Nawet jeśli nie żyjesz jak my w związku mieszanym, spotkanie niedzielne z Jezusem jest Twoim wolnym wyborem. Stoisz po tej stronie drzwi, gdzie jest klamka i to Ty te drzwi otwierasz. Dla nas wyborem wolności jest coniedzielne spotkanie z Chrystusem. Nawet jeśli wybór i jego realizacja muszą być przemyślane, przedyskutowane i zrozumiałe dla naszych dzieci.
Churching mnie nie bawi, ale rozumiem ludzi, którzy w poszukiwaniu "swojej" Mszy zmieniają kościoły. I nie chodzi tylko o względy estetyczne. Niby Msza jest jedna i tak samo ważna, ale jak często zdarza się, że wychodzimy z kościoła z jeszcze większym niepokojem i pustką w sercu. Co w tej sprawie mogą zrobić księża? A no wiele.
Określany niejednokrotnie jako "głos rozsądku", umiarkowany i wyważony w swych publicznych wypowiedziach Prymas Polski abp Wojciech Polak uważa, że księdza, który weźmie udział w manifestacji antyuchodźczej, trzeba suspendować. Takich deklaracji nie składa się bez powodu.
Czy drastyczne fotografie - usunięte z przestrzeni publicznej, ale wciąż dostępne dla mniejszej grupy osób - mogą stać się argumentem w dyskusji przeciw aborcji?
Zauważam u siebie, ale także u wielu moich kolegów księży, bardzo niepokojącą cechę, którą można nazwać: "mam-na-wszystko-odpowiedź". Niekończące się spory polityczne i światopoglądowe, a do tego ekonomia, socjologia, psychologia, budownictwo czy nawet zielarstwo. Tylko dlaczego tak rzadko na liście naszych zainteresowań i specjalizacji pojawia się Ewangelia?
"Czy sądzisz, że Bogu nie podoba się, że mieszkam z moim chłopakiem i mam z nim seksualną relację" - zapytał mnie na koniec 4-godzinnej rozmowy Timo. Kiedy wychodzimy z naszych kościołów poza kościół, do ludzi, spotkamy się z takimi pytaniami. Nie jest sztuką zrobić w internecie akcję "STOP dla homoseksualizmu".
Nie obrażajcie się ludzie, kiedy odmawiam przyjazdu tu czy tam. Od gadania w Kościele są inni. Taki podział ról. Czasem podzielę się tym, czym żyjemy, ale najpierw trzeba żyć, żeby o tym mówić.
O nadużyciach seksualnych nie mówi się głośno, bo to niewygodna prawda o nas jako o społeczeństwie. To drażliwy temat, bo jeśli tak wiele osób, kobiet, ale i mężczyzn opublikowało status #JaTez to znaczy, że wśród nas, gdzieś blisko są sprawcy, że część naszego społeczeństwa akceptuje takie zachowania, a pozostali udają, że problemu nie widzą.
Chcę modlić się o to, byście - mimo tych 500 lat zabijania słowem i czynem, naszej arogancji i zawiści, dopuszczanej się przez nas niesprawiedliwości i bólu, który jako katolicy zadawaliśmy Wam, nasi protestanccy Bracia - odpuścili nam nasze winy i przebaczyli nasze słabości.
Najgroźniejszymi wrogami Kościoła byli zawsze ludzie z jego szeregów, a nie jego zadeklarowani przeciwnicy. Na pierwszy rzut oka są bardzo pobożni i wnoszą na barykady religijne hasła. Nie chodzi im jednak o to, by obronić Kościół - jak sami deklarują - lecz by odciągnąć od Ewangelii jak najwięcej ludzi.
Setki tysięcy Polaków stanęły niedawno na naszych granicach z różańcem w ręku. Zrobiło to - i słusznie - wrażenie na wielu. Nie żyjemy w czasach sprzyjających publicznym świadectwom wiary i pobożności. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby przy tej okazji nie popełniono kilku błędów.
Podzielam opinię Krzysztofa Skórzyńskiego, który publicznie skrytykował makabryczne obrazy umieszczone na ulicznych bilboardach antyaborcyjnych. Tak się składa, że stoją one także u wylotu miasta, w którym obecnie mieszkam. Gdy przejeżdżam obok nich, odwracam oczy w inną stronę.
Franciszek ciągle prosi nas o modlitwę za niego. Nigdy nie prosił o list poparcia. Zresztą, nie wypadałoby. Modlimy się więc za niego i z nim.
Niestety coraz częściej spotykam się z przypadkami świadomego mijania się z faktami. Kłamstwo stało się narzędziem, którego używa się do osiągnięcia celu. Często jest nim zdyskredytowanie osób lub idei, które te osoby głoszą.
Głośny wpis dziennikarza Krzysztofa Skórzyńskiego otworzył na nowo dyskusję o tym, czy organizacje broniące życia nienarodzonych dzieci mają prawo stosować bilbordy ze zdjęciami rozerwanych ciał w publicznej przestrzeni.
W weekend do domu dla chorych zapowiedziała się inna grupa wolontariuszy, tym razem z korporacji. Przyjechały panie na obcasach. Renia w pierwszej chwili-załamka, że laleczki i tylko kłopot będzie, a pożytku żadnego. Załamka trwała krótko.
"Dzisiaj to jest niewyobrażalne. Dziś jest problemem przeniesienie biskupa z Krakowa do Łodzi" - skonstatował nowy metropolita łódzki i dodał prowokacyjnie: "Czy ktoś sobie dziś wyobraża niemieckiego mnicha jako biskupa w Krakowie?".
Jeśli na początku tego pontyfikatu można było sobie stawiać pytanie, czy papież z drugiego końca świata nie zaniedba Starego Kontynentu, dzisiaj mamy pewność, że Europa stanowi dla niego punkt odniesienia wciąż niezwykle ważny, a może nawet kluczowy.
Dość wzajemnej konkurencji i prowadzenia rankingów popularności: "U mnie jest więcej młodzieży na mszy niż u ciebie!", "A moi za to trzy razy w roku prowadzą ewangelizację…!". Kościół bez doświadczenia braterstwa będzie jedynie bezduszną instytucją, korporacją.
Niektórzy podeszli do tych rewelacji ze sceptycyzmem. Jednak największy włoski dziennik wprost określił niezwykłe zdarzenie z udziałem papieża wypełnieniem ewangelicznego proroctwa. Jaka jest prawda? Czy Franciszek rzeczywiście zrobił to, co przepowiedziano niemal 2000 lat temu?
{{ article.description }}