Dlaczego nie mam zamiaru bojkotować sklepów IKEA

Dlaczego nie mam zamiaru bojkotować sklepów IKEA
(fot. depositphotos.com)

Sprawa zwolnionego "za poglądy" pracownika sieci sklepów IKEA należy do tych, które wręcz najeżone są pułapkami czyhającymi na każdego, kto na jej przykładzie zechce wysuwać zero-jedynkowe tezy. A chętnych, jak zwykle, nie brakuje.

Niestety, do tego zdają się dążyć dwa główne nurty narracyjne obecne na naszym polskim podwórku. Jeden z nich z właściwym dla siebie oburzeniem krzyczy o prześladowaniu chrześcijan (sic!) przez "zlewaczały" zachodni koncern, drugi - zgodnie z mechanizmem, który już dobrze wszyscy znamy - zaciekle broni sieci IKEA, przekonując, że pracownik cytujący wersety Starego Testamentu obraził mniejszości wywodzące się ze środowiska LGBT. Gdzie leży prawda? Zdaje się, że dokładnie tam, gdzie najczęściej ją znajdujemy, czyli po środku. Ale kto by się przejmował argumentami idącymi w poprzek naszych przekonań? Przecież symetryzm nie jest dziś w cenie.

Przeczytaj też: Ikea zwolniła mężczyznę za naruszenie godności pracowników LGBT. Zwolniony: Ikea cenzuruje Biblię>>

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o katoliku, który za odmowę udziału w "promowaniu środowisk LGBT" został wyrzucony z pracy, poczułam złość. Przede wszystkim na to, że niesione dumnie na liberalnych sztandarach wolność i tolerancja po raz kolejny miały okazać się iluzją. Dodatkowo, podskórnie czułam zbliżającą się wielką dyskusję, która na nowo rozgrzeje ideologiczny spór w naszym kraju, którym większość z nas - mam wrażenie - jest już poważnie zmęczona. Problem w tym, gdy na jaw zaczęły wychodzić kolejne fakty w tej sprawie, adresatem mojej irytacji stał się sam bohater tej opowieści. Ale po kolei.

W pełni rozumiem i przyjmuję racje osoby, która chcąc pozostać wierną własnym przekonaniom, odmawia udziału w aktywnościach idących w poprzek wyznawanym przez nią wartościom. Sytuacja, w której człowiek deklaruje wierność Słowu Bożemu za cenę przykrych konsekwencji (w tym przypadku sprowadzających się do zwolnienia z pracy) jest godna najwyższej pochwały i wpisuje się w chrześcijańską wizję świata. Problem pojawia się w momencie, gdy przyjrzymy się sposobowi, w jaki te chrześcijańskie wartości są bronione. A ten rodzi wiele wątpliwości, na co wskazuje zresztą sama IKEA, oświadczając, że to "nie poglądy stanowiły problem, ale sposób wyrażania swoich opinii, który wyklucza inne osoby". Niczym bumerang wraca rozterka współczesnych katolików, którzy mają problem z utrzymaniem balansu między szacunkiem względem osób identyfikujących się jako LGBT, a źle pojmowaną wiernością nauce Kościoła, która przecież wręcz ten szacunek nakazuje w swoim Katechizmie.

Tym, co wywołało reakcję szefostwa pana Tomasza, był jego wpis na wewnętrznym forum firmy. Z okazji obchodzonego w maju Międzynarodowego Dnia Przeciw Homofobii, Transfobii i Bifobii IKEA przypomniała o tym, że tolerancja dla różnorodności jest jednym z kluczowych standardów marki (pytanie o to, od kiedy wielkie korporacje "podłączają" się pod walkę o równość mniejszości seksualnych, i jaki mają w tym cel zasługuje na oddzielny artykuł).  Oprócz tego wiadomość zawierała praktyczne wskazówki dotyczące tego, jak postępować, by osoby nieheteronormatywne nie czuły się w miejscu pracy dyskryminowane. Nie dysponuję oficjalnym dokumentem IKEA, ale z medialnych przekazów wynika, że znalazły się tam prośby o reagowanie na homofobiczne wypowiedzi, plotki, czy żarty. Z tego, co mi wiadomo, pracownicy nie zostali zobowiązani do uczestnictwa w paradach równości, a do dress code’u nie wpisano tęczowych koszulek. A jednak dla pana Tomasza to było za dużo. Odpowiadając na komunikat firmy, bohater afery powołał się na cytat ze Starego Testamentu, który mówi o karze śmierci za homoseksualizm. To bardzo zgrabny zabieg, bo któż z wierzących ośmieliłby się dyskutować ze Słowem Bożym? I  z człowiekiem, który broniąc boskich praw, zaryzykował narażenie się na społeczny ostracyzm, a nawet utratę posady? Problem w tym, że sięganie po wyrwane z kontekstu wersety Pisma Świętego, a zwłaszcza Starego Testamentu, mogą prowadzić do poważnych wypaczeń. Jaskrawym przykładem efektów literalnego podejścia do Słowa Bożego był nie tak dawny skandal związany z paleniem książek na dziedzińcu jednego z kościołów.

Wbrew pozorom taka postawa nie jest czymś nowym. Już w Ewangelii Jezus "denerwuje się" na apostołów szukających sprawiedliwości i zapominających o miłosierdziu. Wystarczy wspomnieć tu żarliwego Piotra, który nie dopuszczał myśli o hańbie krzyżowej śmierci swojego Mistrza, a w ogrodzie Getsemani "machał szabelką" atakując tych, którzy przyszli pojmać Jezusa. Podobną postawą wykazali się dwaj uczniowie z niedawnej niedzielnej Ewangelii (Łk 9,51-62): "Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?" - pytają Jakub i Jan, rozsierdzeni tym, że w samarytańskiej osadzie nie znalazł się nikt, to zgodziłby się przyjąć pod swój dach Chrystusa. On jednak nie jest Bogiem zemsty, nie szuka odwetu i surowo zakazuje uczniom wcielać ich gniewnego planu w życie. Za każdym razem, gdy mam pokusę osądzenia, ostrego upomnienia kogoś i wypomnienia mu jego grzechów, staram się ugryźć w język i na chwilę zatrzymać: czy to, co chcę powiedzieć mogę ubrać w słowa, które nie ranią? Co jest większą korzyścią: moja manifestacja wiary, czy okazanie miłości? To bardzo ważne, bo to właśnie od nas - katolików, i naszych reakcji zależy to, czy ludzie żyjący z dala od Boga i Kościoła będę utwierdzać się w antyklerykalnych stereotypach, czy poczują się pociągnięci albo przynajmniej zaintrygowani chrześcijaństwem.

Czy postawa Chrystusa we wspomnianym wyżej fragmencie nie jest odpowiedzią, albo przynajmniej inspiracją do tego, jak reagować na zło również we współczesnym świecie? Nie chcę oceniać motywów, jakimi kierował się ten konkretny pracownik sieci IKEA. On sam w wydanym niedawno oświadczeniu pisze: "Szanuję każdego człowieka niezależnie od koloru skóry, narodowości, wyznania czy jego sfery prywatnej (np. seksualnej). W swojej codziennej pracy absolutnie nigdy nie przejawiałem braku szacunku wobec koleżanek i kolegów, którzy nie podzielali ważnych dla mnie wartości oraz prowadzili styl życia niezgodny z zasadami klasycznej etyki i nauczania katolickiego".

Chcę więc wierzyć, że panem Tomaszem kierowały czyste intencje, że jego wpis wynikał z autentycznej troski o Boże Królestwo. Tylko dlaczego tak często zapominamy, że ono "nie jest z tego świata"? Dlaczego używamy Słowa Bożego do tego, by "dokopać" innym? Czasem sobie myślę, że to o wiele boleśniejsza profanacja, niż jakaś tęczowa aureola domalowana tej, czy innej ikonie.

Magda Fijołek - dziennikarka kulturalna, publicystka DEON.pl. Współpracowała m.in. z "Plusem Minusem", "Gościem Niedzielnym", Niezalezna.pl i TVP Kultura

Dziennikarka kulturalna, publicystka DEON.pl. Współpracowała m.in. z "Plusem Minusem", "Gościem Niedzielnym", Niezalezna.pl i TVP Kultura.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Grzegorz Kramer SJ, Łukasz Wojtusik, Piotr Żyłka

Czy Kościół może być normalny? Bez tematów tabu, pouczania i krzywdzenia innych?

Grzegorz Kramer SJ i Piotr Żyłka w szczerej rozmowie z Łukaszem Wojtusikiem. 

Kontrowersyjni. Prowokujący do myślenia. Nie wahają się mówić o sprawach...

Skomentuj artykuł

Dlaczego nie mam zamiaru bojkotować sklepów IKEA
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.