Parę dni temu opublikowano nowy list naszego Episkopatu, który ma być odczytany w kościołach w Niedzielę Świętej Rodziny (29 grudnia). Polscy biskupi poświęcili go zagrożeniom, jakie dla rodziny płyną z ideologii gender.
Dotąd toczono ostre dyskusje na tematy okołoaborcyjne, ale nikt ze zwolenników liberalizacji przerywania ciąży nie posuwał się do tego, żeby zrobić z zapowiadanego aktu aborcji reality-show.
My się dopiero zaczynamy przygotowywać do Wigilii, a oni już idą. Czy można dobrze się przygotować do Świąt Bożego Narodzenia bez zdania sobie sprawy z tego, że ONI JUŻ IDĄ? Czy nasze przygotowanie bez tej świadomości nie będzie zbyt jednowymiarowe, płaskie, chybione?
Marcin Makowski / Grzegorz Kramer SJ
"Wiedziałem, że muszę coś zrobić" - mówi ojciec Grzegorz Kramer SJ o swojej propozycji adopcji dziecka Katarzyny Bartkowskiej, która zapowiedziała, że w wigilię Bożego Narodzenia dokona aborcji.
Mój współbrat wyszperał z zakonnej biblioteki przykurzony numer miesięcznika "Głosy Katolickie". Jesteśmy w roku 1933. Najwyraźniej atmosfera w kraju musiała być wówczas gorąca. Choć o tamtych sporach poza historykami nikt już nie pamięta, język debaty do złudzenia przypomina hasła padające z różnych ambon politycznych, medialnych i religijnych w obecnej Polsce.
Ojciec Grzegorz Kramer deklarując, że zaadoptuje dziecko feministki, która zamierza dokonać aborcji w wigilię, uruchomił lawinę, do której nasza rodzina chcę dołączyć. Wychowujemy jedno dziecko, które jest radością naszego życia. Odpowiedzialnie i z wdzięcznością przyjmiemy kolejne.
W minioną niedzielę ukazał się kolejny wywiad Franciszka dla gazety La Stampa. Media w Polsce wychwyciły głównie to, co papież mówił o ekumenizmie, kobietach kardynałach i spotkaniach z "dobrymi marksistami". Nic nie wspomniały jednak o pytaniu o Boże Narodzenie. A odpowiedź na nie jest ciekawa.
Pewna feministka, Katarzyna B., zakomunikowała ostatnio w rozmowie z naTemat, że zamierza na Wigilię zabić własne dziecko. Uważa, że ma do tego pełne prawo i nikt nie będzie jej dyktował, co ma zrobić z plątaniną swoich komórek.
Aktualna sytuacja Franciszkanów Niepokalanej jest dla mnie niezrozumiała i skandaliczna. Papież Franciszek 11 lipca br. zabronił celebrowania Mszy w rycie, który uświęcił patronów zgromadzenia - św. Franciszka z Asyżu i św. Maksymiliana Kolbe. Jak poinformował watykanista Sandro Magister, nawet Benedykt XVI uważa tę sytuację za "krzywdzącą" dla zakonników i naruszającą Summorum Pontificum.
W dniu, w którym papieżem został kard. Jorge Maria Bergoglio rozpoczęła się nie tylko jego papieska misja. Na ten czas datuje się również początek światowej kariery, jaką w Kościele robi idea duszpasterskiego nawrócenia (z hiszpańskiego conversión pastoral). Argentyński jezuita nie jest jej autorem. Ten nowy prąd, który ma szansę przyczynić się do odnowy całej katolickiej wspólnoty, narodził się w łonie Rady Biskupów Ameryki Łacińskiej (CELAM).
Lubi kokietować ten nasz papież. W swojej adhortacji Evangelii gaudium z jednej strony pisze, że nie można oczekiwać od biskupa Rzymu, żeby w każdej sprawie, która dotyczy Kościoła lub/i świata wypowiadał się w sposób definitywny i wyczerpujący, z drugiej strony cały rozdział w swoim dokumencie programowym poświęca temu jak tworzyć homilię. Dobrą homilię.
"The World Is Not Enough" ("Świat to za mało") - odpowiedział James Bond na propozycję Electry King, złożoną w filmie pod tym samym tytułem. Coś podobnego powiedział biskup Rzymu Franciszek na temat globalnej sieci. "Internet nie wystarcza, technologia nie jest tu dostateczna" - stwierdził, spotykając się z uczestnikami sesji plenarnej Papieskiej Rady ds. Świeckich. Nota bene sesji pod hasłem "Głosić Chrystusa w epoce cyfrowej".
Kiedyś oburzyło mnie stwierdzenie, że Adwent jest wyjątkowo feministycznym okresem liturgicznym. Ale to był kiedyś, bo dziś widzę wyraźnie, że to prawda. W jego centrum stoi przecież Kobieta i to w pełni swojej kobiecości - oczekująca dziecka*. W tym roku to przeświadczenie wzmacnia adhortacja "Evangelii gaudium" papieża Franciszka, a szczególnie fragmenty dotyczące roli kobiet w ewangelizacji, wyraźnie wiążące kobiecość z konkretnym miejscem i sposobem głoszenia.
W Poznaniu na Starym Rynku postawili choinkę z zielonych butelek PET. Podobno jest ekologiczna. Do tego brzydka, niestety. Na przedświątecznych kartkach pocztowych coraz trudniej o Świętą Rodzinę z Dzieciątkiem. Nie tylko korporacyjne "imprezy opłatkowe" przypominają coraz częściej "świętowanie czegokolwiek" (byle nie Bożego Narodzenia). W przedświątecznej atmosferze Pan Jezus jest solidnie przemilczany.
Gdyby Jezus miał się narodzić we współczesnym Betlejem, to Jego rodzice byliby w większym kłopocie. Dwa tysiące lat temu zderzyli się z murem braku gościnności w gospodzie, a potem wylądowali w stajni. Dzisiaj natknęliby się na mur z betonu i drutów kolczastych.
Promocja satanizmu, nastoletnie wcielenie demona, alter ego Hitlera, zbrukanie stroju ludowego, zdrada ojczyzny i serwowane nieświadomym masom pogaństwo. Sporo jak na jeden teledysk. A jednak tyle i jeszcze więcej zmieściło się zdaniem publicysty "Polonia Christiana" w klipie Donatana - "My Słowianie". Czy katolik może z czystym sumieniem oglądać takie rzeczy?
W grudniu, jak to jest w zwyczaju, zaczyna się dokonywać podsumowania kończącego się roku, a nie ulega wątpliwości, że w 2013 r. dominującymi wydarzeniami były rezygnacja Benedykta XVI i wybór Papieża Franciszka, którego dzisiaj "Time" ogłasza "człowiekiem roku". W tej fazie przejścia Kościół pokazał, że potrafi genialnie wyjść z trudnej sytuacji - umożliwiła to nieoczekiwana rezygnacja Ratzingera - co ujawniło jego niespodziewaną żywotność. A cały świat przyjął to ze zdumieniem i podziwem.
Wielka Iluminacja na ulicach Warszawy już gotowa. W centrach handlowych i w reklamach "Mikołaj" i choinka są coraz częstszymi gospodarzami. "Święta" oderwane zdają się być już od wszystkiego, co jest ich sensem. Ale na szczęście mamy Adwent.
Wojciech Cejrowski znowu krytykuje Franciszka. A ja stawiam pytanie; który sposób działania - Franciszka czy Cejrowskiego - ma więcej wspólnego z istotą chrześcijaństwa i z naśladowaniem Jezusa?
Jeśli rzeczywistość jest wieloreligijna i wiemy, że Bóg nie potępia, ale dąży do tego aby zbawić wszystkich - oznacza to również, że i my, którzy chcemy iść tam gdzie nas posyła, powinniśmy słuchać tego co mówi do nas przez inne - nawet niechrześcijańskie religie. W końcu i w Kościele, Ducha doświadczamy w pluralizmie charyzmatów.
{{ article.description }}