Ojciec Szustak ma rację. Dotychczasowy model działania Kościoła się załamał

Ojciec Szustak ma rację. Dotychczasowy model działania Kościoła się załamał
(fot. Josh Applegate / Unsplash)

Zgadzam się z o. Adamem Szustakiem, który twierdzi, że obecny kryzys zabierając wielu wierzącym na pewien czas praktyki religijne spowodował załamanie się pewnego modelu działania Kościoła, w wielu wypadkach ograniczonego do kościoła i życia sakramentalnego. Uparcie odróżniam „Kościół” od „kościoła”, bo to jednak nie to samo.

Bo przecież jeśli ktoś ciągle powtarza, że Pan Jezus czeka na nas w kościele, w tabernakulum, a my do Niego nie przychodzimy, aby nas pocieszył (bo nie możemy), to do czego sprowadzamy obecność Zmartwychwstałego Pana? Czynimy z Kościoła starotestamentalną świątynię jerozolimską. Kościół wtedy pozostaje tylko kościołem, miejscem kultu, często oddzielonym od życia.

Ks. Halik ma rację. Na naszych oczach Kościół przechodzi śmierć i powstaje z martwych. Nie pierwszy raz i nie ostatni. Sobór Watykański II był ostatnio przejawem tej duchowej śmierci i odrodzenia. Przez wieki bowiem narosło tyle praktyk w Kościele, sprawy drugorzędne urosły do rangi pierwszorzędnych (np. dokładny, zgodny z najdrobniejszymi przepisami sposób celebrowania Eucharystii), że należało wrócić do tego, co istotne. Coś musiało umrzeć, a coś powstać do życia.

I zawsze płaci się za to cenę. Właśnie ta cena budzi lęk. Bo coś zostanie zabrane. Kryzys, który wywołał Sobór, doprowadził też do skrajnych reakcji: tradycjonalizm – ratujmy to, co stare, bez względu na to, czy prowadzi to jeszcze ludzi do Boga i przesadna otwartość na ducha tego świata – masowe odejścia księży, dowolność w interpretacji zmian soborowych. To niestety jest nieuniknione przy każdym kryzysie.

Dźwięczy mi w uszach ostatnie zdanie z homilii kard. Ratzingera podczas Wigilii Paschalnej na tydzień przed śmiercią Jana Pawła II: „Zbudźmy się z naszego znużonego, pozbawionego zapału chrześcijaństwa”. Niebywałe, że kardynał postrzegał chrześcijaństwo w ten sposób. Sen, znużenie, brak gorliwości.

Franciszek tak naprawdę wzywa do tego samego. Pisze w swojej programowej adhortacji „Evangelii gaudium”:

„Nie chcę Kościoła troszczącego się o to, by stanowić centrum, który w końcu zamyka się w gąszczu obsesji i procedur. Jeśli coś ma wywoływać święte oburzenie, niepokoić i przyprawiać o wyrzuty sumienia, to niech to będzie fakt, że tylu naszych braci żyje pozbawionych siły, światła i pociechy z przyjaźni z Jezusem, bez przygarniającej ich wspólnoty wiary, bez perspektywy sensu i wiary” (49)

Uderzyło mnie to zdanie Franciszka. Może trzeba się dzisiaj zapytać: co obecnie wywołuje nasze święte oburzenie, a co powinno je wywoływać? Co powinno nam spędzać sen z oczu? Czy tylko to, że wierni czasowo przestali chodzić do kościoła i spowiadać się? Czy praktyki religijne rzeczywiście u wszystkich przynoszą światło i pociechę z przyjaźni z Jezusem? Czy pełne kościoły ludzi sprawiają, że czujemy się zadowoleni? Czy tylko o to chodzi?

Przyglądam się czasem co poniektórym duszpasterzom, z pewnością gorliwym, którzy za wszelką cenę próbują jednak ratować co się da i stają na głowie: spowiedź jak w McDonaldzie, święcenie pokarmów na odległość (z samochodu). Pytanie jednak, co tutaj chce się tak naprawdę ratować? Czy rzeczywiście chodzi o spowiedź i łaskę, a może o lęk przed utratą czegoś, co sami zbudowaliśmy, ale już się nie sprawdza? Nagłe zniknięcie wiernych z kościołów rzeczywiście rodzi obawę, czy oni jeszcze wrócą. Ale czy właśnie sam ten lęk nie odsłania pewnej słabości wiary tych, którzy może nie wrócą? Czy po pandemii mamy po prostu wrócić na stare koleiny a może trzeba będzie wytyczyć nowe?

I tu również podzielam zdanie o. Szustaka. Nie jesteśmy postawieni przed alternatywą: albo życie sakramentalne albo coś nowego, może jakaś prywatna religijność. To nie o to chodzi. Sakramenty są i nadal będą istotną częścią działania Boga w tym świecie. Stoimy raczej przed alternatywą: zwrócenie uwagi na „wewnętrzność” wiary albo skupienie się na jej „zewnętrzności”, która jednak sama w sobie nie przeżyje próby czasu. Oczywiście to, co piszę jest pewną generalizacją. Przecież jest w Kościele wiele osób, które prawdziwie i głęboko wierzą i praktykują szczerą religijność. Jednak Kościół masowy w pewnym sensie musi być bardziej skupiony na „zewnętrzności”, tylko że taki Kościół w dłuższej perspektywie nie przetrwa w tym coraz bardziej skomplikowanym świecie.

Jeszcze na studiach, 20 lat temu, ożywioną dyskusję na ćwiczeniach wywołała wśród nas studentów książka Bernharda Weltego „Filozofia religii”, a szczególnie rozdział poświęcony „bezistociu religii”. Co to jest? To zjawisko, gdy religia odchodzi od swej istoty lub ją traci, ale zachowuje zewnętrzne formy religii. Welte twierdzi, że może istnieć taka forma ukrytego ateizmu (mocna teza), w której człowiek już dawno odstąpił od religii, ale chce jednak zachować zewnętrzne postaci religii. Paradoks. A ma to służyć temu, aby nie zobaczyć wewnętrznej pustki, tego, że religia nie ma żadnego wpływu na jego życie, nie wysuwa już żadnego roszczenia pod jego adresem. Człowiek ma poczucie, że zrobił coś dla Boga, ale w praktyce i tak Mu nie wierzy i prowadzi życie po swojemu. Religijność, innymi słowy, może stać się zasłoną dymną. Człowiek żyje tylko według swej woli, ale religijność może stać się przykrywką dla tej samowoli.

Sam ciągle powtarzam sobie zdanie proroka Izajasza, które przywołuje również Jezus „Lud ten czci mnie wargami, lecz sercem daleko jest ode mnie” (Mk 7, 6). To mocna diagnoza. Jako ludzie zwykle chwytamy się tego, co widać i czuć. Łatwiej wyremontować dom, kupić nowe meble niż zmienić coś istotnego w relacjach domowych. Strona zewnętrzna oczywiście może temu pomóc, aby pogłębiło się coś wewnętrznie. Ale przecież możliwe jest inwestowanie całej energii w dom z murów, przy niedostrzeganiu lub zaniedbywaniu dbałości o dom, który tworzą relacje. Raczej przesadzamy często w tę pierwszą stronę. Mniej groźne jest „przeinwestowanie” w poświęcanie czasu dla siebie, obecność, rozmowę, spotkanie, a przykładanie mniejszej uwagi do tego, w jakich warunkach żyjemy. Oczywiście, nie mam tu na myśli ubóstwa i skrajnej biedy.

Jako ksiądz mogę odprawiać sakramenty, ale powielać je rutynowo. Mogę odmawiać brewiarz, ale tak, że nic mnie z niego nie rusza. Odmówiłem, bo taki obowiązek. Mogę dużo poświęcać czasu na modlitwę, ale nie spotykać Pana, nie otrzymywać od Niego pociechy i nie doświadczać przyjaźni. Mogę sprowadzić duszpasterstwo do sumy pewnych przepisów i zasad, które należy wypełnić, nie dostrzegając w ogóle działania Ducha w przestrzeni spotkania między mną a wiernym.

Myślę, że kryzys domaga się, by z tym coś zrobić.

WIĘCEJ TEKSTÓW ZNAJDZIESZ TUTAJ:

(fot. AJ / DEON.pl)(fot. AJ / DEON.pl)

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Dariusz Piórkowski SJ
16,09 zł
26,81 zł

Odkryj w swoim życiu pokój 

Bóg chce wydobyć z nas to, co najlepsze, ale nie zaciśniętą pięścią czy przystawiając rewolwer do naszej skroni. Stawia nam wymagania, ale nie po to, byśmy ich spełnianiem wyszarpywali...

Skomentuj artykuł

Ojciec Szustak ma rację. Dotychczasowy model działania Kościoła się załamał
Komentarze (42)
WR
~Wow Ras
22 kwietnia 2020, 16:24
Ktoś, kto zatrzymał się na (lub wrócił li tylko do) zewnętrzności nie zrozumie Księdza analizy, bo nie dopuszcza do siebie, że istnieje wiara pozasakramentalna. Religijność bez wiary wśród księży badał prof. Baniak, wskazując wysoki odsetek duchownych apostatów. Ten czas to nowy rozdział w życiu Kościoła, mogę go porównać do rozdziału: Odnowa w Duchu Świętym w Kościele Katolickim.
WD
Wujek Dobra Rada
21 kwietnia 2020, 21:00
Napiszę krótko, bo kasują moje wpisy więc nie chce tracić czasu na darmo. Są takie diecezje w Polsce gdzie praktyki religijne są wyraźnie na niższym poziomie. Chyba nic nie stoi na przeszkodzie, aby osoby, które przedstawiają podobną wizję, rozpoczęły tam ewangelizację i dały przykład. A o.Szustak na filmie zupełnie gdzie indziej kładł akcenty. Mówił bardziej bezpośrednie do każdego z nas. I na koniec, jak mawia o.Szustak: To tyle. Paaaaaaaa...
AW
~ania waliszko
21 kwietnia 2020, 17:18
to, że ludzie przestaną chodzić do kościoła i przyjmować sakramenty św. będzie wielkim sukcesem, będą mieli wiarę wewnętrzną - piękna sprawa, genialny pomysł jezuity, który nie może ścierpieć kościołów pełnych ludzi
JR
~J Ro
21 kwietnia 2020, 14:29
,,Sobór Watykański II był ostatnio przejawem tej duchowej śmierci i odrodzenia. Przez wieki bowiem narosło tyle praktyk w Kościele, sprawy drugorzędne urosły do rangi pierwszorzędnych (np. dokładny, zgodny z najdrobniejszymi przepisami sposób celebrowania Eucharystii), że należało wrócić do tego, co istotne. Coś musiało umrzeć, a coś powstać do życia.'' Jezus Chrystus też głosił przed soborem też jego nauczanie musi umrzeć? Z tego co wiem zakon jezuitów też powstał przed soborem czyli to co głosił św Ignacy Loyola też musi umrzeć? Drobiazgowe przestrzeganie liturgii ? Na litość przecież na Mszy Świętej dochodzi do ofiary pana naszego Jezusa Chrystusa jest tam Jego żywa obecność więc należy mu się szacunek .
RL
~Remigiusz Lewski
22 kwietnia 2020, 06:44
Ech...ile razy trzeba powtarzać...czytaj Ewangelię najpierw, potem Katechizm, w tej kolejnosci...Pan Jezus nie po to przychodził, by stworzyć "nowy judaizm" z nowym Prawem określającym co do joty Jego kult, tylko by pokazać, że Bóg jest wśród nas i nie potrzeba do tego żadnej świątyni. Sobór choć trochę przytemperował tę tendecję, tzn. nie on, a Duch Św. poprzez niego.
JM
Jarosław Mikołajewski
21 kwietnia 2020, 13:01
PS Sam polecić mogę np. o. Józefa Augustyna SJ, "Życie i Eucharystię", wyd. 2. poszerzone; Mnicha Kartuskiego, Eucharystię - tajemnicę ślubną" (jaki żar!).
JM
Jarosław Mikołajewski
21 kwietnia 2020, 12:00
Ważne i pomocne byłoby też odwołanie się do Konstytucji "Lumen gentium" Soboru Watykańskiego II z jej wspaniałym ujęciem Eucharystii jako "źródła i szczytu całego chrześcijańskiego życia" (nr 11 tejże Konstytucji). Pozytywna katecheza, jakakolwiek byłaby jej treść, jest potrzebna tym bardziej, że deprecjonuje się - także w tekście - pragnienie spotkania się z Bogiem i jego miłosierną miłością w sakramentach, sprowadzając ją do głupoty lub zabobonu. I jeszcze jedno, pogłębianie życia duchowego, "wewnętrznego", również wymaga katechezy o modlitwie, rozeznawaniu duchów, namiętnościach, czy to w wersji ignacjańskiej, czy to Ojców pustyni i ich następców, czy innej, byle ortodoksyjnej; "orthodoxia" można przetłumaczyć jako "prawe/słuszne oddawanie czci".
JM
Jarosław Mikołajewski
21 kwietnia 2020, 11:37
Zgadzam się z wieloma tezami zawartymi w tekście o. Piórkowskiego, jednak uważam, że znaczenie i rola sakramentów została potraktowana aż nazbyt pobieżnie. Przede wszystkim, sakramenty - podobnie jak i liturgia - nie mieszczą się w dychotomii "zewnętrzny/wewnętrzny". Poza tym, trzeba postawić o znaczenie sakramentów w sytuacji epidemii. Skoro mniejszy lub żaden udział w sakramentach jest wręcz dobry, ozdrowieńczy, to wysoce wątpliwe jest, że uczestnictwo w sakramentach wróci do status quo ante, do masowości, jakby nic się nie stało. Do tego potrzebna jest pozytywna katecheza! Wydaje mi się, że jej częścią powinno być pokazanie sakramentów jako bardzo ważnej, chcianej przez Boga, drogi do zbawienia, do przebóstwienia już tu, na "starej" ziemi i pod "starym" niebem; por. Ap 21,1. CDN.
BJ
~Beata Jędrzejewska
21 kwietnia 2020, 11:32
Jeżeli sposób celebrowania Eucharystii zgodnie z przepisami kapłan określa, jako sprawę "drugorzędną" człowiek zastąpił Boga. Wierni Kościoła katolickiego i tak tak będą szukać i pójdą za kapłanami, mniej lub bardziej dosadnie obśmiewanymi, którzy głoszą i wierzą, że Bóg jest Sprawiedliwym Sędzią, wymagającym postu, pokuty i żalu, którym brak możliwości Spowiedzi Świętej powierzonego im ludu "spędza sen z oczu", bo wierzą, że Sakrament ten "się sprawdza" dla wiecznego zbawienia dusz wiernych, którzy praktykują zasadę lex orandi - lex credendi. Istnieje odpowiedzialność, w szczególności kapłanów, za tych, którzy są odbiorcami treści publikowanych w tym portalu.
WR
~Wow Ras
22 kwietnia 2020, 22:39
"Celebrowanie Eucharystii zgodnie z przepisami" to troska o formę. A forma istotą nie jest - dlatego nazwana została sprawą "drugorzędną". Istotą dotykanego tematu jest spotkanie z Bogiem, które ma miejsce NIE tylko poprzez sakramenty. Czy jeśli mam świadomości (pamięci/myśli/odczuciach) Bożej obecności we mnie i w spotykanym człowieku i potrafię to celebrować (być wdzięcznym) to, czy bez przyjęcia Eucharystii jestem dalej od Boga? Z pewnością nie. Owszem przyjęcie Eucharystii daje mi inny rodzaj spotkania, przez dotyk/smak. Ale po Komunii Św. nie ma we mnie więcej Boga niż przed.
BJ
~Beata Jędrzejewska
23 kwietnia 2020, 10:57
co do formy: potrzeba rozumienia znaczenia związku pomiędzy Tajemnicą w którą się wierzy i Tajemnicą, którą się celebruje oraz teologicznej wartości piękna Liturgii Kościoła; rozumienia znaczenia (również zewnętrznych) symboli uniżenia człowieka przed Nieskończenie Świętym Bogiem. co do meritum Eucharystia to Misterium Życia - tak naucza Kościół katolicki.
AT
~Agnieszka Tom
21 kwietnia 2020, 00:26
Nie wiem, czy ojciec Szustak ma rację. Łatwo jest wypowiadać "mądrości", siedząc sobie wygodnie we wspólnocie zakonnej, która gwarantuje dostęp do liturgii, sakramentów, relacji ma żywo etc. Łatwo mówić morały - bo tak to brzmi - będąc poza tym, co się mówi.
AW
~ania waliszko
21 kwietnia 2020, 17:20
i jeszcze pełną michę i obfity portfel na wycieczki(umownie zwane pielgrzymkami) po całym świecie
AS
~Antoni Szwed
20 kwietnia 2020, 23:41
Problem polega na tym, że wielu duchownych, jak o. Piórkowski, nie bardzo wie czego chce, bo sami przeżywają swój osobisty kryzys wiary. Wydaje im się, że ją odzyskają, gdy zstąpią do swojego wnętrza, pogrążą się w sobie, a wtedy być może znajdą tam Pana Jezusa, natomiast odrzucają te środki, w których Pan Jezus RZECZYWIŚCIE jest obecny. Z niechęcią patrzą na sakrament pokuty, na Eucharystię, na pobożne odprawianie Mszy Świętej - no bo to takie "zewnętrzne rytuały" z poprzednich epok. Odrzucają łaskę Boga, którą On im daje, ale oni się już Nim znudzili i niemalże żądają: Boże wymyśl coś nowego, bo to stare nas już nie "rajcuje". I takim duchowym malkontenctwem zarażają świeckich. Ich kazania i przemowy pozbawione są ducha, religijnej gorliwości, miłości Boga, no i stają się rutyną, na którą oczywiście narzekają. Niestety, obecny kryzys wiary bierze początek od letnich, obojętnych, a nawet niewierzących duchownych, którzy przy każdej okazji komunikują to wiernym świeckim.
JL
Jerzy Liwski
20 kwietnia 2020, 23:37
"załamanie się pewnego modelu działania Kościoła" czy załamała się nauką o sakramentach, zwłaszcza o Eucharystii i sakramencie pokuty? Nie. Kilka tygodni utrudnienia (tylko utrudnienia, nie odebrania, zlikwidowania etc) i już prorocy czasu epidemii krzyczą o koniecznych zmianach etc. Odnoszę wrażenie, że ci którzy najgłośniej krzyczą po prostu wykorzystując epidemię chcą wprowadzać zmiany które będą zgodne z ich ideami (obecnymi jeszcze przed epidemią). To wszystko co ksiądz pisze, nie jest w żaden sposób odkrywcze, nie potrzeba epidemii, by te problemy dostrzec w Kościele i te problemy są widoczne w Kościele od lat. Ale teraz jest okazja by generalizując deprecjonować życie sakramentalne czy przywiązanie do pewnych form wyrazu wiary. Nagle wszyscy pragnący przyjmować Chrystusa w fizycznej postaci są traktowani jak gorsi, tępi, przywiązani do własnego ja etc etc
WD
Wujek Dobra Rada
21 kwietnia 2020, 18:48
Podpisuję się pod ideą tego wpisu.
RM
~Rafał Majczak
20 kwietnia 2020, 21:47
Czy rozpocznie ksiądz opisane zmiany od siebie?
JN
~Jan Nowak
20 kwietnia 2020, 18:47
Księże Dariuszu proszę zauważyć że Kościół instytucjonalny gwarantuje obiektywizm wiary. Przekazuje w sposób prawdziwy i pewny Ewangelię i naukę Magisterium. Ojcowie Jezuici często ostatnio proponują subiektywizację wiary. Niech każdy sobie wierzy, jak tam chce, no byleby uznawał Trójcę Św, Jezusa za Zbawicie i życie wieczne. Ale poza tym - wolna amerykanka. Nie chodzi o petryfikację Kościoła w pustych, pozbawionych głębszego znaczenia rytuałach. Oczywiście. Ale wasze propozycje zmierzają również w kierunku niedopuszczalnym: protestantyzacji Kościoła Katolickiego, dowolności i uznaniowości interpretacji Pisma Św i Nauki Kościoła, rugowania pewnych form pobożności do których ludzie są jednak przywiązani i do których podchodzą z głęboką wiarą. To nie jest dobra droga i należy się jej wystrzegać.
RL
~Remigiusz Lewski
21 kwietnia 2020, 14:48
Kościół nie zapewnia obiektywizacji wiary, tylko jej "autorytetyzację" tj. potwierdza wybrane wierzenia swoim autorytetem. A że jego autorytet maleje, to taki model podupada. Druga sprawa: to, że do pewnych form pobożności ludzie są przywiązani i praktykują je z wiarą nie ma żadnego znaczenia jeśliby wychodzic z założenia, że jedna wersja wiary jest prawdziwa. Wtedy liczy się tylko zgodność tych form z wersją zatwierdzoną. Proszę o spójniejsze założenia przy udowadnianiu tez.
LZ
Leon Zaskroniec
21 kwietnia 2020, 15:32
A cóż to takiego ów "gwarantowany obiektywizm wiary"? Proszę zastanowić się nad tym konstruktem pojęciowym i spróbować go objaśnić - dla mnie to twór semantycznie i psychologicznie niepojęty.
RL
~Remigiusz Lewski
21 kwietnia 2020, 20:31
Mam małą prośbę do każdego, kto daje "kciuk w dół": napisz proszę, z czym w mojej wypowiedzi się nie zgadzasz i dlqczego. Chętnie podejmę dyskusję! :)
JM
Jarosław Mikołajewski
25 kwietnia 2020, 01:57
Odpowiadam na wezwanie ; sam takie pisze :). Otóż wydaje mi się, że w sformułowaniu "obiektywizacji wiary przez Kościół" chodzi o to, że Kościół mając (aczkolwiek malejący) autorytet, "mówi": "To i to jest prawdą, wierzcie w to". Raczej Kościół to Ciało Chrystusa, uprzywilejowana przestrzeń działania łaski w sakramentach, Liturgii, Tradycji rozumianej najpierw jako zbiorowe doświadczenie wiary przez pokolenia dzięki Duchowi Św., potem jako ich owoce - obiektywizacje właśnie.
JM
Jarosław Mikołajewski
25 kwietnia 2020, 02:01
Po drugie zaś, istnieje związek między formą a treścią, wynikający chociażby z polecenia Pana "to czyńcie na Moją pamiątkę", czy szerzej: z Jego woli istnienia pewnych form, z którymi łączy dary łaski, czy dokładniej: w których i przez które daje Swego Pocieszyciela, Ducha Św. I dary tegoż Ducha.
JL
Jerzy Liwski
20 kwietnia 2020, 18:32
Gdyby ta "spowiedź jak wMcDonaldzie", i świecenie z samochodu było w wykonaniu ojca Szustaka to nie wątpię, że mielibyśmy przykład "niezwykłej ewangelizacji w czasach zarazy", ale że zrobili to inni księża, to jest to "wyraz lęku" etc
AW
~Artur Wojtkiewicz
21 kwietnia 2020, 06:54
Nic dodać, nic ująć. Jak coś robi "nasz, deonowy ksiądz" to jest to super, wspaniałe, odważne i dobre. Ale jak coś robią inni księża, to tak jak Pan napisał, wyraz lęku, zbytnie przywiązanie do tradycji etc.
JL
Jerzy Liwski
21 kwietnia 2020, 09:05
Proszę przeczytać dzisiejszy artykuł o tym co zrobił ojciec Dorobczyński (będący autorem niektórych artykułów na demonie). Wyszedł z monstrancją na osiedle. I nie ma żadnej krytyki, że próba zachowania tego co zewnętrzne etc tylko zachwyt nad niesamowitą akcją.
JL
Jerzy Liwski
21 kwietnia 2020, 13:52
Proszę przeczytać dzisiejszy artykuł o tym co zrobił ojciec Dorobczyński (będący autorem niektórych artykułów na deonie). Wyszedł z monstrancją na osiedle. I nie ma żadnej krytyki, że próba zachowania tego co zewnętrzne etc tylko zachwyt nad niesamowitą akcją.
WD
Wujek Dobra Rada
21 kwietnia 2020, 19:34
:-)))
JL
Jerzy Liwski
20 kwietnia 2020, 18:26
"spowiedź jak wMcDonaldzie", nigdy się w McDomaldzie nie spowiadałem, może ksiądz napisać jak to wygląda?
MK
~Marcin Kaczmarek
20 kwietnia 2020, 15:46
wszystko byłoby prostsze, gdyby księżom zechciało się ciut więcej, niż tylko odprawiać Mszę i zmykać na plebanię. naprawdę tak trudno wyjść do ludzi, przejść się po ulicy/osiedlu, zagadać, zapytać czy ktoś nie chce porozmawiać, wyspowiadać się? przerażająca bierność i tylko pretensje że ludzie nie przychodzą do Kościoła. drodzy księża, czas zrozumieć, że to Kościół musi przyjść do ludzi! nie przez ogłoszenia parafialne, ale prawdziwe wyjście poza bezpieczny teren kościelny!!
EF
~Ewa Fry
20 kwietnia 2020, 11:30
Wspaniale ujęcie kościoła, wiary i nowej dtogi. Dzięki
MS
~Monika Szymańska
20 kwietnia 2020, 09:13
Szczęść Boże, dziękuję za komentarz, ale powiem coś z innej strony... Ksiądz codziennie odprawia Mszę św i nie wie i nie ma pojęcia co to oznacza, nie móc przystąpić do Komunii św. U mnie w kościele, gdy zadzwoniłam w Wielki Czwartek, że nie będzie udzielana Komunia aż dopiero w Wielkanoc. Tylko, że Jezus to jest Moje Jedyne Lekarstwo na samotność. Modlę się całe życie, każdą wolną chwilą, ale nigdy modlitwa nie zastąpiła Jezusa. Oczywiście rozumiem przekaz ks. Piórkowskiego, ale w tym wszystkim zapomniano o tych, dla których Jezus jest jedynym sensem i siłą życia. Łatwo mówi się o przemianie Kościoła, gdy samemu ma się dostęp codziennie do Źródła Życia.
EP
~Ewka Pewka
20 kwietnia 2020, 18:49
Jezus jest obecny przede wszystkim w drugim człowieku. To jest lekarstwo na samotność, drugi czlowiek, w którym mieszka On.
TS
~Taki Sobie
21 kwietnia 2020, 07:56
Już jest lepiej, limity są mniej ostre, tylko niech Pani uważa i zachowuje wszyskie środki ostróżnosci i zachowuje dystans. To naprawdę ważne, żeby nie samemu nie zachorować inie zarazić innych. No i obowiązkowo w masce, da Pani radę, szczepionka powstanie, lekarze potrzebują czasu żeby ustalić leczenie. Głowa do góry.
TS
~Taki Sobie
21 kwietnia 2020, 11:35
I jeszcze jedno warto mieć rękawice ochronne ( pisze warto a nie ze trzeba bo wiem, że nie tak łatwo zdobyć), uwaga na dotykanie czegokolwiek, proszę się chronić.
BP
~bojęsię podaćnazwisko
20 kwietnia 2020, 08:42
Nie trzeba chyba tego komentarza publikować (po co, jednak naprawdę kocham ten Kościół), ale proszę o zwrócenie uwagi na inne zjawisko załamania Kościoła - od wczoraj mój kościół zajmuje powierzchnię 1500 metrów kwadratowych, bo ogłoszono, że w środku może być 100 osób. Mój kościół nigdy nie miał takiej powierzchni, może miał podobną objętość (w metrach sześciennych). Ogłoszono też, ze na zewnątrz może być dowolna ilość ludzi. Nie jestem pewna, czy to troska o zdrowie i życie parafian, ja się boję do takiego kościoła chodzić. Poza tym strasznie mi ciężko patrzeć na mój Kościół, który tak kłamie... i bardzo ciężko mi będzie do niego wrócić... Proszę o modlitwę. Za mnie i za innych, którzy może też tak cierpią.
JL
Jerzy Liwski
20 kwietnia 2020, 18:19
Proszę nie podawać nazwiska, jeżeli to prawda proszę podać nazwę parafii. Chyba że zdrowie ludzi którzy tam przyjdą nie jest dla Pani ważne.
Piotr Ramza
Piotr Ramza
20 kwietnia 2020, 21:07
Gdzie? Który kościół?
JL
Jerzy Liwski
20 kwietnia 2020, 23:20
Może to nie Kościół tylko "pani" kłamie.
AS
~Antoni Szwed
20 kwietnia 2020, 23:46
Duch donosicielstwa budzi się w narodzie. To wspaniała cecha , szczególnie ceniona w systemach komunistycznych, ale ostatnio pośród niektórych "katolików" też wspaniale rozkwita.
TS
~Taki Sobie
21 kwietnia 2020, 16:25
W państwie, w którym istnieje kultura prawna donosicielstwa nie ma bo się prawa nie łamie. Inna kwestia, że jak ktoś ma takie wiadomości to rozmawia albo z samym zainteresowanym, albo z jego przełożonym a jak to nie pomoże to z policją, a nie wypisuje po forach z rewelacje z niewiadomą intencją.
MP
~Maria P.
20 maja 2020, 10:13
Na powierzchnię składa się całość gdzie mogą przebywać wierni.Proszę policzyć nawę główna i boczne, przedsionki i miejsce na" chórze".

Skomentuj artykuł

Ojciec Szustak ma rację. Dotychczasowy model działania Kościoła się załamał
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.