Nie jest źle. Wiem, że za te bluźniercze słowa można czasem pójść pod osąd opinii publicznej. "Nie jest źle"- to niebezpieczne stwierdzenie również z tego względu, że zakłada istnienie jakiegoś dobra, a skoro tak, to również tego, że w którymś momencie może się stać ono przedmiotem agresji i zaboru. Co jednak powiedzielibyśmy na to, gdyby to sam Bóg tak się wyraził?
Jeśli nawet na boku zostawimy kwestie prawne, Instrukcja Episkopatu Polski z 1979 r. jasno podaje, że pieśni i kolędy w kościele nie mogą być odtwarzane z płyt. Niestety dzieje się tak często. A jak zaznaczył Jan Paweł II, przestrzeganie norm liturgicznych jest wyrazem miłości do Kościoła. Czym więc jest ich ignorowanie?
W drugi dzień Świąt miałam wyjątkową okazję posłuchać na początku mszy kolęd w wykonaniu braci Golec. Nie, nie na żywo, odtworzono nagranie z ich kolędowej płyty. Ten folklorystyczny akcent nie tylko mnie rozczarował, ale też sprowokował do refleksji, z której wyciągnęłam smutny wniosek - chyba mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że prawo autorskie obowiązuje także w kościołach.
Ksiądz Andrzej Draguła zwrócił kilka dni temu uwagę na obelżywe wpisy internautów pod artykułem o pijanym księdzu, który potrącił kobietę. Teolog skwitował rzecz krótko: "Znamienne są komentarze, pokazują społeczny odbiór Kościoła". To z kolei wzbudziło kontrowersje wśród jego czytelników. Część z nich uznała, że nie można wpisów internautów traktować jako miarodajnych. No właśnie: można czy nie można?
Jan Paweł II żałował, że nie udało mu się wynieść go na ołtarze. Papież Franciszek najwyraźniej nadrabia te straty, gdyż 18 grudnia 2013 ogłosił dekret o heroiczności jego cnót i wszystko wskazuje na to, że wkrótce Kraków będzie się mógł szczycić jeszcze jednym błogosławionym.
W internecie - również w jego "katolickiej części" - furorę robi reklama Coca-Coli. Nie ma się czemu dziwić, bo jest wyśmienita. Trwa dokładnie minutę. Uważam, że każdy katolik powinien poświęcić te sześćdziesiąt sekund i ją obejrzeć. Dlaczego? Żeby się zawstydzić i czegoś nauczyć.
Mesjasz Jezus od samego początku był mało pociągający dla świata, słabo wypadając w rankingu wartości jakimi się świat kieruje. "Niemowlę owinięte w pieluszki i leżące w żłobie" to żadna dla niego atrakcja. A na to miejsce został niemal dosłanie skazany, "bo nie było dla nich miejsca w gospodzie".
Kim jest święty Szczepan, którego męczeństwo wspominamy zaraz po uroczystości Bożego Narodzenia? Czy i dzisiaj, umielibyśmy pójść w jego ślady?
Biskup Rzymu Franciszek zapytany przez Andreę Torniellego, co święto Bożego Narodzenia mówi dzisiejszemu człowiekowi, odrzekł: "Mówi nam o czułości i nadziei". W całej niezbyt długiej odpowiedzi na pytanie znanego dziennikarza słowo "czułość" pojawiło się aż sześć razy i to w kontekstach, które być może nie wszystkim współczesnym katolikom przypadają do gustu.
Trudno składa się świąteczne życzenia przyjacielowi, który już za kilka minut wróci do więziennej celi, a te i kilka kolejny świąt spędzi w zamknięciu. Tu żadne słowa nie są dobre. Można tylko odwrócić się w stronę okna i w pośpiechu skłamać, że ta łza, to od słońca.
Idą Święta - czekoladowe mikołajki, sterowane helikoptery i promocje na tablety. Zaczyna się festiwal lamentów, dziennikarze weryfikują kondycję duchową narodu; ilu deklaruje a ilu chodzi, co który planuje rozstać się z Kościołem... Objedzeni kutią, zmęczeni nudnymi ciotkami i marną telewizją, spędzimy w odrętwieniu kolejne dni. Czy to jeszcze pamiątka narodzin Boga z ludzką twarzą?
Parę dni temu opublikowano nowy list naszego Episkopatu, który ma być odczytany w kościołach w Niedzielę Świętej Rodziny (29 grudnia). Polscy biskupi poświęcili go zagrożeniom, jakie dla rodziny płyną z ideologii gender.
Dotąd toczono ostre dyskusje na tematy okołoaborcyjne, ale nikt ze zwolenników liberalizacji przerywania ciąży nie posuwał się do tego, żeby zrobić z zapowiadanego aktu aborcji reality-show.
My się dopiero zaczynamy przygotowywać do Wigilii, a oni już idą. Czy można dobrze się przygotować do Świąt Bożego Narodzenia bez zdania sobie sprawy z tego, że ONI JUŻ IDĄ? Czy nasze przygotowanie bez tej świadomości nie będzie zbyt jednowymiarowe, płaskie, chybione?
Marcin Makowski / Grzegorz Kramer SJ
"Wiedziałem, że muszę coś zrobić" - mówi ojciec Grzegorz Kramer SJ o swojej propozycji adopcji dziecka Katarzyny Bartkowskiej, która zapowiedziała, że w wigilię Bożego Narodzenia dokona aborcji.
Mój współbrat wyszperał z zakonnej biblioteki przykurzony numer miesięcznika "Głosy Katolickie". Jesteśmy w roku 1933. Najwyraźniej atmosfera w kraju musiała być wówczas gorąca. Choć o tamtych sporach poza historykami nikt już nie pamięta, język debaty do złudzenia przypomina hasła padające z różnych ambon politycznych, medialnych i religijnych w obecnej Polsce.
Ojciec Grzegorz Kramer deklarując, że zaadoptuje dziecko feministki, która zamierza dokonać aborcji w wigilię, uruchomił lawinę, do której nasza rodzina chcę dołączyć. Wychowujemy jedno dziecko, które jest radością naszego życia. Odpowiedzialnie i z wdzięcznością przyjmiemy kolejne.
W minioną niedzielę ukazał się kolejny wywiad Franciszka dla gazety La Stampa. Media w Polsce wychwyciły głównie to, co papież mówił o ekumenizmie, kobietach kardynałach i spotkaniach z "dobrymi marksistami". Nic nie wspomniały jednak o pytaniu o Boże Narodzenie. A odpowiedź na nie jest ciekawa.
Pewna feministka, Katarzyna B., zakomunikowała ostatnio w rozmowie z naTemat, że zamierza na Wigilię zabić własne dziecko. Uważa, że ma do tego pełne prawo i nikt nie będzie jej dyktował, co ma zrobić z plątaniną swoich komórek.
Aktualna sytuacja Franciszkanów Niepokalanej jest dla mnie niezrozumiała i skandaliczna. Papież Franciszek 11 lipca br. zabronił celebrowania Mszy w rycie, który uświęcił patronów zgromadzenia - św. Franciszka z Asyżu i św. Maksymiliana Kolbe. Jak poinformował watykanista Sandro Magister, nawet Benedykt XVI uważa tę sytuację za "krzywdzącą" dla zakonników i naruszającą Summorum Pontificum.
{{ article.description }}