Bóg przerażająco bliski. Te dni to nie festiwal smutku

Bóg przerażająco bliski. Te dni to nie festiwal smutku
Fot. Depositphotos

Można, słuchając opisu Męki Pańskiej, wpaść w specyficzny rodzaj pobożności – taki, który każe nam współczuć Jezusowi, litować się nad Jego bólem, niemalże z przerażeniem analizować każdą ranę i każde uderzenie bicza. To oczywiście jest ludzkie i dość zrozumiałe, ale czy o to w tym wszystkim chodzi? Czy sensem tych świętych dni jest „katowanie się” drastycznymi scenami z Golgoty? Wielki Tydzień nie jest jedynie pochyleniem się nad cierpieniem. Nie jest też lekcją anatomii bólu ani festiwalem smutku. To szczególny moment, w którym mamy zderzyć się z Miłością, która nie jest teoretyczna, ale jest realna, trudna i aż do bólu konkretna.

Dlatego wchodząc w te najważniejsze dni roku, postawmy sobie pytania o miłość – o miłość Boga do nas ogólnie i do mnie konkretnie, o miłość między nami, która przecież często kuleje, i o miłość do samego siebie, z którą mamy niemniejszy problem. Prorok Izajasz w dzisiejszym pierwszym czytaniu mówi coś niezwykłego: „Pan Bóg mnie obdarzył językiem wymownym, bym umiał przyjść z pomocą strudzonemu przez słowo krzepiące” (Iz 50,4). Jezus wchodzi w swoją mękę nie po to, żeby nas przerazić, ale żeby nas pokrzepić. On chce nam powiedzieć, że w żadnym naszym strudzeniu, w żadnej ciemności nie jesteśmy sami. Ta wymowność Jego języka na krzyżu to milczenie pełne oddania: „Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam” (Iz 50,7). Te słowa opisują kogoś, kto kocha tak bardzo, że nie cofnie się przed niczym. To jest Miłość, która nie pyta o cenę.

DEON.PL POLECA



Czytając dziś opis Męki Pańskiej, dostrzegamy niesamowitą dynamikę. Z jednej strony tłumy i wiwaty „Hosanna”, a z drugiej strony – zdrada, samotność i krzyż. Łatwo przychodzi patrzeć na te wydarzenia jak na historyczny film, ale Pasja Jezusa to wydarzenie, w którym musimy przede wszystkim odnaleźć siebie. Nie czytamy tego opisu po to, żeby dowiedzieć się, co się stało dwa tysiące lat temu. Czytamy go po to, żeby siebie samego określić w relacji z Jezusem. Kim ja tam jestem? Jakie uczucia we mnie budzi ten Skazaniec? Kiedy Jezus mówi w Wieczerniku: „Zaprawdę powiadam wam: jeden z was Mnie zdradzi” (Mt 26,21), każdy z uczniów pyta: „Chyba nie ja, Panie?” (Mt 26,22). To pytanie musi paść też z moich ust. To jest moment samookreślenia. Czy jestem Judaszem, który przelicza relację na srebrniki? Czy jestem Piotrem, który ma wielkie chęci, ale pęka w konfrontacji z lękiem? A może jestem jednym z tych, którzy uciekli?

To samookreślenie wobec Zbawiciela jest niezbędne do głębokiego przeżycia Paschy. Bez tego nie ma przejścia. Pascha to przecież przejście ze śmierci do życia, ale żeby przejść do życia, trzeba najpierw uczciwie stanąć twarzą w twarz ze swoją śmiercią. A tych „śmierci” nosimy w sobie mnóstwo. Śmiercią może być mój cynizm, który nie pozwala mi już nikomu zaufać. Śmiercią może być moja samotność, mimo że wokół mnie jest pełno ludzi. Śmiercią może być brak sensu, poczucie, że moje życie to tylko ciąg powtarzalnych, nudnych czynności. Jezus wchodzi w to wszystko. On bierze na siebie to nasze poczucie opuszczenia. Kiedy woła na krzyżu: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mt 27,46), to nie jest to okrzyk rozpaczy kogoś, kto stracił wiarę. To jest okrzyk Boga, który solidaryzuje się z każdym człowiekiem, który czuje się przez Boga zapomniany. On schodzi w moją najgłębszą ciemność, żebym w tej ciemności nie był już sam.

Kiedy Judaszu przychodzi z bandą ludzi, Jezus zwraca się do niego w ten sposób: „Przyjacielu, po coś przyszedł?” (Mt 26,50). Nawet w momencie zdrady nazywa go przyjacielem. To jest właśnie ta Miłość, o którą mamy pytać w Wielkim Tygodniu. Czy pozwalam Bogu, żeby On mnie tak kochał? Bo przecież chyba bardziej wolimy Boga, który nas rozlicza, który stawia wymagania, bo z takim Bogiem można „załatwić” sprawy za pomocą uczynków. Ale Bóg, który nazywa mnie przyjacielem, nawet wtedy, gdy ja Go zdradzam, jest Bogiem przerażająco bliskim. Jest Bogiem, przed którym nie można się schować za parawanem religijnych obowiązków.

Dlatego ten opis Męki Pańskiej czytamy po to, żeby uświadomić sobie bardzo trudny do przyjęcia fakt: to wszystko dokonało się dla mnie i dla mojego zbawienia. To jest osobisty list miłosny napisany krwią. Kiedy Jezus bierze kielich i mówi: „Pijcie z niego wszyscy; bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów” (Mt 26,27-28), to mówi to bezpośrednio do mnie. I co dalej? Co zrobię z tym faktem? Po prostu wrócę po tej liturgii do domu i zapomnę? Czy przejdę obojętnie wobec tej Miłości? To jest największe niebezpieczeństwo Wielkiego Tygodnia – obojętność. Można „odpykać” nabożeństwa, można pośpiewać Gorzkie Żale, można poświęcić jajka – i w ogóle nie spotkać Jezusa. Można patrzeć na krzyż i widzieć tylko kawałek drewna albo estetyczny symbol. Ale można też zrobić to, co zrobił pod krzyżem setnik, czyli człowiek przyzwyczajony do przemocy, który nagle w tym Skazańcu dostrzegł coś, co rzuciło go na kolana i skłoniło do wyznania: „Prawdziwie, ten był Synem Bożym” (Mt 27,54). To wyznanie wyznacza nam cel na ten tydzień – dojść do momentu, w którym szczerze powiem: „Tak, Ty jesteś moim Panem. To, co zrobiłeś, zrobiłeś dla mnie”.

DEON.PL POLECA


Wejdźmy w te dni z odwagą otwarcia się na Miłość szerzej niż kiedykolwiek wcześniej. Nie bójmy się pytań. Nie bójmy się tego, że czujemy się niegodni. Jezus nie szuka doskonałych, ale tych, którzy pozwolą Mu się kochać. Bóg chce nas „rozbroić” swoją bezbronnością. Ten, który „nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi” (Flp 2,6-7), zaprasza mnie do relacji, która nie opiera się na moich zasługach, ale na Jego hojności. Niech więc to nie będzie tylko czas rozpamiętywania dawnej historii, ale czas realnego spotkania z Miłością, która chce nas odnaleźć. Bo tylko Ona ma moc przeprowadzić nas ze śmierci do życia.

ks. Mateusz Tarczyński

Prezbiter archidiecezji gdańskiej, pracujący na co dzień w parafii pw. Matki Bożej Fatimskiej w Gdańsku-Żabiance

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Praca zbiorowa

Jeżeli chcesz przeżyć 365 wyjątkowych dni, w których spotkasz się z Bogiem, lepiej poznasz siebie, odkryjesz swój cel i zawojujesz świat − Złap się za Słowo.

Zachęcą cię do tego:

  • poruszające zdjęcia z motywującymi słowami...

Skomentuj artykuł

Bóg przerażająco bliski. Te dni to nie festiwal smutku
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.