Wszedł ostatnio na ekrany film Darrena Aronofsky’ego "Noe: Wybrany przez Boga". Sebastian Smoleński w swojej recenzji na stronie internetowej stopklatka.pl nazywa tę kosztowną i pełną efektów specjalnych produkcję - kosmiczną fantazją o ostatniej sprawiedliwej rodzinie na ziemi.
Nie ma nic złego w byciu katolikiem "na luzie". Czy Pan Jezus powiedział, że poznają was po tym, że będziecie sztywni, nudni i śmiertelnie poważni? Ja o takiej nauce nigdy nie słyszałem. Za to na pewno napisane jest: "poznacie ich po ich owocach".
W poniedziałek obchodziliśmy Narodowy Dzień Życia, święto uchwalone przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej w 2004 r.
Kiedyś zarzucano jezuitom "lewackie odchyły". Trudno powiedzieć, ile było w tym prawdy. Z kilkuletniego doświadczenia służby ubogim widzę jednak, że nie warto oglądać się na boki, tylko robić swoje.
Zwiastowanie Pańskie. Ksiądz zaprasza przed ołtarz pragnących podjąć duchową adopcję. W kościele zapada cisza. I przez dość długą chwilę jakby nic się nie działo. Jakby nikt nie zamierzał podjąć zobowiązania. Po chwili nieśmiało wstaje pierwsza osoba. A za nią kolejne. Oto siła wewnętrznego świadectwa.
W sieci furorę robi występ włoskiej siostry zakonnej, która wzięła udział w muzycznym show Voice of Italy. To jest bardzo dobry kazus, który warto przeanalizować i zastanowić się, czego my możemy się nauczyć od tej przesympatycznej zakonnicy.
Wszyscy mówią o tym gender. Czasami ze śmiechem, mnóstwo już dobrych dowcipów powstało. Mnóstwo jest też agresji, emocji, a przede wszystkim mnóstwo poplątania. Trzeba uporządkować pojęcia. Od czego zacząć?
Tak się złożyło, że w ciągu zaledwie kilkunastu minut, "na jednym oddechu", przeczytałem dwa wywiady: z nowym przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski abp. Stanisławem Gądeckim oraz z redaktorem naczelnym "Gazety Wyborczej" Adamem Michnikiem.
Wybory na przewodniczącego i zastępcę przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski to dobra okazja do tego by spojrzeć na naszą kościelną hierarchię jako całość. Można dostrzec jakie myślenie przeważa, a jakie odstawia się do lamusa. W takim ujęciu ważne jest nie tylko to, kto wygrał, ale także to, kto w głosowaniach przepadł.
ks. Jan Kaczkowski
Wiecie Państwo, co to jet churching? Jak mamy shopping, clubbing, to mamy także churching. Ja bardzo popieram to zjawisko. Dlaczego?
Istnieje powszechne poczucie oczekiwania co do zmian, jakie mogą objąć kobiety w łonie Kościoła.
To był bardzo dobry rok. Duch Święty dał nam papieża, który podpalił Kościół. Na nowo rozpalił w nas radość głoszenia Ewangelii.
Łatwiej wierzyć Internetowi, niż Bogu, który zna nas lepiej niż program dopasowujący reklamy do naszego profilu; Bogu, który chce dla nas dobra, a nie dóbr - pisze Marta Łysek.
Minął rok, a papież Franciszek nie przestaje zaskakiwać prostotą i mocą swojego przepowiadania. Wiele osób nawraca się i z większą miłością spogląda na świat, ale czy nawracają się jego współbracia - jezuici?
Gdy Franciszek do znudzenia powtarza swą metaforę o Kościele jako szpitalu polowym, powoli zmienia się nam eklezjalna perspektywa. Jak wiadomo: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
W Ewangelii wielokrotnie słyszymy słowa Jezusa, który mówi, że wszystkie grzechy oprócz tego wobec Ducha Świętego, będą nam odpuszczone. Jak zatem rozumieć konsekwentne odmawianie udzielenia Eucharystii osobom żyjącym w ponownych związkach? Czyżby istniał jeszcze jeden grzech, od którego nie ma odwrotu?
W styczniu i lutym tego roku media informowały o przypadkach rękoczynów wobec uczniów ze strony księży katechetów. W takich sytuacjach polaryzacja opinii jest zwykle bardzo mocna: albo ostry atak na konkretnych księży, wsparty generalizacjami dotyczącymi kleru, albo - co rzadsze - obrona kapłanów za wszelką ceną. Media katolickie z kolei unikają takich tematów, bo są one mocno kłopotliwe.
Nie jest przypadkiem, że szkoły dostarczające światowych elit intelektualnych, liderów są w większości szkołami jednopłciowymi jak m.in. słynne Eton, Harrow Hill, Rugby czy szkoły Opus Dei. Zdaniem prof. Nalaskowskiego trend do powrotu na szerszą skale do tego kształcenia jest nieuchronny.
Prowadzony przez niego w latach 50-tych program telewizyjny "Life is Worth Living" ("Życie jest warte tego, by je przeżyć") gromadził przed odbiornikami niebagatelną liczbę 30 mln widzów. To dawało mu w pierwsze miejsce w USA, jeśli chodzi o popularność. Wygrywał nawet z rodzącymi się wówczas talk-showami, chociaż Stany nie są krajem katolickim - dominuje tam przecież protestantyzm.
Krótka historia o tym, jak redaktor Tomasz Terlikowski straszył latającymi asteroidami, a sam się Zmartwychwstania przestraszył.
{{ article.description }}