Matka Ziemia nie jest czwartą osobą Trójcy Świętej

Matka Ziemia nie jest czwartą osobą Trójcy Świętej
Fot. Marcus Wallis / Unsplash
3 tygodnie temu

Jak żyć, by być ekokatolikiem, a jednocześnie nie wydawać milionów, nie poświęcać zbyt wiele czasu na dodatkowe działania i nie zrobić z ekologii nowego bożka?

Ekologia w kręgach katolickich niezmiennie pozostaje tematem lekko zapalnym. Ideologicznie zawłaszczona przez lewicę, części katolików wciąż kojarzy się źle, mimo wszystkich wysiłków Kościoła z Laudato si' papieża Franciszka na czele. Obawy nie są bezpodstawne, bo zdecydowanie mało chrześcijańskie są dwie postawy, promowane przez wielu niechrześcijańskich ekologów: pierwsza mówi, że potrzeba nam jedynie nowych technologicznych i prawnych rozwiązań, druga utrzymuje, że ekologicznym problemem Ziemi są ludzie, których ilość trzeba w związku z tym mocno ograniczyć. 

Kiepskie skojarzenia, przytłaczające problemy

Ani jedna, ani druga opcja nie wygląda na zgodną z Bożym planem. Pierwsza dlatego, że nowe technologie nie mogą działać samoistnie, w oderwaniu od nowego myślenia, czyli od zmian zachodzących w naszych głowach i sercach. Druga, wśród innych przyczyn, także dlatego, że jej praktyczne zastosowanie bardzo się kłóci z szacunkiem do ludzkiego życia i wolności.     

A jednak ekologia, czy – jak proponuje nam mądrze papież Franciszek – ochrona środowiska jest ważna. I także dla katolików powinna mieć coraz większe znaczenie, niezależnie od kiepskich skojarzeń, jakie narzucają nam się same z zetknięciu z lewicową ekonarracją.

Problem w tym, że ogrom problemów poruszanych w gorących apelach o właściwie zajęcie się Ziemią jest zwyczajnie przytłaczający. Globalny rozmiar problemu frustruje i sprawia, że wszystkie nasze małe, codzienne działania wydają się niewystarczające, a gdy ekologiczny potwór żąda ofiary z naszych kolejnych nawyków, rozwiązań, czasu i energii – nie mogąc skutecznie go nakarmić, zaczynamy go ignorować. Odpuszczamy. Zostawiamy kwestie troski o Ziemię szaleńcom przykuwającym się do drzew w obronie insektów i możnym tego świata, na ekologii robiącym kolejny interes.

Co robić, gdy nie chcemy wylewać dziecka z kąpielą i jako katolicy chcemy dbać o środowisko, ale nie za wszelką cenę? Są rozwiązania: proste, zwykłe, skuteczne, w zasięgu naszej codzienności. I o wiele więcej niż wymienione niżej pięć, bo kluczem do mądrej i po Bożemu prowadzonej troski o środowisko jest jej adekwatność do naszego życia i możliwości.

Pomysł pierwszy: poznawaj i doceniaj

Poznawaj przyrodę i doceniaj jej piękno i wartość. Jasne, brzmi jak slogan reklamowy biura turystycznego, ale ma w sobie więcej sensu, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Bo to, że przyroda jest piękna i fascynująca – to niby jest jasne, ale gdy sobie zadamy pytanie, ile roślin mijanych po drodze do pracy czy do przedszkola potrafimy nazwać, nagle może się okazać, że znamy się z przyrodą tylko z widzenia… i na spory dystans. Tu o zmiany łatwiej pewnie będzie dzieciatym, bo ten, kto ma dzieci, częściej potrafi bez zakłopotania leżeć na brzuchu na środku parkowej alejki i przyglądać się przez lupę mrówkom – ale w grę wchodzą przecież także niewiarygodnie piękne, a mało znane zakątki Polski czy bardzo znane, ale nic na tym nie tracące, fascynujące, tatrzańskie endemiczne rośliny.

Poznawaj: zapach, wygląd, fakturę, doceniaj genialne działanie na człowieka (jak udowodnili Japończycy - godzina w lesie stymuluje układ odpornościowy  i poprawia koncentrację nawet o połowę ). Im więcej wiesz o otaczającej cię przyrodzie, tym bardziej ją cenisz i tym mniej jej szkodzisz. To zmienia twoje spojrzenie. I łatwiej ci zabrać na wyprawę w góry dodatkowy worek na cudze śmieci, a potem bez wahania zbierać je na szlaku.

Pomysł drugi: rozdawaj, wymieniaj, przyjmuj  

Jedną z przyczyn coraz bardziej dramatycznego stanu Ziemi jest nieustannie nakręcana spirala konsumpcji. Po zachłyśnięciu się możliwościami (najpierw tymi postkomunistycznymi, że coś w ogóle jest, potem tymi „sieciowymi” – że jest i jest tanie) zaczynamy cierpieć z powodu nadmiaru. Kolejne badania dowodzą, że jesteśmy pierwszym w historii świata pokoleniem, które na osobisty użytek posiada tak wiele przedmiotów; odbija się to na naszym czasie i zdrowiu psychicznym. Ta totalna dostępność wszystkiego (wystarczy spędzić kwadrans na AliEkspress, by wiedzieć, że to nie metafora) daje złudzenie, że wszystko jest dostępne dla wszystkich, i wciąż zdumiewa nas to, że w bloku obok żyje ktoś, kto żywi się ziemniakami i kaszą i chodzi w butach sprzed trzydziestu lat, bo nie może pozwolić sobie na więcej.

Jak mówi Franciszek w Laudato si': „Nie zauważamy, że niektórzy ludzie popadają w poniżającą nędzę bez realnych możliwości poprawy, podczas gdy inni nawet nie wiedzą, co zrobić z tym, co posiadają”. Tymczasem Pismo Święte zachęca nas: bądź uważny na potrzeby drugiego człowieka. Bądź hojny. Rozsądnie zarządzaj tym, co masz, z wyczuciem korzystaj z tego, co jest dostępne. Dziel się. Nie gromadź, bo nie zabierzesz do nieba niczego materialnego. Nie marnuj. To jest troska o świat, który masz dookoła.

Środowisko to nie tylko przyroda, to także ludzie. W ekologii nie chodzi o pierwszeństwo drzew i zwierząt, ale o harmonię. I częścią tej harmonii może być pozwalanie na to, by ktoś inny dał przedmiotom już nam niepotrzebnym drugie życie, szyjąc z naszych zbędnych ubrań piękne torby na zakupy.

Drugą, trudniejszą częścią tej harmonii jest… przyjmowanie. Gdy możemy sobie pozwolić na zakupy, o wiele łatwiej jest nam się postawić w sytuacji kogoś, kto ma i daje dalej, niż kogoś, kto rezygnuje z zakupu nowego, by zadowolić się otrzymanym od kogoś dobrym, ale nie pierwszej nowości – jak zużycie szamponu, którego nie polubiły włosy koleżanki.

Pomysł trzeci: zapanuj nad lodówką

Nie ma nic bardziej oklepanego niż stare, dobre hasło o niemarnowaniu – a tymczasem wciąż marnuje nam się średnio 247 kg jedzenia rocznie  w przeliczeniu na jedną, polską głowę. Pomysłów na to, jak temat ogarnąć, jest coraz więcej – od lodówek społecznych zaczynając, ale nic nie pomoże, jeśli uczciwie nie podejdziemy do zarządzania swoimi własnymi lodówkami i spiżarniami.

To też bardzo biblijne podejście: myśl strategicznie. Zobacz, czego naprawdę potrzebujesz. Przyjrzyj się swoim nawykom i zawartości kosza na śmieci i odważ się spojrzeć prawdzie w oczy. Co wyrzucasz najczęściej? Dlaczego? Wybierz jeden produkt, który często trafia do twojego kosza i inaczej zaplanuj jego kupowanie, przechowywanie i zjadanie. Gdy zobaczysz, że temat jest opanowany – dopiero wtedy zabierz się za kolejną, małą zmianę. Tym, co zaoszczędzisz (przeciętny Polak wyrzuca do kosza średnio 50 zł tygodniowo) możesz później wesprzeć kogoś, kto potrzebuje wsparcia.

Pomysł czwarty: ogród sąsiedzki i motyle na balkonie

„Jakże piękne są miasta, które w swoich planach architektonicznych pełne są przestrzeni łączących, ułatwiających relację, sprzyjających uznaniu drugiego człowieka!” – cytuje w Laudato si' Franciszek swoją wcześniejszą encyklikę, Evangelii gaudium. Ekologia po katolicku to niekoniecznie wyłącznie wysiłek, by zmniejszyć emisję CO2 i zapobiec topnieniu lodowców. To także tworzenie przestrzeni dobrych dla człowieka i przyrody naraz, sprzyjających rozwoju relacji, dających wytchnienie i przynoszących korzyści. I robienie tego po swojemu…  

Znowu mamy tu biblijne spojrzenie na człowieka: każdy z nas jest inny, każdy ma swoje talenty, możliwości, marzenia. To, co dobre dla jednego człowieka, drugiego nie musi zachwycić. Nie każdy musi adoptować pszczołę; są inne sposoby, by wesprzeć świat owadów, a przy tym zrobić coś dobrego nie tylko dla nich samych. Może na starym, zaniedbanym placu zabaw można stworzyć sąsiedzki ogród, który przyciągnie pszczoły… i ludzi? Może na własnym balkonie posiać mieszankę roślin, które lubią motyle, albo wystawić im proste poidełko – i jednocześnie troszczyć się o owady oraz mieć radość z ich piękna?

Pomysł piąty: studium… biblijne

Tak, tak - to jest lista propozycji dla katolików. A nic bardziej nie pomaga nam uprawiać i doglądać świata w sposób pozbawiony egoizmu i bezmyślności, niż patrzenie na niego Bożym spojrzeniem. Sensowność stworzenia została mu nadana przez Boga. Księga Mądrości mówi: „Z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę”. Nie możemy, będąc katolikami, patrzeć na świat w oderwaniu od jego Autora, a jedynym sposobem na to, by nauczyć się Jego pełnego czułości i troski spojrzenia o całość świata jest szukanie tego spojrzenia w Piśmie Świętym i przesiąkanie Jego słowami. Wtedy nasze ekologiczne działania będą twórcze, adekwatne do naszych możliwości – i po Jego myśli, czyli po ludzku mówiąc - obciążone sukcesem. 

Co więcej, w naszym biblijnym spojrzeniu, spojrzeniu wiary Franciszek widzi nie przeszkodę w uprawianiu ekologii, ale wielką wartość dla reszty świata. „To, że my, ludzie wierzący, lepiej rozpoznajemy wypływające z naszych przekonań zobowiązania w odniesieniu do środowiska naturalnego, jest dobrem dla ludzkości i dla świata.” – pisze bardzo wprost papież w swojej ekologicznej encyklice. I dodaje: „nie zapominajmy jednak, że istnieje również nieskończony dystans, że rzeczy tego świata nie mają pełni Boga. W przeciwnym razie nie uczynilibyśmy nic dobrego stworzeniom, ponieważ nie rozpoznalibyśmy ich właściwego i prawdziwego miejsca, doprowadzając do przesadnego wymagania od nich tego, czego w swej małości dać nam nie mogą”.

I to właśnie odróżnia ekologię rozumianą po katolicku od ekologii w wydaniu lewicowym. Nie ubóstwiamy świata, Matka Ziemia nie staje się czwartą osobą Trójcy Świętej, a nasze działania są pozbawione przekonania, że jesteśmy wszechmocni, a są za to adekwatne do naszych talentów i możliwości.

Marta Łysek - dziennikarka i teolog, pisarka i blogerka. Poza swoim pisaniem ogarnia ludziom teksty i książki i wspiera w budowaniu relacji ze Słowem na ewangelizacyjnym blogu Maluczko. Odpoczywa, chodząc po górach, robiąc zdjęcia i słuchając dobrych historii.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
John C. Polkinghorne
4,98 zł
24,90 zł

W jakiej relacji pozostają nauka i teologia? Czy jesteśmy świadkami odrodzenia teologii naturalnej? Jak odkrycia współczesnej fizyki odnoszą się do chrześcijańskiej nauki o stworzeniu? Wywód jest przykładem tego, w jaki sposób osoba o zacięciu naukowym...

Skomentuj artykuł

Matka Ziemia nie jest czwartą osobą Trójcy Świętej
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.