W osądzaniu przeszłości potrzebujemy „pokornej szczerości”!
„Trzeba unikać aroganckiej pozy sędziów minionych pokoleń, które żyły w innych czasach i w innych okolicznościach. Potrzeba pokornej szczerości, by nie negować grzechów przeszłości, ale też nie rzucać lekkomyślnie oskarżeń bez rzeczywistych dowodów, nie biorąc pod uwagę różnych ówczesnych uwarunkowań” – te słowa Benedykta XVI wypowiedziane w Warszawie 25 maja 2006 r. do polskiego duchowieństwa nie tracą nic ze swej aktualności.
Podobnie nie traci aktualności wypowiedź papieża Franciszka z roku 2023. Gdy pytano go o podnoszone wówczas zarzuty dotyczące ukrywania pedofilii przez Jana Pawła II w czasie, gdy jako Karol Wojtyła zarządzał archidiecezją krakowską. Franciszek mówił: „Trzeba umieścić każdą sprawę w swojej epoce. Anachronizm zawsze wyrządza zło. W tamtych czasach zawsze się wszystko ukrywało... Rozwiązaniem była zmiana miejsca pobytu księdza albo odsunięcie go, ale bez skandalu... Ukrywało się, przenosiło się sprawców... Tak więc każdą sprawę trzeba odczytywać w uwarunkowaniach swej epoki”.
Przypominam te słowa w chwili, gdy do debaty publicznej wrócił temat stosunku kard. Wojtyły do przestępstw seksualnych. Wrócił, bo kard. Grzegorz Ryś otworzył zamknięte dotąd archiwum krakowskiej kurii i pozwolił na badania dokumentów. Z kwerendy (mojej i Piotra Litki) wynika, że nie ma tam żadnych dokumentów, które świadczyłyby o tym, że Wojtyła próbował coś ukrywać. Dowodów na takie działania nie ma też w archiwach państwowych. Fakty te są, jak zauważyłem, trudne do przyjęcia przez część opinii publicznej. W związku z tym próbuje się je podważyć, zanegować. Jeden z argumentów: dokumenty w archiwum kurii są niekompletne, w czasie jego zamknięcia na pewno coś zostało usunięte. Można było się takowego spodziewać. Decyzja abp. Marka Jędraszewskiego, najpierw o ograniczeniu dostępu do zasobów, a potem ich całkowite zamknięcie, była decyzją złą i można było przewidzieć, że dziś pojawią się tezy, że archiwum wyczyszczono. Trudno, stało się. Sposobów na przekonanie i tak już przekonanych nie ma. Pozostaną przy swoim.
Inny argument. Oni nie docierali do skrzywdzonych. Delikatna materia. Czy do opowiedzenia historii sprzed 50 lat nie wystarczą zeznania skrzywdzonych złożone wtedy przed organami ścigania? Czy trzeba dziś wdzierać się do ich świata, rozdrapywać rany? Czy wiemy w jakim stanie psychicznym są dziś te osoby? Czy poradziłyby sobie z traumą? A może moja wizyta na nowo je zrani? Nie mam prawa wdzierać się do czyjegoś życia. Sytuacja będzie wyglądała inaczej, gdy skrzywdzony kontaktu ze mną chce. Ale to jego decyzja, ja nie mam żadnego prawa do tego, by ją wymuszać. Są tacy, którzy filozofię mają odmienną. W gruncie rzeczy manipulując skrzywdzonymi i wykorzystując ich do swoich celów. Na dodatek posługując się półprawdami.
Rzecz trzecia. Oceny Wojtyły dokonuje się poprzez pryzmat roku 2026. Nie próbuje się dostrzec tego, że stan wiedzy o przestępstwach pedofilskich był w latach 70. XX w. praktycznie na poziomie zerowym. Niewielu zauważa też sytuację społeczno-polityczną w ówczesnej Polsce. Pytanie: „a dlaczego Wojtyła nie zgłosił milicji?” A jak była wówczas postrzegana milicja? Kto miał do niej zaufanie? Dlaczego dyrektor szkoły, który dowiedział się jako pierwszy o przestępstwach jednego z księży nie zawiadomił milicji tylko poszedł do księdza i zasugerował mu znikniecie? Czemu nie stawiamy takiego właśnie pytania?
Czy dziś z perspektywy roku 2026 mamy pretensje do lekarzy, że w latach 60. leczyli nowotwory inaczej niż teraz?
Akurat w odniesieniu do Wojtyły słowa Franciszka o ukrywaniu nie mają zastosowania, ale miał rację papież, że sprawy usiłowano rozwiązać bez skandalu. Dziś postępuje się identycznie. W szkole, rodzinie, Kościele. Tyle tylko, że inną sytuacją jest ta, gdy usiłuje się działać tak, by uniknąć skandalu, ale gdy trzeba wyjść i powiedzieć prawdę robi się to, a inaczej mają się sprawy, gdy się milczy i udaje, że nic się nie stało. Kościół lat 60., 70., a nawet jeszcze stosunkowo niedawno wybierał milczenie. Tak było na całym świecie.
„Trzeba unikać aroganckiej pozy sędziów minionych pokoleń” – mówił Benedykt XVI. „Każdą sprawę trzeba odczytywać w uwarunkowaniach swej epoki” – wskazywał Franciszek. Tylko czy ktoś w ogóle zwraca na to uwagę?
Skomentuj artykuł