Ostatnia podróż wakacji. Zostań turystą we własnym mieście

Ostatnia podróż wakacji. Zostań turystą we własnym mieście
Fot. depositphotos

Przez ostatnie dwa miesiące w każdy piątek zabieraliśmy was w miejsca, do których sami lubimy wracać. Były dalsze podróże, krótsze wypady, góry, miasta i miejsca idealne na weekend. Na zakończenie wakacyjnego cyklu chcemy jednak zaproponować coś zupełnie innego. Bez pakowania walizki, rezerwowania hotelu i sprawdzania cen lotów. Zabieram was do mojego miasta – Krakowa.

Bo wakacje mają jedną zasadniczą wadę: kiedyś się kończą. Nie każdy ma też możliwość, żeby nawet raz w roku wsiąść do samolotu albo samochodu i ruszyć kilkaset kilometrów od domu. Czasem brakuje pieniędzy, czasem urlopu, czasem zwyczajnie czasu. I właśnie wtedy warto spróbować czegoś, co brzmi banalnie, dopóki naprawdę tego nie zrobimy: zostać turystą we własnym mieście.

DEON.PL POLECA



Zastanów się: kiedy ostatni raz poszedłeś na spacer bez konkretnego celu? Wszedłeś do muzeum znajdującego się dwadzieścia minut od twojego mieszkania? Usiadłeś w kawiarni, którą od lat mijasz? Albo po prostu pojechałeś na drugi koniec miasta tylko po to, żeby zobaczyć zachód słońca?

Fot. Piotr KosiarskiFot. Piotr Kosiarski

Mieszkając gdzieś przez lata, zaczynamy traktować otoczenie jak dekorację. Przestajemy patrzeć w górę na kamienice, omijamy zabytki, bo „przecież zawsze można tam pójść”, a Rynek staje się miejscem, przez które trzeba szybko przejść, zamiast miejscem, do którego chce się przyjechać.

Dlatego na zakończenie naszej wakacyjnej serii proponuję mały eksperyment: zrób sobie jednodniowy urlop we własnym mieście. A ja pokażę wam, jak zrobiłabym go w Krakowie.

DEON.PL POLECA

Zacznijmy tam, gdzie najwięcej klimatu

Gdybym miała komuś pokazać Kraków i jednocześnie nie chciała zaczynać od najbardziej oczywistego spaceru wokół Rynku, prawdopodobnie wybrałabym Kazimierz.

To jedna z tych części miasta, które najlepiej poznaje się bez dokładnego planu. Zamiast wpisywać w mapę kolejne atrakcje, warto po prostu chodzić.

Szeroka, Józefa, Meiselsa, Plac Nowy. Stare szyldy, niewielkie galerie, antykwariaty, synagogi, knajpki schowane za bramami i podwórka, obok których można przejść dziesięć razy i dopiero za jedenastym razem zauważyć, że coś się za nimi kryje.

Właśnie te kazimierskie podwórka są jednym z moich ulubionych elementów tej dzielnicy. Wystarczy czasem zejść z głównej ulicy, żeby znaleźć się w zupełnie innym Krakowie: cichym, trochę niedoskonałym, ze starymi murami, drewnianymi schodami i roślinami wystającymi z okien. Oczywiście trzeba przy tym pamiętać, że wiele z nich to przestrzenie mieszkalne, a nie turystyczne atrakcje.

Fot. Piotr KosiarskiFot. Piotr Kosiarski

Kazimierz ma jeszcze jedną zaletę: właściwie nie trzeba tutaj niczego „zwiedzać”, żeby dobrze spędzić kilka godzin. Można kupić coś na targu, usiąść na kawę, wejść do księgarni, zrobić kilka zdjęć i obserwować ludzi.

A kiedy zgłodniejecie, Plac Nowy i jego okolice dają tyle możliwości, że spokojnie można byłoby napisać o nich osobny przewodnik. Jest oczywiście kultowa zapiekanka z Okrąglaka, ale ja zachęcam przede wszystkim, żeby trochę pobłądzić po bocznych uliczkach.

Kawa w miejscu, w którym można zapomnieć, że jest się w XXI wieku

Kraków jest miastem kawiarni. I nie chodzi tylko o modne lokale ze specialty coffee, choć tych w ostatnich latach również powstało mnóstwo. Są tutaj miejsca, które bardziej niż kawiarnię przypominają scenografię filmową.

Jednym z nich jest Camelot Cafe przy ulicy św. Tomasza. Kilkadziesiąt metrów od zatłoczonego Rynku można wejść do niewielkiego wnętrza, w którym czas jakby zwalnia. Kolorowe ściany, stare meble, niewielkie stoliki i artystyczny klimat sprawiają, że jest to dokładnie taki Kraków, jaki wyobraża sobie ktoś, kto nigdy wcześniej tutaj nie był.

Inną opcją jest kawa z widokiem. Na dachu Sukiennic znajduje się taras, z którego można spojrzeć na Rynek Główny z zupełnie innej perspektywy. To jeden z tych pomysłów, które wydają się przeznaczone przede wszystkim dla turystów, a przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żeby samemu zostać turystą na godzinę.

Można też zrobić coś jeszcze prostszego. Kupić kawę na wynos, usiąść na Plantach i przez pół godziny absolutnie nigdzie się nie spieszyć. Wbrew pozorom to może być najbardziej wakacyjna rzecz ze wszystkich.

Kawiarnia Camelot LULU. Fot. Julia HapKawiarnia Camelot LULU. Fot. Julia Hap

Kraków z góry

Jeżeli jednak chcecie zrobić coś, czego raczej nie robicie w zwykłą sobotę, można polecieć nad Krakowem balonem.

I nie mam tutaj na myśli wielogodzinnego lotu gdzieś poza miastem. Przy Forum znajduje się balon widokowy, który unosi pasażerów nad Krakowem. Z góry można zobaczyć Wisłę, Wawel, wieże kościołów, dachy Kazimierza i znaczną część miasta. To atrakcja, którą sama długo traktowałam jako coś „dla turystów”. I chyba właśnie w tym tkwi cały problem z mieszkaniem w atrakcyjnym turystycznie mieście. Ludzie przyjeżdżają setki kilometrów, żeby zobaczyć miejsca, które my codziennie mijamy w drodze do pracy.

Widok na Kraków z lotu balonem. Fot. Julia HapWidok na Kraków z lotu balonem. Fot. Julia Hap

Lot trwa krótko, ale perspektywa zostaje na dłużej. Nagle miasto, którego ulice znamy niemal na pamięć, wygląda zupełnie obco. A po zejściu na ziemię nie trzeba od razu wracać do domu.

Bulwary Wiślane, czyli najprostszy plan na wolne popołudnie

Z okolic Forum można ruszyć wzdłuż Wisły. Krakowskie bulwary są jednym z najlepszych przykładów miejsca, którego nie trzeba specjalnie planować. Można przyjść z książką, kocem, psem albo znajomymi. Można wsiąść na rower. Można przejść od Kazimierza w stronę Salwatora albo zrobić dokładnie odwrotnie. Latem wystarczy ciepły wieczór, coś do picia i widok na Wawel, żeby przez chwilę naprawdę poczuć się jak podczas wyjazdu.

Szczególnie polecam zrobić taki spacer późnym popołudniem i zostać do zachodu słońca. Kraków oglądany z drugiej strony Wisły, kiedy światło zaczyna odbijać się od rzeki, wygląda zupełnie inaczej niż o godzinie ósmej rano, kiedy biegniemy do pracy.

A może plaża? 

Jeszcze kilkanaście lat temu zdanie „jadę w Krakowie nad wodę” mogło brzmieć trochę przewrotnie. Dzisiaj wybór jest całkiem spory.

Najbardziej spektakularny jest oczywiście Zakrzówek. Turkusowa woda otoczona wapiennymi skałami sprawia, że na zdjęciach momentami trudno uwierzyć, że nadal znajdujemy się kilka kilometrów od Rynku Głównego. Dawny kamieniołom stał się jednym z najbardziej charakterystycznych rekreacyjnych miejsc w mieście.

Zakrzówek. Fot. depositphotosZakrzówek. Fot. depositphotos

Nawet jeśli nie planujecie pływania, warto przyjechać tutaj na spacer. Ścieżki prowadzące wokół skał i widoki na zalew potrafią dać namiastkę jednodniowego wyjazdu poza Kraków. Tylko jedna rada: jeśli macie możliwość, wybierzcie dzień powszedni albo wcześniejszą godzinę. W upalne weekendy pomysł „uciekniemy nad wodę” przychodzi do głowy mniej więcej połowie Krakowa.

Przylasek Rusiecki

Jeśli Zakrzówek jest miejską wersją wakacji, Przylasek Rusiecki pozwala już na chwilę zapomnieć, że w ogóle znajdujemy się w Krakowie. To zupełnie inny krajobraz niż Rynek, Wawel czy Kazimierz. Zieleń, zbiorniki wodne, pomosty i dużo więcej przestrzeni. Można tutaj przyjechać na kilka godzin z książką, urządzić piknik albo po prostu spędzić leniwe popołudnie nad wodą. I chyba właśnie takie miejsca najlepiej pokazują, jak różnorodny jest Kraków. Jednego dnia można stać pomiędzy kamienicami Starego Miasta, pół godziny później pić kawę na Kazimierzu, a później znaleźć się nad wodą w otoczeniu zieleni.

Kraków jest miastem kopców

Kopców w Krakowie mamy kilka i każdy daje trochę inną perspektywę. Najbardziej znany jest Kopiec Kościuszki, ale ja na wieczór wybrałabym również Kopiec Krakusa. Droga na szczyt nie wymaga wielkiej wyprawy ani specjalnego przygotowania, a panorama wynagradza podejście. Szczególnie wtedy, gdy przyjdziecie tu przed zachodem słońca.

Kopiec Krakusa. Fot. depositphotosKopiec Krakusa. Fot. depositphotos

Z jednej strony widać historyczne centrum, z drugiej bardziej współczesne fragmenty miasta. W pobliżu znajduje się też kamieniołom Liban, miejsce niezwykle ciekawe historycznie, ale zarazem takie, przy którym warto pamiętać, że nie jest zwyczajnym instagramowym „urbexem”. Jego historia związana jest m.in. z niemieckim obozem pracy przymusowej. Podgórze w ogóle zasługuje na osobną wycieczkę.

Przejdź przez kładkę i nie zawracaj od razu na Kazimierz

Wiele osób przechodzi przez kładkę Bernatka, robi zdjęcie i wraca na Kazimierz. A warto iść dalej. Podgórze ma zupełnie inny rytm. Rynek Podgórski, charakterystyczny kościół św. Józefa, niewielkie uliczki, Park Bednarskiego i prowadzące w górę schody sprawiają, że ta część Krakowa świetnie nadaje się na spokojny spacer. Jest mniej pocztówkowa niż Rynek, ale właśnie dzięki temu ma swój charakter.

Zrób w końcu to, co od kilku lat odkładasz „na kiedyś”

Chyba każdy mieszkaniec dużego miasta ma taką listę. „Muszę kiedyś tam pójść”. Tylko że „kiedyś” potrafi trwać pięć lat.

W Krakowie na takiej liście często znajdują się muzea. A wybór jest ogromny. Rynek Podziemny, Fabryka Schindlera, Stara Synagoga, Apteka pod Orłem, Muzeum Podgórza, Pałac Krzysztofory czy Rydlówka to tylko część propozycji. Do tego dochodzą Muzeum Narodowe, MOCAK, Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha czy Muzeum Witrażu.

To ostatnie szczególnie pasuje do pomysłu poznawania mniej oczywistego Krakowa. Miasto kojarzymy z wielkimi zabytkami, tymczasem czasem dużo ciekawsze okazują się miejsca niewielkie, wyspecjalizowane i położone trochę poza najbardziej oczywistą trasą turystyczną.

Dobrym pomysłem jest też sprawdzanie dni darmowego wstępu do poszczególnych instytucji. Wtedy taki miejski urlop może kosztować naprawdę niewiele.

Ogród Botaniczny zamiast kolejnego centrum handlowego

Jest jeszcze jedno miejsce, o którym bardzo łatwo zapomnieć, choć znajduje się właściwie w centrum Krakowa. Mowa o Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Ogród Botaniczny UJ. Fot. depositphotosOgród Botaniczny UJ. Fot. depositphotos

To opcja na wolniejsze popołudnie. Bez spektakularnych atrakcji i bez odhaczania kolejnych punktów. Palmiarnie, stare drzewa, alejki i mnóstwo zieleni sprawiają, że przez chwilę można poczuć się jak poza miastem. To też dobry pomysł na randkę, szczególnie jeśli wszystkie restauracje i kina zaczynają już wyglądać podobnie.

A może po prostu wsiąść na rower?

Kraków świetnie zwiedza się również na dwóch kółkach. Można zacząć przy Błoniach, zjechać nad Wisłę, przejechać obok Wawelu i Kazimierza, a później ruszyć dalej w stronę Tyńca. I tutaj zaczyna się już wycieczka, która naprawdę daje wrażenie wyjazdu z miasta. Im dalej od centrum, tym więcej zieleni i spokojniejszych fragmentów trasy. Tyniec jest zresztą świetnym celem samym w sobie. Opactwo benedyktynów położone nad Wisłą wygląda szczególnie pięknie pod koniec dnia. A jeśli kilkadziesiąt kilometrów na rowerze brzmi jak zdecydowanie zbyt ambitny plan na odpoczynek, wystarczy przejechać fragment trasy. Nie chodzi przecież o bicie rekordów.

Samoloty, zachód słońca i namiastka podróży

Nie trzeba kupować biletu lotniczego, żeby na chwilę poczuć atmosferę wyjazdu. Na obrzeżach Krakowa, tuż przy lotnisku w Balicach, znajduje się miejsce doskonale znane miłośnikom lotnictwa – górka spotterska.

To jeden z tych pomysłów na wieczór, które są banalnie proste, a potrafią zrobić większe wrażenie niż niejedna płatna atrakcja. Wystarczy przyjechać przed zachodem słońca, usiąść na trawie i obserwować samoloty podchodzące do lądowania albo wznoszące się chwilę po starcie. Niektóre przelatują na tyle blisko, że trudno oderwać od nich wzrok.

Doceń otoczenie

Przez całe wakacje pokazywaliśmy wam miejsca, które warto zobaczyć. Na zakończenie tej serii chciałabym jednak zostawić was z czymś trochę innym.

Podróż nie zawsze zaczyna się na lotnisku, nie musi kosztować kilku tysięcy złotych. Jeżeli nie macie pieniędzy na kolejny wyjazd, skończył wam się urlop albo zwyczajnie nie możecie teraz nigdzie pojechać, wybierzcie miejsce znajdujące się blisko was i spędźcie tam dzień tak, jak zrobilibyście to podczas wakacji. Nie róbcie zakupów. Nie sprzątajcie mieszkania. Nie nadrabiajcie maili.

Wstańcie rano, zjedzcie śniadanie gdzieś poza domem, wybierzcie miejsce, w którym jeszcze nie byliście, zróbcie zdjęcia, wejdźcie do muzeum, kupcie kawę i zostańcie na zachód słońca. W Krakowie może to być śniadanie na Kazimierzu, spacer po Podgórzu, kąpiel na Zakrzówku, piknik na Błoniach, rower do Tyńca albo lot balonem nad miastem. W Warszawie, Wrocławiu, Lublinie, Rzeszowie czy niewielkiej miejscowości będzie to zupełnie inny plan – i dobrze.

Bo czasem wcale nie trzeba planować kolejnego wyjazdu, żeby poczuć wakacyjny klimat. Wystarczy wolny dzień, odrobina spontaniczności i spojrzenie na dobrze znane miejsca trochę inaczej. Kto wie, może najlepszy pomysł na ostatnią podróż tych wakacji znajduje się tuż za rogiem.

Julia jest absolwentką dziennikarstwa na Uniwersytecie Ignatianum oraz marketingu na Uniwersytecie Ekonomicznym. Interesuje się psychologią, współczesną komunikacją i wpływem mediów społecznościowych na pokolenie Gen Z. Szczególnie fascynuje ją analizowanie dwóch światów (cyfrowego i rzeczywistego) oraz tego, jak zmieniają one relacje międzyludzkie, emocje i sposób postrzegania rzeczywistości. Jej pasją są podróże, sport oraz obserwowanie ludzi i emocji, które inspirują ją do opowiadania historii o współczesnym świecie i relacjach międzyludzkich.
Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Edyta Świętek

Dzień przed ślubem Wiktoria dostaje wiadomość od swojego pierwszego chłopaka, Sebastiana, który prosi ją o wybaczenie i pisze o tęsknocie za utraconą miłością.

Dziewczyna ucieka więc z kościoła podczas ceremonii, czym zaskakuje nawet siebie.

Za...

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Ostatnia podróż wakacji. Zostań turystą we własnym mieście
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.