Polska młodzież nienawidzi swoich ciał. Potrzebujemy mądrej ciałopozytywności

Polska młodzież nienawidzi swoich ciał. Potrzebujemy mądrej ciałopozytywności
(fot. depositphotos.com)

Co jest bardziej przerażające od świadomości, że Polska młodzież - a zwłaszcza polskie dziewczęta - nader często nie akceptuje swoich ciał, a nierzadko wręcz ich nienawidzi? Dla mnie jest to fakt, że jako społeczeństwo nie tylko tym osobom nie pomagamy, ale wręcz wytrwale „pracujemy” na to, by niechęć do własnego ciała była jeszcze bardziej powszechna.

Nienawiść do ciała to więcej, niż „chcę schudnąć”

Raport WHO z maja ubiegłego roku powinien być potraktowany jako alarm dla dorosłych mających dzieci i pracujących z młodzieżą - wynika z niego, że młodzi Polacy są przepełnieni nienawiścią. Nie chodzi jednak o nienawiść do szkoły, autorytetów czy określonych subkultur, ale o nienawiść do własnych ciał. Z danych Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że aż 52 procent polskich dziewczyn i 31 procent chłopców w wieku lat piętnastu nienawidzi swojego ciała. Jest to absolutnie najgorszy wynik spośród wszystkich europejskich krajów.

Polscy nastolatkowie są najbardziej krytycznie nastawieni do swojego wyglądu - własne ciała są przez nich postrzegane jako źródło cierpień. Z kolei według danych Health Behaviour in School-age Children, aż 52 procent polskich piętnastolatek uważa, że są za grube (podczas gdy odsetek dziewcząt w tym wieku z nadwagą wynosi 8 procent). W tym miejscu ktoś, kto nie pracuje na co dzień z młodzieżą i ma na jej temat raczej stereotypowe wyobrażenia, mógłby zapytać: „No dobrze, ale co to właściwie za problem? Przecież wielu ludzi chce schudnąć, zmienić kolor włosów albo mieć mniejszy nos”. Trzeba jednak uściślić pewną rzecz: nienawiść do własnego ciała to o wiele więcej, niż pojawiająca się czasem w głowie myśl „fajnie byłoby schudnąć ze dwa kilogramy” (choć, oczywiście, chęć schudnięcia może być przejawem braku akceptacji).

Niechęć do własnej fizyczności wykracza daleko poza kupowanie „modelującej” bielizny i unikanie legginsów. Nienawiść do ciała to nierzadko poczucie, że jest się wybrakowanym, niekompletnym, gorszym. To powracająca myśl, że nie zasługuje się na wartościowe relacje, bo jest się niewystarczającym. To niekiedy trudne do opanowania impulsy, które podpowiadają młodej osobie, że musi zwymiotować to, co zjadła, bo nikt nie zechce z nią być, jeśli będzie mieć nadwagę. To trudności w relacjach, dysfunkcje seksualne, zaburzenia psychosomatyczne, a niekiedy również zachowania autodestrukcyjne.

Czasami niechęć do ciała przybiera również inną formę - swoistego zaprzeczania, że posiada się ciało, niesłuchania go, lekceważenia jego potrzeb i traktowania jak narzędzia. Wielokrotnie w praktyce terapeutycznej mam do czynienia z sytuacjami, gdy ktoś, zapytany, jak czuje się w swoim ciele, albo co robi dla swojego ciała, patrzy na mnie tak, jakbym mówiła w obcym języku. Choć pozornie poświęcamy ciałom sporo uwagi, to bądźmy szczerzy: skupiamy się raczej na „szlifowaniu” go, niż na troskliwym dbaniu o nie i zaspokajaniu jego potrzeb.

Twoja córka jest mądra, Twój syn jest opiekuńczy!

Dlaczego młodzi ludzie mają tak negatywny stosunek do swoich ciał - czyli w sumie do siebie, bo „ja” cielesne stanowi przecież ważną część tożsamości? Bez wątpienia cisną nam się na usta wytłumaczenia związane z tym, jakie przekazy są nam serwowane w mediach: gładkie i szczupłe ciała modelek reklamują balsamy odchudzające i ujędrniające skórę, młodzież ma dostęp do pornografii (nie oszukujmy się - prawie nielimitowany), a media społecznościowe oferują nie tylko efekty lekko estetyzujące zdjęcia, ale również filtry, które radykalnie zmieniają na przykład rysy twarzy.

Kiedy młody człowiek otrzymuje komunikaty, że tak właśnie wyglądają prawdziwe ludzkie ciała, to dość szybko może zacząć odczuwać niezadowolenie z siebie - rzeczywistość cielesna odbiega przecież od standardów wyznaczonych przez photoshopa. Ale kompleksów nastolatków nie można tłumaczyć tylko nierealistycznymi standardami urody obecnymi w mediach - ogromny wpływ na to, jak młodzi ludzie postrzegają swoje ciała, mają ich rodziny. Nierzadko matki dorastających córek uprawiają domowy fatshaming (ileż to młodych dziewcząt usłyszało od matek, babek i ciotek, że się „zapasły”), porównywanie młodych kobiet do ich rówieśniczek czy krytykanctwo względem ubioru dziewcząt (bynajmniej nie z lęku przed tym, że strój okaże się  nieodpowiedni do pogody).

Nienawiść do ciała to nierzadko poczucie, że jest się wybrakowanym, niekompletnym, gorszym.

Zdarzyło mi się spotkać nastolatki, które słyszały od matek, że te „brzydzą się” ich cellulitem. Pracowałam z chłopcami (bo ich problem braku akceptacji ciała również dotyczy!), którzy mówili, że rodzice zawstydzili ich z powodu pojawiającego się na twarzy zarostu czy trądziku. To, co dla rodzica bywa „zwróceniem uwagi”, dla dziecka może być pamiętnym upokorzeniem. Z drugiej strony - zdarza się i tak, że młodzi ludzie słyszą bardzo dużo pochwał na temat swojego wyglądu. Oczywiście, może to być przyjemne doświadczenie - jeśli jednak dziewczynka (bo z powodów kulturowych one częściej są tym dotknięte) słyszy miłe słowa wyłącznie pod względem swojej aparycji, a nigdy bądź bardzo rzadko - charakteru, to może ona wyrobić w sobie przekonanie, że ciało jest jej największym zasobem i powinno być narzędziem do wzbudzania uznania. Stąd już tylko krok do chęci wiecznego poprawiania własnego wyglądu i poczucia winy, gdy się na przykład przytyje.

Zachwycanie się wyglądem własnego dziecka nie jest oczywiście niczym nagannym - to, że niemowlęta i małe dzieci są dla swoich opiekunów rozczulające, pomaga w budowaniu więzi i stanowi „nagrodę” za podejmowanie trudów rodzicielstwa. Warto jednak zauważać w swoich dzieciach i podopiecznych nie tylko ich zewnętrzny urok, ale także „sięgać głębiej”. Każda córka powinna usłyszeć od rodziców nie tylko to, że jest śliczna, ale również to, że jest na przykład mądra, odważna, asertywna, zaś syn - nie tylko, że będzie z niego „chłop jak dąb”, ale również to, że jest opiekuńczy, dobry, rozważny. Dzieci powinny także wiedzieć, że po prostu lubimy spędzać z nimi czas i że są dla nas ważne - z takimi ciałami, jakie posiadają.

Ciałopozytywność to nie próżność 

Tym, czego potrzebują młodzi ludzie, aby bardziej oswoić swoje ciała - i nauczyć się je doceniać - jest również mądra ciałopozytywność. Nie chodzi jednak wyłącznie o to, by w internecie pojawiały się nieretuszowane zdjęcia modelek, a ubrania były prezentowane także na osobach noszących większe rozmiary (choć to też jest ważne!). Młodzi ludzie potrzebują tego, by ich rodzice i opiekunowie sami zaakceptowali własne ciała i ich funkcje - jeśli córka słyszy od matki, że jest ładna i mądra, ale jednocześnie matka ciągle jest na dietach eliminacyjnych i narzeka na swój własny wygląd, to trudno oczekiwać, że młoda dziewczyna naprawdę będzie w stanie akceptować siebie.

My, dorośli odpowiedzialni za wychowanie naszych latorośli, mamy przed sobą trudne i ważne zadanie: zaakceptować to, że nasze ciała mają różne rozmiary i kształty, zmieniają się wraz z upływem czasu i nie zawsze są w pełni sił. Ważne jest także oswojenie z dziećmi (i samemu ze sobą) tematu seksualności - dzieci i młodzież powinny czerpać wiedzę na ten temat z rzetelnych źródeł (na przykład z zajęć edukacji seksualnej), a nie z filmów pornograficznych, które nie ukazują przecież ani realistycznego obrazu ciała, ani więzi międzyludzkich. Dzieciaki muszą też wiedzieć, że ich cielesność jest ważnym, ale nie jedynym elementem ich tożsamości.

Zachwycanie się wyglądem własnego dziecka nie jest oczywiście niczym nagannym - to, że niemowlęta i małe dzieci są dla swoich opiekunów rozczulające, pomaga w budowaniu więzi i stanowi „nagrodę” za podejmowanie trudów rodzicielstwa.

Czasami pod obecnymi w social mediach postami na temat ciałopozytywności zdarzyło mi się przeczytać komentarze, których autorzy twierdzili, iż ciałopozytywność może doprowadzić młodych ludzi do próżności oraz przyczyniać się do „promocji otyłości”. Nic bardziej mylnego! Mądra ciałopozytywność nie ma na celu zachęcania ludzi, by skupiali się wyłącznie na narcystycznym uwielbieniu własnego ciała i pomijaniu chociażby rozwoju intelektualnego. Nie jest również prawdą, że uczenie młodych ludzi akceptowania własnego ciała stanowi przyzwyczajanie ich do niezdrowego odżywiania się i zaprzestania aktywności fizycznej. Ciałopozytywność opiera się nie na fiksacji na własnym ciele, lecz na komunikacie: „Twoje ciało jest w porządku”.

Oczywiście, bycie ciałopozytywnym wiąże się również z dbałością o swoją fizyczność i zdrowie - punktem wyjścia jest jednak chęć zatroszczenia się o własny organizm, a nie obsesyjne próby kontroli naszych ciał i karania ich, gdy z jakiegoś powodu nie chcą wyglądać tak, jak założyliśmy sobie, że powinny. Jeśli natomiast ktoś - zazwyczaj z wielu powodów - już zdążył znienawidzić swoje ciało, to problemu tego raczej nie rozwiążą zabiegi z zakresu medycyny estetycznej czy kolejne diety-cud. Niechęć do własnej fizyczności wymaga przepracowania podczas psychoterapii. Jeśli my sami lub ktoś nam bliski jest dotknięty tym problemem, to warto z takiej formy pomocy skorzystać. Kształt relacji z własnym ciałem wpływa przecież zarówno na nasze samopoczucie, jak i na relacje z innymi ludźmi.

Postawa troski o ciało jest również czymś, o czym mogą dzieciom i młodzieży przypominać katecheci. Ciało nie jest przecież omyłkowym dodatkiem do duszy, ale czymś, co Stwórca nie bez przyczyny podarował człowiekowi. A skoro jest to dar - to wypadałoby dbać o niego i traktować z czułością.

Psycholog i copywriter. Wierząca i praktykująca. Prowadzi bloga katolwica.blog.deon.pl

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Robert Kugelmann
17,80 zł
89,00 zł

Między psychologią a religią jest przepaść. Przynajmniej na pozór. Prof. Robert Kugelmann w obszernym studium udowadnia jednak, że powiązania w tym przypadku są szerokie i wielorakie. Wychodząc od rozważań na temat psychologii nowoczesnej, traktowanej jako...

Skomentuj artykuł

Polska młodzież nienawidzi swoich ciał. Potrzebujemy mądrej ciałopozytywności
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.