Przez większą część swojego życia przyjmowałem dwie postawy: ucieczki lub walki. I nie było to życie dobre. Później spotkałem ludzi, którzy powiedzieli mi: nie jesteś w stanie ani zwyciężać, ani dłużej się ukrywać. Twoje bitwy są przegrane. Wszystkie. To, co potrafisz, umiesz, wiesz, to, co Cię motywuje, to wszystko jest niewystarczające. Poddaj się.
Błogosławionemu Janowi Pawłowi II zawdzięczamy naprawdę dużo. I właśnie dlatego uważam, że trzeba zrobić wiele więcej, niż stawiać mu - często wątpliwej jakości - pomniki. Mówiąc obrazowo - dobrze by było je rozsadzić.
"Słuchając niektórych spośród byłych księży lub zakonników, mam wrażenie, że nie powinni nimi zostać" - powiedział kilka dni temu w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Tomasz Wiścicki. "Ja miałam to samo wrażenie, patrząc na niektórych z naszych wikarych w ostatnich latach" - skwitowała sucho tę wypowiedź jedna z moich znajomych.
W telewizji publicznej można czasem natrafić na debatę dotyczącą spraw wiary i Kościoła, głównie takich jak problem aborcji, in vitro, majątków kościelnych, ale też skandali czy sensowności celibatu. Ostatnio można było obejrzeć kilka takich debat, głównie w programie Tomasza Lisa. Były to m.in. sprawa pieniędzy Kościoła, przemocy wobec kobiet (i co Kościół na to), problem homoseksualizmu czy program o wystąpieniu z zakonu o. Jacka Krzysztofowicza.
Trwa spór o obecność symboli religijnych w sferze publicznej i państwowej. Sprawa nie jest łatwa i jednowymiarowa. Różne argumentacje przekonują, że w niektórych przestrzeniach i sytuacjach symbole te powinny mieć swoje miejsce, inne z kolei, że lepiej by było ich nie eksponować. Przy okazji tej dyskusji warto spojrzeć wstecz i przyjrzeć się naszej polskiej praktyce, która w sposób naturalny wynika z głęboko zakorzenionej tradycji.
Czy Bóg zakładał się z szatanem o życie Hioba? Czy za czasów Sędziów drzewa ze sobą rozmawiały? Czy Jonasz został połknięty przez wielką rybę? Czy rzeczywiście świat wyglądał tak, jak opisuje to Księga Rodzaju? Infantylne podejście do Biblii czyni wielu katolików mało wiarygodnymi świadkami Chrystusa.
Z uwagą przeczytałam tekst Bartłomieja Parysa SVD - "Kolędowanie na emigracji", w kontekście Orędzia Benedykta XVI na Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy. Był on obchodzony w Kościele po raz dziewięćdziesiąty dziewiąty. W tym roku przypadł na 13 stycznia (druga niedziela po uroczystości Objawienia Pańskiego), a więc dzień, który w Polsce został zdominowany przez WOŚP. Szkoda, że autor tekstu o nim nie wspomniał. Tym bardziej, że przywołał ów dzień jako: "niedzielę, w której liturgicznie zakończył się okres Bożego Narodzenia."
Ks .Grzegorz Strzelczyk w ukochanym dla siebie miejscu, w górach przypomina o tym, co jest istotą Eucharystii. I zaprasza do zachwytu nad życiem.
W ubiegłą niedzielę liturgicznie zakończył się okres Bożego Narodzenia. To jednak nie oznacza końca kolędowania. Nie mam na myśli jednak śpiewania kolęd, ale tradycyjną w polskiej kulturze wizytę księdza w domu. W Polsce to wciąż w miarę powszechny zwyczaj, a wyłamanie się z szeregu dla niektórych jest nawet znakiem wielkiej odwagi. A jak "kolędowanie" wygląda w polskiej społeczności za granicą?
W drugiej połowie stycznia podzielone chrześcijaństwo obchodzi Tydzień Jedności Chrześcijan. W tym szczególnym czasie można zobaczyć modlących się wspólnie katolików, prawosławnych i protestantów. Również w ciągu roku nie brakuje ciekawych, ekumenicznych inicjatyw. I chociaż jest ich w Polsce niewiele, pokazują, że jedność jest potrzebna i możliwa, mimo istniejących pod wieloma względami podziałów.
Dziwna jest tendencja, by wszystko, co się da, chrzcić przymiotnikiem "katolickie".
Już po raz szesnasty Kościół katolicki w Polsce obchodzi Dzień Judaizmu. To swego rodzaju ewenement w skali Kościoła powszechnego (pomijam tu Włochy, Austrię i Szwajcarię, które również mają taki Dzień w swoim kalendarzu religijnym). To także - jestem co do tego głęboko przekonany - jeden z owoców pontyfikatu bł. Jana Pawła II.
Na różnych forach trwa dyskusja wywołana spektakularnym porzuceniem zakonu i kapłaństwa przez znanego w Gdańsku dominikanina, Jacka Krzysztofowicza. Jednym z wątków dyskusji jest stan życia zakonnego w ogóle. Może warto w tym kontekście przypomnieć refleksje amerykańskiego franciszkanina, Benedicta Groeschela.
Kiedy w poniedziałkowe wczesne popołudnie zamieszczałem na Facebooku link do informacji o odejściu z zakonu byłego przeora gdańskich dominikanów, właściwie bez komentarza poza zwyczajowym "Hmmm...", nie przypuszczałem, że rozpęta się pod nim wielka dyskusja. Dyskusja, która - przyznam - napełniła mnie smutkiem.
Chrystus nie obiecywał nikomu "świętego spokoju". Jeśli wydaje Ci się, że chrześcijanin może w jakimkolwiek momencie spocząć na laurach, to jesteś w błędzie. Albo mówiąc inaczej - masz syndrom Bilba.
Być może jesteśmy tak bardzo oswojeni z pięknem Kościoła, że je czasem przeoczamy. Być może codzienne spory i troski nie pozwalają nam na kontemplację wspaniałości Kościoła, Mistycznego Ciała Chrystusa.
Najpierw ustalmy fakty. Czy umyślna jazda z prędkością większą niż dozwolona to wykroczenie moralne?
Jurek Owsiak swoim stwierdzeniem o poparciu dla legalizacji eutanazji osiągnął zamierzony cel - rozpętał debatę. W mediach zaczęto publikować wypowiedzi na ten temat i, słuchając niektórych z nich, doszłam do wniosku, że warto doprecyzować pojęcia.
Czy jest sens powoływać do życia miejscowość, jeśli nikt nie mieszka w niej na stałe? Która zajmuje raptem 40 hektarów, czyli tyle, ile średnie gospodarstwo rolne w okolicy, ale nikt nie uprawia tam ziemi? Wygląda to niezbyt rozsądnie. Chyba, że pomysł pochodzi od Jana Góry OP. Wtedy szaleństwo - co wiele razy udowadniał - nabiera logiki, pokazując naszą małą wiarę. Jak będzie tym razem?
Zawsze się zastanawiałem, na czym polega ta zagadka, że słowo Boże jest Mieczem? Jak mam w ogóle tym walczyć? Jak się tym posługiwać? Czułem się jak mój dziadek oglądający smartphone’a.
{{ article.description }}