Uwikłani w agendę

Uwikłani w agendę
ks. Artur Stopka
8 lat temu

We Francji na dwa tygodnie zaplanowano dyskusję na temat nowej definicji małżeństwa, jako dwóch osób, a nie mężczyzny i kobiety. Inicjatorem polityczno-ideologicznej awantury jest prezydent, który sprawia kłopot władzom Indii, gdzie zamierza się zjawić z wizytą, ponieważ od lat żyje w niezarejestrowanym związku nieformalnym z pewną dziennikarką.

Biedni Hindusi mają problem z posadzeniem jej obok żony swego przywódcy w czasie oficjalnych spotkań. Żeby było dziwniej, we Francji od kilkunastu lat istnieją tak zwane związki partnerskie, jednak prezydent i jego partnerka nie uznali za stosowne skorzystać z tej możliwości.

W Wielkiej Brytanii w tym samym czasie premier forsuje w parlamencie legalizację małżeństw tej samej płci. Żeby nikt nie miał wątpliwości co do jego przynależności partyjnej, swoje zaangażowanie w temat uzasadnia: "popieram "homomałżeństwa", bo jestem konserwatystą". A troje najważniejszych ministrów jego rządu przekonuje opornych listem, w którym zapewniają, że głosowanie za poglądem, iż "sam fakt bycia osobą homoseksualną nie może odbierać człowiekowi prawa do małżeństwa" jest "słusznym czynem w słusznym momencie".

W Polsce wrzucony ni stąd ni zowąd aż w trzech wersjach pod parlamentarne obrady temat tzw. związków partnerskich płynnie przechodzi w rozgrzewający jeszcze bardziej emocje temat obsadzenia funkcji sejmowego wicemarszałka przez transseksualistę.

Oczywiście we wszystkich wyżej wymienionych sytuacjach do dyskusji, pyskówek, awantur i ogólnej wrzawy z wielką energią włączają się przedstawiciele wspólnot wyznaniowych, zwłaszcza chrześcijanie, a wśród nich niezawodni katolicy. Udział w zamieszaniu ułatwia się im przez sprytnie skonstruowane prowokacje, na które czują się zobowiązani reagować. Bo przecież milczenie byłoby natychmiast zinterpretowane przez mass media jako zgoda, jako rejterada, jako przyznanie do porażki.

Jeszcze prostsza sytuacja jest w Niemczech, gdzie po prostu trwa wielka antykatolicka medialno-polityczna akcja, dzięki której udało się rozbujać emocje i zmusić katolików do tłumaczenia się, wydawania pospiesznych oświadczeń i kombinowania, jakby tu nie popełnić następnego błędu i uniknąć kolejnego ciosu.

Epidemia jakaś, czy co?

Nie do dziś wiadomo, że skuteczny temat zastępczy musi wywoływać wielkie emocje. A więc musi dotykać jakiejś sfery wrażliwej w życiu członków danej społeczności. Nie jest też żadnym odkryciem, że jeśli zaplanowana ideologiczna wojenka ma zaangażować jak największą grupę uczestników, musi w niej być odniesienie do kwestii religijnych, do jakiegoś wyznaniowego tematu, do którejś z ważnych dla określonej grupy ludzi prawd wiary. Przez stulecia praktycznie dowodzono, że nic tak dobrze nie powoduje zainteresowania tzw. szerokich mas, jak polityczne uwikłanie religijnej instytucji.

Manuel Castells w książce "Communication Power" napisał, że istotą władzy dziś jest zdolność narzucania agendy - wskazywania tematów, którymi zajmują się media i opinia publiczna. Przypominając o tym rok temu Erwin Bendyk stwierdził na swoim blogu, że choć aktualny rząd polski w tej dziedzinie kilka razy odniósł spektakularne sukcesy, to jednak w kwestii ACTA poniósł klęskę i agendę narzucili przeciwnicy tego porozumienia. Takie rzeczy naprawdę są możliwe.

Od dawna usiłuję zwrócić uwagę różnym ludziom w Kościele, że jesteśmy w nieustannej defensywie między innymi dlatego, że nie próbujemy nawet proponować, a tym bardziej skutecznie zgłaszać dyspucie społecznej swoich tematów, lecz nieustannie dajemy sobie narzucać cudzą agendę. W efekcie raz po raz jesteśmy politycznie uwikłani w tematy, którymi nie ma sensu się zajmować, ponieważ służą one do manipulacji na dużą skalę. Twierdzę również, że mamy wystarczający potencjał, aby efektywnie proponować w debacie publicznej własne tematy.

Jezusa wielokrotnie próbowano uwikłać w rozmaite tematy polityczne. Już wtedy wiedziano, że to znakomity sposób na zniszczenie czyjegoś przesłania i uciszenie głosiciela. Chrystus nigdy nie dał się uwikłać. Nigdy nie pozwolił sobie narzucić cudzej agendy. Mówił tylko to, co chciał powiedzieć i wtedy, gdy chciał powiedzieć. Potrafił milczeć wobec ewidentnych prowokacji lub neutralizować je skutecznym odwracaniem tematu w kierunku, który Jego interesował. Może najwyższa pora zacząć Go w tym naśladować?

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Uwikłani w agendę
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.