Co dzieje się w Himalajach? „Dach świata” zmienia się na naszych oczach
Od destabilizacji lodowców po nagłe powodzie. Zmiana klimatu może przekształcić klęskę żywiołową w katastrofę dotykającą całe społeczności.
Są tragedie, które rozgrywają się w ciągu zaledwie kilku minut, ale opowiadają o procesach, które rozpoczęły się znacznie wcześniej. Do tej kategorii należy wydarzenie, które w ostatnich dniach dotknęło Nepal i himalajski region Tybetu. Z dużych wysokości oderwała się masa lodu i skał, uruchamiając niezwykle gwałtowną falę powodziową, która przeszła przez system rzeczny Bhotekoshi i Trishuli, niosąc ze sobą wodę, błoto, głazy i rumowisko.
W ciągu kilku godzin całe odcinki dolin zostały zdewastowane, infrastruktura zniszczona, a społeczności odcięte od świata. Potwierdzona liczba ofiar wynosi ponad 700 osób, ale ponad 3000 uznaje się za zaginione. Dramatyczny bilans z pewnością będzie się zwiększał w związku z rozwojem sytuacji w rejonie.
Trudności z prowadzeniem akcji ratunkowej
Dziś pytanie nie dotyczy jednak wyłącznie tego, co się wydarzyło. Dotyczy również tego, dlaczego tego rodzaju zdarzenia stają się coraz bardziej realnym zagrożeniem dla ludzi żyjących w górach.
Pierwszą odpowiedzią jest oczywiście akcja ratunkowa: poszukiwanie zaginionych, dotarcie do osób odciętych od świata, zabezpieczenie najbardziej zagrożonych obszarów oraz przywrócenie połączeń komunikacyjnych. Jednak właśnie tempo, w jakim rozwinęła się ta katastrofa, pokazuje, jak trudno jest interweniować, gdy góra nagle zmienia swoje oblicze.
Woda nadeszła z ogromną prędkością: w niektórych miejscach poziom Bhotekoshi podniósł się o kilka metrów w ciągu zaledwie pół godziny. Drogi, mosty i stacje monitoringu zostały uszkodzone lub zniszczone, co jeszcze bardziej utrudniło prowadzenie akcji ratunkowej.
Zagrożenie wciąż realne
Jest też drugi element, który sprawia, że ta tragedia budzi szczególny niepokój. Zagrożenie jeszcze nie minęło.
Rumowisko niesione przez falę powodziową mogło tymczasowo zablokować koryto rzeki, tworząc coś w rodzaju naturalnej tamy. Jeśli zgromadzona woda nagle się uwolni, może powstać kolejna niszczycielska fala, która skieruje się w dół doliny.
To paradoks katastrof w środowisku górskim: pierwsze zdarzenie może wywołać kolejne, przekształcając sytuację kryzysową w całą sekwencję następujących po sobie zagrożeń. Dlatego władze i naukowcy uważnie monitorują sytuację i oceniają ryzyko kolejnych powodzi.
To nie jest jedynie zrządzenie losu
Byłoby jednak błędem ograniczyć się do kroniki wydarzeń i uznać je wyłącznie za nieuniknioną katastrofę naturalną.
Himalaje są z definicji środowiskiem ekstremalnym: niezwykle wysokie góry, strome zbocza, wąskie doliny, rwące rzeki oraz społeczności, które często żyją wzdłuż tych samych naturalnych korytarzy, którymi przemieszczają się woda i rumowisko. W takich warunkach nawet stosunkowo niewielkie zjawisko występujące wysoko w górach może szybko przekształcić się w katastrofę odczuwalną dziesiątki kilometrów dalej.
Badania prowadzone w ostatnich latach pokazują ponadto, że zjawiska związane z kriosferą mogą rozwijać się kaskadowo. W takim scenariuszu obrywanie się lodu lub skał, opróżnienie jeziora, osuwisko i powódź zaczynają wzajemnie się napędzać.
To właśnie tutaj w opowieść wkracza kryzys klimatyczny - ale z zachowaniem niezbędnej ostrożności. Nie można automatycznie przypisywać każdego pojedynczego kataklizmu globalnemu ociepleniu. Również w tym przypadku naukowcy wciąż próbują dokładnie odtworzyć sekwencję wydarzeń oraz ustalić, jaką rolę odegrały temperatura, topnienie śniegu, stan lodowca, charakterystyka terenu i inne czynniki.
Międzynarodowe Centrum Zintegrowanego Rozwoju Obszarów Górskich (International Centre for Integrated Mountain Development, ICIMOD) podkreśla, że jest jeszcze zbyt wcześnie, aby określić, w jakim stopniu zmiana klimatu przyczyniła się konkretnie do tej katastrofy. Ta sama organizacja ostrzega jednak, że ocieplenie szybko zmienia lodowce, pokrywę śnieżną, wieczną zmarzlinę i zbocza gór Hindu Kush-Himalaje, zwiększając złożoność zagrożeń.
Problem polega więc nie tylko na tym, że lodowce się cofają. Chodzi o to, że ich zanik może zmieniać cały system górski.
Powstawanie i powiększanie się jezior polodowcowych, utrata stabilności zboczy, degradacja wiecznej zmarzliny oraz większa sezonowa dostępność wody mogą tworzyć nowe warunki, trudne do przewidzenia na podstawie doświadczeń z przeszłości.
W 2024 roku, na przykład w rejonie Mount Everestu, podobne zjawisko pokazało, jak kaskada procesów geologicznych i lodowcowych może przekształcić zdarzenie zachodzące wysoko w górach w niszczycielską falę wody i rumowiska spływającą w dół doliny.
Powiązania między zjawiskami atmosferycznymi
Być może najważniejsza lekcja, jaka płynie dziś z Nepalu, jest taka, że nie możemy już postrzegać zagrożeń naturalnych jako odizolowanych zjawisk.
Lodowiec, rzeka, osuwisko, jezioro i społeczność nie są odrębnymi elementami, lecz częściami tego samego systemu.
Zapobieganie katastrofom oznacza zatem obserwowanie gór jako całości, inwestowanie w sieci monitoringu, systemy wczesnego ostrzegania, ochronę infrastruktury oraz przygotowywanie planów ewakuacji.
Oznacza to również współpracę ponad granicami państw, ponieważ woda nie zatrzymuje się na granicy. Zdarzenie, które rozpoczyna się wysoko w górach, może następnie dotknąć kolejnych terytoriów i wymagać skoordynowanej reakcji Nepalu, Chin oraz innych państw regionu.
Zmiana klimatu jako realne zagrożenie
Himalaje stały się więc jednym z miejsc, w których skutki globalnego ocieplenia mogą szczególnie szybko przeradzać się w konkretne sytuacje kryzysowe.
Wzrost temperatur nie oznacza jedynie, że w długiej perspektywie będzie mniej lodu. W określonych warunkach może również oznaczać bardziej niestabilny lód oraz większą ilość wody, która może zasilać ekstremalne zjawiska.
Kiedy te procesy łączą się z wąskimi dolinami, stromymi zboczami i społecznościami skupionymi wzdłuż rzek, konsekwencje mogą być katastrofalne.
W błocie pokrywającym dziś te doliny kryje się więc coś więcej niż tylko skutek pojedynczego obrywu lodowcowego. Jest w nim sygnał, że naturalna równowaga ulega zmianie.
Dokładne ustalenie, w jakim stopniu globalne ocieplenie przyczyniło się do tego konkretnego wydarzenia, będzie wymagało czasu i dalszych badań. Ogólny obraz jest jednak już jasny: w coraz cieplejszych Himalajach zagrożenia związane z destabilizacją lodowców stają się coraz większym niebezpieczeństwem dla ludzi, którzy żyją, pracują lub podróżują u ich podnóży.
Katastrofa z ostatnich dni może być zatem po raz kolejny dramatycznym ostrzeżeniem przed tempem, w jakim kryzys klimatyczny może przekształcić ekstremalne zjawisko w ludzką tragedię.
To ostrzeżenie, którego w świecie coraz bardziej podatnym na zagrożenia nie wolno już ignorować.
Źródło: Francesco Citterich / Vatican News / red


Skomentuj artykuł