Duchowni zaplątani w globalnej sieci

Duchowni zaplątani w globalnej sieci
(fot. cathopic.com)

Duchowny w Internecie nie przestaje być księdzem. To co tam umieszcza, także sposób, w jaki to robi, jak się zachowuje, idzie nie tylko na jego prywatne konto, ale także na konto całego Kościoła.

Nie śledzę na Twitterze ani jednego księdza. Z prostej przyczyny - nie mam konta w tym serwisie. Miałem, ale doszedłem do wniosku, że nie jest to medialne miejsce dla mnie. Co prawda w zasadach tego serwisu już na samym początku przeczytałem, że "Celem Twittera jest stworzenie globalnej przestrzeni do rozmowy" oraz ostrzeżenie, że "przemoc, nękanie i podobne zachowania zniechęcają ludzi do wyrażania siebie i w rezultacie zmniejszają wartość globalnej publicznej rozmowy", jednak po pewnym czasie próby uznałem, że lepiej będzie się stamtąd wynieść. Jak postanowiłem, tak zrobiłem.

Mimo faktycznej nieobecności w tym mikroblogu, znam treść wpisów niektórych księży. Dlaczego? Ponieważ zaczynają one funkcjonować jako "newsy". Podobnie jak np. posty umieszczane tam przez polityków. To zjawisko dotyczy także innych serwisów społecznościowych. Niektóre wpisy są upowszechniane także poza nimi. Przede wszystkim przez inne media internetowe, ale nie tylko. To kolejne potwierdzenie, że globalna sieć jest częścią rzeczywistości, w której żyjemy. Nie jest osobnym, nierealnym światem. To, co się w niej dzieje, faktycznie wpływa na życie ludzi. Czasami kilku osób, czasami tysięcy, a bywa, że milionów. Tak to działa. Mnie kojarzy się z zapowiedzią Jezusa: "wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach" (Łk 12,3). Co prawda umieszczenie posta w serwisie społecznościowym nie jest szeptaniem do ucha, lecz wrzuceniem go w przestrzeń publiczną, jednak istotą wydaje mi się w tym kontekście utrata kontroli nad własnym przekazem. Kto jak kto, ale ksiądz, moim zdaniem, powinien dbać o to, aby do takich sytuacji nie dopuszczać. Z pewnością nie powinien ich prowokować.

W czasie tegorocznej procesji Bożego Ciała zobaczyłem rodzeństwo, małą siostrzyczkę i młodszego od niej braciszka, którzy z wielkim zaangażowaniem sypali kwiatki przed Najświętszym Sakramentem. Nikomu to nie przeszkadzało. Ani innym dzieciom, ani ich rodzicom, ani księżom, ani służbie liturgicznej. Przypuszczam, że w ogóle mało kto w procesji na chłopczyka zwrócił uwagę. Ja dostrzegłem go przypadkiem w połowie nabożeństwa. Z nikim się swoją obserwacją nie podzieliłem. Nie widziałem powodu, aby rzecz w jakikolwiek sposób gdziekolwiek komentować. Ani w trakcie procesji, ani po niej. Przecież nic nadzwyczajnego się nie stało.

Najprawdopodobniej w ogóle bym o całej sytuacji zapomniał, gdyby kilka dni później z wielu stron internetowych, nawet tzw. poważnych mediów, nie zaatakowała mnie "informacja", że jakiś ksiądz na Tt "skrytykował chłopca sypiącego kwiatki" w którejś z poznańskich parafii. Wszechobecność tego doniesienia mnie zaszokowała. Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, dotyczyła rodziców chłopczyka, którego na własne oczy (wcale nie w Poznaniu) widziałem podczas tegorocznej procesji. Byłoby niemal cudem, gdyby ten "news" ich ominął. Jak się poczuli, gdy na tak bardzo nagłośnioną prywatną opinię jednego duchownego jednak w sieci natrafili?

Jeszcze nie ucichły internetowe emocje wokół wpisu duchownego, któremu nie podobają się chłopcy sypiący kwiaty na cześć Jezusa Eucharystycznego, a już duża część mediów zajęła się innym przejawem aktywności polskich księży w globalnej sieci. Donosiły, że dwaj duchowni "ostro starli się" w związku z tragicznym wydarzeniem, jakim jest samobójcza śmierć jednego zakonnika. Poszło o szczegóły wydarzenia. Mimo oficjalnego oświadczenia wydanego przez przedstawiciela zgromadzenia, jeden z księży postanowił podzielić się w internecie swoją, pochodzącą z innych źródeł, wiedzą w temacie. Szybko został napomniany przez innego duchownego. W efekcie doszło do pyskówki, która niczego do sprawy nie wniosła, ale za to stała się żerem dla wiecznie głodnych sensacyjek innych mediów. Gdyby dzisiaj żył i tworzył autor "Monachomachii", najprawdopodobniej właśnie takie sytuacje opisywałby w swoich dziełach.

O tym, że obecność i zachowanie duchownych w Internecie może być problemem wiadomo od dawna. Także w Kościele katolickim w Polsce istnieje taka świadomość. Niektóre diecezje przygotowały i ogłosiły całkiem sensowne zasady i dyrektoria, porządkujące tę sferę. Jednak także w odniesieniu do nich aktualnie brzmią niedawne słowa abp. Charlesa Scicluny, które wygłosił do biskupów w naszym kraju: "Trzeba przejść od bardzo dobrych dokumentów do dobrych praktyk".

ks. Artur Stopka - dziennikarz, publicysta, twórca portalu wiara.pl; pracował m.in. w "Gościu Niedzielnym", radiu eM, KAI

Dziennikarz, publicysta, twórca portalu wiara.pl; pracował m.in. w "Gościu Niedzielnym", radiu eM, KAI

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Duchowni zaplątani w globalnej sieci
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.