte okno. Nie mogłem zasnąć. Przyklejałem się do prześcieradła i z narastającą irytacją przewracałem się z boku na bok. W takich chwilach sięgałem po sposoby stosowane przez miejscowych. Spryskiwałem pościel wodą za pomocą spryskiwacza do kwiatów, a w oknie wieszałem mokre prześcieradło. Gdy to nie wystarczało, po prostu wstawałem w nocy i brałem chłodny prysznic – czasem nawet kilka razy.
Jednym z ciekawszych sposobów walki z upałem, który podpatrzyłem u Włochów, jest korzystanie z tzw. freezer packów, czyli wkładów chłodzących. Można je kupić niemal w każdym supermarkecie. Są to niewielkie plastikowe pojemniki wypełnione specjalnym żelem lub płynem, który przez długi czas utrzymuje niską temperaturę. Po kilku godzinach spędzonych w zamrażarce stopniowo oddają nagromadzony chłód. Zostały zaprojektowane jako element chłodzący w turystycznych lodówkach i torbach termicznych, jednak mieszkańcy południowej Europy znaleźli dla nich znacznie szersze zastosowanie. W czasie największych upałów przykładają je do karku, czoła lub nadgarstków, wkładają za ubranie, a nawet zabierają ze sobą na spacery. Schładzanie tych miejsc pozwala szybko przynieść ulgę organizmowi i daje poczucie świeżości nawet wtedy, gdy temperatura przekracza 35 stopni.
Sam szybko przekonałem się o skuteczności tego rozwiązania. Zdarzało mi się zabierać schłodzony wkład do łóżka podczas szczególnie dusznych nocy. Wystarczyło przyłożyć go do karku lub położyć obok poduszki, by łatwiej zasnąć i choć trochę odetchnąć od wszechobecnego gorąca. Oczywiście nie należy przykładać mocno zmrożonego wkładu bezpośrednio do skóry przez dłuższy czas – najlepiej owinąć go cienką tkaniną lub ręcznikiem. To niezwykle prosty, tani i skuteczny sposób na walkę z upałem. Nie zastąpi klimatyzacji, ale w sytuacji, gdy temperatura nie pozwala normalnie funkcjonować ani spać, może przynieść zaskakująco dużą ulgę. Nic dziwnego, że wielu Włochów nie wyobraża sobie bez niego najgorętszych tygodni lata.
Wieczorny i nocny tryb życia
W Polsce moją ulubioną porą na spacer był i nadal jest czas tuż po wyjściu z pracy. W Rzymie jednak właśnie wtedy z nieba zazwyczaj lał się morderczy żar. Kiedy termometry wskazywały ponad 35 stopni, a rozgrzane mury i chodniki oddawały nagromadzone przez cały dzień ciepło, nawet krótki spacer przestawał być przyjemnością. Niełatwo było mi przestawić się na „włoski tryb”, ale nie miałem wyboru. Musiałem, podobnie jak miejscowi, nauczyć się bardziej wieczornego rytmu życia. Szybko zauważyłem, że wielu mieszkańców Rzymu w najgorętszych godzinach ogranicza aktywność do minimum, a na spacery, spotkania ze znajomymi czy uprawianie sportu wychodzi dopiero wtedy, gdy słońce zaczyna chylić się ku zachodowi. W czerwcu, gdy dni są najdłuższe w roku, nie powinno to sprawiać większych trudności. Podczas upałów warto odłożyć forsowny wysiłek do momentu, gdy temperatura wyraźnie spadnie, i dopiero wtedy wybrać się na spacer, przejażdżkę rowerową czy jogging. Wieczorem organizm znacznie lepiej znosi wysiłek, łatwiej też o przyjemność z ruchu, a nie tylko walkę z własnymi słabościami. Taka zmiana nie tylko poprawi komfort aktywności, ale również zmniejszy ryzyko przegrzania organizmu, odwodnienia i udaru słonecznego. Warto pamiętać, że podczas ekstremalnych upałów nie wygrywa ten, kto za wszelką cenę trzyma się swoich przyzwyczajeń, lecz ten, kto potrafi dostosować się do warunków. Tego właśnie nauczyli mnie Włosi.
Samochód może stać się „szklaną pułapką”
Podczas ekstremalnych upałów ryzykowne może być również prowadzenie pojazdów pozbawionych klimatyzacji. Choć siedzimy za kierownicą i nie wykonujemy dużego wysiłku fizycznego, organizm jest wówczas poddawany znacznemu obciążeniu. W nagrzanym samochodzie temperatura potrafi być znacznie wyższa niż na zewnątrz, a wielogodzinna jazda w takich warunkach szybko prowadzi do zmęczenia i odwodnienia. Przekonałem się o tym podczas podróży po Włoszech. W starych samochodach bez klimatyzacji nawet krótka trasa potrafiła zamienić się w prawdziwą próbę wytrzymałości. Po kilkudziesięciu minutach człowiek staje się ospały, trudniej mu się skoncentrować, a refleks wyraźnie się pogarsza. To nie tylko kwestia komfortu, ale przede wszystkim bezpieczeństwa. Dlatego podczas upałów warto planować podróże rozsądnie. Jeśli to możliwe, lepiej wyruszać wcześnie rano lub wieczorem, gdy temperatura jest niższa. W czasie dłuższej jazdy należy robić regularne postoje, pić wodę i zadbać o przewietrzenie wnętrza samochodu. Kilka minut odpoczynku w cieniu może okazać się znacznie cenniejsze niż próba zaoszczędzenia czasu kosztem własnego zdrowia i bezpieczeństwa.
Kuszące kąpiele
W czasie spiekoty niezwykle kuszące jest wybranie się nad jezioro, rzekę czy nad morze i spędzenie jak najwięcej czasu w wodzie. To rzeczywiście jeden z najlepszych sposobów na ochłodę podczas upalnego dnia. Wielu Włochów wybiera właśnie ten sposób na ekstremalne temperatury. Trzeba jednak zachować rozsądek, ponieważ chwila nieuwagi może skończyć się tragedią. Szczególną ostrożność należy zachować podczas wchodzenia do wody. Warto pamiętać o zjawisku określanym jako szok termiczny. Gdy organizm jest mocno rozgrzany po długim przebywaniu na słońcu lub wysiłku fizycznym, gwałtowne zanurzenie się w chłodnej wodzie może wywołać niebezpieczną reakcję organizmu. Kuszące może wydawać się wskoczenie do jeziora czy morza prosto z rozpalonej plaży, jednak taki pomysł może mieć bardzo poważne konsekwencje.
Dlatego do wody należy wchodzić stopniowo, dając organizmowi czas na przystosowanie się do niższej temperatury. Najlepiej najpierw zmoczyć stopy, nogi, kark i klatkę piersiową, a dopiero potem zanurzać całe ciało. Kilka minut ostrożności może uchronić nas przed utratą przytomności, problemami z krążeniem, a w skrajnych przypadkach nawet przed utonięciem.
Warto również pamiętać, że podczas upałów łatwo przecenić swoje siły. Wysoka temperatura, odwodnienie i zmęczenie sprawiają, że nawet doświadczeni pływacy mogą szybciej niż zwykle opadać z sił. Dlatego najlepiej korzystać z kąpielisk strzeżonych i nie oddalać się zbyt daleko od brzegu. Woda może być naszym sprzymierzeńcem w walce z upałem, ale tylko wtedy, gdy korzystamy z niej rozsądnie.
Co robić gdy podejrzewamy udar lub odwodnienie?
Warto również wiedzieć, jak rozpoznać pierwsze objawy przegrzania organizmu i udaru cieplnego. Jeśli ktoś skarży się na silny ból i zawroty głowy, jest osłabiony, zdezorientowany lub niespokojny, a jego skóra staje się zaczerwieniona, gorąca i sucha, należy podejrzewać, że doszło do niebezpiecznego przegrzania organizmu. Mogą pojawić się także nudności, przyspieszone tętno, a nawet zaburzenia świadomości. W takiej sytuacji nie wolno zwlekać. Poszkodowanego należy jak najszybciej przenieść w zacienione i chłodne miejsce, rozluźnić lub zdjąć zbędną odzież oraz rozpocząć stopniowe schładzanie organizmu. Pomocne mogą być chłodne okłady przykładane do karku, czoła i pachwin. Jeśli osoba jest przytomna, warto podawać jej niewielkie ilości chłodnej wody. Należy także jak najszybciej wezwać pomoc medyczną, ponieważ udar cieplny jest stanem bezpośrednio zagrażającym życiu.
Nie mniej groźne może być odwodnienie. Jego pierwszymi objawami są silne pragnienie, suchość w ustach, ból głowy, osłabienie oraz ciemny kolor moczu. W upalne dni organizm traci nie tylko wodę, lecz także cenne elektrolity, dlatego samo ugaszenie pragnienia nie zawsze wystarcza. W przypadku odwodnienia konieczne jest szybkie uzupełnienie płynów i przywrócenie równowagi wodno-elektrolitowej. Najlepiej sprawdza się woda wzbogacona elektrolitami lub specjalne preparaty nawadniające zawierające niezbędne minerały. Najważniejsze jest jednak, by nie ignorować pierwszych sygnałów wysyłanych przez organizm. W czasie upałów znacznie łatwiej zapobiegać przegrzaniu i odwodnieniu, niż później zmagać się z ich groźnymi konsekwencjami.
.webp)
.webp)
Skomentuj artykuł